Udajemy się w podróż do zamierzchłych czasów parafii Szczedrzyk, w roku 1779.
Proboszcz Mathias Badura, pisze desperacki list do biskupa (z zasobu archiwum diecezjalnego we Wrocławiu).
Ma 3000 mieszkających po lasach parafian, na obszarze rozległym na 25km. A jemu każą robić kazania po niemiecku dla 14 hutników.
„Szlachetnie i Dostojnie Urodzony Biskupie Łaskawy Władający Panie, Ekscelencjo Wysoko Urodzony i nam łaskawie panujący Panie!
Dnia 16 i 22 tego miesiąca Wikariat łaskawie mi polecił, że na prośbę Królewskiej Kamery Dominialnej i Wojennej mam katolickim robotnikom hutniczym w zakładzie w Malapane i Jedlicach, którzy nie znają języka polskiego, dla ich pociechy duchowej i korzyści co najmniej co 4 tygodnie a także w święta w Szczedrzyku wygłaszać kazanie w języku niemieckim [erbauliche rede in teüscher Sprache], a to za honorarium zaproponowane przez radcę departamentu Królewskiej Kamery Dominialnej i Wojennej Pana Szlachetnie Urodzonego Blümicke, ale chyba jako żart a nie na poważnie, a to za każde kazanie po jednym florenie, mam także wykazywać się większym zaangażowaniem dla powierzonej mi parafii.
Ale jako że w Malapane nie ma osób, które nie znają niemieckiego, a w Jedlicach jest ich tylko 12, wydaje mi się, że te 12 potrafi czytać po niemiecku, a w niedziele i święta z ambony czytana jest niemiecka ewangelia. Zaobserwowałem też, że nawet katoliccy pracownicy królewskiej huty w Malapane muszą kwartalnie składać się na ewangelickiego pastora.
Te niemieckie kazania nie przyniosą tym 12 osobnikom żadnych korzyści, jako że nie wszyscy pojawiają się w kościele, a dla mnie jako proboszczowi tylko będą niepotrzebnym obciążeniem.
Co jednak wymaga natychmiastowego działania, to to, że w tutejszej parafii powstało sześć królewskich kolonii: Carmerau, Münchausen, Creutzthal, Tempelhof, Hüttendorff, Fridrichs-Grätz, z czego większość jest katolikami, ponad 500 komunikantów, z czego 200 nie zna języka polskiego i nie potrafi czytać. Niektóre te kolonie są od parafii Szczedrzyk oddalone o dwie mile (ok. 5km), cierpią taką biedą, że nie stać ich na ubrania zimowe i nie mogą przybyć do tak bardzo oddalonego kościoła. A co z tym związane: pozbawieni są Słowa Bożego. Należało by wprowadzić porządne nabożeństwo z niemieckim kazaniem nie w Szczedrzyku a w kościele filialnym w Krasiejowie, gdzie ci ludzie mają najbliżej. Tamże też nie przybędą hutnicy z Jedlic i Malapane, aby wysłuchać niemieckiego kazania.
Wymagać to będzie jednakże posługi dwóch księży, jeden dla starych parafian w Szczedrzyku, a drugi w Krasiejowie, aby te 2500 dusz, których taki mały kościółek wiejski nigdy nie zmieści, nie będą pozbawieni mszy świętej w niedziele i święta.
Z tego powodu już od 1776 roku wnioskowałem u Królewskiej Kamery Dominialnej i Wojskowej, w związku z podlegającym mi obszarem o wielkości 10 mil [ok. 25km], z 2500 komunikantami i w sumie 3000 duszami, by sobie wyobraziła, że to ponad siły dla zwykłego księdza, przy codziennym objeżdżaniu chorych, oraz aby przydzielono mi wynagrodzenie dla księdza, gdyż dochody parafialne na to nie wystarczają, a to w wysokości co najmniej 100 talarów.
Wspomnieć należy, że powołani przy zakładach królewskich protestanccy duchowni, którym podlega znacząco mniej kolonistów, jeden ewangelicki do Malapane i jeden reformowany w Friedrichsgrätz od Królewskiej Kamery otrzymują wynagrodzenie w wysokości 600 talarów wraz z dodatkowymi świadczeniami. Z tego powodu mam nadzieję, że przy tak dużej ilości kolonii, uda mi się wybłagać co najmniej wynagrodzenie dla kapelana.
Podlega mi 8 starych wiosek, sześć nowych kolonii, trzy huty, często w głębokich lasach, odwiedzane przeze mnie pod groźbą utraty życia, dzień i noc, aby wesprzeć biednych ludzi.
Szczedrzyk, dnia 28 sierpnia 1779. Mathias Badura”
Joanna Ania Mrohs
