Funkcja

Plebiscyt a klątwa Matki Boskiej Częstochowskiej

Dnia 20. marca mija rocznica plebiscytu na Śląsku. Z tej okazji prezentujemy zapisy dotyczące tamtych wydarzeń w kadłubskiej kronice szkolnej.

Pełna treść kroniki w języku niemieckim i polskim znajduje się w publikacji: Parafia i szkoła w Kadłubie : kronika katolickiej szkoły w Kadłubie, autor ks. Franciszek Wolnik

Kronika szkoły w Kadłubie została uratowana w 1945 roku przez Josepha Miensoka przypadkiem, ze sterty niemieckich książek palonych przed szkołą przez nowo przybyłą administrację polską. Przechowywana była w tajemnicy przez lata przez rodzinę Miensok. Została przepisana i przetłumaczona przez Pana Henryka Grinera.

Wpis w kronice w latach 1920 / 1921 dokonywał nauczyciel Meyer

Rok szkolny 1920/21

Zgodnie z zarządzeniem z początkiem roku szkolnego wprowadzono do planu naukę języka polskiego i religii w tym  języku.

Zajęcia prowadził nauczyciel Karhan. Pomimo, iż z ambony  wszystkimi środkami, a nawet przymusem, zachęcano do brania udziału w tych lekcjach, tylko 19% dzieci uczestniczyło w lekcjach religii, a 8% w nauce języka polskiego. Z 48 dzieci pierwszokomunijnych tylko 3 brało udział w przygotowaniu do tego sakramentu prowadzonym w języku polskim. Liczba uczniów w szkole ciągle maleje. Teraz, kiedy przezwyciężono już trudności żywnościowe w miastach i Okręgu Przemysłowym, wracają do siebie wszyscy ci, którzy w czasie wojny przybyli do nas. Do szkoły przyjęto 27 dzieci, a 11 zwolniono przedwcześnie. Należy jednak stwierdzić, że wyniki nauczania obecnie zwalnianych ze szkoły są znacznie gorsze niż u dzieci kończących szkołę przed wojną. Stało się tak dlatego, że w czasie wojny dzieci wykonywały najróżniejsze prace, między innymi przeprowadzały różne zbiorki, skracano im zajęcia szkolne, tak, że nie zdążono osiągnąć pożądanych wyników. Te niedociągnięcia ujawniły się w czasie ostatniego poboru do wojska i agitacji za Polską. W kuszący sposób zarzucono przynętę przynoszącą zgubę naszej Ojczyźnie. Zupełnie swobodnie i zgodnie z prawem. Brak szacunku do cesarza i administracji państwowej. Do tego doszła walka plebiscytowa, okrutna walka między niemiecko- i polskojęzycznymi Górnoślązakami. Wskutek tego ucierpiała również szkoła. Dotychczas szkoła była traktowana, przynajmniej przez lud wiejski, jako świętość, jako córka Kościoła, a nauczycieli traktowano jako przywódców naszej społeczności, prowadzących ją ku dającym szczęście ziemskim i duchowym celom. Szkoła znajdowała w tej pracy skuteczne wsparcie w duchowieństwie. Niedawno zmarły proboszcz ks. Paweł Conrad nie przeoczył żadnej okazji by wyróżnić szkołę i jej nauczycieli. Obcy nam, przekupieni podżegacze uznali naszą szkołę za placówkę tresury germańskiej, w której nauczyciele są hakatystami pragnącymi wytępić język polski. Na polskim zebraniu główny nauczyciel poprosił mówcę, aby przedstawił chociaż jeden dowód na te zarzuty – milczenie było odpowiedzią. Również taki sam skutek przyniosło to pytanie zadane wszystkim zebranym.

Sięgnięto więc po inne metody. Niektórych ludzi kupiono dla Polski, przekonano miejscowego duchownego. „Polski powiatowy inspektor szkolny” Kulig namawiał po domach, by składać oskarżenia przeciwko głównemu nauczycielowi. Kulig obiecywał, że na nowym, polskim Górnym Śląsku wszyscy nauczyciele, którzy nie znają języka polskiego powinni być przeniesieni do dużych miast. Miejscowy duchowny, który 8 dni wcześniej w pierwszej klasie wypowiedział swe pełne uznanie dla osiągnięć szkoły w wychowaniu religijnym i w nauczaniu, wypowiedział swoje zdanie na temat niemieckiej szkoły w gospodzie. Wziął on udział w pochodzie polskich sokolistów, ubrany w ornat.

3 maja 1920, pochód przez Osiek, zorganizowany przez Alojzego Szulca (niesie sztandar). Zdjęcie pochodzi z książki: Ryszard Kaczmarek „Powstania Śląskie – Nieznana wojna polsko-niemiecka”

Na próżno zwracało się do niego 21 nauczycieli naszej parafii, by zwrócić uwagę na fakt, że przy tej jego postawie wykluczona jest współpraca ze szkolą. Mieliśmy ten „zaszczyt” zobaczyć w naszej gospodzie naszego duchownego wśród brzęczących kieliszków, który wygłaszał nowe nauki. Ale na zebrania organizowane w szkole, mające na celu zbudowanie kościoła nikt z nich nie przychodził. W ten sposób poddawany był naciskom i wpływom prostoduszny nasz lud, a jako ostatni argument używana była „Matka Boska Częstochowska” grożąca swą klątwą [jeżeli ktoś zagłosuje za Niemcami]. Bał się nasz lud przyznawać do kontaktów ze szkołą. Łatwo można było być podejrzanym, że jest się Niemcem. A co to znaczy u Polaków okazało się 6 lipca. Trzystu Polaków przybyło w świątecznym pochodzie, dowiadując się, kto jest Niemcem. W szkole pobili do nieprzytomności pana Mrohsa [Thomasa Mrohsa, właściciela gospody], a kupca Meyera zabili. Mrohs kandydował z ramienia Partii Niemieckiej do nowo wybranego zarządu gminy. Partia Niemiecka obsadziła w nim 10 miejsc, a Polacy 5. Zebrania gminne, które z reguły kończyły się bójkami, dają obraz obecnej sytuacji politycznej. Związek miłości i zaufania pomiędzy niemiecko- i polskojęzycznymi obywatelami, pomiędzy gminą i szkolą, który utrzymywany był uczciwie od pradawnych czasów, niszczono. Szkoła stała się placem boju i dzikiej walki narodowościowej, zamiast pielęgnować miłość do Boga, do Ojczyzny, do własnego kraju, do niemieckich zwyczajów i niemieckiej kultury, dzięki której kraj mógł się rozwijać. Ta szkoła nigdy nie była miejscem, gdzie uczono nienawiści.

Nie chcę tu opisywać, jakie zniesławiające nas pozwy kierowane były do inspektora powiatowego i innych urzędów. Nie udały się jednak manipulacje przeciwko nauczycielom. Również bezskutecznie poszukiwania broni w szkole nie dały podstaw do zastosowania restrykcji wobec nauczycieli. Najważniejszą jednak rzeczą były próby zdyskredytowania w oczach  mieszkańców miejscowości naszych przywódców.

Na jeden dzień przed głosowaniem plebiscytowym zastosowano ostatni środek. Celem „oświecenia” zarządzona została powszechna spowiedź. Poprzez niegodne wykorzystanie władzy duchownej obowiązkiem religijnym stało się głosowanie za Polską. Głosowanie odbyło się 20 marca 1921 roku. 547 osób głosowało w naszej miejscowości (330 osób za Polską, 273 za Niemcami). W porównaniu z sąsiednimi miejscowościami jest to wynik stosunkowo dobry. W powiecie Strzelce Wielkie uzyskaliśmy wynik 49% za Niemcami, a na całym Górnym Śląsku 60%. Chwała niech będzie naszej Ojczyźnie, która po przeżyciu trwogi i ciężkich dni wraca w ramiona matki Germanii.

Rok szkolny 1921/22

Bezpośrednio po plebiscycie nie wszyscy chcieli podać sobie pojednawczo rękę by zapoczątkować pokój. Od 2 maja Kadłub odcięty był od świata. Wszystkie sąsiednie wioski zajęte były przez powstańców, również i miasto Strzelce Wielkie. Był jeszcze czas by uciec – wiedzieliśmy, że jako osoby przewodzące innym jesteśmy na listach osób do zlikwidowania – często nam o tym mówiono. Ale przecież w czasie wojny było podobnie. W Kadlubie zorganizowano dzielną straż obywatelską, która czuwała każdej nocy. Jeszcze w piątym dniu powstania, nowy zarząd szkoły i gminy, który na polecenie proboszcza zaprezentował się  głównemu nauczycielowi, został wyproszony za drzwi.
Dopiero w momencie gdy uznaliśmy naszą walkę za bezsensowną złożyliśmy broń w ukrycie. Już następnego dnia przybył do mnie w czasie zajęć uczeń Kowalski, wychowanek polskiego przywódcy z wiadomością, że przybyli Polacy by mnie aresztować. Pożegnałem się z moją rodziną i poszedłem do lasu w ukrycie. Po drodze spotkałem uzbrojonych powstańców w rogatywkach, pytających  o moje mieszkanie. W lesie ukrywało się nas wielu wiernych ojczyźnie mężczyzn. Jak horda wdarli się powstańcy do szkoły. Nauczyciel Karhan był w tym dniu u swoich teściów.  Nauczyciel Hübner został wyciągnięty ze swego ukrycia – grożono mu rozstrzelaniem. Podobnie postąpiono z moją żoną i 2-letnim synem Hellmuthem. Postawiono ich wszystkich pod ścianą, mieli zdradzić miejsce mojego ukrycia i magazyn broni. Wieczorem zebraliśmy się w nadleśnictwie i postanowiliśmy próbować uciekać następnego dnia. Wkrótce po wyjściu zaskoczył nas ogień z karabinów maszynowych. W ogniu tym przebiegliśmy do oddalonego o dwa kilometry lasu. Na szczęście powstańcy byli złymi strzelcami.
Również w lesie byliśmy często ostrzeliwani. Pojedynczo i grupkami przedarliśmy się do Ozimka. W moim mieszkaniu powybijano  okna, zerwano podłogi, zbito obrazy. Książki i pisma podarto, wszystko zabrudzono ludzkim kałem. Tylko większe meble pozostały, ich odtransportowanie zaplanowano na później, przeszkodził temu Selbstschutz. Nauczyciele prowadzili teraz życie uciekinierów, tułaczy. Pomimo obietnic pozostawiono ich własnemu losowi. Nie lepiej działo się niemieckim gospodarzom.
W dniu 21 sierpnia nauczyciele powrócili do szkoły i rozpoczęły się zajęcia. Szkoła była spustoszona, rząd nie ma pieniędzy. Rodziny zmuszone były nocować u sąsiadów. Panowała czerwonka. Wszystkie moje dzieci zaraziły się a nasz ukochany, chorujący od powstania Hellmuth doznał ataku serca, a 14 dni później strzelano zamiast do mnie do mojego najstarszego syna. Kto może żądać ode mnie bym żył wśród takich ludzi, przez których tyle lat bylem uwielbiany. Nie mogę już patrzeć na to, jak Polakom uchodzi każdy nikczemny czyn bezkarnie, a Niemcy pozostają całkowicie bezbronni. Nawet dzisiaj, po przydzieleniu Kadłuba do Niemiec, czują się Polacy i ich proboszcz jakby kontrolowali sytuację. Na moje życzenie zostałem przeniesiony z dniem 8 lipca 1921 roku do Gliwic. Stanowisko głównego nauczyciela pozostało nieobsadzone do 1 lipca 1922 roku. Nauczyciel – uciekinier Thomas Pannek, urodzony w Rozmierzy, który ukończył seminarium nauczycielskie w Pyskowicach w latach 1905-1908, przybył w zastępstwie i przejął klasę wyższą. Dnia 1 lipca 1922 roku stanowisko głównego nauczyciela objął nauczyciel Hermann Teich z miejscowości Łęg, powiat Racibórz.

Funkcja

Najnowsze wydarzenia na profilu FB

Chcesz wiedzieć, co u nas słychać? Wejdź na profil Kadłuba w serwisach społecznościowych

Emerytura w Rozmierce w roku 1568

Cudownie było być emerytem i szlachcicem w roku 1568. Pawel Nawoy przekazał cały majątek synom a sam zostawił sobie folwarczek w Rozmierce, z rybniczkiem, karczmą i wałachem.

Oto dokumenty związane z przekazaniem majątku na synów i podziałem. Znajdziecie nazwiska mieszkańców Rozmierki i Jędryń. Może jest tak ktoś z waszych przodków?

Smluwa braci Nawojów o podział spadku na Rozmierce, Jędryniach i Koszycach.

Pawel Nawoy na Małej Lozmierzy (Rozmierka) w roku 1568 idzie na emeryturę i przepisuje swój majątek na synów: Zygmunta, Girzyka i Petra, a to na Rozmierce, Jędryniach i Koszycach.

Pozostawia sobie jedynie poddanego kuźnika i spłaty z obu młynów, czyli Masslowego i Brehulowego. Może to ci sami Bregułowie, co z Bregulego między Grodziskiem a Boryczą?

Pozostawia sobie też dochody z huty i kuźnicy wedle umowy (huta znajdowała się w okolicach Barwinka w Kadłubie), pszczoły w zagrodzie i barcie w lesie oraz wyszynk piwa, łan roli na polach Gaydowych i dwa łany w Koszycach, zastrzega sobie zaopatrywanie go w wieprze i masło, ryby i drób, świadczenie przez poddanych 3 dni robocizny i aby ludzie mu drewno do budowania społecznie dostarczali. Poddane natomiast miały obowiązek dostarczyć mu pewną ilość przędziwa. Zostawił sobie też rybnik, las, gdyby gwarkowie albo kuźnicy go potrzebowali. Na koniec zostawił sobie też wałacha od pana Bodzanowskiego i wózek. Czyli wszystko, co potrzebuje szczęśliwy emeryt.

W tym samym roku, w kancelarii stawił się Zygmunt Nawoy z Dolnej i na Starym Oleśnie, i zgłosił umowę między nim a braćmi w sprawie podziału spadku po ojcu. Dzieli on Rozmierkę na dwie części.

Do pierwszego działu przypada „sedlo, kte pan otetz sedel”, czyli który ojciec sobie zostawił w umowie, a to statek (majątek) w raz z ludźmi i ich dziedzicami i dziedziczkami z imienia: Gambalu Jana Kwapisse Gurtzykowu Urbana Jendrka Mruztzyka Zyweho Mroza z Gendryn (Jędrynie), Gaydu z Gendryn, Suska wienizka zagrodnika wlka alkacze z Gendryn”.

Do tego działu przynależna jest także karczma przy kuźnicy wraz z wyszynkiem piwa na niej, i aby żadnej innej nie było. Do tego pola i łąki, między stodołą a lasem, i pod „krysyną” aż do kopca, który usypano przed wsią i do Benizkowskiej miedzy, od Mandrzykowej miedzy aż po kopiec, wraz z zagrodą przed wsią jak jest ogrodzona, łąkami między lasami, … aż do rybnika przed wsią, po łożyska [rudy] na Gawrzelowej drodze aż do Rozmierzy.

Do majątku należało także kilka rybników (stawów), ten wspomniany przy wsi i na Blessnie, wraz z prawem do użytkowania rybników jako „barwinek” lub jako młyn. Z dokumenty wynika, że nazwa dzisiejszej dzielnicy Kadłuba – Barwinek, pochodzi od miejsca barwienia tkanin.

Umowa zaznacza, że pokłady rudy zwane piekło nie może zatopić a także nie można rybnika przed wsią i także „przykopu” która pękł.

Do majątku należeć też będą dwa stawki w Jędryniach i młyn Masslowy zgodnie z umową ojca.

Z tego działu Zygmunt będzie musiał dać 10 talarów jako pomoc w budowaniu młyna, który będzie budowany na Barwinku. Tak aby każdy dział miał swój młyn. Do młyna wydzieli się tyle ziemi, co mają też pozostali młynarze, a to Maslo i Bregula.

W drugiej umowie Zygmunt Nawoy ustanowił drugi dział na wsi Rozmierce. A to wraz z ludźmi o nazwisku Mantzyga Stanzok, Lezniczka Krysa, wietzurek Jan Chodawy, Matuk z Gendrzyn (Jędrynie), Zyrek Lassek Ondrzey Slunka Klemcz Jakub Slunka Kalik karczmarz z Jędryni, i polami między stodołami a lasem, między Mantzykowymi a Lesnitzkowymi łąkami, wraz z rybnikiem na Bregulem i młynem przy nim. Ten kto dostanie dział, musi zapłacić 10 talarów na budowę nowego młyna na Barwinku i puścić wodę z rybnika do nowego stawu kuźniczego.

Tekst pokazuje, że są to czasy, gdy rycerze przekształcają się w przedsiębiorców. Ważnym czynnikiem jest tu rzeka Jemielnica – Nawoye posiadają tutaj w roku 1568 huty żelaza, barwinki i młyny.

W sąsiednim Kadłubie, Krośnicy i Boryczy żelazo wytapiają już Boryńscy. Centawscy na pewno już wtedy posiadają kuźnice nad Małą Panwią w Połomii.

Joanna Mrohs

AP Wrocław

Matrcula zatźata za panowan?… Kniżete a pana Maximiliana druheho…

82/8/0/3/38

Powiązania Czamborów z Karłowic i i rodu Strime na przełomie 13 i 14 wieku z Hinczą z Rogowa

Powiązania Czamborów z Karłowic, Gorzowa Śląskiego, Wielowsi, Błotnicy i Strzelina na przełomie 13 i 14 wieku z Hinczą z Rogowa

Joanna Mrohs

Kadłub, 29.07.2026

Punktem wyjścia niniejszych rozważań jest wzmianka zawarta w Topographisches Handbuch von Oberschlesien autorstwa Felixa Triesta, zgodnie z którą w 1429 roku „Guiczko von Gorzkow” miał sprzedać Kadłub „Mitzkowi von Gaschowitz” za kwotę 310 marek, a następnie dokonać podziału majątku obejmującego Rozmierz, Grodzisko, Ligotę, określaną już wówczas jako Czamborowa, oraz folwark Koszyce między synów: Krzysztofa, Piotra i Bartłomieja.

Przytoczona informacja stanowi najwcześniejszą znaną wzmiankę źródłową dotyczącą miejscowości Kadłub w powiecie strzeleckim, na obszarze dzisiejszego województwa opolskiego. Postać określona przez Triesta jako „Guiczko von Gorzkow” nie znajduje jednak potwierdzenia w zachowanych dokumentach z tego okresu. Analiza form pisma stosowanych w XV wieku pozwala przypuszczać, że zapis ten mógł wynikać z błędnego odczytania imienia, a właściwa forma powinna brzmieć „Hinczko von Gorzkow”. Ustalenie źródła, z którego Triest odczytał tą informację, pozostaje jeszcze przedmiotem intensywnych badań z mojej strony.

W bezpośrednim sąsiedztwie Kadłuba funkcjonowały wówczas jedynie dwie miejscowości, których nazwy można uznać za identyczne lub fonetycznie zbliżone do formy „Gorzków”.

Przyjrzyjmy się najpierw osadzie zaginionej Gorzów w powiecie strzeleckim. Jest ona kilka razy wspominana w księdze ziemskiej księstwa opolsko-raciborskiego[i].  

W akcie pod numerem 153 z roku 1564 Matiey Stiezur, oddaje „statek Gorzow w okręgu strzeleckim”, który należy mu się po ojcu, swojemu stryjowi Zygmuntowi Stiezurowi. Pod numerem 155 w roku 1564 karczmarz Stanislaw Zielezo sprzedaje folwark Gorzow w okręgu strzeleckim, wraz z oranymi i nieoranymi łąkami i pastwiskami, a to rzecz rycerza Mikołaja Ibrama Ptakowskiego z Suchej. Należy zaznaczyć, że najstarsza wzmianka o rodzinie Zelazo pochodzi z roku 1501, kiedy to kmiotowi Mathiasowi Zelazo książę Hanusz Dobry daje rolę o nazwie Swietlikowska koło Poznowic[ii].

W roku 1581 Girzyk Ibram sprzedaje[iii] „oddil kterysme me w Suchej” i „diedinu pustu” Gorzów z sydlem, zmlynem zwanym Zubowcem w dziedzinie szymiszowskiej, z krczmą, z folwarkiem, z ludźmi, i wszystkimi prawami … Petrowi Strzeli z Obrowca.” Gorzów został więc już w roku 1581 opuszczony i był folwarkiem a nie siedzibą rycerską, co wyklucza go z kandydatów na siedzibę „Guiczka von Gorzkow”.  

Kolejną miejscowością, która geograficznie jest położona w okolicy Kadłuba w powiecie strzeleckim jest Gorzów Śląski. W roku 1429 w Gorzowie rezyduje ród Hinczy (Henryka) Świętopełka, a dokładnie jego wnuk, Hincza Świętopełk z Gorzowa. Istnieją poszlaki sugerujące, że „Guiczko von Gorzkow” jest tożsamy z Hinczą z Gorzowa. Aby udowodnić tą tezę, należy się cofnąć do najstarszych zapisków dotyczących terenów dzisiejszego Kadłuba.

Kadłub leży w dolinie rzeki Jemielnicy, zwanej w średniowieczu Blotniczą, 10 km na wschód od miejscowości Daniec i 20 km na północny zachód od miejscowości Błotnica Strzelecka. Do najwcześniejszych w dokumentach wspominanych osad w dolinie rzeki należą miejscowości Błotnica, Centawa, Gąsiorowice, Borycz, Daniec i Dębie jako siedziby rycerskie oraz klasztor w Jemielnicy u jej źródeł i klasztor w Czarnowąsach u ujścia do Małej Panwi.  W aktach gruntowych majątku rycerskiego Grodzisko znajdował się odpis dokumentu z roku 1609, dotyczący sprzedaży Grodziska wraz z Kadłubskim Młotem przynależnym do terenów grodziskich[iv]. Stąd wiemy, że tereny osady hutniczej Kadłub przed rokiem 1609 należy traktować jako przynależne do majątku Grodzisko i z tego powodu należy prześledzić wzmianki historyczne dotyczące tej miejscowości.

W najwcześniejszych dokumentach dotyczących Śląska rzeka „Blotnicz” stanowiła geograficzny punkt odniesienia. W roku 1297 Bolek Opolski nadaje panu Geremi wioskę Rychenwald oraz rzekę Błotnicę (Jemielnicę) z oboma brzegami, 4 łany (hufe) w „de borra”[v]. W roku 1312 rycerz Albert Barch (Barth) za zasługi dostaje Daniec[vi]. W roku 1350 właścicielem Dańca jest rycerz Świercz, kiedy otrzymuje list potwierdzający zakup Dańca oraz przysługujące mu najwyższe prawa książęce na rzece Jemielnicy: „a mianowicie wraz z daninami: od świni, od krowy, od pieniędzy i zboża, od gęsi, z bartnictwa, z młynów, z rybołówstwa, z lasów, z polowania z wielkim rogiem, z łowów ptactwa, z łąk, z karczmy, z cła na rzece Blotnicz (Jemielnica) za spław lub transport drewna i materiałów budowlanych … z robocizn pańszczyźnianych i innych praw użytkowania”[vii]. Świadkiem nadania jest rycerz „Sambor de Blotnicz”, który rezyduje na Błotnicy już od roku 1340[viii].  

Świerczkowie pochodzili ze Świerczowa pod Namysłowem i byli boczną linią rodu Czamborów[ix] z Kazanowa posługującym się herbem Rogala. Co ciekawe, siostra wspomnianego rycerza Alberta Barcha (lub Barth) była żoną Czambora z Kazanowa. Ich synem był Mikołaj ze Świerczowa oraz Jan z Karłowic[x]. Około roku 1400 wspominani w Karłowicach są dwaj bracia: Mikołaj i Jan, którego żoną była Anna z polskiego rodu Wierzbiętów herbu Grzymała.   

Wspomniany wcześniej Świerczek z Mokrego Dańca w 1354 roku dokupuje Borycz[xi].  W kolejnych latach występują w dokumentach kolejni Świerczkowie z Mokrego Dańca i Boryczy, np. Mikołaj, gdy kupuje Raszową w roku 1400, czy „Nethe Swircz” zakonnica w klasztorze w Czarnowąsach, która w roku 1412 rezygnuje ze swojego udział w Dańcu i Boryczy na rzecz brata „Nebnosza” z Dańca[xii].  

Decydujący dla mojego wywodu dokument pochodzi z roku 1371 i został wystawiony na zamku w Strzelcach Opolskich. Wypis dokumentu znajduje się w Archiwum Państwowym we Wrocławiu[xiii]. Pełna jego treść została przedrukowana w publikacji Diplomatische Beyträge zur Untersuchung der Schlesischen Rechte und Geschichte.

W dokumencie tym Agnieszka, księżna strzelecka, podaje do wiadomości, Barbara, córka Świętopełka z Borowej Lanki, prawowita żona Melota z Krzyżanowic, ze wszystkich dóbr dziedzicznych, które przypadły jej z ojcowskiego spadku, zgodnie z prawem dziedziczenia, dowolnie się zrzekła i uroczyście je przekazała rycerzowi Henczkonowi Sczambory z Borowalanki, oraz jego następcom. Udział dotyczył sąsiadujących ze sobą miejscowości nad rzeką Jemielnicą (Blotnicz), a mianowicie: Borowalanca (Borycz), Crasnalanca (Krośnica), Elgoth (Ligota zwana później Czamborową), Suchdencz (Suchodaniec) i w Brodsiczach (Grodzisko), wraz ze wszystkimi pożytkami, dochodami i świadczeniami, zarówno większymi, jak i mniejszymi, które teraz lub w przyszłości mogą z nich wynikać — na polach, łąkach, pastwiskach, w lasach, zagajnikach, zaroślach, barciach, młynach, na ziemi i wodzie oraz we wszystkich innych przynależnościach, jakkolwiek by były nazywane. Barbara jednak zastrzegła, że „Heynczko” i jego wieczyści następcy mają pełne i swobodne prawo — takie, jakim cieszyli się jego poprzednicy oraz sama pani Barbara — do trzymania, posiadania, sprzedawania, zamieniania lub używania tych dóbr wedle wszelkich potrzeb, ale jedynie w tej części, która przypadała Barbarze z dziedziczenia po ojcu. Świadkami umowy byli Merbot Świętopełk z Żyrowej, Marcin „z Crobicze”, „Heynkone z Rulowic”, „Nieckone Jankowicz”, pan Czeme, pleban z Wysokiej, a także pan Jakub, kapelan i notariusz, który miał polecenie spisania tego aktu.

W leksykonie wymarłej szlachty śląskiej Siebmacher precyzuje powiązania rodzinne Barbary z Borowej Lanki[xiv]. Wspomniany w powyższym akcie Melota Tworkowski z Krzyżanowic jest u Siebmachera mężem Barbary Żyrowskiej. Oznacza to, że Żyrowscy rezydowali w 1371 roku także w Boryczy. Rodzina Żyrowskich jeszcze w roku 1567 posiada udziały w Dańcu. Mówi o tym dział spadku, w którym bracia Daniel i Girzik Żyrowscy z Żyrowej dzielą się majątkiem, Daniel otrzymuje majątek w okręgu strzeleckim, między innymi Daniec, Girzik majątek w okręgu toszeckim[xv].  

Współegzystowanie dwóch rodów na zespole majątków wokół Boryczy znajduje ślady w późniejszych dokumentach. Rozmierz jeszcze w roku 1559 jest podzielona na dwie części i ma dwóch sołtysów[xvi].  W 1414 roku na wojnę z Krzyżakami wraz z Bernardem księciem opolskim wyprawiają się także Petir von Lozymir z rodu Czamborów i Cunczke von Haschlowicz (Gaszowic). Gaszowice już wtedy rezydują w Rozmierzy[xvii]. W wojnie bierze udział też Gertko von Dencz (Daniec).

Wspomniany w dokumencie Hincza Czambor z Borowej Lanki w chwili nabycia udziału od Barbary należy do najważniejszych urzędników Władysława Opolczyka. W roku 1369 jest marszałkiem[xviii].  W latach 1373 do 1378 pełnił funkcję starosty generalnego opolsko-wieluńskiego. Pieczętował się herbem Rogala. W dokumentach można zauważyć silne powiązania z Merbotem Świętopełkiem z Droniowic. Merbot był synem Stefana na Żyrowej i wnukiem Świętopełka na Borowej Lance i tym samym bratankiem Barbary z Borowej Lanki. Wiemy już, że od Barbary, ciotki Merbota Świętopałka, Hincza Czambor otrzymał jej udział na majątku w Borowej Lance i okolicznych miejscowościach. Merbot pełni zaraz po Hincze Czamborze funkcję starosty oraz sprzedaje mu w roku 1374 swoje majątki Wierzbie i Rusinowice[xix]

Zastanawiające jest pojawienie się w tym samym czasie w Wielowsi, w sąsiadującej z Rusinowcami, specyficznej pieczęci. Jan Zamoyski w nocie heraldyczno-sfragistycznej opisuje pieczęć Hinka z Wielowsi: podwójny krzyż „z gładkimi, lekko wygiętymi rogami na hełmie”. Krzyż odpowiada herbowi Czaczka rycerzy rezydujących na Wielowsi, a wygięte rogi są herbem Czamborów[xx]. Ten sam herb pojawia się kilka lat później w Gorzowie Śląskim a wraz z herbem pojawia się tam Hinczka ale o przydomku Świętopełk[xxi]. Herb pojawia się także w roku 1438 w Karłowicach wraz z osobą Tschambora z Błotnicy[xxii]. Ten sam herb świadczy o ty, że Hincza z Borowej Lanki, Hincza Świętopełk z Gorzowa oraz Tschambor i Mikołaj z Blotnicy są ze sobą ściśle powiązani.  

Władysław Opolczyk nabywa obszar Gorzowa Śląskiego w roku 1363 i intensywnie obsadza go urzędnikami. Tak też około roku 1382 w Gorzowie Śląskim rezyduje wspomniany Hincza Świętopełk[xxiii]. Po nim jego syn Ludwig oraz wnuk Hincza Świętopełk. Na jego pieczęci widnieje podwójny krzyż z jednym zagiętym rogiem (Czaczke) na tarczy oraz nad tarczą hełm z rogiem tura i jelenia, czyli herb Rogala[xxiv].  Hincza wnuk podpisuje w roku 1437 dokument, w którym znajdujemy ciekawą wzmiankę: „Svantopalc de Gorzev obiecuje wierność Władysławowi, królowi Polski, przeciw wszystkim wrogom, z wyjątkiem Bernarda, księcia opolskiego, w swoim imieniu oraz w imieniu swojego brata, Nicolai de Ruszcze. Dano w Krakowie, w piątek przed niedzielą Oculi 1437 roku”[xxv].  

Hincza Świętopełk starszy z Gorzowa widnieje jako świadek na kilku dokumentach Władysława np. w akcie nadania przywilejów klasztorowi Paulinów w Częstochowie w styczniu roku 1385[xxvi]. W roku 1398 widnieje w dokumentach watykańskich, gdzie „Henczkoni Swantopelkonis z Landsbergu, rycerz diecezji wrocławskiej, oraz jego żona, obecna osobiście, otrzymują indult, aby w miejscach podlegających kościelnemu interdyktowi mogli sprawić odprawianie mszy”[xxvii]. Wraz z nim indult otrzymuje Stefan Strzela z Chechła (Stossko dictus Stoss). W samym dokumencie ekskomuniki i interdyktu można znaleźć wiele znanych nazwisk, jak „Marqurdus de Drnowicz” i „Schekeyrcz de Landesbrad”, kilku Strzelów, ale także jest tam dwóch Czamborów[xxviii].

Badając wszystkie wątki pochodzenia Czamborów/Świerczów z Dańca i Borowej Lanki musiałam skierować się terenów, z których ród Czamborów pochodził, czyli z pogranicza księstwa ziębickiego (Kazanów), okręgu strzelińskiego i księstw brzeskiego (Karłowice). Tym bardziej, że Świerczowie rezydowali także w sąsiadującej z Karłowicami miejscowości Roszkowice. Zbieżność nazwy miejscowości wymagała zbadania jej właścicieli w owym czasie.  

Najszersze opracowania dotyczyły niedalekich Karłowic. Najciekawszy opis znajduje się w pozycji Archiv für Schlesische Kirchengeschichte, Bd. 4[xxix]. Oto tłumaczenie: „Mikołaj Czambor (na Karłowicach) umarł w roku 1378. Miał co najmniej 4 synów. Jan – rycerz, ożenił się z córką polskiego rycerza „Wirzebantha” herbu Grzymała. […] Niczko, syn Mikołaja i wnuk Jana Czambora, posiadał wspólnie ze swoim bratem Janem Ketzerdorf (Karłowice) oraz udział w Gr. Neudorf (Kościerzyce). Ten udział musieli jednak w roku 1397 obciążyć hipotecznie przez sprzedaż rocznej renty, po raz drugi w następnym roku. W roku 1408 doszło między oboma braćmi do sporu z powodu Karłowic. Książę Ludwik II kazał rozstrzygnąć ten spór przez Manngericht (sąd mężów) złożony z ośmiu sędziów polubownych, którego przewodniczącym był książę Konrad z Oleśnicy. Wkrótce potem został on sprzedany. W roku 1411 książę nadał go w lenno Hansowi Zedlitzowi z Neukirch[xxx].  Zedlitz posiadał Karłowice co najwyżej do roku 1435; w tym roku wymieniany jest tam także Heinze z Rogau, sądząc po pieczęci przedstawiciel rodu von Salisch, na tymże miejscu, w roku 1440 znowu Czambor, ale o przydomku z Błotnicy, który sprzedaje wszystko Beesom.”

Przyjrzyjmy się więc dokumentom, na których opiera się powyższy opis. Istotna dla wywodu jest tutaj chronologia właścicieli Karłowic. Do roku 1411 na Karłowicach urzędują bracia Jan i Mikołaj Czambor. Żoną Jana jest Anna z rodu Wierzbiętów herbu Grzymała, córka starosty wielkopolskiego[xxxi]. W roku 1411 książę Ludwik przekazuje Karłowice Hansowi Zedlitzowi. W dokumencie tym jest wzmianka, że poprzednim właścicielem był Mikołaj Tschambor. W roku 1429 Hans Zedlitz przekazuje majątek Karłowice swojej żonie Katarzynie, jako opiekuna prawnego i lennika powołuje „Weyssela Tschambora” [na Świerczowie], jej brata „Pakischa von Stryme” i kuzyna (Vetter) Haugwitza[xxxii]. Zedlitz w dokumencie ze stycznia roku 1435 tytułuje się jako „Hans Czedlicz auf Ketzendorf”, w czerwcu natomiast w Legnicy pojawia się Hincze z Rogowa i podpisuje zobowiązanie wobec księcia jako „Heyncze von Rogaw … auf Ketzerdorf gesessen”[xxxiii]. Na deklarację Hinczy z Rogowa powołuje się i składa tą samą w roku 1438 Tschambor z Blottnicz „auf Ketzerdorff gesessen”. Sformułowanie to (gesessen) może sugerować, że zarówno Hincze z Rogowa jak i Tschambor z Błotnicy posiadali w przeszłości prawa do majątku Karłowice, może wynikające z dokumentu z roku 1429. Tschambor z Błotnicy mógł odziedziczyć prawa po Wyszku Czamborze, Hincze z Rogowa po bracie Katarzyny – Pakiszu von Stryme.

Rycerz Tschambor (Czambor) z Błotnicy kiedyś na Karłowicach, wieloletni marszałek książąt oświęcimskich[xxxiv] odciska na dokumencie następującą pieczęć: na tarczy podwójny krzyż a nad nią hełm z dwoma rogami, napis S. TSAMBOR[xxxv]. Pieczęć jest identyczna z pieczęcią Hinczy Świętopełka z Gorzowa. Tą samą pieczęć odnajdujemy także w Wielowsi koło Toszka. Opisuje i rysuje ją Jan Zamoyski.  Przedstawia podwójny krzyż „z gładkimi, lekko wygiętymi rogami na hełmie”[xxxvi] i należy do Hinka z Wielowsi. Potomkiem Tschambora z Błotnicy musiał być Jerzy z Centawy na Błotnicy, który remontuje centawski kościół i funduje kasetonowy sufit, na którym widnieje herb renowatora: podwójny krzyż z zagiętym jednym ramieniem na tarczy, nad tarczą hełm z gładkimi rogami[xxxvii].    

Hincza z Rogowa wspomniany wyżej dokument pieczętuje swoją pieczęcią przedstawiającą róg jelenia z prawej i odwrócone skrzydło orła z lewej (a może jest to gryfia noga), wraz z napisem w otoku: SIGILLV HEYNRICI DE ROGAWE[xxxviii]. Pieczęć odbiega od później stosowanego przez tą rodzinę herbu Działosza (skrzydło orła nie jest odwrócone).   

Wróćmy jednak do Pakuscha von Stryme brata Katarzyny. W roku 1430 Pakusch von Stryme widnieje w dokumentach jako hauptmann w Niemczy[xxxix].

Już w roku 1364 Pakusch von dem Stryme (ojciec?) posiada folwark w Starczówku (Neu-Altmannsdorf) koło Ziębic[xl]. W roku 1391 folwark ten sprzedają [dzieci?] Hannos von deme Stryme, jego żona Anna oraz siostra Margareta, oraz Heintschke von Opul[xli]. W 1414 Hans von Strym jest świadkiem na dokumentach dotyczących rodziny Haugwitzów[xlii]. Herb Packuschów to odwrócona ryba z lewej i róg jelenia z prawej[xliii]. Herb bardzo zbliżony do pieczęci Hinczy z Rogowa złożonej w Legnicy w roku 1435. Podobieństwo układu może wskazywać na powiązania rodzinne Pakuscha von Stryme i ojca Hinczy z Rogowa – Hinczy z Roszkowic. Literatura rodu Stryme jest uboga. Próba zlokalizowania miejscowości Stryme kieruje badania w stronę Śremu, który w owych czasach w dokumentach posiada taką pisownię[xliv] [xlv].

W dokumencie z roku 1391 obok całej rodziny von deme Stryme występuje jako sprzedawca folwarku w Starczówku – Heintschke von Opul. W roku 1391 Hincza z Roszkowic jest jeszcze urzędnikiem Opolczyka.   

Herb rodu Packusch

pieczęć Hinczy z Rogowa złożona w Legnicy w roku 1435. 

Wróćmy do Czamborów z Błotnicy. W archiwum powiatowym w niemieckim mieście Viersen znajduje się dokument wskazujący pochodzenie Tschabora z Błotnicy i jego brata Mikołaja. W dokumencie z roku 1425 Kazimierz książę śląski i oświęcimski, pan na Strzelinie, poświadcza sprzedaż dziedzicznego majątku Ligota w okręgu strzelińskim przez braci Schambora i Mikołaja z Błotnicy na rzecz Clawsa Wandritscha[xlvi].

Faktycznie w okolicy Strzelina rezyduje jedna gałąź Czamborów już od 1301 roku. W akcie nadania dla klasztoru klarysek widnieje „Henrico de Zcamborowicz” i „Albert dicto Bart”[xlvii]. Jest to rycerz o imieniu identycznym do Alberta Barcha, który w 1312 dostaje za zasługi Daniec[xlviii]. Pisownia przydomka Henryka „Zcamborowicz” jest też bardzo podobna do pisowni nazwiska „Hinczy Sczambory” w dokumencie z 1371 roku. Może to wskazywać, że ta linia Czamborów mieszkała w samych Samborowicach pod Strzelinem, w osadzie założonej przez ten ród (patrz mapa poniżej)[xlix].

W roku 1341 ród Czamborów pojawia się ponownie aktach klasztoru klarysek. Mikołaj Czambory syn Jana Czambory rycerza, oznajmia, że przekazuje Vitalisowi, plebanowi kościoła w Strzelinie, oraz jego następcom las zwany Buchwald, położony między Goslenticzem a wsią Buchwald, wraz z jego granicami, ze wszystkimi pożytkami, użytkami i korzyściami, w pełnym prawie i władaniu, wolny od wszelkich danin i ciężarów[l]. Las Buchwald znajdował się na zachód od Samborowa, w okręgu strzelińskim[li]

W roku 1371 świadkiem aktu Bolka księcia śląskiego i ziębickiego jest Heinrich Tschambor[lii]. W roku 1418 Hannus Rakewicz ustanawia dożywocie dla swojej żony Kathariny siostry Hanusa Abescacza na wsi Friedrichsorf i łąkach w Elgoth w okręgu strzelińskim. Świadkiem jest między innymi Claws Wandrisch, który kupił Ligotę od Tschambora z Błotnicy i po nim przejmie funkcję marszałka. Zapis w tym akcie lokuje miejscowość Elgoth w okolicach miasta Strzelina. W kolejnym akcie w tej sprawie pojawia się znany nam Tschambor z Błotnicy. Jest on świadkiem w dokumencie jako „Tzczambor von der Blotnicz „nasz marszałek”. W akcie w roku 1426 oprócz Tschambora świadkiem jest jego brat Mikołaj von der Blottnitz „Hauptman” w Toszku[liii]. Jest to ostatnia wzmianka braci księgach strzelińskich klarysek. Po sprzedaży dziedzicznej Ligoty koło Friedersdorfu bracia znikają ze Strzelina.

Jeszcze jednym wątkiem w odniesieniu do rodu Czamborów jest linia Wisela ze Świerczowa, który jest opiekunem prawnym Katarzyny na Karłowicach. W tajnym pruskim archiwum w Berlinie przechowywany jest dokument z roku 1390, w którym Wisel Czambor z braćmi Henrykiem i Janem, wszyscy ze Świerczowa, podpisują pakt z Krzyżakami przeciwko Polsce[liv]. Pieczęć Wisela i Henryka są identyczne, róg jelenia z prawej i róg tura z lewej. Pieczęć Jana jest odmienna: róg jelenia znajduje się po lewej a tura po prawej stronie. Układ podobny do herbu Czamborów z Gorzowa Śląskiego i Błotnicy. Świadczy to o tym, że Czamborowie w owym czasie modyfikowali pieczęci, aby odróżnić poszczególne linie, i ma to miejsce nawet wśród braci.  

W dokumencie z roku 1390 Wisel tytułuje się jako pan na Świerczowie. W roku 1398 przyrzeka królowi Polski Władysławowi II przestrzegać zawieszenia broni zawartego z książętami opolskimi[lv]. Tutaj Wysslaus Czambor przedstawia się jako pan w Raczslawicze. Wischke von Swirtsch widnieje jako świadek w dokumentach jeszcze do 1440 roku[lvi]. Natomiast Nikol Rasslawicz widnieje jako świadek w dokumentach księstwa brzeskiego w roku 1398[lvii]. W roku 1397 widnieje Stenzel Czambor proboszcz miejscowości Costalitz oraz rycerz Hanss Czambor i  Wyczcze Czambor, bracia z Karłowic, w sprawie czynszu w Psarach w okręgu oławskim, wspomina się tamże ich ojca Mikołaja[lviii]. W roku 1410 Heinze Tschambor ze Świerczowa jako opiekun dzieci Zygmunta Tschambora wyraża zgodę na zwolnienie z czynszów na Krzyżowicach w okręgu brzeskim[lix].  W 1420 roku bracia Hans, Zygmunt i Nickel Tschambor sprzedają całe Krzyżowice[lx].  

Odnośnie do Roszkowic koło Karłowic, pojawiają się one w dokumentach w roku 1419 jako własność Stenzela Josta a w roku 1504 już jako własność Beesów[lxi].

Powyższy wywód jest przyczynkiem do dyskusji i dalszych poszukiwań dokumentów rodu Czamborów.     


[i] AP Opole, Księga ziemska Księstwa opolsko-raciborskiego z lat 1557-1604, sygnatura 45/3371/0/-/2, numer 153 i 155.  

[ii] AP Opole, A. Grafschaft Glatz B. Fürsthentum Glogau C.F. Münsterberg D.F. Neisse E. F. Oels F. Ff. Oppeln und Ratibor, sygnatura 82/167/0/1/4.

[iii] AP Opole, Księga ziemska Księstwa opolsko-raciborskiego z lat 1557-1604, sygnatura 45/3371/0/-/2, numer 292. 

[iv] Biblioteka Uniwersytecka we Wrocławiu: sygn. R. 2983, Materialien für Chronik und Genealogie der Kreises Gross-Strelitz. Zusammengetragen aus Gerichts-und Kirchenbüchern von Friedrich Freiherrn von Schirnding, numer 2021.

[v] Codex Diplomaticus Silesiae. Bd. 6, Registrum St. Wenceslai. numer 3.

[vi] Tamże, numer 4.

[vii] Tamże, numer 17.

[viii] Woźny Maciej. (2020). Rycerstwo opolskie do połowy XV, strona 108.

[ix] Archiv für Schlesische Kirchengeschichte, Bd. 4 (1939), strona 62.

[x] Tamże, strona 64.

[xi] Codex Diplomaticus Silesiae. Bd. 6, Registrum St. Wenceslai. numer 22.

[xii] Tamże, numer 130.

[xiii] AP we Wrocławiu, Rękopisy 82/167/0/1/4.

[xiv] Siebmacher, Johann, Der abgestorbene Adel der Preussischen Provinz Schlesien. Zweiter Theil, strona 137.

[xv] AP Wrocław, Matrcula zatźata za panowan?… Kniżete a pana Maximiliana druhehe, sygnatura 82/8/0/3/38, numer 126.

[xvi] AP Opole Księga ziemska Księstwa opolsko-raciborskiego z lat 1557-1604.

[xvii] Woźny, Maciej, Rejestr listów wypowiednich rycerzy księcia opolskiego Bernarda do wielkiego mistrza zakonu krzyżackiego Michała Küchmeistera.

[xviii] Archiv des Kreuzherren zu Neisse des Ordens vom heil. Grabe zu Jerusalem ex regula, str. 41

[xix] Woźny Maciej. (2020). Rycerstwo opolskie do połowy XV, strona 108.

[xx] Maciej Wożny, Zmienność herbów rycerstwa górnośląskiego na przykładzie rodzin Kiczka i Czaczke.

[xxi] Anonimowi rycerze | Badania dr. Macieja Woźnego, Pieczęć Hinczy Landsberga (22 II 1439), źródło: APO. Am Namysława 314 | fot. dr Maciej Woźny, https://us.edu.pl/anonimowi-rycerze-badania-dr-macieja-woznego/

[xxii] Lehns- und Besitzurkunden Schlesiens und seiner einzelnen Fürstenthümer im Mittelalter. 1. Theil, str. 381

[xxiii] Rocznik powiatu oleskiego, nr 10 (2017), Waldemar Szydło, Rycerstwo ziemi oleskiej.

[xxiv] Anonimowi rycerze | Badania dr. Macieja Woźnego, Pieczęć Hinczy Landsberga (22 II 1439), źródło: APO. Am Namysława 314 | fot. dr Maciej Woźny, https://us.edu.pl/anonimowi-rycerze-badania-dr-macieja-woznego/

[xxv] Codex diplomaticus Poloniae. T. 4 : Res Slesiacae a Michaele Boniecki olim congestae, str. 21

[xxvi] Zbiór dokumentów Zakonu OO. Paulinów w Polsce. Z. 1, 1328-1464m, numer 18.

[xxvii] Monumenta Vaticana V, str. 674

[xxviii] Codex diplomaticus et epistolaris Moraviae XII, str. 458

[xxix] Archiv für Schlesische Kirchengeschichte, Bd. 4., str. 58.

[xxx] Archiv České koruny • AČK • č. pom. 86 • inv. č. 1435 • krabice na listiny 1435, https://digitalnibadatelna.nacr.cz/proarchiv_vade/permalink/3507223be39b43c4b3e12453bcca3a3a

[xxxi] Jurek, Tomasz, Herby rycerstwa śląskiego na miniaturach Kodeksu o św. Jadwidze z 1353 roku

[xxxii] Codex Diplomaticus Poloniae, obejmujący przywileje książąt śląskich, str. 29.

[xxxiii] Lehns- und Besitzurkunden Schlesiens und seiner einzelnen Fürstenthümer im Mittelalter. 1. Theil, str. 381

[xxxiv] Maciej Wożny, Zmienność herbów rycerstwa górnośląskiego na przykładzie rodzin Kiczka i Czaczke.

[xxxv] Lehns- und Besitzurkunden Schlesiens und seiner einzelnen Fürstenthümer im Mittelalter, str. 389.

[xxxvi] Jana Zamoyskiego noty heraldyczno-sfragistyczne, str. 66.

[xxxvii] Maciej Wożny, Zmienność herbów rycerstwa górnośląskiego na przykładzie rodzin Kiczka i Czaczke.

[xxxviii] Tamże.

[xxxix] Scriptorem rerum sileiarum, Bd. 6. Str. 165

[xl] Schlesiens Kirchenorte, str. 4

[xli] AP Wrocław, Repertor der Schlesien betrefend Originalurkunden des vormaligen Herzoglichen Archives zu Oels übergeführt nach Breslau

[xlii] Silesiacarum Rerum Scriptores Aliquot Adhuc Inediti. [1], Accedunt Codicis Silesiæ Diplomatici Specimen, str. 414

[xliii] Blazek, Der abgestorbene Adel der Preussischen Provinz Schlesien, Tabl. 56.

[xliv] Stadtbuch von Posen. 1, Die mittelalterliche Magistratsliste, die ältesten Protokollbücher und Rechnungen, str. 482, 411

[xlv] Silesiacarum Rerum Scriptores Aliquot Adhuc Inediti. [1], Accedunt Codicis Silesiæ Diplomatici Specimen, str. 43

[xlvi] Kreisarchiv Viersen, A III 1, 7,2 Strelin (Strehlen). Casimir, Herzog in Schlesien (-Auschwitz), gestorben 1433, beurkundet den Verkauf des Erbgutes Elgoth im Lande Strelin seitens der Gebrüder Nicolae und Tschambor van der Blottenitz an Clans Wandritsch. Zeugen: Heynrich Sack, Hauptmann zu Strelin, Marschalk Tschambor von der Blottenitz, Gebrüder Heintze und Hanns Borsnitz, Heintze vam Glambock, Gebrüder der Nickil und Herman vom Hayne und der Hofschreiber Johannes von Crossin. Pgt.Vrk. mit Siegel. Adler nach rechts blickend in rotem Wachs. Herkunft: Sammlung des Landesältesten Wolfgang Scherzer in Rudolfsbach. Versteigert bei Fa. Stargardt, Berlin.

[xlvii] AP Wrocław, Strehlen Klarisinnen, sygnatura 82/167/0/1/114, str. 4.

[xlviii] Patrz przypis 6.

[xlix] Principatus Silesiae Bregensis

[l] AP Wrocław, Strehlen Klarisinnen, sygnatura 82/167/0/1/114, str. 23

[li] Archiv für Schlesische Kirchengeschichte, Bd. 4 (1939), str. 61

[lii] AP Wrocław, Strehlen Klarisinnen, sygnatura 82/167/0/1/114, str. 37.

[liii] Tamże, str. 53, 54, 56

[liv] Geheimes Staatsarchiv des Preussischen Kulturbesitzes, XX. HA, Perg.-Urkk., Schieblade 62, Nr. 1.

[lv] Geheimes Staatsarchiv des Preussischen Kulturbesitzes, VII. HA, Nichtmärkische Urkunden, Polen, Nr. 1

[lvi] Codex Diplomaticus Silesiae. Bd. 6, Registrum St. Wenceslai. Numer 208.

[lvii] AP Wrocław, 82/28/0/2.2/414, Excerpte und Abschriften aus der Brieger Lehnsregistratur, str. 20.

[lviii] Tamże, str. 44.

[lix] AP Wrocław, 82/28/0/2.2/414, Excerpte und Abschriften aus der Brieger Lehnsregistratur, str. 99

[lx] Tamże, paragraf 356.

[lxi] AP Wrocław, Urk. Hedwigstift zu Brieg, sygnatura 82/167/0/1/66, numer 383.

Summaries

English summary

The article examines possible kinship, property and heraldic links between the Czambor family branches connected with Karłowice, Gorzów Śląski, Wielowieś, Błotnica and the Strzelin region at the turn of the fourteenth and fifteenth centuries. Its starting point is Felix Triest’s note about “Guiczko von Gorzkow”, who allegedly sold Kadłub in 1429 and divided nearby estates among his sons. The author argues that this name may be a misreading of Hinczko and explores whether the person could be identified with Hincza Świętopełk of Gorzów. The study follows documentary traces from the Jemielnica valley, Borycz, Grodzisko, Ligota and Daniec, as well as records concerning Hincza Czambor of Borowa Łąka. Particular attention is paid to seals and coats of arms combining the double cross of the Czaczka family with Rogala-type horns, appearing in Gorzów, Wielowieś and Błotnica. The text also connects these findings with the Czambors of Karłowice and Strzelin, suggesting that Hincza of Rogów and Tschambor of Błotnica may have inherited older rights to Karłowice. The conclusion presents these links as plausible but requiring further archival research.

Deutsche Zusammenfassung

Der Beitrag untersucht mögliche verwandtschaftliche, besitzgeschichtliche und heraldische Verbindungen zwischen den Linien der Familie Czambor in Karsmarkt (Ketzerdorf), Landsberg (Schlesien), Langendorf und Blottnitz und im Raum Strzehlen an der Wende vom 14. zum 15. Jahrhundert. Ausgangspunkt ist eine Angabe Felix Triests über „Guiczko von Gorzkow“, der 1429 Kadlub verkauft und benachbarte Güter unter seinen Söhnen geteilt haben soll. Die Autorin vermutet, dass diese Namensform auf eine Fehllektüre zurückgeht und eigentlich Hinczko lauten könnte. Daraus ergibt sich die Frage, ob diese Person mit Hincza Świętopełk von Gorzów identisch oder eng verwandt war. Der Text verfolgt Urkundenhinweise aus dem Tal der Himmelwitz, aus Boritsch, Grodisko, Ellgut und Danietz sowie Nachrichten zu Hincza Czambor von Borowa Lanka. Besonders wichtig sind Siegel und Wappen, in denen sich das Doppelkreuz der Czaczka mit Hörnern des Wappens Rogala verbindet. Solche Zeichen erscheinen in Lansberg, Langendorf und Blottnitz. Ergänzend werden die Czambor von Ketzerdorf und Strehlen herangezogen. Der Beitrag legt nahe, dass Hincza von Rogów und Tschambor von Blottnitz ältere Rechte an Karlsmarkt besessen haben könnten, betont aber den vorläufigen Charakter der These.

České shrnutí

Text zkoumá možné příbuzenské, majetkové a heraldické vazby mezi větvemi rodu Czamborů spojenými s Karłowicemi, Gorzówem Śląským, Wielowsí, Błotnicí a oblastí Strzelina na přelomu 14. a 15. století. Výchozím bodem je zpráva Felixe Triesta o „Guiczko von Gorzkow“, který měl roku 1429 prodat Kadłub a rozdělit okolní statky mezi své syny. Autorka předpokládá, že jméno mohlo být chybně přečteno a že správná podoba zněla Hinczko. Následně ověřuje, zda tuto osobu lze spojit s Hinczou Świętopełkem z Gorzówa. Studie sleduje listinné doklady z údolí Jemielnice, z Borycze, Grodziska, Ligoty a Dańce i zmínky o Hinczovi Czamborovi z Borové Lanky. Důležitou roli hrají pečeti a erby spojující dvojitý kříž rodu Czaczka s rohy charakteristickými pro erb Rogala, doložené v Gorzówě, Wielowsi a Błotnici. Text dále propojuje tato zjištění s Czambory z Karłowic a Strzelina. Naznačuje, že Hincza z Rogówa a Tschambor z Błotnice mohli dědit starší práva ke Karłowicím, avšak závěr zůstává otevřený dalšímu archivnímu výzkumu.


[i] AP Opole, Księga ziemska Księstwa opolsko-raciborskiego z lat 1557-1604, sygnatura 45/3371/0/-/2, numer 153 i 155.  

[ii] AP Opole, A. Grafschaft Glatz B. Fürsthentum Glogau C.F. Münsterberg D.F. Neisse E. F. Oels F. Ff. Oppeln und Ratibor, sygnatura 82/167/0/1/4.

[iii] AP Opole, Księga ziemska Księstwa opolsko-raciborskiego z lat 1557-1604, sygnatura 45/3371/0/-/2, numer 292. 

[iv] Biblioteka Uniwersytecka we Wrocławiu: sygn. R. 2983, Materialien für Chronik und Genealogie der Kreises Gross-Strelitz. Zusammengetragen aus Gerichts-und Kirchenbüchern von Friedrich Freiherrn von Schirnding, numer 2021.

[v] Codex Diplomaticus Silesiae. Bd. 6, Registrum St. Wenceslai. numer 3.

[vi] Tamże, numer 4.

[vii] Tamże, numer 17.

[viii] Woźny Maciej. (2020). Rycerstwo opolskie do połowy XV, strona 108.

[ix] Archiv für Schlesische Kirchengeschichte, Bd. 4 (1939), strona 62.

[x] Tamże, strona 64.

[xi] Codex Diplomaticus Silesiae. Bd. 6, Registrum St. Wenceslai. numer 22.

[xii] Tamże, numer 130.

[xiii] AP we Wrocławiu, Rękopisy 82/167/0/1/4.

[xiv] Siebmacher, Johann, Der abgestorbene Adel der Preussischen Provinz Schlesien. Zweiter Theil, strona 137.

[xv] AP Wrocław, Matrcula zatźata za panowan?… Kniżete a pana Maximiliana druhehe, sygnatura 82/8/0/3/38, numer 126.

[xvi] AP Opole Księga ziemska Księstwa opolsko-raciborskiego z lat 1557-1604.

[xvii] Woźny, Maciej, Rejestr listów wypowiednich rycerzy księcia opolskiego Bernarda do wielkiego mistrza zakonu krzyżackiego Michała Küchmeistera.

[xviii] Archiv des Kreuzherren zu Neisse des Ordens vom heil. Grabe zu Jerusalem ex regula, str. 41

[xix] Woźny Maciej. (2020). Rycerstwo opolskie do połowy XV, strona 108.

[xx] Maciej Wożny, Zmienność herbów rycerstwa górnośląskiego na przykładzie rodzin Kiczka i Czaczke.

[xxi] Anonimowi rycerze | Badania dr. Macieja Woźnego, Pieczęć Hinczy Landsberga (22 II 1439), źródło: APO. Am Namysława 314 | fot. dr Maciej Woźny, https://us.edu.pl/anonimowi-rycerze-badania-dr-macieja-woznego/

[xxii] Lehns- und Besitzurkunden Schlesiens und seiner einzelnen Fürstenthümer im Mittelalter. 1. Theil, str. 381

[xxiii] Rocznik powiatu oleskiego, nr 10 (2017), Waldemar Szydło, Rycerstwo ziemi oleskiej.

[xxiv] Anonimowi rycerze | Badania dr. Macieja Woźnego, Pieczęć Hinczy Landsberga (22 II 1439), źródło: APO. Am Namysława 314 | fot. dr Maciej Woźny, https://us.edu.pl/anonimowi-rycerze-badania-dr-macieja-woznego/

[xxv] Codex diplomaticus Poloniae. T. 4 : Res Slesiacae a Michaele Boniecki olim congestae, str. 21

[xxvi] Zbiór dokumentów Zakonu OO. Paulinów w Polsce. Z. 1, 1328-1464m, numer 18.

[xxvii] Monumenta Vaticana V, str. 674

[xxviii] Codex diplomaticus et epistolaris Moraviae XII, str. 458

[xxix] Archiv für Schlesische Kirchengeschichte, Bd. 4., str. 58.

[xxx] Archiv České koruny • AČK • č. pom. 86 • inv. č. 1435 • krabice na listiny 1435, https://digitalnibadatelna.nacr.cz/proarchiv_vade/permalink/3507223be39b43c4b3e12453bcca3a3a

[xxxi] Jurek, Tomasz, Herby rycerstwa śląskiego na miniaturach Kodeksu o św. Jadwidze z 1353 roku

[xxxii] Codex Diplomaticus Poloniae, obejmujący przywileje książąt śląskich, str. 29.

[xxxiii] Lehns- und Besitzurkunden Schlesiens und seiner einzelnen Fürstenthümer im Mittelalter. 1. Theil, str. 381

[xxxiv] Maciej Wożny, Zmienność herbów rycerstwa górnośląskiego na przykładzie rodzin Kiczka i Czaczke.

[xxxv] Lehns- und Besitzurkunden Schlesiens und seiner einzelnen Fürstenthümer im Mittelalter, str. 389.

[xxxvi] Jana Zamoyskiego noty heraldyczno-sfragistyczne, str. 66.

[xxxvii] Maciej Wożny, Zmienność herbów rycerstwa górnośląskiego na przykładzie rodzin Kiczka i Czaczke.

[xxxviii] Tamże.

[xxxix] Scriptorem rerum sileiarum, Bd. 6. Str. 165

[xl] Schlesiens Kirchenorte, str. 4

[xli] Silesiacarum Rerum Scriptores Aliquot Adhuc Inediti. [1], Accedunt Codicis Silesiæ Diplomatici Specimen, str. 414

[xlii] Blazek, Der abgestorbene Adel der Preussischen Provinz Schlesien, Tabl. 56.

[xliii] Stadtbuch von Posen. 1, Die mittelalterliche Magistratsliste, die ältesten Protokollbücher und Rechnungen, str. 482, 411

[xliv] Silesiacarum Rerum Scriptores Aliquot Adhuc Inediti. [1], Accedunt Codicis Silesiæ Diplomatici Specimen, str. 43

[xlv] Kreisarchiv Viersen, A III 1, 7,2 Strelin (Strehlen). Casimir, Herzog in Schlesien (-Auschwitz), gestorben 1433, beurkundet den Verkauf des Erbgutes Elgoth im Lande Strelin seitens der Gebrüder Nicolae und Tschambor van der Blottenitz an Clans Wandritsch. Zeugen: Heynrich Sack, Hauptmann zu Strelin, Marschalk Tschambor von der Blottenitz, Gebrüder Heintze und Hanns Borsnitz, Heintze vam Glambock, Gebrüder der Nickil und Herman vom Hayne und der Hofschreiber Johannes von Crossin. Pgt.Vrk. mit Siegel. Adler nach rechts blickend in rotem Wachs. Herkunft: Sammlung des Landesältesten Wolfgang Scherzer in Rudolfsbach. Versteigert bei Fa. Stargardt, Berlin.

[xlvi] AP Wrocław, Strehlen Klarisinnen, sygnatura 82/167/0/1/114, str. 4.

[xlvii] Patrz przypis 6.

[xlviii] Principatus Silesiae Bregensis

[xlix] AP Wrocław, Strehlen Klarisinnen, sygnatura 82/167/0/1/114, str. 23

[l] Archiv für Schlesische Kirchengeschichte, Bd. 4 (1939), str. 61

[li] AP Wrocław, Strehlen Klarisinnen, sygnatura 82/167/0/1/114, str. 37.

[lii] Tamże, str. 53, 54, 56

[liii] Geheimes Staatsarchiv des Preussischen Kulturbesitzes, XX. HA, Perg.-Urkk., Schieblade 62, Nr. 1.

[liv] Geheimes Staatsarchiv des Preussischen Kulturbesitzes, VII. HA, Nichtmärkische Urkunden, Polen, Nr. 1

[lv] Codex Diplomaticus Silesiae. Bd. 6, Registrum St. Wenceslai. Numer 208.

[lvi] AP Wrocław, 82/28/0/2.2/414, Excerpte und Abschriften aus der Brieger Lehnsregistratur, str. 20.

[lvii] Tamże, str. 44.

[lviii] AP Wrocław, 82/28/0/2.2/414, Excerpte und Abschriften aus der Brieger Lehnsregistratur, str. 99

[lix] Tamże, paragraf 356.

[lx] AP Wrocław, Urk. Hedwigstift zu Brieg, sygnatura 82/167/0/1/66, numer 383.

[lxi] Geheimes Staatsarchiv des Preussischen Kulturbesitzes, XX. HA, Perg.-Urkk., Schieblade 62, Nr. 1.

Górny rząd od lewej: pieczęć Hinczy Świętopełka z Gorzowa (taką samą posługiwał się Czambor z Błotnicy na Karłowicach), pieczęć Hinczy z Rogowa z roku 1435, pieczęć Jana Czambora ze Świerczowa, na dole pieczęć Wisela Czambora ze Świerczowa

W dokumencie z roku 1390 Wisel tytuje się jako pan na Świerczowie. W roku 1398 przyrzeka królowi Polski Władysławowi II przestrzegać zawieszenia broni zawartego z książętami opolskimi[xxviii]. Tutaj Wysslaus Czambor przedstawia się jako pan w Raczslawicze.

1565 sprzedaż młyna w Adamowicach

Skaczemy do roku 1565 (w księdze ziemskiej księstwa opolsko-raciborskiego).

Za czasów Maksymiliana drugiego Habsburga, stawiła się „robotna mlynarzka gsautz zdrawa na tiele y rozumie” i zgłasza do kancelarii hetmana strzeleckiego, że sprzedała młyn, który otrzymała jako wiano, a leżący w Adamowicach i zagrodę z młynem i łąki od strony rzeki. Młyn ten podlega prawnie i leży na granicy starych Strzelec [sic!].

(Stara osada Strzelce to przedmieście lublinieckie, czyli domy w stronę Zawadzkiego, nowe Strzelce to założone miasto na prawie niemieckim, potem teren średniowiecznego grodu.)

Sprzedaż obejmuje także pół łana roli na tymże gruncie za młynem.

A wszystko sprzedała księdzu Tomaszowi Kozyratzkowi, farorzowi strzeleckiemu i jego potomkom i bliskim.

Z tego młyna Tomasz Kozyratzek i jego dziedzice na wsze czasy będą rocznie dawać na rzecz fary strzeleckiej „grziwnu” 48 groszy, 2 koguty, pół korca mąki z pszenicy, 2 wieprze,

Koziraczka znamy z innych dokumentów, był pierwszym protestanckim pastorem w Strzelcach. Ale to już inna historia …

Joanna Mrohs

1559 sołtysi Rozmierzy

Jest rok pański 1559 i 33 rok z rzędu panowania cesarza Ferdynanda Habsburga na przejętym Śląsku. Przed hetmanem (urzędnikiem cesarskim wtedy) strzeleckim Girzikiem Zyrowskim „wystupili gsau robotni nam mili Mruz a Waniek Ssoltysowie z Welke Lozymiry w kraginie nasse Strzeleczke …”.

Fajnie by było, gdyby ten Mrus sołtys z Rozmierzy był przodkiem.

Nie jest to możliwe dziś do udowodnienia z braku dokumentów. Najstarszy mój znany przodek to Martin Mrus, sołtys w roku 1723 ale z Grodziska. Nazwisko Waniek w księgach kościelnych Rozmierzy od roku 1733 nie występuje.

Ciekawe jest, że jest ich dwóch!

Stawający „wyznali, zie nadepsani Ssoltysowe” używali dwa łany (pola) wolne od robocizny pańszczyźnianej i pańszczyzny wozem. Do tego mieli wolny wyszynk i karczmę i używanie rybniczku (stawu rybnego) „bez szkody sąsiedzkiej”. W ramach tej wolnizny (od robót) służyli jednym koniem. Listy nosili (jako posłańcy) w potrzebie aż do Opola. „Rozkazowati” ludźmi na majątku, doglądali robotników, gdy znowu srogo bili i pilnowali tego, żeby wszystko było dobrze wykonane a ten koń mógł się paść na odpowiednim polu.

Hetman więc w imieniu cesarza wraz z powołanymi do tego poddanymi, zgodnie z oświadczeniem wszystkich wsi (wssy obcze[sic!]) w Lozymirzy (Rozmierzy) wydaje list i stwierdza ponownie wolniznę.

Na mocy tego listu cesarskiego, Król Czeski i Najwyższy Książę Śląski na mocy zwierzchności „Chczme a Raczyme” aby wymienieni sołtysi i ich dziedzice posiadali dwa łany pola „z naplatkem” (polem przylegającym), z rybniczkiem, karczmą z wyszynkiem swobodnym i wszystkimi przynależnymi do sołectwa przywilejami. Z wolnizną od wszelkich robót i powożenia, sołtysi mogą „obsedety, drzeti, uzywati, dati, prodati, sastawiti na swe i swych dediczow lepsse obratiti” („posiadać, dzierżyć, używać, dawać, sprzedawać, zastawiać i lepiej obracać na siebie i swoich dziedziców). A wszystko bez szkody dla obowiązków wobec cesarza jak wyżej obszernie wymieniono.

Działo się w czwartek na św. Pawła „letha narzeni Pana Krysta 1559”.

Przy tym byli „stateczny a slowutny (czcigodny)” … Mikulass Lesotha z Steblowa … Kanczlerz nass w Nadepsanych Knizetstwach, kteremu tento list poruczen”.

Tekst obrazuje kolejną po młynarzach grupę: dziedzicznych sołtysów, którzy równocześnie posiadali prawo wyszynku. Można tego ślady zauważyć jeszcze w Katastrze Karolińskim, gdzie sołtysi w Grodzisku byli także karczmarzami.

Źródło: AP Opole

Księga ziemska Księstwa opolsko-raciborskiego z lat 1557-1604

Joanna Mrohs

Wyspa Rehdantza

Gmina rozpoczyna rewitalizację wyspy Rehdantza. Chcę więc przypomnieć jej początki:

„W imieniu śląskich urzędników leśnych, górniczych i hutniczych, przedstawiam uniżenie prośbę o wsparcie finansowe w postawieniu pomnika na cześć nadleśniczego królewskiego Rehdantza” – tak rozpoczyna się pismo skierowane do ministra administracji lasów królewskich we Wrocławiu dnia 17 listopada roku 1831. Teczka w sprawie pomnika znajduje się dziś w Tajnym Pruskim Archiwum w Berlinie.

Autorzy pisma piszą dalej tak: „W pierwszej połowie 18 wieku na Śląsku żył nadleśniczy królewski Rehdantz. Rozległe śląskie lasy znajdowały się wówczas w pierwotnym stanie. Zawierały duże zasoby drewna, które nie mogło być użytkowane, gdyż transport do Odry był zbyt kosztowny. Rehdantz zaproponował więc królowi Fryderykowi założenie kanałów spławnych, którymi można by transportować drewno z najbardziej odległych zakątków. Król zgodził się na propozycję i rozkazał Rehdantzowi rozpoczęcie robót. Masy drewna były tak spore, że nie można było wszystkiego zbyć, dlatego wybudował Rehdantz huty żelaza i kuźnice, następnie założył kolonie robotników leśnych i węglarzy. Dzięki jego pracy powstały w dzikich śląskich lasach zakłady przemysłowe, kasa państwa otrzymała spore dochody a tysiące ludzi znalazło pracę i utrzymanie.

Jako że brakowało wtedy na miejscu wykwalifikowanych pracowników, Rehdanz sprowadził hutników z Czech, a ich potomkowie mieszkają i pracują w Ozimku i Zagwiździu do dziś [zapewne mowa była o rodzinie Krigar pochodzącej z Hornego Studenca].

Komitet budowy otrzymał już pozwolenie na budowę pomnika od ministra von Klewitza, Okólnik wysłany do urzędników leśnych, górniczych i hutniczych na Śląsku przyniósł składki w wysokości 150 talarów (1 talar = 45 EUR Tabela historycznych ekwiwalentów Deutsche Bundesank), z czego wydano 50 talarów na urządzenie wyspy na rzece Małej Panwi. Zostaje jeszcze 100 talarów. Koszty ustawienia pomnika będą jednakże wynosić około 300 talarów. Kierujemy więc prośbę o dofinansowanie brakującej kwoty.”

Mimo że administracja lasów królewskich odmówiła wsparcia, pomnik powstał. Widocznie inicjatorzy nazbierali wymaganą kwotę.

W aktach znajduje się kilka rarytasów: plan wyspy Rehdantza oraz projekt pomnika.

Joanna Ania Mrohs

1871 – strzelecki kulturkampf a pojedynek Elsnera z Goradze …

Uwaga! Na hasła Bismarck i kulturkampf rozgrzewają się się fora internetowe. Zrozumiałe. Bismarck traktował Polaków skrajnie nieufne, paternalistyczne i germanizacyjne. Na pocieszenie – negatywne podejście miał też do Bawarczyków. Ze względu na ich bliskość z kościołem katolickim zarzucał im brak lojalności oraz tendencje autonomiczne.

Bismarck chciał silnego, zjednoczonego państwa niemieckiego opartego na monarchii, lojalności wobec władzy i pragmatycznej polityce państwowej ponad interesami Kościoła czy partii. Kto stawał mu na drodze, temu wypowiadał wojnę. Wypowiedział ją więc kościołowi katolickiemu. Aby ograniczyć władzę Rzymu w Prusach, uchwalił w latach 1871-1874 pakiet ustaw, między innymi:

– ustawa o nadzorze szkolnym (szkoły poddano wyłącznej kontroli państwa, usunięto duchowieństwo z nadzoru nad edukacją)

– ustawa o rozwiązaniu zakonu jezuitów (zakaz działalności jezuitów w Prusach)

– ustawa o małżeństwach cywilnych (wprowadzono obowiązkowe małżeństwo cywilne jako jedyną formę uznawaną przez państwo)

– ustawa o „paragrafie kazalnicy” – kara za polityczne wypowiedzi księży z ambony.

Ale jak to bywa w polityce, im grupa społeczna jest bardziej prześladowana, tym rośnie w siłę. Tak też powstała w tym czasie i urosła w siłę partia Centrum, reprezentująca katolików w pruskim Reichstagu.

W roku 1874 w wyborach odnosi ona spektakularny sukces w okręgu Strzelce-Koźle. Po nagłej śmierci hrabiego Renarda posłem w wyborach uzupełniających zostaje ksiądz Gratza z Jemielnicy wygrywając 9000 głosami przed kandydatem liberalnym (zwolennikiem ograniczenia kościoła katolickiego) hrabią Hohenlohe z Ujazdu (7237 głosów). Walka przedwyborcza miała być ostra. Stosowano groźby i przekupstwo, fałszowanie głosów, zastraszanie komisji a nawet napad na zgromadzenie partii katolików. W roku 1875 Gratza umiera, a w kolejnych wyborach uzupełniających ponownie wygrywa kandydat partii Centrum jeszcze większą przewagą głosów. Partia ta będzie miała znaczny wpływ na politykę na Górnym Śląsku aż do jej rozwiązania w roku 1933.

Walka polityczna toczyła się nie tylko przy urnach, ale także na cmentarzu. W roku 1874 umiera Johannes Renard, właściciel majątku Gross Strehlitz, poseł do Reichstagu z powiatu strzeleckiego od roku 1861. Pogrzeb odprawia ksiądz z Kielczy, gdyż miejscowy proboszcz odmówił asystowania oraz uruchomienia dzwonów na cześć zmarłego. A wszystko dlatego, że Renard wspierał w Reichstagu reformy Bismarcka. Złośliwi nazywali więc go konnym katolikiem, nawiązując do jego pasji – hodowli koni. Z zadowoleniem dodawali, że umarł dokładnie rok po jego antykatolickim przemówieniu w Reichstagu – 7 marca. Faktycznie umarł w wyniku nieudanej operacji na guz w uchu przeprowadzonej we Wiedniu.

Kolejna odsłona konfliktu ma miejsce w Żyrowej. Po śmierci Renarda przewodniczącym partii liberalnej został właściciel byłego majątku Gaschinów w Żyrowej – Guradze wyznania mojżeszowego. Podczas posiedzenia rady powiatu w Gross Strehlitz Guradze miał obrazić Pana Elsnera von Gronow (ten od kartofli), a ten w obecności starosty i członków rady wymierzył Goradze policzek. Goradza wiec wezwał Elsnera von Gronow na pojedynek na strzelby, ale ostatecznie nie zjawił się w wyznaczonym miejscu. Sąd honorowy ogłosił więc, że utracił on honor i pozbawił wszelkich honorowych urzędów. Goradze po tym incydencie chciał opuścić region i szukał kupca na zamek.

Ostatecznie Bismarck „sparzył sobie palce wodą święconą” – jak mówili złośliwi. Znajduje sobie w roku 1878 nowego „wroga” – socjalistów. Aby zakazać ich działalności w państwie, aranżuje się z katolikami. Ustawy antykościelne cofa, oprócz ustawy o nadzorze szkolnym i małżeństwach cywilnych.

Joanna Mrohs

Lukaschek: Nastroje na Śląsku w 1925 roku

Hans Lukaschek od 1922 roku był przedstawicielem Niemiec w Górnośląskiej Komisji Mieszanej. W 1927 roku został jednak usunięty z województwa śląskiego za szpiegostwo polityczne.

W archiwum federalnym znajduje się dowód na jego szpiegostwo: raport z roku 1925 skierowany do sekretarza generalnego niemieckiego rządu o nastrojach w polskiej części Górnego Śląska (BArch R 43-I/368).

Oto tłumaczenie:

Sytuacja na odstąpionym obszarze Górnego Śląska rozwinęła się w sposób, który zasługuje na stałą obserwację i jest niezwykle interesująca. Można śmiało powiedzieć, że we wszystkich warstwach ludności — a teraz także w tych, które podczas plebiscytu głosowały za Polską — daje się zauważyć głębokie rozczarowanie. Wskutek skutków trudności gospodarczych, zwłaszcza bezrobocia, niezadowolenie przeniknęło głęboko w szeregi klasy robotniczej. Jak straszna jest tamtejsza bieda, trudno sobie wyobrazić z zewnątrz, ponieważ wymaga to dokładnej znajomości całokształtu warunków życia. Liczba bezrobotnych otrzymujących zasiłek dla bezrobotnych wynosi około 60 000. Nie oddaje ona jednak rzeczywistego obrazu, ponieważ nie obejmuje pracowników związanych w jakikolwiek sposób z rolnictwem i leśnictwem, np. wszystkich mieszkających w dzielnicach zewnętrznych, którzy posiadają niewielkie gospodarstwo i pokonywali codziennie długą drogę do pracy koleją, rowerem lub pieszo (Rybnik, Pszczyna, Tarnowskie Góry, Lubliniec).

[…]

Nie będzie przesadą stwierdzenie, że 300 000 z ogólnej liczby 1 miliona mieszkańców Górnego Śląska cierpi z powodu najdotkliwszych braków żywności. Zupełnie zrozumiałe jest, że masy ludności skłania to do porównań z wcześniejszymi czasami i że szczególnie zestawiają one obecne warunki z częścią Śląska pozostałą w Niemczech. Tam, w górnictwie, pod wpływem zamknięcia granicy i wojny celnej, panuje pełne zatrudnienie, a niejeden bezrobotny z polskiej części Górnego Śląska znalazł tam pracę.

Odpowiednio do tego nastroje całkowicie się odwróciły. Jest zapewne tylko niewielu — poza tymi nielicznymi, którzy osobiście zyskali na zmianie przynależności państwowej — którzy dziś nie głosowaliby w plebiscycie za Niemcami. Wśród ludności wiele mówi się o zmianach, które muszą wkrótce nastąpić, i utrwaliło się głębokie przekonanie, że tak, jak jest, pozostać nie może i nie pozostanie. Błędne byłoby jednak wyciąganie z tego wniosku, który wielu chciałoby wysnuć, że zmiana ta miałaby rozpocząć się od wewnętrznego zrywu, na przykład powstania. Oczywiście zjawiska o charakterze rewolucyjnym nigdy nie dają się przewidzieć — nastrój sprzyjający może pojawić się nagle — lecz na razie go nie ma.

Ludność zdaje się pragnąć spokoju. Jest tak, jakby ogarnęło ją głębokie znużenie, psychiczne wyczerpanie po wstrząsach minionych lat. Trudno byłoby również zakładać, że powstanie mogłoby dziś odnieść sukces wobec dobrze zdyscyplinowanej policji, z której rozmyślnie usunięto w możliwie największym stopniu elementy górnośląskie, oraz wobec wojska, rekrutującego się całkowicie z innych części kraju i niemającego żadnego kontaktu z miejscową ludnością. Z pewnością nie byłoby też pożądane, aby przewrót miał wyjść z Górnego Śląska, gdyż każdy ruch stąd wychodzący obciążony byłby podejrzeniem, że został zainicjowany przez Niemcy; […]

Kontrast wobec „starej Polski”, który tu istniał, uległ znacznemu pogłębieniu, a dawna granica z Polską nie zniknęła, lecz raczej stała się jeszcze wyraźniejsza. Natomiast poczucie wspólnoty z niemieckimi Górnoślązakami daje o sobie silnie znać. Nowa granica nie jest granicą psychologiczną. Ludność uważnie obserwuje, co dzieje się po tamtej stronie, a krytyka wydarzeń zachodzących tam oddziałuje zwrotnie na nastroje tutaj — nastroje, które musimy brać pod uwagę, jeśli w ogóle chcemy jeszcze wierzyć w możliwość zmiany granicy i tę wiarę zachować. I co bardzo znamienne, hasło „autonomii” wciąż porusza umysły, choć odegrało ono znaczącą rolę już w czasie walki plebiscytowej. W polskiej części Górnego Śląska prowadzi się z Warszawy intensywną walkę przeciw autonomii, którą ustawa z roku 1920 przyznała województwu jeszcze zanim stało się częścią Polski.

Nic dziwnego, że ludność w związku z tym uważnie śledzi również wydarzenia w niemieckiej części Górnego Śląska i obserwuje walki, które toczą się tam obecnie o prowincję górnośląską. Formy, jakie przybrała ta walka przeciw prowincji w agitacji przed wyborami do sejmiku prowincjonalnego, wywarły tutaj szkodliwy wpływ na nastroje. Musi to oddziaływać na tutejszą opinię, gdy Ulitzka zostaje przez swoich przeciwników napiętnowany jako zdrajca, który rzekomo chce oddać niemiecki Górny Śląsk w ręce Polaków, ponieważ chce dotrzymać słowa danemu podczas plebiscytu i nadać prowincji górnośląskiej charakter tworu przyjaznemu co życia.

[…]

Jeśli jednak uświadomi się sobie, że głosowanie za Polską w plebiscycie wynikało początkowo z poczucia społecznej opozycji, które polska propaganda mogła z łatwością przeobrazić w opozycję narodową, wówczas także ta sprawa nabiera tutaj szczególnego znaczenia — i znów dostrzega się wśród robotników obawę przed planem społecznego ucisku.

[…]

Ze strony urzędów w Berlinie zrobiłbym wszystko, aby udzielić posłom wyjaśnień w tej sprawie, ponieważ to, co dziś możemy uczynić w kwestii polskiego Górnego Śląska, polega przede wszystkim na utrzymaniu na odstąpionym obszarze nastrojów przychylnych Niemcom — na ten moment, w którym kiedyś sytuacja może się odwrócić — oraz przynajmniej na tym, by w niemieckiej części Górnego Śląska nie stwarzać opozycji, która mogłaby dostarczyć jedynie dobrego materiału dla propagandy politycznej po obu stronach.”

Hans Lukaschek, urodzony w Prudniku w roku 1885. Doktor prawa, członek katolickiej partii Centrum. Burmistrz Rybnika, potem starosta powiatu rybnickiego, działacz o pozostanie Śląska w granicach Niemiec podczas plebiscytu, od 1927 nadburmistrz Zabrza, w roku 1929 prezydent rejencji opolskiej. W roku 1933 zmuszony do rezygnacji przez hitlerowców, członek kręgu z Krzyżowej, po zamachu osadzony w Ravensbruck.

Weryfikacja tezy o germanizacji

Część 3 artykułu o koloniach Fryderyka na Śląsku – weryfikacja tezy o germanizacji …

„Z punktu widzenia niemczyzny należy uznać za błąd, że król przywiązywał tak małą wagę do budowy kościołów. Wniosek kolonistów z Plümkenau (Radomierowice) o budowę domu modlitwy został odrzucony w 1775 roku, a dopiero w 1778 — za panowania następcy Fryderyka — rozpoczęto budowę kościoła.

W tym rejonie niemczyzna utrzymała się aż do naszych czasów. Natomiast wsie otoczone przez polską ludność, oddalone od siebie, utraciły szybko swój niemiecki charakter — jak Carmerau (Spórok) i Kupferberg (Miedziana).”

***

Sąsiedzkie protesty i konflikty o pastwiska

O realizacji tzw. kolonii królewskich jesteśmy dość dobrze poinformowani dzięki specjalnym aktom z archiwum państwowego we Wrocławiu dotyczącym zakładania nowych wsi w departamentach wrocławskim i głogowskim. W przypadku osad prywatnych źródła są znacznie skromniejsze. [akta wspominane przez Reischela obecnie nie znajdują się już w archiwum. Prawdopodobnie zostały zniszczone podczas wojny, lub powodzi 1997 – Joanna Mrohs].

Akta te zazwyczaj rozpoczynają się od protestów ze strony sąsiednich wsi, które czuły się poszkodowane w swoich prawach do wypasu bydła — ponieważ pola kolonistów zakładano najczęściej na terenach leśnych, które wcześniej służyły chłopom jako pastwiska.

Gdy nie dało się już uniknąć niechcianego sąsiedztwa, chłopi próbowali przynajmniej wywalczyć obniżkę czynszu. W jednej z opinii w tej sprawie naczelny leśniczy Süßenbach wyraził pogląd, że w całych lasach opolskich nie było już ani jednej morgi ziemi, co do której jakaś gmina nie zgłosiła roszczeń o prawo do wypasu bydła — co czyniło zakładanie nowych osad praktycznie niemożliwym.

W sporze dotyczącym zakładania kolonii w Gräfenort (Grotowice) administrująca majątkiem państwowym izba dominialna orzekła, że prawo do wypasu (tzw. Hutung) było co najwyżej przywilejem nadanym przez państwo, ale nie stanowiło prawnie zagwarantowanego tytułu.

Nic dziwnego, że już z tego powodu miejscowi chłopi i koloniści żyli ze sobą w napiętych stosunkach.

Troska o kolonistów i interwencje lokalnych leśniczych

Budowa kolonii podlegała leśniczym danych rewirów, na których terenie były zakładane. Trzeba przyznać, że leśniczy nie tylko wzorowo prowadzili budowę nowych wsi — o ile było to możliwe — lecz także troszczyli się o dobro powierzonych im kolonistów — co potwierdzają liczne pisma do izby dominialnej we Wrocławiu.

Leśniczy Templer pisał w sprawie kolonistów z Carmerau (Spórok): „Nie dostarczono im jeszcze żadnych krów. Proszę, by im je zapewnić, ponieważ to biedni ludzie, którzy nie mają nic.”

Jego prośba była wręcz wzruszająca, gdy apelował: „Proszę, by przyznano im coś do życia, ponieważ obecnie panuje wielka bieda.”

Z drugiej strony izba dominialna darzyła swoich leśniczych pełnym zaufaniem, co wyraźnie widać w jej korespondencji. Na końcu zlecenia na budowę kolonii Carmerau (Spórok) znajduje się zdanie: „Izba darzy Buricha zaufaniem, że zajmie się tą ważną sprawą z pełnym wyrafinowaniem i pośpiechem, i doprowadzi ją do całkowitego zadowolenia Królewskiej Izby; jeśli będzie potrzebował pieniędzy, ma się zgłosić, by natychmiast je otrzymać.”

Zlecenia dotyczące budowy kolonii były zazwyczaj przekazywane leśniczym w połowie stycznia. Pismo zlecenia budowy Carmerau (Spórok – na początku należał cały do powiatu opolskiego, ale jak nazwa wskazuje, toczył się spór o granicę z hrabią Colonna, właścicielem Strzelec) z 18 stycznia 1773 roku daje wgląd w sposób organizacji kolonizacji:

„Jego Królewska Mość najłaskawiej nakazał, by w tym roku w rewirze Krasiejów powstała nowa wieś. Ważne jest przy tym, by wybrano odpowiednie miejsce pod wieś, możliwie centralnie, a następnie dokonano podziału na pola i łąki. Zadanie to powierzono łowczemu Hellerowi, któremu leśniczy Templer ma wskazać teren. Podział miejsca pod wieś ma zostać przeprowadzony wspólnie przez leśniczego Templera, łowczego Hellera i administratora Senftlebena (eksperta rolniczego). Gdy tylko Heller zakończy pomiary, Templer ma niezwłocznie zająć się oczyszczeniem terenu (wycinką drzew), wykorzystując wycięte drewno do budowy. Brakujące drewno należy wyciąć w odpowiednim czasie. Templer ma postarać się o cieślę, który podejmie się budowy domów, ale nie wolno mu było zawierać umów bez zgody izby dominialnej. Gdy tylko pozwolą na to warunki pogodowe, należy zadbać o przygotowanie cegieł — glina ma być pozyskana w pobliżu. Do budowy murowanych kominów najlepiej znaleźć odpowiedniego wykonawcę. Najważniejszym warunkiem jest, by domy były gotowe na początek sierpnia.”

Budowa kolonii Münchhausen (Mnichus) i postępy w Carmerau (Spórok)

Domy zostały ukończone w wyznaczonym terminie. 22 lutego leśniczy poinformował, że łowczy Heller zakończył pomiary placu budowy i przesłał do izby dominialnej dwa kosztorysy: jeden na budowę szkieletową za 109 talarów, drugi na budowę z drewna ciosanego za 94 talary.

Zaledwie pięć dni później polecono kasie skarbowej przekazać leśniczemu Templerowi zaliczkę w wysokości 1000 talarów — przesyłką pocztową, za pokwitowaniem.

4 marca leśniczy zgłosił trudności z sąsiednimi miejscowościami w kwestii lokalizacji i zaproponował nowe miejsce pod kolonię. Izba dominialna odpowiedziała krótko i stanowczo po kilku dniach: „Niech Templer nie da się w żaden sposób odwieść od realizacji tego przedsięwzięcia — jego zadaniem jest doprowadzić go do pełnego ukończenia na początek sierpnia.”

Na nowo zaproponowanym terenie izba domen założyła jeszcze w tym samym roku kolonię Münchhausen (Mnichus) z 20 gospodarstwami.

W zleceniu budowy kolonii z 22 marca polecono Hellerowi: „Udać się natychmiast do Krasiejowa bez najmniejszej zwłoki i tam wskazać sobie teren.”

15 marca przybyło siedem pierwszych rodzin do Carmerau (Spórok), i przekazano im narzędzia do karczowania. Tego samego dnia zawarto umowy z czterema mistrzami ciesielskimi na budowę pięciu domów — każdy po 42 talary.

Umowa obejmowała: ścinkę drewna, obróbkę i wykonanie konstrukcji, łupanie i obróbkę łat dachowych, krycie gontem, wykonanie drzwi i schodów, podłogę strychu, deskowany sufit, podłogi w izbie i komorze z heblowanych desek, wyłożenie stajni heblowanymi belkami oraz wykonanie żłobu.

Z tego wynika, że używano świeżo ściętego drewna — co było możliwe dzięki dużym zasobom silnego drewna i montowaniu grubych belek na krzyż. Drewno konstrukcji kratownicowej miało szerokość 22–26 cm, belki ścian zewnętrznych około 30 cm wysokości.

Murarz otrzymywał 25 talarów za dom — za formowanie i wypalanie cegieł, budowę komina i ścian ogniowych, wypełnienie i obrobienie ścian kratownicowych oraz bielenie ścian wewnątrz i na zewnątrz.

Stosunkowo wysokie były koszty prac kowalskich — 10 talarów, z czego same gwoździe do gontów i desek kosztowały 5 talarów.

Szklarz otrzymywał 2½ talara za trzy okna pokojowe (ok. 70×85 cm) i jedno małe okienko. Garncarz za piec glazurowany wraz z montażem — 2 talary.

Co ciekawe, drobne prace wykonywali rzemieślnicy z pobliskiej husyckiej kolonii Friedrichsgärtz.

W wiosce z 20 gospodarstwami zbudowano 4 studnie z żurawiem — każda za 5 talarów.

W Neuwedel (Święciny) prace związane z bieleniem i obiciem ścian szkieletowych wykonywał cieśla, który za cały dom otrzymywał 54 talary.

Problemy z pozyskaniem słomy na dachy i żyd z Kadłuba

Szczególne trudności sprawiło zdobycie słomy do krycia dachów. 12 kwietnia leśniczy Templer poinformował, że przez trzy dni wysyłał dwóch ludzi w poszukiwaniu słomy i trzciny — bez skutku. Jedynie pewien Żyd z Kadłuba był gotów podjąć się dostawy, ale zażądał 200 talarów zaliczki. Dla izby dominialnej we Wrocławiu było to jednak za dużo i odmówiła.

W roku 1773 panował niedobór słomy, a koszt pokrycia dachu o powierzchni ok. 140 m² wynosił około 28 talarów. Dlatego w tym roku często dopuszczano krycie gontem — pod warunkiem, że koloniści z czasem zastąpią je słomą.

Słoma była preferowana ze względu na lepszą izolację cieplną. Z drugiej strony gonty stanowiły większe zagrożenie pożarowe — lekkie drewniane dachówki łatwo unosiły się w razie wybuchu ognia.

Do połowy maja 1773 roku w Carmerau (Spórok) przebywało już 13 rodzin austriackich — łącznie 50 osób — które początkowo zbudowały sobie prowizoryczne chaty. Pod koniec maja było już gotowych 19 domów. 22 lipca wszystkie 20 domów zostały zgłoszone jako ukończone i zasiedlone przez 84 osoby. Czas budowy wyniósł zatem niespełna cztery miesiące.

Budowa stodół zwykle się opóźniała. Koloniści mieli je budować samodzielnie, otrzymując 15 talarów i darmowe drewno. Jednak osadnicy przez lata byli zajęci trudną pracą przy karczowaniu lasu, więc nie uznawali budowy stodoły za sprawę pilną — mogli jej używać dopiero po przekształceniu części ziemi w grunty uprawne.

W rezultacie stodoły musieli budować wynajęci wykonawcy. Ich wymiary wynosiły 9,25 × 7,0 m i zawierały gumno do młócenia zboża i sąsieki do jego przechowywania.

Budowa stodół, układ wsi i problemy z lokalizacją

51 stodół w miejscowościach Georgenwerk (Bukowo), Plüminkenau (Radomierowice) i Süßenrode (Młodnik), założonych w 1772 roku, zostało w 1773 roku zleconych wykonawcy — po 26 talarów za każdą. Stodoły dla Münchhausen (Mnichus) i Carmerau (Spórok) (kolonie z 1774 roku) ukończono dopiero w 1775 roku. 20 stodół dla Gräfenort (Grotowice) kosztowało łącznie 430 talarów — w stanie gotowym.

W koloniach królewskich, jak pokazują plany sytuacyjne, stodoły budowano zawsze oddzielnie — często po przeciwnej stronie drogi. W koloniach szlacheckich natomiast stodoła, dom mieszkalny i stajnia znajdowały się pod jednym dachem.

W starszych koloniach, takich jak Tempelhof (Niwki), Kreuzthal (Krzyżowa Dolina) i Hirschfelde (Kaniów), dom ze stajnią ustawiano prostopadle do drogi — zgodnie ze słowiańską tradycją wiejską. Rysunki projektowe późniejszych osad pokazują domy ustawione równolegle do drogi (por. plany Niwki, Spórok).

Miejsca wybrane przez izbę dominialną pod kolonie często okazywały się nieprzydatne. Zedlitz (Grabice) miał początkowo powstać między Süßenrode (Młodni) a Georgenwerk (Bukowo), ale teren składał się wyłącznie z piasku. W okolicach Opola wybór ograniczał się zazwyczaj do piasku lub bagna. Kupferberg (Miedziana) również pierwotnie planowano w innym miejscu — porośniętym drewnem nieprzydatnym do karczowania. Łąki często znajdowały się w znacznej odległości od gospodarstw i pól.

Aleje Fryderyka

Król przywiązywał szczególną wagę do obsadzenia drzewami dróg wiejskich i dojazdowych. W 1774 roku jeden z leśniczych zgłosił, że w trzech koloniach zasadzono 1152 drzewa — jesiony, klony i grabie — jako aleje. Rysunki projektowe pokazują, że wszystkie kolonie miały szerokie drogi. Szerokie drogi w koloniach okazały się szczególnie cenne, gdy przez te miejscowości zaczęto prowadzić główne trasy komunikacyjne.

Trudne warunki życia kolonistów

Za karczowanie kolonista otrzymywał od 5 do 20 talarów za morgę, zależnie od trudności terenu. W czasie budowy własnych domów oraz sąsiednich kolonii koloniści byli zatrudniani przez leśniczych i wykonawców do prac pomocniczych — m.in. . przy wycince terenu pod wieś i wypełnianiu ścian szkieletowych.

Poza tym koloniści musieli być przez lata wspierani — zwłaszcza w zakresie dostaw zboża chlebowego dla dzieci. Każdy kolonista otrzymywał dwie krowy.

Mimo to warunki życia w większości osad były bardzo trudne — szczególnie w Plümkenau (Radomierowice) i Süßenrode (Młodnik), często nawiedzanych przez powódź.

W styczniu 1774 roku naczelny leśniczy Büttner pisał do Wrocławia: „Głód wśród kolonistów osiągnął najwyższy poziom, a ich lament i nędza są nie do opisania. Muszę przyznać, że mimo iż z wielką gorliwością zajmują się karczowaniem, zwłaszcza w surowe zimy nie są w stanie zarobić na chleb…”. Leśniczemu natychmiast przyznano 500 talarów.

Dla całej kolonizacji byłoby jednak korzystniejsze, gdyby prace karczownicze były prowadzone przez państwo — jak proponował Büttner. osadnicy przez lata musieli zajmować się karczowaniem lasu zamiast uprawą roli.

Rewizja

Podczas przeglądu kolonii na początku 1776 roku stwierdzono, że osady w okolicach Brzegu — takie jak Karlsburg (Karłowiczki), Neu-Limburg (Błota) i Neu-Köln (Nowe Kolnie) — miały do wykarczowania już tylko około 50 mórg.

Starsze kolonie opolskie, jak Salzbrunn (Ładza), Tempelhof (Niwki) i Tauenzinow (Okoły) zagospodarowały około połowy swoich gruntów. W wielu przypadkach — m.in. w Heinrichsfelde (Kaniów) i Podewils (Kały) — tylko jedna trzecia lub jedna czwarta ziemi była gotowa do uprawy.

Nie brakowało jednak kolonii, gdzie z 320 mórg pozostało jeszcze 250–270 mórg do wykarczowania — jak w Derschau (Suchy Bór), Zedlitz (Grabice) i Carmerau (Spórok).

Część kolonistów zajmowała się rzemiosłem, co prowadziło do zaniedbania rolnictwa.

Izba dominialna przyznała więc zaliczki w wysokości 15 talarów na gospodarstwo dla tych, którzy mieli jeszcze do wykarczowania tylko połowę ziemi, i 5-10 talarów darowizny dla tych, którzy wykarczowali mniej.

Błędy budowlane i koszty napraw

Pośpieszna realizacja budowy kolonii — zwłaszcza tych z roku 1773 — miała bolesne konsekwencje. W latach 1776–77 napływały skargi z wielu wsi, że kominy grożą zawaleniem, a piece rozchodzą się w spoinach.

Główną przyczyną był mokry grunt, na którym wznoszono domy, oraz niewystarczające fundamenty. Jeden z leśniczych pisał, że domy musiały być budowane w równych odstępach, przez co nie można było ominąć podmokłych miejsc.

Z powodu braku kamienia polnego fundamenty wykonywano często z piasku i gruzu. Cegły używane w niektórych przypadkach były wypalane w polu i mało odporne — również materiał do ich produkcji był kiepskiej jakości.

Okazało się, że konieczne jest odpowiednie odwodnienie terenów wiejskich. Nieliczne rowy wykonane na początku budowy były niewystarczające. Szczególnie cierpiały Podewils (Kały) i Zedlitz (Grabice) z powodu nadmiaru wody.

Całkowite koszty prac naprawczych w powiecie opolskim oszacowano na 2514 talarów. Sama miejscowość Podewils (Kały) potrzebowała 261 talarów na rowy melioracyjne. Nowe Kolnie musiało otrzymać wał przeciwpowodziowy za 522 talary, ponieważ leżały na terenie zalewowym.

Wizytacja króla

Nienajlepszy stan kolonii ujawniła wizyta króla na Górnym Śląsku w 1770 roku, kiedy chciał obejrzeć kilka nowych wsi.

Starosta opolski miał wątpliwości, czy prowadzić monarchę przez Tempelhof (Niwki), ponieważ — podobnie jak Neu-Köln (Nowe Kolnie) — kolonia była zbudowane w technologii drewna ciosanego – co król wyraźnie zabronił. W Gräfenort (Grotowice) i Schulenburg (Walidrogi) tynk z domów już odpadł. Nie można było więc liczyć na pochwały. Wszystkie rozpoczęte budowy z drewna ciosanego miały zostać tymczasowo usunięte przed przejazdem monarchy.

Mimo środków ostrożności król 23 maja 1770 roku po podróży skrytykował: „Ponieważ stwierdziłem, że kolonia zwana Derschau bardzo potrzebuje wsparcia, polecam ją Waszej uwadze — należy doprowadzić ją do lepszego stanu.”

Choć koloniści nie żyli w luksusie, a niektóre warunki były wręcz katastrofalne, to nie zawsze można ich uznać za wzorowych obywateli.

Leśniczy Templer pisał w 1773 roku do izby dominialnej we Wrocławiu: „Koloniści nie chcą już słuchać poleceń, żebrzą po wsiach, nie budują stodół i nie poddają się eksmisji z kolonii Carmerau.”

Izba musiała grozić karą więzienia i wydaleniem siłą z gospodarstwa, by przywrócić porządek.

Jeden z kolonistów z Tauenzinow (Okoły) został uwięziony za wzniecenie małego buntu przeciwko nadleśniczemu.

W Georgenwerk (Bukowo) pewien kolonista wpadł na pomysł, by samodzielnie produkować pieniądze, chcąc poprawić swoją sytuację finansową.

Po upływie dziesięciu lat wolnizny niejeden kolonista po prostu zniknął.

Gdy koloniści zakończyli karczowanie swoich 16 mórg, okazało się, że przy słabej jakości gleby powierzchnia uprawna była niewystarczająca.

Już około 1780 roku różne kolonie opolskie otrzymały dodatkowy teren — częściowo jako łąki, częściowo jako grunty orne. Münchhausen (Mnichus) dostał 190 mórg, Gräfenort (Grotowice) 60 mórg, Kupferberg (Miedziana) i Derschau (Suchy Bór) po 40 mórg.

Według danych opolskiego urzędu katastralnego:

• Münchhausen (Mnichus) ma dziś 650 mórg — czyli dwukrotnie więcej niż pierwotnie,

• Tempelhof (Niwki) — 950 mórg,

• Schulenburg (Walidrogi) — około 700 mórg,

• Kreuzthal (Krzyżowa Dolina) — aż 1330 mórg.

Rozwój nowych wsi w kolejnych latach był bardzo zróżnicowany i zależał od wielu czynników.

W chwili powstania osady liczyły 80–90 osób, a do roku 1841 liczba mieszkańców wzrosła do 140–200.

Niektóre miejscowości — jak Tempelhof (Niwki) i Münchhausen (Mnichus) — do dziś pozostają w leśnej samotności i nie przekroczyły liczby ludności z 1841 roku.

Natomiast wsie położone przy ruchliwych drogach rozwijały się znacznie szybciej. Derschau (Suchy Bór) — położone u wrót górnośląskiej stolicy Opola — oraz Gräfenort (Grotowice) — w pobliżu cementowni— mają dziś 450–500 mieszkańców.

Średnia liczba ludności kolonii wynosi obecnie od 200 do 300 osób.

Śląskie kolonie najtańsze

Kolonie śląskie były najtańszymi spośród wszystkich osad fryderycjańskich. Średnio za gospodarstwo można było liczyć 150 talarów kosztów własnych.

W 1782 roku król pisał do ministra śląskiego: „Ponieważ w Prusach Zachodnich podają tak wysokie koszty — 378 talarów za jedno gospodarstwo — podczas gdy w Śląsku kosztuje to tylko 150 talarów, a drewno jest tam równie tanie jak u nas, polecam przesłać dyrektorowi izby w Marienwerder (Kwidzyn) kosztorysy ze Śląska, by mógł się nimi kierować.”

Porównując te koszty z dzisiejszymi warunkami, można oszacować:

• dom o powierzchni 90 m² i wysokości kondygnacji ok. 2,40 m — na 3500 RM,

• stodołę o powierzchni 65 m² — na około 1500 RM,

• czyli całe gospodarstwo — na około 5000 RM. [1 Reichsmark dziś 5 EUR – 25.000 EUR]

Kierownik budowy, zwany konduktorem, otrzymywał rocznie 180 talarów — co dziś odpowiada około 25 RM.

Z powodu kosztów napraw, melioracji i trudności z karczowaniem, rzeczywiste koszty gospodarstwa kolonisty często przekraczały 150 talarów. Najtańsze były gospodarstwa zbudowane z dotacją 36 talarów. Zestawienie kosztów do roku 1787 wykazuje, że 33 kolonii kosztowało łącznie 135 000 talarów. Dla Kreuzthal (Krzyżowa Dolina) wydano tylko 834 talary. Większość kolonii mieściła się w przedziale 3000–4000 talarów. Neu-Limburg (Błota), z 30 gospodarstwami, kosztował państwo 7000 talarów. Cztery kolonie na ziemiach biskupich w okolicach Rychtalu zostały wycenione na 16 750 talarów — czyli około 210 talarów za gospodarstwo.

Niemczyzna i polonizacja

Z punktu widzenia niemczyzny należy uznać za błąd, że król przywiązywał tak małą wagę do budowy kościołów. Wniosek kolonistów z Plümkenau (Radomierowice) o budowę domu modlitwy został odrzucony w 1775 roku, a dopiero w 1778 — za panowania następcy Fryderyka — rozpoczęto budowę kościoła.

W tym rejonie niemczyzna utrzymała się aż do naszych czasów. Natomiast wsie otoczone przez polską ludność, oddalone od siebie, utraciły swój niemiecki charakter — jak Carmerau (Spórok) i Kupferberg (Miedziana).

Wierzchowice

Spośród kolonii prywatnych założonych przed 1770 rokiem szczególne zainteresowanie budziła Neu-Wirschkowitz (Nowe Wierzchowice) — zwłaszcza ze względu na swoją historię powstania. Żona hrabiego Reichenbacha, pochodząca z Badenii, nie czuła się dobrze w polskojęzycznym regionie. W 1753 roku hrabia — za pośrednictwem swoich krewnych z Badenii — doprowadził do emigracji 23 rodzin wirtemberskich na Śląsk. Wśród nich było 12 winiarzy, którzy podjęli próbę uprawy winorośli w Neu-Wirschkowitz — winiarstwo utrzymało się tam aż do 1855 roku.

Z punktu widzenia urbanistyki interesujący jest plan sytuacyjny (por. ilustrację): Wytyczono szeroką oś drogową prostopadłą do starej wsi, wychodzącą od zamku i zamkniętą od strony wzgórza przez kościół zbudowany w 1769 roku.

Szwabom przyznano zaliczki i darmowe drewno na budowę domów — część z nich wzniesiono jako dwukondygnacyjne. Jak pokazuje przedstawiony dom, konstrukcja szkieletowa miała formy frankońskie — choć bez dekoracyjnych krzyży św. Andrzeja.

W 1780 roku miejscowość liczyła już 215 mieszkańców.

Anhalt (Hołdunów)

Własną historię ma także wieś kolonijna Anhalt w powiecie pszczyńskim, która, jak wiele innych kolonii, została później przejęta przez naszych wschodnich sąsiadów.

51 rodzin reformowanych z Polski, osiadłych w Seibersdorf (Kozy), oraz kolejne 29 rodzin mieszkających w wynajętych domach — łącznie około 300 osób — miało zostać osiedlonych u księcia Anhalt-Pleß.

Ponieważ okazało się niemożliwe, by przewieźć ludzi z dobytkiem i 300 sztukami bydła przez granicę, król wysłał 70 pruskich huzarów na teren Polski, by przetransportowali ich na 200 wozach przez granicę do Prus.

Wśród osadników było 40 tkaczy, którym przyznano po 10 talarów na zakup krosna.

W późniejszych latach założono jeszcze kolonię Neu-Anhalt (Nowy Hołdunów).

Trudnym przypadkiem kolonizacji były wsie założone przez miasto Reinerz (Duszniki) w 1777 roku: Hummeltwitz (Zielone Ludowe), Reinerzkron (Ludowe) i Ratschenberg (Grodczyn) — przewidziane na 67 gospodarstw, z czego zrealizowano tylko 51.

We wrześniu 1777 roku 43 domy były już zasiedlone przez tkaczy lnianych. Domy były murowane i wyposażone w 8 mórg ziemi.

7 gospodarstw długo nie znalazło osadników z powodu kamienistego gruntu.

Podczas wojny o sukcesję bawarską mieszkańcy musieli opuścić domy, ponieważ zakwaterowano w nich wojsko. Żołnierze urządzili się tam tak „przytulnie”, że potrzeba było 800 talarów, by przywrócić domy do stanu używalności.

Tłumaczenie serii artykułów niemieckiego architekta Johannesa Reischla – Joanna Mrohs

Kolonie Fryderyka na Śląsku – kolonie prywatne

Poniżej już kolejny artykuł architekta Johannesa Reischela. Jego materiały są niezwykle wartościowym źródłem historycznym, ponieważ posiadał on dostęp do kompletnych przedwojennych archiwów wrocławskich. Niestety wojna i powodzie te archiwa bezpowrotnie uszkodziły. Dziś prezentuję tłumaczenie pierwszego artykułu z serii o koloniach zakładanych przez Fryderyka Wielkiego na Śląsku.

Kolonizacja obszarów leśnych za Odrą

Niemiecka kolonizacja Śląska w XIII wieku, zapoczątkowana przez książąt piastowskich, zatrzymała się na Odrze. Nie sam nurt rzeki był przeszkodą, lecz rozległy pas lasów, który ciągnął się za Odrą w głąb terytorium — od Oławy aż po granicę Rzeszy. Ze względu na wyjątkowo słabe gleby, które uniemożliwiały rozwój rolnictwa, ten niemal niezamieszkany pas leśny stał się w kolejnych epokach naturalną granicą.

Już wkrótce po objęciu tych ziem Fryderyk dążył do jak najszybszego zaludnienia tego pustego obszaru. W swoich listach do śląskiego ministra wielokrotnie wskazywał na ten teren — na przykład w czerwcu 1770 roku pisał: „Muszę uznać, że ten obszar, mimo iż od wielu lat nie widziałem okolic po drugiej stronie Odry, nie jest jeszcze dostatecznie zaludniony, tak że tam — a szczególnie między Raciborzem a Opolem — można by jeszcze zakładać całe wsie.”

Skala osadnictwa do 1770 roku

Do roku 1770 działalność osadnicza była stosunkowo niewielka. W latach 1742–1771 w okręgu administracji królewskiej we Wrocławiu zgłoszono tylko 30 wsi z 768 gospodarstwami, z czego około 450–500 stanowisk zajmowali husyci. W okręgu administracji królewskiej w Głogowie powstało w tym czasie zaledwie 7 wsi, z czego 4 znajdowały się w powiecie milickim.

Duży sukces odnotowano natomiast w zakładaniu pojedynczych gospodarstw przy istniejących wsiach. W latach 1752–1755 założono aż 1300 takich gospodarstw, zwanych wówczas „possesjami”.

W czasie wojny działalność osadnicza była znikoma — brak danych liczbowych z tego okresu. Po zawarciu pokoju w 1763 roku ponownie zaczęto zakładać rocznie od 200 do 300 nowych gospodarstw. W latach 1763–1769 powstało 1619 takich stanowisk, a 2875 opuszczonych gospodarstw zostało ponownie zasiedlonych. Dodatkowo 1517 gospodarstw podwójnych zostało rozdzielonych i przekazanych nowym osadnikom.

Łącznie daje to ponad 6000 nowych gospodarstw w ciągu sześciu lat — nie licząc nowo założonych wsi.

Król jednak dążył do osiedlenia jeszcze 200 000 osób, aby przywrócić poziom ludności sprzed wojny. W tym celu należało podjąć znacznie bardziej zdecydowane działania.

15 stycznia 1767 roku Fryderyk pisał do śląskiego ministra Schlabrendorffa: „Chciałbym się dowiedzieć, czy można na Śląsku uzyskać dobry plon, jeśli zagospodaruje się tereny podmokłe, osuszone jeziora lub inne ulepszone grunty — w co wierzę w stosunku do ziemi opolskiej i okolic. Proszę więc o szczegółowe propozycje takich przedsięwzięć, a także kosztorysy i prognozy dochodów, które mają zostać sporządzone i przesłane do mnie.”

Naczelny leśniczy Süßenbach, który dostarczył wiele cennych ekspertyz dotyczących kolonizacji, był zdania, że w lasach opolskich nie ma takich nieużytków, które nadawałyby się do sensownego zasiedlenia przez Niemców. Istniały co prawda wolne miejsca, ale były one położone na jałowych, nieurodzajnych piaskach. Obszary podmokłe były porośnięte gęstym drzewostanem.

Inspektor stawów Neuwertz był tego samego zdania: „Wszystkie istniejące tereny podmokłe należą do klasztorów i prywatnych majątków.” Choć można przypuszczać, że naczelny leśniczy uchylał się od nowych obowiązków, każdy, kto zna lasy opolskie, zrozumie jego stanowisko.

Król był jednak innego zdania i pisał: „Mimo to chcę, abyście się tym zajęli i sprawdzili, czy nie dałoby się tam przeprowadzić jakichś przedsięwzięć gospodarczych.” Administracja majątku królewskiego we Wrocławiu rozesłała do starostów okólniki z poleceniem zbadania, czy w państwowych lasach istnieje miejsce i możliwość zakładania kolonii wiejskich.

Wszystkie raporty były negatywne — z powodu złej jakości gleby i braku terenów łąkowych. „Niemiec, który nie żyje wyłącznie z gryki i żyta, nie mógłby się tam utrzymać. Ponadto nie byłby w stanie samodzielnie wykarczować tych terenów bez pomocy administracji — nawet przez całe życie.”

Po nacisku króla minister von Hoym ponownie wysłał naczelnego leśniczego do górnośląskich lasów, by ten poszukał miejsc pod kolonie oraz odległych pól, które były trudne w uprawie, ale mogłyby się nadawać do zasiedlenia. Po dużym wysiłku leśniczy zaproponował w 1769 roku siedem takich lokalizacji.

Równoległe próby przekonania przeora klasztoru w Czarnowąsach koło Opola do założenia wsi zakończyły się niepowodzeniem. Dopiero specjalna interwencja ministra doprowadziła w 1771 roku do zgody klasztoru na osiedlenie 16 kolonistów i zawarcie z nimi wieloletnich umów.

Osiedlanie cudzoziemców, zgodnie z życzeniem króla, było możliwe tylko wtedy, gdy oferowano im istotne przywileje w porównaniu z miejscową ludnością. Niemieckich osadników w pierwszych latach w ogóle nie udawało się pozyskać, co potwierdza raport: „Wśród osób, które zgłosiły się do tej kolonii, nie ma Niemców, lecz wyłącznie Polacy i Górnoślązacy, których zatrudniono jako drwali lub flisaków. Na tych działkach rośnie jedynie żyto, proso i gryka.”

Zgodnie z planem osadniczym z 1770 roku każdy kolonista miał otrzymać 12–18 mórg ziemi karczowanej, 4–6 mórg łąki, darmowe drewno budowlane oraz 30 talarów pomocy budowlanej. Ponadto on i jego dzieci byli przez 8 lat zwolnieni z podatków i świadczeń.

Po upływie tych 8 lat koloniści mieli płacić rocznie 3 talary czynszu gruntowego oraz dostarczać dla leśnictwa 9 klafterów drewna (ok. 30 m³). Ten ostatni obowiązek był szczególnie istotny, ponieważ nowo założone huty Malapane (Ozimek) i Kreuzburg (Zagwiździe) potrzebowały stałych dostaw drewna, co bez nowych wsi byłoby niemożliwe.

Król przywiązywał dużą wagę do tego, by koloniści byli wolnymi ludźmi, i miał nadzieję, że szlachta pójdzie za jego przykładem. W sierpniu 1771 roku pisał do ministra von Hoyma: „Mam uzasadnioną nadzieję, że szlachta na Górnym Śląsku pójdzie za tym przykładem i również osiedli kolonistów na swoich majątkach, stopniowo zwiększając ilość poddanych. Przyniesie to taką korzyść, że ludzie żyjący w stanie niewolniczym ujrzą, że kolonistom lepiej się powodzi, i będą próbować się wyzwolić.”

Starania króla w kwestii wyzwolenia chłopów spotykały się jednak z niewielkim poparciem ze strony szlachty, a starostowie — przeważnie również wywodzący się z tego stanu — nie wspierali go w tych dążeniach. Dlatego też Fryderyk forsował kolonizację, często wbrew woli urzędników i szlachty. Kolonizacja — ze wszystkimi swoimi zaletami i wadami — powinna być uznana za osobiste dzieło Fryderyka Wielkiego.

Budowa królewskich kolonii w 1771 roku

W roku 1771 rozpoczęto budowę tzw. królewskich kolonii, czyli osad zakładanych na państwowych gruntach. W pierwszym roku powstały cztery wsie: Hirschfelde (Kaniów), Salzbrunn (Ładza), Kreuzthal (Krzyżowa Dolina, zob. ilustrację) i Tempelhof (Niwki) w powiecie opolskim. Salzbrunn otrzymało 18 gospodarstw po 18 mórg każde, pozostałe wsie — po 20 gospodarstw z 24 morgami ziemi. W okolicach Brzegu rozpoczęto również budowę Neuköln (Nowe Kolnie) z 15 gospodarstwami.

Lokalna ludność, z której wywodzili się pierwsi koloniści, nie dała się przekonać, by budować domy zgodnie z życzeniem króla — w konstrukcji szkieletowej i kryte słomą. Naczelny leśniczy był zdania, że żadna kolonia nie powstanie, jeśli nie zostanie dopuszczona tradycyjna technika budowy z drewna ciosanego, ponieważ ludzie musieli budować domy samodzielnie. Nie udało się też nakłonić ich do rezygnacji z tradycyjnego pokrycia dachów gontem.

W jednym przypadku spośród dziewięciu kolonistów sześciu zgodziło się na budowę w konstrukcji szkieletowej, ale stanowczo odmówiło krycia słomą; trzej pozostali byli gotowi użyć słomy, ale nie chcieli budować w konstrukcji szkieletowej.

W roku 1772 zrealizowano trzynaście kolonii według warunków ustalonych w 1770 roku. W powiecie opolskim były to: Tauenzinow (Okoły), Plümkenau (Radomierowice), Süßenrode (Młodik), Georgenwerk (Bukowo), Seidlitz (Grabice), Gräfenort (Grotowice), Heinrichsfelde (Kaniów), Podewils (Kały); w okolicach Brzegu — Neu-Lemburg (Błota), Piastenthal (Piastowice), Karlsburg (Karłowiczki) oraz wcześniej wspomniane Neu-Köln (Nowe Kolnie).

Jednak już w 1771 roku okazało się, że jednolita kolonizacja według zasad z 1770 roku nie była możliwa. Osoby zgłaszające się do osiedlenia były przeważnie bardzo ubogie i wymagały znacznego wsparcia.

Trudności w obsadzeniu kolonii ujawniły się np. w Neu-Köln (Nowe Kolnie), gdzie w wyznaczonym terminie nie zgłosił się żaden chętny do budowy. Dopiero później pojawiło się trzech entuzjastów, z których część się wycofała. Osoby wcześniej zapisane do Gräfenort (Grotowice) i Tempelhof (Niwki) również zrezygnowały.

Ponieważ szczególnie cudzoziemcy przybywali bez żadnych środków, król zdecydował, że powinni być wspierani z funduszu dobroczynnego. Utworzono specjalną kasę osadniczą, a izba administracji królewskiej powołała komisję do spraw kolonizacji. W jej skład wszedł również starszy Langhans.

Budowa kolonii i propozycje organizacyjne z 1771 roku

Choć dotychczas działki i miejsca budowy były wytyczane przez urzędników państwowych, co zapewniało charakterystyczną dla epoki regularność układu osad, budowa wsi często się przeciągała, ponieważ nie zawsze udawało się zgromadzić kolonistów jednocześnie.

Z tego powodu — a szczególnie w celu wyeliminowania budownictwa z drewna ciosanego — minister von Hoym zaproponował w czerwcu 1771 roku, by domy były budowane przez państwo, a następnie sprzedawane kolonistom lub oddawane im za niewielką opłatą.

Dzięki temu możliwe było równoczesne wznoszenie domów kolonijnych i uzyskanie jednolitego wyglądu osady. Warunkiem realizacji tego planu było jednak zapewnienie przez króla odpowiednich środków finansowych.

Dążenie ministra do budowy murowanej — jak na Błotach Nadwarciańskich  — nie powiodło się z powodu odległości placów budowy. Cegielnie były zbyt daleko, a kamienie polne niedostępne. Koszt budowy jednego gospodarstwa w technologii murowanej wynosiłby 260 talarów, podczas gdy dostępne środki wynosiły tylko 150 talarów.

Mimo to budownictwo szkieletowe z murowanym kominem można uznać za postęp w porównaniu z dotychczasową techniką z drewna ciosanego. Domy z lat 1771 i część z roku 1772 były jeszcze wybudowane w tej technologii.

Do roku 1771 zasiedlanie kolonii było trudne, lecz sytuacja zmieniła się w połowie tego roku, o czym świadczy poniższy list komisji do ministra z 17 czerwca 1771 roku:

„Wasza Ekscelencjo wie, że obecnie wielu ludzi z Rzeszy przybywa od pewnego czasu z powodu wysokich cen zboża i wynikającego z tego niedoboru chleba, prosząc o możliwość osiedlenia się na Śląsku. Ludzie ci są przeważnie całkowicie bez środków i domagają się, by bez żadnych kosztów otrzymać gospodarstwa na terenach wiejskich — wraz z niezbędnym sprzętem rolniczym i inwentarzem żywym. Powołują się przy tym na to, że urzędnicy w Rzeszy rozdawali drukowane patenty, w których zapewniano ich, że jeśli osiedlą się na ziemiach królewskich, wszystko to zostanie im przekazane za darmo.”

Napływ był tak duży, że nie wiedziano, co zrobić z taką liczbą ludzi, i tylko ograniczoną ich część można było ulokować w budowanych koloniach.

Z ankiety wynikało, że większość tych osób miała być osiedlona w Błotach Nadwarciańskich i na Pomorzu.

Przy zasiedlaniu kolonii kierowano się zasadą, by nie osiedlać już wcześniej zamieszkałych osób z innych terenów Prus, „ponieważ intencją nie było zakładanie nowych kolonii i wsi kosztem upadku starych ani odbieranie gospodarzy innym administracjom królewskim.”

Pod koniec 1771 roku izba dominialna wysłała komisarza Schlucha do Niemiec Zachodnich, by zwerbował kolonistów potrzebnych na Śląsku i zorganizował ich przybycie w uporządkowany sposób.

Pruski konsul we Frankfurcie, von Hochstetter, wystawił od 1771 do kwietnia 1772 roku przepustki dla 992 osób udających się na Śląsk. Spośród nich 528 pochodziło z Hesji-Darmstadt, pozostali z hrabstwa Hanau, Solms-Laubach i księstwa Isenburg.

Motywy, które skłoniły tych ludzi do porzucenia ojczyzny między Westerwaldem a Spessartem na rzecz Górnego Śląska, stają się zrozumiałe, gdy spojrzy się na mapę tamtego okresu: w tej okolicy istniało wiele małych i najmniejszych państewek, z odpowiednią liczbą władców i dworów, których utrzymanie wymagało od nielicznych poddanych znacznych danin i osobistych świadczeń. W Prusach natomiast byli wolnymi ludźmi na własnej ziemi, chociaż była ona uboga.

Wsie założone w roku 1772 zostały w większości zasiedlone przez kolonistów z Hesji. Trzynaście kolonii z tego roku obejmowało łącznie około 250 gospodarstw. Większość z nich miała po 20 gospodarstw, niektóre 15, a Neu-Lemburg (Błota) aż 30. W roku 1773 mieszkało w tych wsiach ponad 1000 osób.

Przeciętne gospodarstwo obejmowało 12 mórg ziemi ornej i 4 morgi łąk. Osiedlenie Hesów przyniosło — przynajmniej na początku — rozczarowanie zarówno dla administrującej królewską ziemią izby dominialnej, jak i dla samych kolonistów.

Z raportu komisarza Schucha, który w maju odwiedził kolonie, do których wcześniej werbował osadników, wynika, że Niemcy z zachodu nie byli przygotowani na tutejszy klimat ani na trud pracy. Większość zapadła na gorączkę. Tylko w Georgenwerk (Bukowo) spośród 83 osób aż 20 było chorych.

Głównym problemem była dla Hesów ciężka praca przy karczowaniu. Otrzymywali tylko jeden mórg ziemi już oczyszczonej, a resztę musieli zagospodarować samodzielnie. Pod koniec 1772 roku wiele kolonii zgłaszało dezercje — m.in. . z Neu-Limburg (Błota) i Gräfenort (Grotowice).

Zmiana strategii kolonizacyjnej i plany na rok 1773

Po dezercjach w Neu-Limburg i Gräfenort następca naczelnego leśniczego Süßenbacha zaproponował w 1773 roku, by w kolejnych koloniach osiedlać miejscowych — Górnoślązaków lub Austriaków — którzy lepiej rozumieli trud pracy przy karczowaniu. W Gräfenort pięć gospodarstw opuszczonych przez Hesów zostało obsadzonych Austriakami.

W sierpniu 1772 roku król wyraził zamiar założenia kolejnych 100 wsi na Śląsku, przy czym nowe kolonie miały być lokowane możliwie jak najdalej od Odry — przy granicy z Polską. Na rok 1773 zaplanowano kolejne 13 wsi.

Pod koniec 1772 roku król wysłał ministra von Hoyma do regionów Netzebruch (Łęgi Nadnoteckie) i Warthebruch (Błota Nadwarciańskie), by zbadał tamtejsze działania kolonizacyjne. W liście z 21 października pisał: „Zobaczycie tam wiele dobrych i pożytecznych rzeczy. Jednak tylko niewiele z tego da się zastosować w koloniach opolskich. Do tych mam już zatwierdzono środki w wysokości 100 000 talarów.”

Jednak śmierć naczelnego leśniczego Süßenbacha w październiku 1772 roku opóźniła przygotowania do budowy nowych kolonii. Nikt nie wiedział, gdzie miały powstać. Musiały więc zostać zrealizowane w przyspieszonym tempie, ponieważ król oczekiwał, że w sierpniu będą już gotowe.

W roku 1773 założono kolonie: Kupferberg (miedziana), Derschau (Suchy Bór), Schulenburg (Walidrogi), Camerau (Spórok), Münchhausen (Mnichus), Zedlitz (Grabice), Neuwedel (Święciny), Finkenstein (Brzezie) oraz Horst (Świerkle) — ta ostatnia powstała na gruntach klasztoru Czarnowąsy. Na ziemiach biskupich w okolicach Reichthal (Rychtal) zbudowano jeszcze cztery zespoły osadnicze z 90 gospodarstwami, głównie zasiedlonymi przez husytów.

Pomimo wszelkich starań nie udało się dotąd nakłonić szlachty do budowy kolonii. Süßenbach pisał w sierpniu 1772 roku: „Prywatni właściciele, mimo królewskiego wsparcia, nie wykazują ciekawości wobec przyjmowania kolonistów. Trzeba by ich przekonać poprzez specjalne inspekcje, gdzie i w jaki sposób mogliby zakładać osady, aby było to korzystne, wymagało by to także pozytywnej deklaracji króla, aby sprawa nabrała wagi.”

Wcześniej wyznaczone przez izbę domen 34 lokalizacje nie zostały uwzględnione. Dopiero deklaracja króla z 28 sierpnia 1773 roku, która przewidywała 150 talarów dotacji budowlanej na każde gospodarstwo, przyniosła przełom.

Początkowo niechętnie, ale stopniowo w coraz większej liczbie zaczęły napływać oferty ze strony szlachty dotyczące zakładania nowych wsi. Ponieważ plan na rok 1774 był już ustalony, wiele projektów musiało zostać przesuniętych na kolejny rok.

Król nie ustawał w naciskach na rozwój kolonizacji. W odpowiedzi na zestawienie wsi założonych w 1773 roku odparł: „To mnie bardzo cieszy, ale musicie przesłać również plan wsi, które mają powstać w nadchodzącym roku.”

Naczelny leśniczy von Wedell przewidział na rok 1774 budowę 40 wsi z 526 gospodarstwami na gruntach prywatnych oraz 7 wsi ze 128 gospodarstwami na ziemiach królewskich.

W rzeczywistości zrealizowano tylko 30 wsi.

Im bardziej udawało się zaangażować szlachtę w budowę kolonii, tym bardziej państwo mogło ograniczyć własne działania budowlane — dlatego kolonie założone w 1775 roku zostały niemal całkowicie przekazane administracji domen królewskich.

Wsie zakładane przez szlachtę miały początkowo po 15 gospodarstw i rzadko więcej niż przewidziane w deklaracji 8 mórg ziemi na jedno gospodarstwo, ponieważ nie było zainteresowania dostarczaniem więcej niż absolutne minimum.

Zamieszczone plany sytuacyjne Kesselsdorf, Friedrichswille (Kolonia Biskupska) i Königswille (Królewska Wola) są przykładami kolonizacji prywatnej.

Często izba królewska otrzymywała wnioski o dotacje dla kolonii założonych już we wcześniejszych latach. Wszystkie zostały odrzucone, ponieważ izba nie była zainteresowana wydawaniem pieniędzy na osady, które już istniały.

Z czasem okazało się, że szlachta była mniej zainteresowana gospodarstwami o powierzchni 8 mórg, a bardziej tzw. gospodarstwami bez ziemi — czyli domami z samym ogrodem, których mieszkańcy byli zależni od pracy na majątku.

Dlatego w 1776 roku wydano nową deklarację, która przewidywała 100 talarów dotacji na takie gospodarstwo, jeśli właściciel musiał kupić drewno budowlane, oraz 70 talarów, jeśli dostarczał je samodzielnie.

Król życzył sobie, by nie powstawało zbyt wiele takich gospodarstw obok siebie — zwłaszcza by nie tworzyć całych wsi złożonych wyłącznie z domów bez ziemi. Rozważał też osiedlenie ogrodników z Palatynatu na terenach górskich, szlachta jednak próbowano osiedlać tkaczy lnianych.

Na rok 1775 zaplanowano w okręgu wrocławskim kolejne 30 wsi z 466 gospodarstwami, co wymagało dotacji w wysokości 69 900 talarów.

Kapituła katedralna we Wrocławiu miała założyć 3 wsie z 40 gospodarstwami w powiecie oleśnickim, a klasztor w Trzebnicy również 40 gospodarstw. W 1775 roku po raz pierwszy zatwierdzono budowę 20 wsi w okręgu głogowskim — wcześniej powstawały tam tylko gospodarstwa bez ziemi.

Do roku 1777 planowano łącznie 200 nowych wsi. Że dla króla najważniejszy był wzrost liczby ludności, świadczy jego list z lutego 1776 roku, w którym przewidywał, że Śląsk w następnym roku osiągnie 1 400 000 mieszkańców.

Okres do roku 1777 można uznać za szczytowy moment kolonizacji śląskiej. Choć wojna o sukcesję bawarską nie przyniosła rozlewu krwi, wywołała duże zamieszanie i na kilka lat zahamowała działalność osadniczą.

Program budowlany zlecony przez króla został ukończony w 1777 roku. W odpowiedzi na jego zapytanie minister poinformował, że na Górnym i Dolnym Śląsku powstało 200 wsi z 2815 gospodarstwami z pomocą królewską, a także 1236 gospodarstw bez ziemi oraz 1299 takich gospodarstw bez dotacji budowlanej — łącznie 5348 nowych siedlisk, zasiedlonych przez 21 499 osób, które uprawiały 22 503 morgi ziemi i posiadały 17 862 sztuki bydła.

CDN.

Tłumaczenie Joanna Mrohs

Hüttendorf

Dziś kolonii Hüttendorf [wieś hutnicza] nie znajdziesz na żadnej mapie, gdyż w roku 1929 została włączona do Ozimka. Teren starej kolonii pokrywa się z dzisiejszą ulicą Wyzwolenia.

A jak sama nazwa mówi, jej początki były ściśle związane z hutą.

W roku 1753 wybudowano jak wiadomo hutę Malapane, która potrzebowała spore ilości węgla drzewnego do produkcji. Z tego powodu powstała potrzeba założenia osady pracowników leśnych i węglarzy na prawym brzegu Małej Panwi. Jednakże pomysł na początku napotkał na trudności. Królewski Radca Kamery Wojennej i Dominialnej Plümicke pisał z Opola w roku 1765 tak: „Dziś nakazałem urzędnikom Izby zwerbowane wystarczającej ilości 20 mężczyzn, którzy osiedlą się jako węglarze i pracownicy leśni oraz będą pracować wyłącznie na rzecz huty. Bardzo niewielu ma ochotę puścić w niepamięć uprzedzenia do huty, wielu zastrzega sobie prawo do uprzedniego zbadania terenu dla nich przeznaczonego. Jeżeli jednakże znajdzie się kilku, urzędnicy huty będą musieli osłodzić im wizję osiedlenia, więc Izba będzie musiała zapewnić umownie: 10 lat wolnych od podatków, 2 morgi ziemi, 1 morgę łąki dla 1 do 2 sztuk bydła, darmowe drewno budowlane, odszkodowanie za padnięte bydło, odszkodowanie za szkody pożarowe, darmowe drewno opałowe, zwolnienie z zakwaterowania wojska.”

Dopiero rok później znalazło się 7 osób z okolicznych wsi: Krasiejowa, Schodni i Szczedrzyka, które zgłosiły gotowość osiedlenia się. Żądali oni jednakże więcej pola i łąk dla 3 do 4 sztuk bydła i dowolność budowy domów wedle ich tradycyjnej technologii z belek ręcznie ciosanych [pruskie przepisy zakazywały takich budowli ze względu na ich łatwopalność] i krytych gontami drewnianymi (śl. lajstkami). Izba Wojenno-Dominialna odrzuciła te żądania, gdyż większe pola odwodziły by osadników od pracy w hucie oraz ze względu na brak wystarczającej ilości łąk. Planowano osadzenie 15-20 rodzin. Negocjacje z kandydatami trwały przez kolejne lata. Niektórzy wycofali się, inni doszli, wszyscy z okolicznych wiosek Krasiejów, Schodnia i Szczedrzyk.

Ostatecznie ustalono 11 warunków, które zostały zatwierdzone 13 stycznia 1768 przez Królewską Pruską Izbę Wojenno-Dominialną we Wrocławiu, a które obowiązywały dla wszystkich kolonistów Hüttendorfu:

1. Budowa domów dowolna, czy to z drewna ciosanego, czy to konstrukcja szachulcowa, kryte słomą lub gontami, jednakże wedle możliwości zalecano konstrukcję szachulcową i dach słomiany

2. darmowe drewno konstrukcyjne

3. darmowe drewno opałowe

4. 2 morgi pola, 1 morga łąki

5. 10 lat zwolnienia z podatku gruntowego

6. po latach zwolnionych, za morgę pola i łąki miesięcznie 1 grosz podatku gruntowego

7. poza tym żadnych innych podatków

8. zwolnieni z świadczeń feudalnych, praca tylko w hucie za normalnym wynagrodzeniem

9. jako koloniści hutniczy są zwolnieniu z obowiązku zakwaterowania wojska

10. ich dzieci zwolnione mają być z feudalnej służby obowiązkowej na rzecz Urzędu w Opolu ze względu na służbę w hucie

11. każdy chętny do budowy otrzyma zaliczkę w wysokości 25 talarów, którą będzie spłacał z wypłaty w wysokości 8 groszy miesięcznie.

W roku 1768 raporty urzędu hutniczego zgłaszały wybudowanie 8 domów z oborami z drewna oraz wykarczowanym polem, a to przez kolonistów: 1. Grzesch, 2. Drzymalla, 3. Hadamek, 4. Mrochin, 5. Mimietz, 6. Sladek, 7. Czingoin, 8. Kokot. Są to więc pierwsi koloniści kolonii Hüttendorf.

Kolonia stopniowo się rozrastała. Raporty mówią o tym, że osiedlił się czyściciel bomb Kirchstein z Paulau (Skarbimierz) koło Brzegu, ale musiał wcześniej dostać zezwolenie od urzędu królewskiego w Brzegu zwalniające go z tamtejszego poddaństwa. W roku 1772 kolonia miała już 13 domów. W wyniku przestoju produkcji amunicji mistrzowie formierscy Krigar i Taeschner w roku 1775 zostali przeniesieni na wypłatę przestojową i otrzymali posesje w kolonii na własność dla siebie, swoich wdów i dzieci. Otrzymali też 45 talarów zasiłku budowlanego i zwrot kosztów karczowania.

W roku 1776 w kolonii było już 17 posesji. Z lewej strony z kierunku huty do Krasiejowa mieszkał kowal wiejski Kokott, nadawacz Drzymała, robotnik dniówkowy Mimietz, cieśla hutniczy Sladek, węglarz Orliczek, mierniczy węgla Kirchstein, mistrz kowalski Janiczek.

Z prawej strony w kierunku od huty do Krasiejowa mieszkali:

węglarz Dziewior, załadowczy węgla Oelsner, robotnik dniówkowy Jungnickel, fryszer Strassil, robotnik dniówkowy Czingon, kopacz gliny Fiola, mistrz formierski Teschner, nadawacz Orzesz, mistrz wielkopiecowy Krigar.

Do tego dochodził też karczmarz Wenzel Grigar pochodzący z Czech, który kupił karczmę w roku 1769 ze wszelkimi prawami do sprzedaży alkoholu, wypieku chleba, uboju i handlu.

Co do narodowości w raportach informowano, że koloniści częściowo są obcokrajowcami z Niemiec i z Czech.

W kolejnych latach kolonia prawie się nie powiększała. Jeszcze w roku 1811 liczyła 19 mężczyzn, 18 kobiet, z dziećmi łącznie 175 dusz. Z akt można wyczytać, że pierwszym sołtysem był Thomek Drzymalla, zaprzysiężony w roku 1783.

A wszystkie informacje wyżej opisane spisał nauczyciel Chodura w Malapane i opublikował w roku 1932 w Oppelner Heimatblatt.

Joanna Ania Mrohs