1891 – powstaje związek sikawkowy dla gminy Kadłub, Borycz, Krośnica i Osiek

Od kiedy działa straż pożarna w Kadłubie? Wiemy to dzięki książce Piotra Smykała i Edwarda Dalibóg: Dzieje pożarnictwa na ziemie strzeleckiej.

W książce autorzy opisują moment, gdy przepisy prawa nadały powiatom uprawnienie do uregulowania sprawy pożarnictwa w powiecie. Nakazano więc utworzenie związków gminnych, gdyż gminy (kiedyś każda miejscowość stanowiła gminę) same nie były w stanie ponieść kosztów sprzętu i utrzymania.

W gazecie urzędowej dla powiatu strzeleckiego w roku 1891 znajdujemy statut związku sikawkowego, podpisany przez ówczesnych wójtów gmin i zarządców majątków w Kadłubie, Boryczy, Krośnicy i Osieku: Linder, Capla, Pyka, Woznitzka, Ploch, Urbanczyk, Paul Kolodzieczyk, Adamietz, Mross, Hadrian.

Poniżej stara remiza, potem sklep.

Oto jego tłumaczenie:

Statut

dla związku sikawkowego utworzonego przez gminy Boritsch, Kroschnitz, Kadlub i Oschiek z kolonią Karlsthal w powiecie Groß Strehlitz.

§ 1. Związek strażacki zostaje utworzony na podstawie § 139* ustawy o właściwości organów administracyjnych i sądów administracyjnych z dnia 1 sierpnia 1883 roku [ustawa regulowała kompetencje administracji oraz sądów administracyjnych w prowincjach pruskich, w tym na Śląsku] z gmin Boritsch, Kroschnitz, Kadlub i Oschiek wraz z Karlsthal wraz z ich obwodami majątkowymi.

§ 2. Reprezentacja związku składa się z wójtów wymienionych wyżej gmin oraz zarządców ww. obwodów majątkowych lub ich zastępców i ma jedno miejsce w radzie gminy Kadlub.

§ 3. Reprezentacja związku wybiera spośród siebie przewodniczącego oraz jego zastępcę. Pierwsze wybory prowadzi wójt lub wyznaczony przez niego członek reprezentacji związku. Wszystkie czynności jako reprezentant związku sikawkowego są wykonywane społecznie.

§ 4. Reprezentacja związku strażackiego zbiera się tak często, jak często wymagają tego sprawy związku. Zwołanie reprezentacji następuje przez przewodniczącego pisemnie lub ogólnikiem. Zwołanie musi nastąpić, jeżeli żąda tego przewodniczący lub co najmniej połowa przedstawicieli.

§ 5. Liczba głosów zależy od wysokości składki w paragrafie 12, tak że każdy reprezentant ma co najmniej jeden głos. Przedstawiciele każdej gminy mają jeden głos, przedstawiciele danego obwodu majątkowego mają po jednym głosie.

§ 6 Reprezentacja podejmuje uchwały zwykłą większością głosów, bez względu na liczbę obecnych; w przypadku równej liczby głosów decyduje głos przewodniczącego. Wszystkie uchwały należy wpisać do księgi protokołów i podpisać. Przewodniczący prowadzi księgowość dotyczącą przychodów i wydatków.

§ 7. Reprezentacja związku sikawkowego posiada w zakresie zarządzania tym związkiem prawa przysługujące radzie gminy, a przewodniczący ma prawa wójta gminy.

§ 8. Przewodniczący realizuje uchwały podjęte przez reprezentację, reprezentuje związek strażacki na zewnątrz, prowadzi korespondencję i podpisuje odpowiednie dokumenty. Zwołuje wójtów gmin i zarządców majątków, a także pozostałych członków reprezentacji na posiedzenia, którym przewodniczy, oraz zapewnia ogłoszenie uchwał i ich wykonanie, o ile zostały podjęte.

§ 9. Jeśli nie zostanie podjęta uchwała dotycząca koniecznego przedmiotu sprawy, wówczas w miejsce uchwały wchodzi w życie zarządzenie policyjne.

§ 10. Do obowiązków reprezentacji związku strażackiego należy w szczególności uregulowanie punktów określonych w § 8, 9 i 10 rozporządzenia z dnia 26 marca 1857 roku:

  1. mianowanie mistrza strażackiego oraz jego zastępcy;
  2. mianowanie drużyn obsługujących sikawkę w miejscu jej stacjonowania oraz osób odpowiedzialnych w poszczególnych gminach związkowych i obwodach majątkowych, wraz z ich zastępcami;
  3. przydział drużyn gaśniczych w poszczególnych gminach związkowych i obwodach majątkowych oraz ich wykorzystanie, jak również mianowanie dowódców i ich zastępców;
  4. środki pomocy w przypadku wybuchu pożaru poza terenem związku;
  5. zapewnienie niezbędnych zaprzęgów w obrębie gmin związkowych i obszarów majątkowych;

Zapewnienie zaprzęgów dla sikawki oraz jej drużyny następuje za odpłatą przez mieszkańców miejscowości, w której sikawka jest przechowywana.

Kolejność mieszkańców zobowiązanych do zapewnienia zaprzęgu musi być zapisana na odpowiedniej liście.

Jeśli zaprzęg osoby pierwszej na liście nie jest dostępny, musi go zapewnić osoba kolejna na liście na żądanie przewodniczącego. W miejsce tej osoby zaprzęg musi dostarczyć osoba, w zastępstwie której dostarczono zaprzęg.

  • zapewnienie kontroli drużyn, prowadzenie drużyn;
  • przeprowadzanie prób sikawki, jak również wszelkich działań niezbędnych do zapewnienia prawidłowego zarządzania związkiem strażackim oraz skutecznej pomocy gaśniczej — zgodnie z zakresem rozporządzenia z dnia 26 marca 1887 roku.

Mianowania i ustalenia wskazane w punktach 1, 2, 3 i 5 dokonywane są każdorazowo na okres jednego roku kalendarzowego.

Ponadto obowiązkiem reprezentacji jest: sprawowanie dokładnej kontroli nad istnieniem i dobrym stanem technicznym przepisowego sprzętu gaśniczego należącego do związku.

§ 11 Związek sikawkowy wspólnie nabywa i utrzymuje sikawkę wraz z odpowiednimi urządzeniami oraz akcesoria do sikawki, w tym niezbędne klucze. Wszystkie pozostałe urządzenia gaśnicze muszą zostać nabyte i utrzymywane indywidualnie przez osoby zobowiązane do tego zgodnie z rozporządzeniem z dnia 26 marca 1887 roku.

§ 12 Koszty związku strażackiego są rozdzielane pomiędzy gminy i obwody majątkowe należące do związku proporcjonalnie do podatku gruntowego i budynkowego. Udziały gmin oraz koszty zobowiązań szczególnych są pokrywane w ten sam sposób, co pozostałe potrzeby gminy. W tym celu należy wyodrębnić w budżecie gminy odpowiednią sumę. Wszystkie gminne udziały w kosztach związku są płatne na ręce przewodniczącego związku, który je pobiera i prowadzi kasę związku.

§ 13 Jeśli jakaś część udziału pozostaje nieopłacona, należy wystąpić do urzędu starostwa o jej przymusowe ściągnięcie.

§ 14 Niniejszy statut wchodzi w życie z dniem jego zatwierdzenia przez komisję powiatową.

§ 15 Zmiany statutu wymagają zatwierdzenia przez komisję powiatową oraz zgody 2/3 reprezentantów.

Kadłub, dnia 18 lipca 1891.

Reprezentacja związku sikawkowego: Linder, Capla. Pyka, Woznitzka, Ploch, Urbanczyk, Paul Kolodzieczyk, Adamietz, Mross, Hadrian.

  • § 139 ustawy o właściwości organów administracyjnych i sądów administracyjnych z dnia 1 sierpnia 1883 roku:  

Komisja powiatowa podejmuje decyzje — o ile przepisy dotyczące ochrony przeciwpożarowej nie stanowią inaczej — w sprawie zatwierdzenia, a w razie potrzeby także zarządzenia utworzenia, zmiany lub rozwiązania związków kilku gmin wiejskich lub obszarów majątkowych w celu wspólnego zakupu i utrzymania jednostek straży pożarnej (związków strażackich).

Joanna Ania Mrohs

Przystrojona girlandami lokomotywa w Malapane

To musiał być imponujący widok w roku 1858 na dworu w Ozimku: przystrojona girlandami i buchająca parą lokomotywa, przy akompaniamencie orkiestry wjeżdża na dworzec!

Dzięki Schlesische Zeitung z roku 1858 wiemy, jak wyglądało uroczyste otwarcie linii kolejowej Opole-Tarnowskie Góry.

Koleje żelazne i telegrafia, 23 stycznia.

Kolejne ogniwo zostało włączone do szerokiej sieci kolei żelaznych, która obejmuje już niemal całą prowincję i sięga do najodleglejszych zakątków Śląska. Kolej Opole-Tarnowskie Góry, przebiegająca przez jeden z najbardziej uprzemysłowionych i aktywnych gospodarczo regionów prowincji, została dziś uroczyście otwarta. Tym samym bogate zasoby, które kryje ziemia w swoich wnętrzach i które codziennie wspierają wspaniały przemysł, zyskały nową drogę transportu.

Dyrekcja i zarząd tej kolei nie chciały pozostawić tego dnia bez odpowiedniego uczczenia, dlatego zorganizowano specjalne uroczystości, na które zaproszono licznych gości zarówno ze stolicy, jak i z prowincji.

Porannym pociągiem pośpiesznym Kolei Górnośląskiej przybyli dziś z Wrocławia do Opola czołowi przedstawiciele władz prowincji śląskiej, w tym Jego Ekscelencja Królewski Tajny Radca i Nadprezydent, Freiherr von Schleinitz, Tajny Wyższy Radca Górniczy i Naczelny Dyrektor Górnictwa dr von Carnall, Tajny Radca Rządowy i Komisarz Kolejowy von Nostitz, Dyrektor Generalny Poczty Schulze oraz wielu innych, jak również najznamienitsi członkowie dyrekcji i zarządu Kolei Śląskiej, m.in. Radca Handlowy von Rother, Baron von Muschwitz, Tajny Radca Handlowy Russer, księgarz Trewendt, właściciel ziemski Biberach, dyrektor Kolei Górnośląskiej Maybach i inni.

Na dworcu w Opolu powitał ich nadinżynier nowej linii kolejowej Pan Grapow i zaprowadził gości do salonu poczekalni. Tamże goście zostali zaskoczeni oprawą muzyczną w postaci dobrze obsadzonej orkiestry.

Na dworcu powoli dochodzili kolejni goście z samego Opola i okolicznych powiatów, między nimi hrabia Pückler, nadleśniczy von Maron, starosta Hoffmann i inni członkowie lokalnych organów. Po spożyciu śniadania, w trakcie którego goście wzajemnie się witali, uroczysty pochód pod przewodnictwem nadinżyniera Grapowa przy akompaniamencie hucznej muzyki udał się do pociągu. Lokomotywa przystrojona w girlandy ruszyła w stronę Ozimka i dalej do Zawadzkiego, gdzie pociąg dotarł około 11.00. Goście następnie z nadprezydentem von Schlenitzem na czele udali się do znanego na całym świecie zakładu w Zawadzkiem, po którym gości oprowadził Baron von Muschwitz jako dyrektor generalny spółki Minerva, właścicielki zakładu.

Po około godzinie towarzystwo udało się dalej pociągiem do Tarnowskich Gór, gdzie lokomotywa dotarła około godziny 13.00. W Tarnowskich Górach uczestnicy udali się do domu strzeleckiego znajdującego się blisko dworca, gdzie powitali ich włodarze miasta. Tamże tradycyjnie podniesiono toast za króla i królową i nastąpiły długie i uroczyste przemówienia wszystkich ważnych gości.

O 16.00 towarzystwo wróciło do Opola. Goście z Wrocławia pojechali stamtąd dalej pociągiem pospiesznym.

Joanna Ania Mrohs

p.s. budowa kolei była ratunkiem dla upadającej huty Malapane. Ale to już inny temat.

Dziennik szkoły w Karmerau

Spórok posiada jeszcze oryginalny dziennik szkolny. Jrst w nim mój prapradziadek. oto jego kariera szkolna.

Numer 135, Friedrich Krentscher syn Martina chałupnika, urodzony 4.2.1827, rozpoczął naukę w roku 1834 w wieku 7 lat, w szóstej klasie opuścił 120 dni, w siódmej klasie 118 a w ósmej klasie 107.

Przyczyna nieobecności: pilnowanie bydła
Ukończył szkołę 8.6.1841
Wyniki w chwili opuszczenia szkoły:
religia: ewangelik [nie uczęszczał bo szkoła była katolicka]
czytanie: przeciętne
pisanie: przeciętne
liczenie: zadowalający
uwaga o prowadzeniu się: dobre

inne przyczyny nieobecności u dzieci: choroba, bieda, praca w polu

inne uwagi o prowadzeniu się: naganne, przekorny

Rok szkolny w Prusach wtedy zaczynał się ustawowo po Wielkanocy, ale regionalnie były odchylenia. Na Śląsku ferie letnie były krótkie (np. w Carmerau w roku 1885 od 23.09 do 12.10). Ferie jesienne (żniwne) były za to dłuższe – 23.09. do 12.10.

Listy nieobecności dzieci były przekazywane do policji, gdyż nieobecność była karana.

Joanna Ania Mrohs

Kadłub i polityka

Jak głosowali nasi przodkowie w wyborach:

1927 wybory do Reichstagu i Landtagu

Kadłub: uprawnionych 517, oddanych głosów 375,

na socjalistów 63

na Niemiecką Narodową Partię Ludową (skrajni nacjonaliści) 17

partia Zentrum (partia katolików niemieckich) 195

partia polska 40

NSDAP w okolicy nie dostała żadnych głosów

źródło sbc Oberschlesische Volksstimme, 1928, Jg. 54, Nr. 141

Fritz w Malapane

W końcu mam dowód, że Fritz był w Malapane!  I Jedlicach, i Suchym Borze … i Schodni, gdzie spotkał nierozumnego sołtysa.   

Historyk Carl Hinrichs  jeszcze przed wojną przebadał zasoby archiwum we Wrocławiu, gdzie znalazł korespondencję do dyrygującego ministra na Śląsku – Hoyma, a w niej sprawozdanie starosty opolskiego Wedella, który towarzyszył królowi Fryderykowi Wielkiemu podczas jego podróży inspekcyjnej po Górnym Śląsku w roku 1779.

Oto tłumaczenie z książki Hinrichsa:

Przemysł żelazny MALAPANE I JEDLITZA [sic!], 20 MAJA 1779

* Na podstawie raportu starosty Wedella dla śląskiego ministra prowincji von Hoyma. Scheidelwitz, 21 maja 1779.

Gdy król przybył do huty¹, zakład był mu niemal obcy. Starosta powiedział: „To jest pierwsza huta żelaza, którą Reden [chodzi o Rehdantza] założył na rozkaz Waszej Wysokości.” Król na to: „Tak, tak, teraz wiem wszystko. Coś o funkcjonowaniu.”

Starosta poinformował, że budynek, w którym znajdował się kościół, nie był określany jako pałac, jak to jest w zwyczaju na Górnym Śląsku, lecz jako kościół i szkoła, i to było dobre, ponieważ król zapytał o to i powiedział do księcia dziedzicznego Brunszwiku po francusku: „Kościół jest konieczny i przy tym całkiem ładny.”

Następnie udali się do Jedlic², podczas gdy starosta jechał obok powozu. Kiedy król wysiadł, zanim wszedł do domu, zadał dość dużo pytań, podczas gdy starosta przedstawiał mu zarządcę.

Król: „Czy zakład jest całkowicie nowy? Czy ma połączenie z Malapane? Z czego został zbudowany?”

Odpowiedź: „Powstał dzięki nadwyżkom wynikającym ze wzmożonej produkcji odlewów amunicyjnych.”

Król: To dobrze, zakład jest ładny, dobrze zaprojektowany i naprawdę użyteczny. – Ale czy nie będzie ponownie [zarządca] sadził drewna na wykarczowanym obszarze? Dlaczego tak dużo drewna zostało ścięte?

Odpowiedź: Na budowę zakładu, a teren miał służyć jako fabryka igieł oraz miejsce dla domów dla drwali, węglarzy i tym podobnych, których nadal bardzo brakuje.

Król: To co innego, dlaczego to nie zostało zrealizowane?

Odpowiedź: Ponieważ fundusze na to nie wystarczyły, a brak odlewania amunicji znacznie zmniejszył przychody 4.

Król: Skąd to się wzięło?

Odpowiedź: Ponieważ mamy do tego własną rudę i mamy ją blisko, a inne musimy kupować, przewozić dziewięć mil i z trudem znajdować rynek dla kutego żelaza.

Następnie król wszedł do środka, kazał przywołać faktora Chuchula, był z niego zadowolony, ale chciał uzyskać dokładniejsze informacje bezpośrednio od mistrza produkcji drutu. Ten pojawił się w cyklopowej postaci, dobrze odpowiedział i wyjaśnił próbki drutu, które starosta wcześniej położył w pokoju.

W końcu król oświadczył: „To bardzo dobrze, ale ja nic z tego nie rozumiem”. 5

Przypisy:

¹ Królewska huta żelaza Malapane, założona w 1754 roku, której głównym celem było odlewanie amunicji; dodatkowo produkowano pręty żelazne, piece na węgiel kamienny, blachę żelazną, garnki, kotły i inne wyroby. Pod koniec 1775 roku dodano warsztat do produkcji drutu. Po przejęciu śląskiego urzędu górniczego przez Fryderyka Wilhelma von Redena w 1779 roku Malapane znacząco się rozwinęła, tak że mogła rywalizować z angielską technologią wielkopiecową.

² Huta spłonęła w styczniu 1778 roku i została odbudowana. Kluczowe nowe inwestycje Redena obejmowały młot kuźniczy oraz młot do produkcji narzędzi, później także warsztat do produkcji stali i drutu.

3 Tutaj znajdował się zakład produkcji rur stalowych i drutu.  

4 Zamówienia amunicji skończyły się w roku 1771

5 Pomimo skromnej deklaracji króla, jego zasługi dla górnictwa i hutnictwa nie ograniczają się jedynie do wyboru wybitnych specjalistów, takich jak Heinitz i Reden, lecz obejmują także nieustanne wspieranie przełomowych postępów technicznych, przede wszystkim uznanie znaczenia węgla kamiennego oraz wprowadzenie maszyny parowej. Porównaj rozkaz gabinetowy do ministra von Heinitza, Köberlitz, 25 maja 1780: „Zmarły tajny radca Gansauge nakazał budowę na swoim polu kopalnianym [Altenweddingen w Saksonii Anhalcie] maszyny ogniowej do wypompowywania wody z kopalni, czym osiągnięto też dobre efekty. Rozwiązanie to było by korzystne zarówno w kopalniach w miejscowości Wettin i Rothenburg, jak i w tężni soli w Schönbergu oraz kamieniołomach w tej prowincji, aby pozbyć się wody. Dlatego zlecam Wam, aby ktoś kompetentny dokonał oględzin maszyny ogniowej, i zobaczył, co w niej nie działa i jak ją usprawnić, aby mogła być używana do wypompowywania wody we wszystkich kopalniach. Wydajcie odpowiednie polecenia, aby zadanie to zostało wykonane, a maszyna ogniowa była utrzymywana w dobrym i trwałym stanie, o czym oczekuję raportu.”

Tyle Hinrichs o podróży Fritza.

Zaznaczyć należy, że Friedrich zwiedził też kilka innych miejscowości podczas tej podróży.   

Dr. Ernst Pfeiffer w swojej publikacji o podróżach Fryderyka Wielkiego opisuje trasę z roku 1779. 18 maja król wyruszył z Wrocławia do Oławy i Koźla, w drugi dzień do Raciborza, Rud i do fabryki mosiądzu w Kotlarni. Następnie pozwiedzał założone przez siebie kolonie Miedziana, Grotowice, Suchy Bór (zganił starostę, że kolonia jest źle założona i nakazał jej poprawienie) i fabrykę drutu w Jedlicach, kolonię Rzędów, Grabie, Bukowo skąd pojechał do Kluczborka dokonać oględzin domu dla ubogich, który ufundował i przekazał miastu.

Wizytę w Kluczborku historyk Karl Heinrich Siegfried Rödenbeck opisuje tak:

„Tutaj król rozmawia wyłącznie z dyrektorem miejskiego przytułku dla ubogich, J. P. Holzmannem, o wewnętrznym wyposażeniu przytułku, który został zbudowany na królewskie koszt w latach 1777-1778. Na prośbę dyrektora, aby król obejrzał wyposażenie, a szczególnie działalność manufaktury, monarcha odpowiedział: „Słabość moich nóg sprawia, że wspinanie się po schodach jest dla mnie zbyt uciążliwe.”

Następnie król wrócił do Wrocławia przez Wołczyn, kolonię Piastowice i Brzeg.

Pfeiffer opisuje w swojej publikacji incydent w Schodni, który dziś obrósł już legendami:

Fryderyk miał w zwyczaju zaraz po wjeździe do miejscowości przepytywać lokalne władze o jej stanie. Wjeżdżając do Schodni, zauważył stojącego na skraju traktu sołtysa. Zatrzymał wiec powóz i zapytał go, jak ta miejscowość nazywa. Ale sołtys widocznie króla nie zrozumiał i zamiast odpowiadać na pytanie, tylko się ukłonił w pas.

Wielki autorytet odnośnie historii hutnictwa na Śląsku Fechner zaznacz w swoich publikacjach, że Fryderyk tylko raz odwiedził zakłady hutnicze Malapane i Jedlice, a to we wspomnianym roku 1779.

„Fryderyk Wielki podczas swojej wielkiej podróży po Górnym Śląsku odwiedził 21 maja 1779 roku również Jedlice. Polecił sprowadzenie faktora Chuchula, który został przeniesiony z huty w Zagwiździu, aby ten wszystko mu wyjaśnił. Król chciał jednak uzyskać więcej informacji od samego mistrza produkcji drutu, który – jak donosi nadleśniczy Wedell – „pojawił się w cyklopowej postaci” i objaśnił królowi proces produkcji przygotowanej próbki drutu. Fryderyk Wielki skomentował to słowami: „To jest bardzo dobre, ale nic z tego nie rozumiem” i obdarował urzędników huty sześcioma dukatami.”

Joanna Ania Mrohs

Krwawy maj

W roku 1921 w lesie zamiast jagód znajdowano trupy. Księgi kościelne i cywilne Kadłuba, Krasiejowa, Staniszcz, Izbicka są pełne wpisów. Walki w wojnie polsko-niemieckiej oficjalnie kończą się 5 lipca. Jednak pozbawione głowy i powieszone ciało kupca Guznera jest znajdywane jest w lesie krasiejowskim dopiero 17 sierpnia, ciało Urbana Rajtora w lesie w Schodni 27 sierpnia, 1 września ciała ojca i syna Hasteroków w Krasiejowie, ciało Juliusa Laskawietz z Kadłuba dopiero w marcu roku 1922 w lesie w Dębiu, zgon zabitego w Spóroku kupca Meyera urząd stwierdza dopiero w 1923 roku.

Co działo się w tym czasie możemy prześledzić już z kilku źródeł. Najciekawszym są skany raportów wojsk polskich, a to grupy Linke i baonu Faski, które udostępnia Archiwum Wojskowe.

3 maja 1921 o 10.20 wojska polskie zajęły Fosowskie, Kolonowskie, Zawadzkie, a oddział opolski Krasiejów, Schodnię i Ozimek. Komendant grupy – Wincenty Mendoszewski pseudonim „Linke” – pochodzący z Wielkopolski żołnierz polski – informuje w raporcie, że w Ozimku rozlokowano 300 ludzi, w Kolonowskim 80 a w Zawadzkim 70 ludzi.

Na zdjęciu podgrupa Linke w Lublińcu (AP)

Wiemy ze wspomnień, że w grupie opolskiej byli między innymi powstańcy z Groszowic i Maliny. Z grupie strzeleckiej żołnierzy pochodzących z Kadłuba ale pracujących w zakładach na wschodnim Górnym Śląsku.

Teren zajęto praktycznie bez walki, bo lokalne oddziały Selbstschutzu były zbyt małe, żeby walczyć i zdążyły się wycofać do krasiejowskich lasów. Zgodnie z informacjami lokalnych polskich działaczy przekazywanych do wydziału wywiadowczego Polskiej Organizacji Wojskowej, w Kadłubie było 20 uzbrojonych a w Kolonowskim 10 członków Selbstschutzu. Krośnicki oddział Slebstschutzu został zaskoczony przez wojska polskie i wzięty do niewoli.

W Ozimku interweniują Francuzi

4 maja grupa Linke zaatakowała Grodziec z kierunku Ozimka. W tej chwili pojawili Francuzi, którzy zostali wezwani przez dyrektora huty Małapanew, i rozbroili grupę, odbierając 56 karabinów i 2 karabiny maszynowe. W wyniku tego Linke informuje dowództwo, że wycofał żołnierzy do linii Fosowskie-Kolonowskie, a sam Ozimek obsadzili Francuzi.

Także 4 maja grupa Linke melduje ostrzał w okolicach Myśliny. 5 maja dowódca melduje, że trzyma linię Myślina-Fosowksie-Kolonowskie-Zawadzkie. Z powodu braku broni nie można atakować Dobrodzienia.

6 maja grupa Linke dostała rozkaz natarcia w kierunku Opola.

Jednakże 7 maja patrol Selbstschutzu składający się z lokalnych oddziałów zaczyna atakować wojska polskie w rejonie Myśliny. Co opóźnia atak.

Oddział opolski wojsk polskich stacjonuje zgodnie z raportem w Grodzisku. Linke donosi też, że czeka na rozkazy o ataku na Opole.

11 maja grupa Linke decyduje się na atak w stronę Ozimka. Napotyka opór już w Krasiejowie, gdzie jest ostrzeliwana z wieży kościelnej. Niemiecka załoga szacowana jest na 400-500 karabinów.

Zgodnie z raportami strony proniemieckiej, oddziały w okolicy Ozimka składają się z lokalnych grup ochotników z okolicznych miejscowości. Znajdują się tam między innymi grupy Selbstschutzu z Kadłuba, Zawadzkiego i Spóroka. Dopiero w późniejszym czasie walk skierowano tam regularne oddziały niemieckiej grupy środkowej.

Po klęsce wojsko polskie wycofuje się do Kadłuba. Straty: 1 powstaniec zabity, Selbstschutz – 3 zabitych.

Wojska polskie lokują się jak na mapie poniżej. Selbstschutz stacjonuje w krasiejowskim lesie. Skąd prowadzona jest wojna podjazdowa w kierunku na Spórok i na Borycz.

W tym czasie w Krośnicy/Boryczy stacjonuje Baon Faski.

Linia ta ustala się na kolejne tygodnie aż do podpisana rozejmu 5 lipca.

Dla zainteresowanych: kompletna dokumentacja z roku 1921 znajduje się na stronie Archiwum Wojskowego https://wbh.wp.mil.pl/pdfviewer/?f=/c/scans/powstania/dzial_i/i_130/i_130_2_51b.pdf

Jeńcy

Żołnierze polscy podczas tzw. powstania dokonywali także masowo aresztowań osób działających za pozostaniem Śląska w granicach Niemiec. Archiwum posiada ich listy.

Z naszych okolic w obozach jenieckich przebywali:

Sosnowski Wiktor z Rozmierki

Gordzielik Rajmund z Kadłuba

Koj Johann z Kolonowskiego

Rykert z Kadłuba i Smykała z Suchej

Już po zakończonym powstaniu, uczestnicy walczący po stronie wojska polskiego nie mogli powrócić do domów. Przebywali w ośrodkach dla uchodźców. Tu zaświadczenie o Karolu Hasterok, który przebywa w Radzionkowie i nie może wrócić do Kadłuba Pieca.

Joanna Mrohs

Raport Karstena – Malapane 1803

Dziś Święto Pracy.

Zapominamy czasami, jakim luksusem jest 8godzinny dzień pracy i wolny albo długi weekend.

Dlatego dziś raport o pracy huty Malapane 222 lat temu.

Co druga niedziela wolna? Praca dzieci? Wtedy to norma.

Opis pracy naszych przodków zawdzięczamy pierwszej studyjnej podróży 19 letniego wtedy Karla Johanna Bernhard Karstena, który potem był jednym z ojców sukcesu królewskich hut na Śląsku.

Zanim został powołany przez Redena na radcę górniczego na Śląsku, aby ulepszać śląskie górnictwo i hutnictwo, wsławił się w jednej rzeczy: pisaniu raportów.

Z jego pierwszej podróży służbowej na Śląsk pochodzi raport z roku 1803, który znajduje się dziś w berlińskich Tajnym Archiwum.

Raport Karstena jest podróżą w czasie. Zawiera on nie tylko informacje techniczne procesu wytopu żelaza w ozimskiej hucie, ale także pracę naszych przodków: węglarzy, górników rudy żelaza, formierzy, pomocników, nadawaczy …

Oto on:

O działaniu wielkiego pieca i pracy odlewni w Malapane, zebrane w czerwcu i lipcu 1803 r. przez B. F. B. Karstena.

Królewska huta żelaza w Malapane otrzymuje wodę do swoich urządzeń z rzeki Malapane, koła napędzane są podsiębiernie. Znajdują się tu dwa wielkie piece, jedna fryszerka, młot do czarnej blachy, warsztat wiertniczy i tokarski, młot do rozdrabniania wpienia i rudy żelaza oraz młot do rozdrabniania żużla.

Do tego zakładu należą także huty żelaza w Krascheow, Jedlitze i Dembyhammer. Pierwsze z nich również otrzymują wodę z tej samej rzeki i pracują w systemie podsiębiernym. Krascheow leży powyżej Malapane, Jedlitze poniżej, natomiast Dembyhammer czerpie wodę z małej rzeki zwanej Himmelwitzer Wasser [Jemielniczanka], która wpada przed zakładem do stawu, gdzie jej poziom jest odpowiednio regulowany. Ta huta działa na kołach nasiębiernych.

W Krascheow znajdują się jedna fryszerka, palenisko kowalskie, dwie fryszerki oraz młot do walcowania żelaza. Ostatnie urządzenie jest używane przez dwóch mistrzów na zmianę – jeden pracuje na dziennej zmianie, a drugi na nocnej.

W Jedlitze znajdują się trzy fryszerki, młot do produkcji białej blachy wraz z warsztatem do cynowania oraz walcownia w walcami podporowymi. Natomiast w Dembyhammer działają dwie fryszerki.

Działanie tych połączonych zakładów jest zatem bardzo różnorodne i złożone. Nieustannie przechodzi się od jednego obiektu do drugiego, ponieważ wszędzie można podziwiać albo nowe urządzenia, albo przynajmniej większą doskonałość istniejących rozwiązań. Szczególnie wyróżnia się Malapane, która zyskała renomę za granicą dzięki swojemu wielkopiecowemu procesowi oraz uszlachetnianiu wytworzonej surówki żelaza poprzez odlewnictwo.

Gdy zatem podjąłem próbę zebrania moich spostrzeżeń i obserwacji dokonanych podczas pobytu, proszę z góry o łagodną ocenę ich niedoskonałości, których istnienia nie mogę zaprzeczyć.

Materiały do produkcji

a. Ruda żelaza Wszystkie rudy, które były przetapiane podczas mojego pobytu w zakładzie, pochodziły z Gross Stein [Kamień Śląski], oddalonego o 8 mil od huty. Magazyny surowców zawierają wyłącznie rudy z Gross Stein, z wyjątkiem pewnego zapasu rud darniowych.

Te rudy to częściowo zwykły ilasty żelaziak, częściowo zwarty i ochrowy brunatny żelaziak, a także mieszanka wszystkich trzech rodzajów. Niemal zawsze są one jednak mniej lub bardziej zanieczyszczone czerwonobrązową i żółtobrązową gliną, której nawet najbardziej staranna selekcja nie jest w stanie całkowicie usunąć. Jest to spowodowane faktem, że w kopalniach glina i ruda żelaza nieustannie się ze sobą przeplatają, a ta ostatnia występuje w postaci bardzo wąskich żył.

Ruda żelaza nie jest wydobywana poprzez regularne górnictwo, ponieważ jej nieregularne występowanie mogłoby sprawić, że metoda ta nie byłaby korzystna. Zamiast tego, ponieważ znajduje się tuż pod warstwą gleby, wydobywa się ją w płytkich dołach o głębokości najwyżej trzech sążni [około 2m]. Każdy górnik eksploatuje swój własny obszar, a po jego wyczerpaniu jest zobowiązany do rozpoczęcia nowej działalności w innym miejscu oraz do zasypania starego wyrobiska.

Chociaż złoże rud w Gross Stein wydaje się w pełni odpowiadać temu w Tarnowitz, ponieważ tutaj również występują brunatne rudy żelaza, drobnoziarnisty wapień, ilasta ruda żelaza, a nawet galman, to nie powinno być klasyfikowane jako część formacji wapiennej Alp w obrębie gór osadowych. Raczej należy je zaliczyć do osadów górskich, co potwierdza kilka faktów:

• Częste przerwy w złożach rudy – górnicy często odkrywają, że kilka sążni od poprzedniego wyrobiska nie ma już rud, ale mogą znaleźć ją w innym miejscu i tam kontynuować eksploatację, i odwrotnie.

• Chaotyczne rozmieszczenie materiałów skalnych – obecność ziarnistego wapienia, który nie wykazuje żadnej określonej orientacji, późnych formacji rud żelaza i kalcytu, a także kwarcu i innych pierwotnych minerałów wskazuje na ich osadowy charakter.

Rudy w hucie dzielone są na ilaste oraz bryłowe. Do tych ostatnich zalicza się duże bryły brunatnej rudy żelaza, których wielkość przewyższa rozmiar jajka. Natomiast do ilastych rud zalicza się nie tylko ilasty żelaziak, lecz także mniejsze kawałki brunatnej rudy żelaza.

Bryłowe rudy występują jednak niezwykle rzadko, w stosunku zaledwie 1 do 210 w stosunku do ilastych rud. Przekładając to na praktykę, oznacza to, że na kubeł wsadowy do pieca przypada jedynie około 5 i 4/7 funty bryłowych rud (zakładając, że pojemność wsadu wynosi 2 cetnary i 90 funtów).

Po dostarczeniu do huty rudy są magazynowane w specjalnych szopach. Jeśli jednak zapasy są bardzo duże – jak ma to miejsce obecnie – muszą zostać składowane na otwartym placu. Niestety, w wyniku ekspozycji na warunki atmosferyczne ulegają one pogorszeniu i nie nadają się od razu do przetopu.

Aby temu zaradzić, rudy są poddawane prażeniu, choć w rzeczywistości jest to jedynie ich suszenie – celem procesu jest jedynie usunięcie wilgoci. Rudy są układane na świeżym powietrzu w stosy z materiałem palnym, który jest następnie podpalany.

Nie ma wątpliwości, że pełne prażenie rud mogłoby przynieść korzyści, jednak pozostaje otwarte pytanie, czy byłoby to opłacalne – czy wyższa wydajność wielkich pieców zrównoważyłaby koszty opału i robocizny.

Pytanie, na które trudno odpowiedzieć bez przeprowadzenia odpowiednich prób na dużą skalę.

Rudy nie są płukane, mimo że często zawierają zanieczyszczenia w postaci gliny oraz ziaren kwarcu. Płukanie byłoby jednak niepraktyczne, ponieważ usunęłoby również najbogatsze części rudy, czyli ochrową brunatną rudę żelaza.

Proces rozdrabniania stosuje się wyłącznie do bryłowych rud (Stufferze). Odbywa się to przy użyciu młota, który znajduje się tuż przy wielkim piecu. Jest to młot ogonowy o masie 2 ¾ cetnara, napędzany przez drewniane koło wodne o wysokości 14 stóp [ok. 30cm] i szerokości 3 5/12 stopy, zdolny do wykonania 119 uderzeń na minutę.

Na podstawie wieloletnich doświadczeń w pracy wielkich pieców ustalono, że kubeł piecowy, lub jednostka miary o pojemności 1 ½ wrocławskiego korca, pozwala na uzyskanie 88 ½ funtów żelaza z rud Gross Stein.

Ponieważ jednego kubeł wynosi 2 cetnary 90 funtów, można obliczyć, że rzeczywista zawartość żelaza w tej rudzie wynosi 21 32/33 %, co oznacza, że należy ona do ubogich rud.

Koszty wydobycia i transportu

Za kubeł tej rudy do dominium płaci się 2 grosze, a jego waga jest precyzyjnie mierzona w hucie.

Koszty wydobycia pokrywa kasa hutnicza, a górnicy otrzymują następujące wynagrodzenie za jeden kubeł:

• Ilaste rudy – 4 srebrne grosze,

• Mniej wartościowe, gliniaste rudy – 2 srebrne grosze,

• Bryłowe rudy – 4 ½ srebrnego grosza.

Transport

Za przewóz jednego kubła ilastej rudy płaci się 4 srebrne grosze.

Za bryłowe rudy (Stufferze) wypłacane jest 4 ½ srebrnego grosza.

Procedura odbioru rudy

Każdy górnik otrzymuje od pisarza materiałowego kartkę z wypisanym swoim nazwiskiem. Następnie przekazuje ją transportowcowi rudy (Erzvecturant).

Po dokonaniu pomiaru ilości rudy w hucie, zarządca huty (Hüttenvogt) odbiera kartkę i dopisuje na niej:

• nazwisko transportowca,

• nazwę gminy, z której pochodzi,

• liczbę dostarczonych kubłów rudy.

Księgowość i wynagrodzenie

Co 8 dni zarządca huty przekazuje te kartki pisarzowi materiałowemu, który wpisuje dane do rejestru rudy żelaza według następujących kategorii:

• Gmina,

• Nazwisko górnika,

• Rodzaj rudy,

• Liczba kubłów dostarczonych do huty,

• Dalsze szczegóły dotyczące ilości i jakości materiału.

Na podstawie tych zapisów księgowy materiałowy (Materialien Rendant) sporządza księgi płac dla górników i transportowców rudy.

• W przypadku górników wynagrodzenie jest przyznawane indywidualnie wraz z liczbą dostarczonych kubłów.

• W przypadku transportowców w księgach uwzględniane są jedynie gminy, a każda gmina otrzymuje wynagrodzenie jako całość.

Rozliczenia wewnętrzne

Aby uniknąć sporów, pisarz materiałowy dostarcza każdej gminie szczegółowe zestawienie, w którym wyszczególnione są indywidualne ilości rudy dostarczone przez poszczególnych członków społeczności.

Wypłaty wynagrodzeń odbywają się w każdą sobotę.

Węgiel

Węgiel wykorzystywany w miejscowych zakładach pochodzi z różnych gatunków drewna:

• świerkowego,

• jodłowego,

• sosnowego.

Źródło drewna

Drewno potrzebne do produkcji węgla dostarczane jest zarówno z królewskich lasów, jak i lasów prywatnych.

Na podstawie rachunków Malapane z 1802 roku ustalono, że koszt jednego sążnia drewna z królewskich lasów, w tym wynagrodzenie dla drwali, wynosi 15 groszy 5 i 5/5 feniga.

Natomiast ceny jednego sążnia drewna z poszczególnych prywatnych lasów były następujące:

• Radauer Forst – 1 talar, 7 groszy, 9 75/100 feniga,

• Stanischer Forst – 1 talar, 10 groszy, 93/5 feniga,

• Grossteiner Forst – 1 talar, 5 groszy, 93/3 feniga,

• Turawer Forst – 1 talar,

• Wendriner Forst – 18 groszy.

Organizacja wyrębu

Sezon wyrębu trwa do dnia św. Jana, jednak czasami, z różnych powodów, jest przedłużany aż do końca lipca.

Każdy sążeń drewna podczas odbioru jest znakowana pieczęcią młotkową. Dane o wyrębie – nazwiska drwali, liczba ściętych sążni, nazwy gmin – wpisuje się do księgi odbioru drewna.

Za prowadzenie tej dokumentacji odpowiedzialny jest urzędnik zajmujący się węglowym sektorem, a księgowy materiałowy sporządza księgi płac dla drwali, według tego samego schematu co dla górników rud żelaza, z tą różnicą, że drwale otrzymują wynagrodzenie co 4 tygodnie.

Śląskie węglarnie nie cieszą się najlepszą reputacją. Czy to drewno, czy sami węglarze są tego powodem, pozostaje kwestią otwartą – zwłaszcza że również zagraniczni węglarze nie zawsze radzą sobie z miejscowymi zasadami. Dwie zauważalne różnice między śląskim a brandenburskim procesem produkcji węgla drzewnego są następujące:

1. Śląscy węglarze rozpalają mielerz od góry, podczas gdy brandenburscy węglarze od dołu. Preferuję metodę brandenburską, ponieważ znacznie bardziej ogranicza dopływ powietrza z zewnątrz.

2. Śląscy węglarze całkowicie przykrywają mielerz przed jego rozpaleniem, co często prowadzi do konieczności jego rozebrania. Brandenburscy węglarze natomiast przykrywają jedynie dolną warstwę („darń”), następnie rozpalają mielerz i pozwalają mu się tlić przez 8–12 godzin, a czasem nawet dłużej, zanim przykryją go górną warstwą.

Która metoda jest bardziej korzystna, pozostaje nierozstrzygnięte, ponieważ brakuje porównawczych prób. Niewątpliwie konstrukcja mielerza ma ogromne znaczenie dla skuteczności procesu zwęglania.

Pod pojęciem konstrukcji nie rozumiem sposobu ułożenia drewna – w tej kwestii doświadczeni węglarze niewątpliwie pozostają naszymi najlepszymi nauczycielami – lecz określoną formę całego mielerza, która byłaby w pełni zgodna z zasadami i umożliwiałaby optymalne rozprzestrzenianie się ognia. Wydaje mi się, że nic nie odpowiada naturze rzeczy bardziej niż konstrukcja mielerza w taki sposób, aby jego przekrój przez oś przedstawiał równoboczny trójkąt, którego górny wierzchołek byłby nieco ucięty. Jeśli mielerz zostanie zbudowany w ten sposób, to przy odpowiednim zarządzaniu ogniem powinien on równomiernie rozprzestrzeniać się wewnątrz mielerza, co zapewni jednolitą jakość węgla drzewnego.

Nie ulega jednak wątpliwości, że pewna forma mielerza musi być najbardziej optymalna, a jeśli nawet podana propozycja nie jest tą najlepszą, warto byłoby dokładnie zbadać ten temat

Metoda wytwarzania węgla drzewnego stosowana na Śląsku

Gdy węglarz rozpala stos (Meiler), zwraca szczególną uwagę na przepływ pary. W zależności od potrzeb zamyka część lub wszystkie otwory powietrzne znajdujące się po przeciwnej stronie podstawy stosu.

W tym czasie stosy węgielne zazwyczaj mogą się osypywać. Po 16–20 godzinach należy je po raz pierwszy zasilić świeżym drewnem. Podczas tego procesu węglarz musi dokładnie ubić górną warstwę stosu, a jeśli okaże się ona zbyt luźna, powinien spryskać ją wodą – najlepiej wcześnie rano, przed wschodem słońca.

Następnie dolne otwory powietrzne są zamykane, a w niektórych przypadkach pozostawia się niewielki dopływ powietrza, przysypując otwory luźną ziemią.

Kontrola spalania

Trzeciego dnia węglarz zamyka dolne otwory na powietrze, obserwując dokładnie kierunek przepływu pary wodnej, aby dostosować ścieżkę ognia poprzez regulację otworów wentylacyjnych.

Po szóstym, siódmym lub ósmym dniu stos osiąga „niebieski ogień”. Wówczas węglarz zeskrobuje większość górnej warstwy piasku.

Jeśli ogień nie chce przemieszczać się przez boczne fragmenty stosu (tzw. „ramiona”), węglarz zamyka górne komory – zazwyczaj 36–48 godzin po osiągnięciu niebieskiego ognia.

Finalizacja procesu

W tym czasie węglarz ubija stos, aby wyeliminować ewentualne szczeliny, i regularnie go uzupełnia, jeśli jest to konieczne.

Gdy górne komory pracowały przez 48–50 godzin, zostają zatkane, a w ich miejsce otwierane są nowe, dolne otwory, aby ściągnąć ogień ku dołowi.

Po jednym do dwóch dni ogień zazwyczaj zaczyna przedzierać się na powierzchnię, co oznacza, że stos wszedł w fazę dojrzewania. Gdy również piaskowe bryły zostaną całkowicie zwęglone, proces jest zakończony i ogień wygasa.

Po kilku godzinach stos jest oczyszczany, posypywany świeżym piaskiem i schładzany przez 12–14 godzin. Następnie węgiel zostaje wyciągnięty, posortowany i przewieziony do huty.

Procedura odbioru węgla

Podczas odbioru węgla transportowcy (Vecturanten), gdy się zgłoszą, są wpisywani do księgi węglowej (Kolenbuch). Pisarz materiałowy oprócz ich nazwisk rejestruje również:

• nazwisko węglarza, który dostarczył węgiel,

• gminę, z której pochodzi transportowiec,

• liczbę koszy węgla.

Dodatkowo, dla lepszej kontroli i potwierdzenia poprawnej dostawy, pisarz materiałowy wydaje transportowcom specjalne pokwitowanie („Kolenzettel”), które należy przekazać węglarzowi. Dokument ten służy jako dowód, że węgiel został właściwie dostarczony.

Wypłata wynagrodzeń

Na podstawie księgi węglowej księgowy materiałowy sporządza księgi płac dla węglarzy i transportowców, których system jest analogiczny do tego stosowanego dla górników rud żelaza i ich przewoźników. Wynagrodzenia wypłacane są co 4 tygodnie.

Magazynowanie węgla

Węgiel jest przechowywany w dwóch znajdujących się tutaj szopach. Jednak ze względu na duże zapasy, część węgla musi być składowana pod gołym niebem.

Po jednym do dwóch dni ogień zazwyczaj zaczyna przedzierać się na powierzchnię, co oznacza, że stos wszedł w fazę dojrzewania („Gaare”). Gdy również belki zostaną całkowicie zwęglone, proces jest zakończony i ogień wygasa.

Po kilku godzinach stos jest oczyszczany, posypywany świeżym piaskiem i schładzany przez 12–14 godzin. Następnie węgiel zostaje wyciągnięty, posortowany i przewieziony do huty.

Procedura odbioru węgla

Podczas odbioru węgla transportowcy (Vecturanten), gdy się zgłoszą, są wpisywani do księgi węglowej (Kolenbuch). Pisarz materiałowy oprócz ich nazwisk rejestruje również:

• nazwisko węglarza, który dostarczył węgiel,

• gminę, z której pochodzi transportowiec,

• liczbę koszy węgla.

Dodatkowo, dla lepszej kontroli i potwierdzenia poprawnej dostawy, pisarz materiałowy wydaje transportowcom specjalne pokwitowanie („Kolenzettel”), które należy przekazać węglarzowi. Dokument ten służy jako dowód, że węgiel został właściwie dostarczony.

Wypłata wynagrodzeń

Na podstawie księgi węglowej księgowy materiałowy sporządza księgi płac dla węglarzy i transportowców, których system jest analogiczny do tego stosowanego dla górników rud żelaza i ich przewoźników. Wynagrodzenia wypłacane są co 4 tygodnie.

Magazynowanie węgla

Węgiel jest przechowywany w dwóch znajdujących się tutaj szopach. Jednak ze względu na duże zapasy, część węgla musi być składowana pod gołym niebem.

Próba zastosowania bazaltu jako topnika

W zeszłym roku przeprowadzono próbę wykorzystania bazaltu jako topnika, jednak jej rezultaty nie były satysfakcjonujące.

Byłoby pożądane, aby eksperyment zakończył się sukcesem, ponieważ mogłoby to wzbogacić lokalne, ubogie złoża rud, gdyż bazalt zawiera przynajmniej 14 kilogramów żelaza na tonę.

Hrabia von Einsiedel w swoim zakładzie w Burghammer stosuje jako topnik skałę bardzo podobną do bazaltu, znaną jako wacke, i twierdzi, że dzięki temu osiąga większą wydajność – nawet o 10 kilogramów więcej.

Wielki piec nr 1

Wymiary tego pieca są następujące:

• Od kamienia fundamentowego do gardzieli (Gicht) – 8,53 metra,

• Szerokość przy podstawie – 1,83–2,13 metra,

• Szerokość w środkowej części – 1,52–1,83 metra,

• Szerokość przy wierzchu – 0,91–0,76 metra,

• Nachylenie rusztu – bardzo strome, pod kątem 66°.

Kamienie konstrukcyjne pochodzą z Rybnika i wydają się być drobnoziarnistym piaskowcem ilastym z młodszej formacji piaskowca.

Wymiary konstrukcji pieca, obecnie używanego:

• Całkowita wysokość – 1,18 metra,

• Szerokość u podstawy – 0,34 metra,

• Szerokość na górze – 0,48 metra,

• Od podstawy do kanału powietrznego – 0,36 metra,

• Od tylnej ściany do formy – 0,24 metra,

• Tümpel (zbiornik pod piecem) – 0,27 metra,

• Jego Grubość – 0,46 metra,

• Od zbiornika do kamienia bocznego – 0,41 metra,

• Łączna długość konstrukcji – 1,37 metra,

• Wysokość formy – 0,58 metra,

• Szerokość otworu formy – 0,047 metra.

Uruchomienie pieca

5 stycznia 1802 roku piec został wyłożony nową warstwą ogniotrwałą, składającą się z 7 części piasku i 2 części gliny.

Efektywność pracy

Piec działał przez 28 tygodni, a największa wydajność została osiągnięta w 16. tygodniu pracy – wynosiła 9 600 kilogramów.

[…]

Robotnicy wielkopiecowi i nadawacze pracują w 12-godzinnych zmianach, w taki sposób, że co drugi tydzień w niedzielę wykonują podwójną zmianę trwającą 24 godziny. Dzięki temu co 14 dni mają wolną niedzielę, a jednocześnie zmieniają porę dnia pracy co tydzień. Wsady są liczone na nowo co 12 godzin i powinny być zapisane na tablicy wsadowej.

[…]

Byłoby rzeczywiście śmiałym przedsięwzięciem, gdyby ktoś chciał opisać sposób, w jaki formowane są wszystkie odlewy produkowane w tej tak bardzo słynnej odlewni, znanej również poza granicami kraju. Ich liczba i różnorodność są zbyt duże, aby można było oczekiwać pomyślnego rezultatu takiej pracy. W hucie, na potrzeby odlewnictwa, znajdują się cztery drewniane oraz jeden żelazny dźwig, z których trzy pierwsze są używane stale. Trzy nowe masywne i sklepione komory suszarnicze oraz dwie komory do osuszania wspomagają odlewników. Obecnie zakład zatrudnia dziewiętnaście osób, podzielonych na następujące grupy:

1. Formierzy gruntowych – nadzorowani przez mistrza Christopha, wspieranego przez czterech pomocników.

2. Formierzy gabarytowych – prowadzeni przez mistrza Dressela, który ma czterech pomocników.

3. Formierzy glinianych form – również pod nadzorem wspomnianego mistrza form masowych, z trzema pomocnikami.

4. Formierzy krat – zajmujący się tym formierz Chlebbick wraz z jednym pomocnikiem.

5. Formierzy pieców Horzowickich – tę pracę wykonuje formierz Gattermann z jednym pomocnikiem.

6. Formierzy skrzyniowych w piasku. Tę pracę wykonuje formierz Korzenietz z jednym pomocnikiem.

[…]

Gdy forma zostanie oczyszczona, następuje jej ostateczne wykończenie. Jest ona oprószana i zaczerniana za pomocą worka z pyłem (worka zawierającego drobno roztarty i przesiany pył węglowy). Proces ten ma podwójną zaletę: nadaje żeliwu ciemniejszy kolor oraz sprawia, że pozostaje ono bardziej miękkie, ponieważ nie hartuje się tak łatwo. Zjawisko to można wyjaśnić teorią produkcji żeliwa—żelazo wiąże się z węglem, zbliżając się do właściwości kutego żelaza i zostaje powstrzymane przed krystalizacją. Gdy żeliwo jest zbyt jasne, może tworzyć nierówną i szorstką powierzchnię. Pył węglowy jest dociskany do gładkiej powierzchni formowanej płyty za pomocą deski, ale jeśli płyta posiada zdobienia, model musi zostać ponownie umieszczony w formie.

Prace związane z oczyszczaniem i oprószaniem wykonuje mistrz, natomiast pomocnik przygotowuje palenisko do dalszego formowania. W niektórych przypadkach, takich jak proste pręty czy gładkie płyty, mistrz może powierzyć tę pracę pomocnikowi, aby nie tracić zbyt wiele czasu. Formowanie trwa do momentu, gdy wszystkie elementy zostaną uformowane albo gdy palenisko zostanie całkowicie zapełnione.

Podczas odlewania, rzadko stosuje się metodę odcinania żelaza z pieca i kierowania go do form—jest ona wykorzystywana głównie przy dużych odlewach lub w sytuacjach wymagających oczyszczenia pieca. Najczęściej żelazo wybiera się specjalnymi czerpakami, które mają typowy kształt chochli, lecz są wyposażone w długą rączkę, co ułatwia pobieranie metalu z pieca. W przypadku większych odlewów, żelazo przenosi się do dużej panwi, mieszczącej ilość potrzebną do zalania formy. Zarówno czerpaki, jak i panwie, są pokrywane warstwą gliny, która musi być dobrze wysuszona, aby zapobiec wrzeniu metalu.

W dużych panwiach dodatkowo umieszcza się rozżarzone węgle, aby żelazo nie uległo gwałtownemu ostudzeniu, co mogłoby wpłynąć na jego strukturę. Podczas odlewania, chłopak trzyma drewnianą deseczkę przed strumieniem metalu, aby zatrzymać węgle i zanieczyszczenia. Żelazo wpierw trafia do lejka, skąd przepływa do formy. Po usunięciu największych nieczystości chłopak blokuje wlot lejka, aby do formy trafił tylko czysty metal. Gdy mistrz dostrzega, że forma jest pełna, wydaje sygnał, a chłopak tworzy z piasku swego rodzaju zaporę, która zapobiega rozpryskom. Następnie panew przenosi się do kolejnej formy, a pomocnik używa drewnianego narzędzia do usunięcia zanieczyszczeń z powierzchni metalu.

Transkrypcja i tłumaczenie Joanna Mrohs

p.s. raport Karstena zawiera też wiele szczegółów technicznych wytopu i odlewu w hucie Malapane. Jeżeli kogoś interesuje, proszę o informację. To też przetłumaczę.

Onufry Kolibey – rozpustny pustelnik w staniszczańskim lesie

Przy eksploracji archiwum diecezjalnego we Wrocławiu, które jest nie tyle żyłą złota dla naszej historii lokalnej, razem z Panem Gerhardem Mańczykiem natrafiliśmy na niezwykle ciekawą historię pustelnika leśnego w Staniszczach Wielkich, który nazywał się Onufry Kolibey.

Akta przechowywane we Wrocławiu zaczynają się desperackim wołaniem o pomoc.

Pustelnik ze Staniszcz Wielkich Onufry Kolibey pisze skargę na proboszcza ze Szczedrzyka księdza Matthiasa Badurę, którą adresuje do osobistości nie lada kalibru: hrabiny Anny von Larisch, spadkobierczyni majątku strzeleckiego Colonnów, oraz do Urzędu Królewskiego w Brzegu.

W dniu 28 kwietnia 1778 pisze, że jako jałmużnę zebrał sobie zboża na własne utrzymanie, ale proboszcz ze Szczedrzyka Badura zarzucił mu, że takie żebranie czyni ze szkodą dla zakonników reformatów z Góry Św. Anny. Kolibey jednak zaznacza, że posiada atest na zbieranie jałmużny. Jednak Badura wbrew temu, pod jego nieobecność włamał się do pustelni, skonfiskował zboże i kazał łowczemu pustelnię zapieczętować.

Urząd Królewski na pismo reaguje, bo pisze prośbę do wikariatu wrocławskiego dnia 11.9.1778, aby poinformować króla, co wikariat zadecydował w sprawie rzekomego rabunku pustelnika.

Wikariat zadziałał też niezwłocznie i wezwał strony na przesłuchanie, z którego pochodzi protokół z dnia 22.10.1778. W treści informuje się, że wezwano Badurę i Kolibeya, ale Kolibey się nie stawił, posłano więc posłańca do Ligoty pod Izbickiem i przekazano pismo hrabiemu von Libowsky, u którego mieszkał Kolibey.

Badura do protokołu zeznaje, że ze względu na bardzo dużą parafię nie będzie w stanie stawić się na kolejne przesłuchanie, na zarzuty odpowiedział tak:

Kolibey prowadził niegodne życie w poprzednich dwóch pustelniach, z których został wyrzucony. Tutaj w Staniszczach także był powodem wielu skandali wśród ludu, czego proboszcz nie mógł tolerować. Kolibey wszczynał bójki, upijał się, kłócił, groził zastrzeleniem i uduszeniem, popełniał też „ekscesy seksualne”. Proboszcz wielokrotnie go napominał, donosił na niego do jego przełożonego na Górze Św. Anny, gdyż nosił ich habit. Kolibey jednak nie słuchał swojego przełożonego gwardiana, wygłaszał ośmieszające przemowy do ludu, siał też zgorszenie, gdyż przebywał w pustelni sam na sam ze swoją tak zwaną „ekonomką” (w sensie gospodynią). Gdy proboszcz próbował osobiście ten proceder ukrócić, rzucił się na niego.

Badura poinformował też, że franciszkanie na Górze Św. Anny zastanawiali się, jak sprowadzić go do siebie, przesłuchać i wyciągnąć konsekwencje, po tym jak ten rozpustny eremita popełnił tyle skandali i oszukuje lód na jałmużnę, gdy dwa razy do roku obchodzi powiat strzelecki, toszecki, lubliniecki i oleski, wyłudzając zboże, masło i inne wiktuały jakoby dla dobra klasztoru na Górze Św. Anny i w Namysłowie, wyłudza także stypendia i płótna lniane.

Wedle zeznania Badury, udało się więc dwóch braci z Góry Św. Anny do Staniszcz i w towarzystwie sołtysa i sędziów wiejskich dokonali wizytacji pustelni, zarekwirowali wiktuały, zboże i pozostałe rzeczy i zabezpieczyli w skrzyni na czas rozpatrzenia sprawy.

W między czasie na farze w Szczedrzyku zdeponowano 7 do 8 worków zboża, które pustelnik zebrał w Kempie, oraz zaplombowano je w jego obecności. Jednak w nocy uciekł z fary, ale po kilku dniach wrócił. Proboszcz Badura odstawił go wtedy na własny koszt do annogórskiego klasztoru.

Proboszcz zapewniał, że pustelnik nie stracił ani feniga ze swego majątku, chociaż mógł proboszcz zabrać szkatułkę z relikwiami, gdyż wyglądały one na sfałszowane, a sam Kolibey oszukiwał za ich pomocą lud, żerując na przesądach i rozdając zioła i karteczki. Posiadał też pustelnik dużą niebieską pieczęć z napisem z jednej strony „Sigillum Conventus Cracoviensis S. Joa: de Deo ” oraz z drugiej „Sigillum Provincia S. Joa: de Deo”, co było bardzo podejrzane.

W aktach sprawy znajdują się dwie listy przedmiotów, które znajdowały się w pustelni. Pierwsza lista, to zestawienie sporządzone przez samego Kolibeya. Lista raczej nie sprawia wrażenia wyposażenia pustelni a dobrze prosperującego gospodarstwa:

„Specyfikacja, co miałem (ja Kolibey) w pustelni w Staniszczach i czego nie zastałem:

1 nowy habit, kosztował 24 talary

1 stary habit

3 skórzane poduszki

1 płachta biała

1 nowe sandały

1 nowe sztyblety

1 rajstopy

1 szary kapelusz

z bydła czarnego dużego wędzony cały boczek, 1 łopatka, 2 udźce,

z bydła czarnego małego szynka, 2 udźca wędzone.

8 kiełbas pieczonych

waza z ziołami

drewniana tabakiera

1 nożyczki

mydło

2 szkatułki z relikwiami

dzwonek loretański

krzyż ołtarzowy

świeca mszalna

grabie

taczka

dzbany na wodę z żelaznymi obrożami

zboże, kasza, mąka, groch, kartofle, sól, lniane płachty, ręczniki, serwety,

Z mojej poprzedniej pustelni z Bytomia przyniosłem 125 talarów, które wydałem na budowę chlewika, wyposażenia, płotu i ogrodu.

w ogrodzie znajduje się dużych drzew 86, małych 48, śliw 94

zasadzone są też ziemniaki, groch, czosnek i cebula

pietruszka, zioła, buraki

Druga lista została sporządzona przez komisję, która zarekwirowała i zabezpieczyła majątek pustelnika. Komisja składała się z proboszcza Badury, ojców annogórskich Chryzostoma i Franciszka, sołtysa Jacoba Brądera, sędziów wiejskich Bischa, Maya i Szostaka.

Oto ona:

Specyfikacja przedmiotów znajdujących się w pustelni Kolebeya w Staniszczach Wielkich:

11 worków zboża różnego, 4 kubły z mąką, różne pojemniki z żywnością, jak masło i smalec, skrzynie z narzędziami. Wszystko otrzymał z powrotem.

Habit ze szkaplerzem nowy i stary, płaszcz nowy, kawałki starych materiałów, biała tunika, biały płaszcz, szary kapelusz, trzy poduszki, jedne prześcieradło, jedna koszula. Wędzone mięso zepsute wyrzucono. Te rzeczy przeniesiono na Górę Św. Anny.

Futro owcze i para starych rajstop spieniężono w celu zapłaty strażnika, gdyż takie rzeczy nie przystały pustelnikowi. Szpadę znajdująca się pod poduszką przekazano tamtejszemu łowczemu.

Poniższe rzeczy pozostawiono i zaplombowano w pustelni:

W kaplicy: ołtarz, blaszana lampa, wiele obrazków, naczynia gliniane i inne drobnostki kuchenne. Relikwie, które nie sprawiały wrażenia autentycznych, oraz krzyż i dzwonek umieszczono w depozycie w Szczedrzyku.

W pokoju: puste łóżko i różne obrazki na ścianach.

Na strychu: narzędzia, konewka, naczynie z żelaznymi obręczami i drobnostki.

Te rzeczy Kolibey wraz ze swoją kobietą zabrał, łamiąc wcześniej pieczęcie.

W ogrodzie: blaszany krzyż, drzewka owocowe około 86, małych nie liczono.

Ogród był obsadzony groszkiem, kartoflami, cebulą, czosnkiem, które on i jego kobieta wykopali i zabrali.

W ogrodzie zostało też drewno opałowe i płot wokół ogrodu.

Po tym, jak Kolibey zostaał przez Badurę odstawiony do klasztoru, został przesłuchiwany. W jego wersji opisanej w skardze do wikariatu we Wrocławiu wyglądało to tak: „obrabowano mnie, uprowadzono do klasztoru na Górę Św. Anny, tamże więziono 10 dni, rozebrano ze mnie habit, wiele godzin stałem nago tylko z rękami na przyrodzeniu”.

W wyniku tego „przesłuchania” franciszkanie zgodnie z wolą królewską wydali dekret o tej treści:

Dekret pozbawienia habitu św. Franciszka Onufrego Kolibaja, Eremity Mega Staniskiego przez Dyrektorium Konwentu św. Anny dnia 9 maja roku Pańskiego 1778

Ponieważ zostało to ustalone na podstawie godnych zaufania i autentycznych świadectw, mianowicie Administratora Czcigodnego Pana Badury, Proboszcza Szczedrzyka, a także Zarządce Lasów majątku wielkostrzeleckiego oraz staniszczańskiego, jak również wielu mieszkańców Staniszcz i Szczedryka, a także naszych Ojców głoszących w tych stronach od wielu lat:

Onufry Kolibaj, Eremita Mega Staniski, noszący habit św. Franciszka, nie posiada żadnego świadectwa przyjęcia habitu ani profesji. Został wydalony z dwóch eremów z powodu swojego skandalicznego życia.

Trzeci erem Mega Staniski zamieszkiwał przez dziewięć lat w sposób skandaliczny, prowadząc podejrzane rozmowy z kobietami, nieustannie pijąc w karczmach i swojej pustelni, wdając się w bójki i kłótnie z wieśniakami. Dodatkowo dopuszczał do pozostawania kobiet w swojej pustelni, a nawet został przyłapany na spaniu z nimi.

Ponadto, zbierał zboże i inne artykuły spożywcze pod pretekstem ofiar dla klasztoru, łamiąc w ten sposób dekret Najjaśniejszego Króla. Zbierane zapasy były tak ogromne, że wystarczały na liczną wspólnotę.

Twierdził, że należy do zakonu i że otrzymał habit oraz złożył profesję w Rzymie, jednak nie przedstawił żadnych autentycznych dowodów na poparcie tych słów.

Wielokrotnie dopuszczał się skandali w różnych miejscach. Mimo licznych napomnień ze strony Proboszcza, nie poprawił się, aż ostatecznie został wydalony z woli Pani na Strzelcach Wielkich z klasztoru św. Anny.

Dekret określił siedmiodniowy okres rekolekcji w odosobnieniu, który miał dać mu szansę na poprawę. Ostatecznie zdecydowano o pozbawieniu go habitu i przyznaniu mu ubrań świeckich, za pełną zgodą Pani na Strzelcahc Wielkich oraz z absolucją od klasztoru.

Kolibey zaraz po opuszczeniu klasztoru, w którym pozbawiono go habitu, już jako osoba świecka poszedł do Staniszcz, zerwał pieczęcie i zabrał nocą rzeczy. Złożył też niezwłocznie skargę w Urzędzie Królewskim na Badurę.

Pisze też pismo do hrabiny von Larisch, że już 11 rok minął, jak osiadł jako pustelnik w lesie staniszczańskim pod protekcją dominium strzeleckiego. Że pałający do niego nienawiścią proboszcz ze Szczedrzyka o nazwisku Badura włamał się do jego posiadłości i wszystko zabrał, ubrania i środki do życia, a także cały owoc jego w pocie czoła założonego ogrodu, a drzewa i zioła złośliwie wyrwał i zniszczył. Kolibey wspomina, że odwołał się do biskupa, ale biskup nic nie zdziałał. Prosi króla o ochronę swojej osoby, ubogiego żebraka.

Próbuje też obalić zarzuty franciszkanów, i jako dowód przynależności do zakonu przedkłada w akt o takiej treści:

Brat Filip Zazzara, Trzeciego Zakonu, były definitor generalny Rzymskiej Prowincji Mniejszej, sługa….

Do ukochanego w Chrystusie Andreasa Kolibaya, diecezji wrocławskiej, który chciał być nazywany Onufry, pozdrowienia.

Nasze obowiązki wymagają od nas szczególnego wysiłku, abyśmy tak samo jak przyjmujemy pobożne i oddane osoby do świętego habitu, tak też promowali je do profesji zakonnej. Ponieważ więc przez ponad rok pozostawałeś w naszym zakonie pustelniczym w religijnym habicie, jak wynika z Twojego świadectwa, doprowadzamy Cię do profesji Twojego stanu w naszej świętej świątyni Kosmy i Damiana w Rzymie.

Spełniłeś wszystkie wymagania, zgodnie z konstytucjami apostolskimi, więc złożyłeś śluby zakonne. Przyznajemy Ci pustelniczy habit ze szkaplerzem i kapturem oraz wszystkie prawa i przywileje przysługujące temu zakonowi, włącznie z jurysdykcją arcybiskupów i biskupów w ich diecezjach oraz wszystkimi uprawnieniami kościelnymi.

Dokonano tego w Rzymie, w świątyni Kosmy i Damiana, dnia 6 stycznia 1763 roku.

Brat Filip Zazzara, prowincjał Brat Aleksander Fortuna

Odwołanie Kolibeya przynosi skutek. Mimo, iż jego pierwsze żądanie odszkodowania na kwotę 200 talarów zostało oddalone, w wyniku kolejnej rozprawy odbytej przed sekretarzem sprawiedliwości Böhme w Strzelcach wydano wyrok, że Badura ma dokonać restytucji zarekwirowanego majątku pustelnika albo wypłacić oszacowane odszkodowanie w wysokości 40 talarów.

Badura protestuje (13.3.1779). Nazywa Kolibeya „złym człowiekiem, który chce go zrujnować”. Zarzuca sekretarzowi Böhme, że nie wysłuchał świadków ze Staniszcz Wielkich i Małych, którzy najlepiej znali skandale pustelnika. Podkreśla, że zajęcie majątku nie nastąpiło samowolnie a komisarycznie na podstawie jurysdykcji kościelnej.

W piśmie do wikariatu wrocławskiego Badura informuje, że koszty procesowe z Kolibeyem są już tak duże, że pożyczył z parafii Kotórz 100 talarów, które zamierza niezwłocznie oddać.

W aktach znajduje się jeszcze kilka pism Kolibeya, także jego skargi wysyłane do Rzymu i odpowiedzi na nie ze strony wikariatu we Wrocławiu.

Dziś w miejscu pustelni stoi kapliczka.

Nie wiemy na razie, co dalej porabiał rozpustny pustelnik. Mimo przeszukania wszelkich archiwów, gazet, dokumentów, Kolibey nie pojawia się już więcej w źródła, jakby zapadł się pod ziemię.

W staniszczańskiej pustelni wkrótce pojawi się nowy eremita. Ale o tym już napisze w swoich publikacjach Pan Gerhard Mańczyk.

Joanna Ania Mrohs

Werkschule Malapane

Roczniki statystyczne wspominają, że w roku 1860 szkoła zakładowa w hucie Malapane miała 138 uczniów, a robotnicy zakładu mieli możliwość uczęszczać na zajęcia w niedzielę.

Jednak początki tej niezwykłej na tamte czasy szkoły były skromniejsze. Oto korespondencja z Tajnego Archiwum Państwowego w Berlinie w sprawie nauki rysunku technicznego między Wyższym Urzędem Górniczym a Wysokim Królewskim Ministerstwem Finansów Wydział Kopalń i Hut w latach 1837 do 1857.

Dnia 20 lipca 1837 wysłany został z Brzegu list pocztą szybką do Berlina. W tytule jest opisany, jako prośba o wydanie zgody na etatowe honorarium dla Munscheida w celu udzielania nauki rysunku technicznego w Malapane.

„Po tym jak nadzorca budowlany i urzędnik zakładowy warsztatu maszynowego w Malapane Pan Munscheid po powrocie z przydzielonego mu urlopu jest do dyspozycji, stało się możliwe, aby kontynuować przerwaną naukę rysunku technicznego młodych mężczyzn hutników i robotników maszynowych, która została zaniechana w związku z opuszczeniem służby przez mistrza maszynowego Kobe. Nadarza się więc okazja, aby dalej solidnie kształcić młodych mężczyzn i rozwijać ich zdolności, aby stali się pożyteczni w obliczu odczuwalnych braków mistrzów zakładowych.

Zarówno odchodzący Kobe jak i jego poprzednik w Malapane, obecny Inspektor Maszynowy Schottelius za udzielaną naukę rysunku otrzymywali z kasy głównej Urzędu Górniczego honorarium w wysokości 50 talarów i 14 talarów na opał i światło.

Zwracamy się wobec tego z prośbą o zadekretowanie takich samych kwot dla Munscheida.”

12 sierpnia Berlin wyraża zgodę i każe przekazać środki.

Co roku więc Wyższy Urząd w Brzegu pisze do Berlina sprawozdanie o postępach uczniów, posyła próbki ich rysunków, i na koniec prosi o dalsze finansowanie nauki.

Tak więc w roku 1840 urząd w Brzegu informuje Berlin, że Munscheid udzielał nauki rysunku robotnikom maszynowym w Malapane o nazwisku Kosack, Buchmin, Kurosch, Carl Lücke (cieśla górniczy), Gustaw Nestmann (cieśla górniczy), August Walther (hutnik), Eckard (pomocnik formierza), Krauße, Carl Tümmler (syn tutejszego nadawcza). Dodatkowo udzielano Austowi nauki rysunku i opisu nadmuchu dwuskrzyniowego, takiego jaki wspomniany Aust postawił w Schreckendorf (Strachocin, powiat Kłodzki) i który uznawany jest jako bardzo dobry. W piśmie zaznacza się, że Nestmann i Lücke byli bardzo pilnymi uczniami. Buchmin natomiast wykazuje szczególną zręczność przy kuciu.

Ile trwała nauka pokazuje list z roku 1841, gdzie urząd wymienia, że Buchmin bierze udział w nauce już 2 lata a Lücke 1,5 roku. Pojawiają się też wzmianki o uczniu ciesielstwa o nazwisku Carl Grütz (Gryc), a także kowalu maszynowym o nazwisku Tauchert, i nowych uczniach o nazwisku Ernst Pfabe, Ferdinand Pfabe i Carl Richter.

(Żona Munscheida nazywała się Frederike Pfabe i była córką kolonisty i karczmarza w Zagwiździu Friedricha Pfabe. Może to jej bracia?)

W roku 1844 na nauce pozostaje robotnik maszynowy Friedrich Kosack, uczeń maszynowy Carl Tümler, czeladnik kowal maszynowy Carl Tauchert, dołącza do nich uczeń Carl Heinisch, Carl Jaensch i Carl Faerber.

Urząd zaznacza, że Kosack zrobił postępy w rysunku, ale w robotach kowalskich już nie, co daje małe nadzieje na jego rozwój.

Tümmler, Tauchert i Heinisch robią postępy w rysunku, z uwzględnieniem tego, że biorą udział w zajęciach tylko w niedzielę a w tygodniu wykonują bardzo ciężką pracę w zakładzie.

Faerber, Grütz i Nestmann biorą już 2 lata udział w nauce ale nie wykazują się istotnym postępem w rysunku. Dlatego urząd nie posyła ich rysunków próbnych, w przeciwieństwie do innych uczniów.

W raporcie z roku 1845 wymienia się uczniów o nazwisku Kosack, Tuemler, Tauchert, Heinisch, Grütz, na zajęcia niedzielne uczęszczali Carl Jenisch, August Nestmann, Carl Schaefer, Adolph Rieger, Carl Faerber i Carl Wutke syn mistrza hutniczego z Creutzburgerhütte (Zagwiździe). Wutke wydaje się być bardzo pilnym cieślą w Jedicach, co daje nadzieję, że będzie można go wychować na mistrza zakładowego. Uczęszcza on też na zajęcia do cieśli modelarza Rothera.

Urząd śląski posyła co roku rysunki uczniów i zaraz w tym samym liście wniosek o zadekretowanie 50 talarów na kolejny rok. W roku 1846 Berlin odsyła zgodę i informację, że uczniowie Kosack i Schmahel za rysunki nadmuchu i walcowni w Jedlicach dostają honorarium w wysokości czterech i trzech talarów.

W roku 1847 do grona uczniów dołącza uczeń maszynowy Hugo Fiedler, Tümmler sporządza rysunek tokarki dla huty Alvensleben. Jego postępy w nauce są szczególnie chwalone. Naukę rozpoczęli też Heinrich Liebeneiner i Gottlieb Sowada z huty Zagwiździe.

W roku 1848 urząd jako dowód sukcesów nauki rysunku technicznego posyła 2 rysunki tokarki wykonane przez Carla Tümmlera, a także prace Hugo Fiedlera, Carla Schäfera (maszyna do produkcji blachy cynkowej w hucie Jedlice), Gottlieba Sowada (konstrukcja młota). W roku 1849 pojawia się uczeń Paul Hahn (rysunek będącej w budowie rozdrabniarki węgla). W roku 1850 szczególnie chwaleni są uczniowie Tümmler, Schäfer, Sowada, Heinrich Wutke. Informuje się, że uczeń Grischau dobrowolnie wstąpił do wojska. Posyła się z pismem do Berlina wykonany przez Tümmlera rysunek młockarni razem z kieratem zaprojektowanej przez samego Munscheida, oraz rysunek Gottlieba Sowada, który został wykonany na zlecenie majątku Bankau i przedstawia nadmuch dla fryszerki. Heinrich Wutke wykonuje rysunek domu mieszkalnego dla lekarza gwarectwa.

Ale pisma nie zawierają tylko pochwały uczniów ale też nagany, np. odnośnie ucznia Hahna, który nie wykonuje poleceń mistrza zakładowego Kramera.

Heinrich Wutke natomiast mógł uczestniczyć w lekcjach tylko przez 5 miesięcy, jako że jego ojciec, mistrz hutniczy z Zagwiździa, nie był w stanie sfinansować dłuższej nauki. Jako że wykazuje się on zdolnościami i rokuje nadzieje na wyuczenie się na mistrza zakładowego, będzie mógł uczestniczyć w zajęciach jeszcze przez całą zimę. Wykazuje on też duże zdolności w ciesielstwie.

W roku 1851 pojawia się w raporcie uczeń Emil Wernike (rysunek nadmuchu dwuskrzyniowego dla Huty Królewskiej) oraz Robert Tomaschek (rysunek nadmuchu dwuskrzyniowego) i Gustav Schikora (pompa wodna). W 1852 Schikora rysuje dla hrabiego Strachwitza w Proślicach maszynę do wody ciśnieniowej, Friedrich Tümmler małą wiertarkę, Wilhelm Richter prasę do buraków cukrowych, Robert Grischau nożyce i piec grzewczy dla Jedlic.

W 1853 szkoła ma 12 uczniów:

Heinrich Wutke czeladnik w hucie Zagwiździe i Bogacica

Gottlieb Sowada ditto

Robert Tomaschek uczeń maszynowy

Emil Wernicke ditto

Friedrich Tümmler ditto

Gustav Schikora ditto

Karl Sowada ditto

Karl Braedel ditto

Wilhelm Richter

Robert Grischau formierz

Friedrich Rosenbaum uczeń ciesielstwa

W 1855 urząd we Wrocławiu szczególnie chwali się uczniem Robertem Tomaschkiem, który wykonał model maszyny parowej, który zaprezentowano podczas ostatnie wizyty tajnemu radcy Carnalowi w Malapane. Prosi się też o wsparcie dla Tomaschka w postaci kosztów podróży i stypendium w wysokości 10 talarów miesięcznie, aby mógł się dalej szkolić na jakimś większym zakładzie maszynowym w Nadrenii, Westfalii lub Berlinie. Berlin odmawia i Tomaschek ostatecznie przez 6 miesięcy odbywa praktyki przy montażu maszyn w Królewskiej Hucie.

W 1856 uczniami byli Johannes Foerster, Paul Hahn, Gustav Thiel, Friedrich Winkler, Gustav Braedel, Wilhelm Richter, Robert Tomaschek, Heinrich Tümmler. Richter idzie potem do Berlina, żeby kształcić się tam dalej.

Joanna Ania Mrohs

Rozmierka a Sobieski?

Jakie miała powiązania Rozmierka z Sobieskim?

Tekst będzie o tym, a to dzięki Bibliotece Kórnickiej, która dokonała transkrypcji wielkopolskich  ksiąg ziemskich.

(marzeniem jest, aby to samo stało się z księgami opolskimi!)

A historia zaczyna się tak …

Podczas badań odnośnie kuźnic na rzece Jemielnicy w latach 1500-1600 znajdujemy w dokumentach nazwiska osób powiązanych z produkcją żelaza w naszym lokalnym zagłębiu hutniczym: ród Boryńskich z Ostropic, Talkenbergów z Ciecierzyna, Adama Kuschnika, który jest mistrzem młotowym w Kadłubie a potem buduje w roku 1590 kuźnię w Domaradzu, gwarka Baltazara Zawiszy.  

W roku 1640 na horyzoncie pojawia się wielkopolski ród Rapackich. Pewien Hieronymus Rapazki z huty w Osieku kupuje rudy żelaza z kopalń nad Kłodnicą w Koźlu, o czym pisze Weltzel w historii miasta Koźla. W roku 1656 chyba ten sam Hironymus Rapazki von Rapaz na majątku Rozmierka kupuje majątek Nieder Kuhnern (dziś Konary w powiecie strzelińskim).

Po jego śmierci majątek dziedziczy córka Anna, żona Andreasa Schimonsky. Nazwiska Schimonsky i Rapatzki w tym brzmieniu występują w tym czasie w opolskich księgach ziemskich. Jednakże w księgach wielkopolskich … rody te nazywają się Rapacki i Siemiński. I są one aktorem w sporze o … Rozmierkę w księstwie opolskim.

Oto jego chronologia:

W roku 1692 w księdze ziemskiej konińskiej jest zapisane:

Stefan Wierusz Walknowski, mąż Marjanny Siemińskiej (u nas znanej jako  Schimonsky), córki Andrzeja Siemińskiego i Anny z domu Rapackiej, skarży się na Jana Gorzeńskiego, drugiego męża swej teściowej, że zagarnął jej majątek i „przywiódł” do sprzedania dóbr Rozmierka w księstwie opolskim a potem sumy lokował na wsi Rudniki pod Wieluniem i na wsiach Chlewo i Książenice w powiecie ostrzeszowskim. Żonę przywiódł do rezygnowania Andrzejowi Nowowiejskiemu dóbr Psary za 44. 000 i za tę sumę kupił dla siebie wieś Strzydzów od Krzysztofa Karskiego w województwie kaliskim.

Około roku 1693 Gorzeński umiera, wtedy w księdze ziemskiej konińskiej skarży się już sama wdowa: „Anna Rapacka, wdowa po Andrzeju Siemieńskim i wdowa po Janie Gorzeńskim zeznaje, że mąż jej bezprawnie z krzywdą dzieci z pierwszego małżeństwa majątek Rozmierka w księstwie opolskim sprzedał a cenę ponad 62 tysięcy i pieniądze sprowadził do Polski i polokował na majątku Chlewo, Książenice i inne pod Wieluniem.”

Kim jest Jan Gorzeński? Nie byle kim!

Jan Gorzeński herbu Nałęcz (1626–1694) był polskim szlachcicem, wojskowym i politykiem związanym z Janem III Sobieskim [Pietrzak, In the Service at Sobieski: the Political and Military Activity of Jan Gorzeński (ca. 1626 –1694)]. Urodził się w Wielkopolsce, w rodzinie średniozamożnej szlachty. W młodości należał do wspólnoty Braci Czeskich, co wpłynęło na jego edukację i przekonania religijne.

Kariera Gorzeńskiego nabrała tempa podczas potopu szwedzkiego, choć jego przejście na stronę szwedzką przyniosło mu infamię, którą zdjęto w 1659 roku. W późniejszych latach stał się lojalnym współpracownikiem Sobieskiego, pełniąc funkcję pułkownika gwardii konnej królewskiej oraz uczestnicząc w kampaniach wojskowych przeciwko Tatarom, Turkom i Kozakom.

Jego zdolności dowódcze oraz zaangażowanie w obronę Rzeczypospolitej przyczyniły się do sukcesów militarnych Sobieskiego. Był też jednym z najwierniejszych współpracowników Sobieskiego, wspierając jego politykę i działania na arenie międzynarodowej. Był elektorem Sobieskiego w 1674 roku, co pomogło w jego wyborze na króla Polski.

W ostatnich latach życia Gorzeński aktywnie angażował się w walkę polityczną z rodem Sapiehów, którzy stanowili opozycję wobec dworu Sobieskiego. Jego działania miały na celu ochronę interesów królewskich.

Oprócz sprawnego polityka i stratega Gorzeński był też sprytnym mężem. Dzięki swoim małżeństwom zyskiwał wiele, zarówno pod względem majątkowym, jak i politycznym:

W 1651 roku Jan poślubił Ewę Bronikowską, która wniosła do związku posag w wysokości 8 tysięcy złotych polskich. To małżeństwo zapewniło mu stabilność finansową w początkowym okresie jego kariery. Po śmierci pierwszej żony, Jan ożenił się z Elżbietą Sobieską, wdową po Władysławie Denhoffie. Elżbieta była krewną Jana III Sobieskiego, co umocniło pozycję Gorzeńskiego w kręgach dworskich. Dzięki temu małżeństwu Jan zyskał dostęp do starostwa starogardzkiego oraz innych majątków, takich jak dzierżawa Tajno na Podlasiu. Elżbieta wniosła do związku znaczne wpływy polityczne i majątkowe, co pozwoliło Gorzeńskiemu na dalszy rozwój kariery. Trzecia żona w posagu dała posiadości na Śląsku, między innymi majątek Rozmierka, za którą dostał od Colonny 16 000 talarów.

Dla porównania – w roku 1674 Colonna dał za majątek Grodzisko tylko 1308 talarów.  

W roku 1693 Jan Gorzeński umiera, gdyż w tym roku księga ziemska zawiera wpis, że „Anna Rapacka, córka Adama Rapackiego i Agnieszki Kurczewskiej, wdowa po Andrzeju Siemieńskim, 2 wdowa po Janie Gorzenskim sprzedaje wieś Kurczew.”

W 1704 roku ceduje ona mężowi swojej córki Stefanowi Wierusz Walknowskiemu dziedzicowi wsi Słasko  sumę pewną.

Wygląda na to, że dopiero po śmierci drugiego męża Anna Rapacka dopięła swego, i odzyskała swoje pieniądze dla siebie i dla córki.

Oto link do strony https://tekidworzaczka.bk.pan.pl/index.php

Joanna Ania Mrohs