Poniżej już kolejny artykuł architekta Johannesa Reischela. Jego materiały są o tyle wartościowym źródłem, jako że miał on jeszcze dostęp do kompletnych archiwów wrocławskich przed wojną, które zawierały dokumenty źródłowe naszej historii. Niestety wojna i powodzie te archiwa mocno uszkodziły.
Dziś prezentujemy:
Friedrichsgrätz (Grodziec koło Ozimka)



Kolonizacja wiejska Fryderyka Wielkiego / Architekt Joh. Reischel.
Liczne obecne próby opanowania ogromnego bezrobocia poprzez osiedlanie na wsi nadwyżek ludności w miastach pod wieloma względami przypominają wielkie dzieło kolonizacyjne Fryderyka Wielkiego, z którym spotykamy się na każdym kroku w powiecie opolskim. Dziwimy się, że dzisiejsza kolonizacja przyniosła tak niewiele sukcesów, podczas gdy Stary Fritz w tak krótkim czasie osadził kolonie w całych opolskich lasach. Gdy jednak zajrzymy do akt archiwum miejskiego Wrocławia, wychodzi na jaw wiele trudności, z którymi mogła sobie poradzić tylko żelazna wola króla, a których rząd parlamentarny raczej nie byłby w stanie opanować. Zadziwia mnie, jak niewielkimi środkami król pokonywał wyzwania osadnicze na Śląsku, po części w czasie, gdy ziemia ta była jeszcze przedmiotem sporu [z Austrią].
Dzisiejsza działalność osadnicza różni się od fryderycjańskiej motywami. O ile dziś [1934] nie wiemy, co zrobić z dużą częścią naszej populacji i staramy się ulokować ją na równinnym terenie wiejskim, o tyle u Fryderyka Wielkiego chodziło przede wszystkim o zaludnienie opustoszałego w wyniku wojen [które sam zaczął] kraju, gdyż z 2,5 milionami poddanych, których odziedziczył po ojcu, nie dało mu się zrobić większego wrażenia na sąsiadach. Wkrótce po objęciu rządu skupił się zatem głównie na zwiększeniu niewielkiej populacji swojego kraju poprzez sprowadzanie obcokrajowców. Problem populacyjny jest lejtmotywem działań kolonizacyjnych króla. Strona ekonomiczna, czyli kultywacja i powiększanie powierzchni użytkowej kraju, była dla króla ważna, ale zeszła na drugi plan w obliczu osadnictwa.
Była zatem zrządzeniem losu dla króla pruskiego, gdy husyci i bracia czescy mieszkający na kresach austriackich zostali zmuszeni do opuszczenia ojczyzny [w wyniku ich prześladowania w Austrii]. Rozpoczęta w 1742 r. migracja husytów stworzyła podstawę dla ówczesnego nowego osadnictwa śląskiego. Pierwsi husyci przybyli ze swoim kaznodzieją w rejon Münsterberg [Ziębice] w czasie I wojny śląskiej, skąd później się rozproszyli. Duszą kolonizacji husyckiej był czeski kaznodzieja Blanisky, który niestrudzenie gromadził poprzez zbiórki niezbędne fundusze, sprowadził emigrantów i z nieustępliwą wytrwałością prowadził negocjacje z Izbą Dominialną i Wojenną [zarządzającą terenami królewskimi] we Wrocławiu.






Wraz ze swoimi wyznawcami skłaniającymi się ku doktrynie zreformowanej Blanisky osiedlił się w Hussinez [Gęsiniec] koło Strehlen [Strzelin], skąd w 1751 roku zainicjował założenie kolonii Friedrichsgrätz [dziś Grodziec]. Jak wszystkie kolonii w powiecie opolskim, Friedrichsgräß jest osadą leśną. Teren porośnięty był świerkiem i olchą i w dużej mierze podmokły. Izba wrocławska obiecała czeskiemu kaznodziei zapłatę spornej pensji w wysokości 500 talarów, jeśli uda mu się sprowadzić 60 rodzin, które leśniczy Rehdantz uznał za niezbędne do zasiedlenia się tej kolonii. Każdy kolonista miał otrzymać 1 ¼ morgi zagrody, 12 mórg pola i 3 ¼ morgi łąki. Na odwodnienie bagnistego terenu zatwierdzono kwotę 560 talarów. Wykop rowu melioracyjnego miało dać pacę tym Czechom, który już byli w okolicy. W grudniu 1751 r., jak wynika z protokołu leśniczego, przybyły 33 rodziny liczące 145 osób, które początkowo były zakwaterowane w dwóch barakach. We wrześniu następnego roku Blanisky zgłosił, że w kolonii jest 45 rodzin liczących 210 osób i 16 domów w stanie surowym. Każdy z właścicieli posesji wykarczował wtedy już 4 morgi. Były to posesje w najbardziej suchych lokalizacjach, ponieważ w dalszej części raportu wskazano, że ukończenie pozostałych posesji utrudnia woda. Koloniści, którzy musieli domy samodzielnie, otrzymali pożyczkę w wysokości 20 talarów, oprocentowaną na poziomie 3%, która miała zostać spłacona w ciągu 10 lat zwolnionych z podatku gruntowego. Po tym czasie Czesi zobowiązani byli do płacenia czynszu w wysokości 3 talarów rocznie [płatność gotówkowa zwalniająca z osobistego świadczenia pańszczyzny]. Drewno dostarczano kolonistom bezpłatnie, zgodnie z koncesją z 1752 r. Jednakże ze względu na trudności gospodarcze 10 lat zwolnionych z podatku przedłużono do 1766 r. Jak we wszystkich koloniach czeskich, koloniści nie musieli tolerować ludzi innych wyznań. Tak też te wyspy językowe, w których używa się języka czeskiego, do dziś pozostały stosunkowo nienaruszone. W listopadzie 1753 r. osiedliło się już 90 rodzin, wybudowano 48 domów, a w budowie było jeszcze 26. Projekt 60 parceli został teraz rozszerzony do 100 parceli.
Spośród 91 kolonistów, którzy przybyli do końca 1753 r., 54 było rzemieślnikami. Domy budowano metodą drewna ciosanego [fachowo zwane domami zrębowymi], powszechną na Górnym Śląsku. Dopiero w 1772 roku Fryderyk Wielki był w stanie z wielkim trudem przeforsować budowę domów o konstrukcji szachulcowej, tylko dlatego, że urzędnicy królewscy zlecali budowę gotowych domów dla kolonistów. Domy budowano szczytem do ulicy. Mieszkania, stajnie i stodoły znajdowały się pod jednym dachem krytym gontem. Późniejsze domy kolonialne otrzymały dachy kryte strzechą, co król szczególnie zalecał. Husyci w Friedrichsgrätz otrzymali także koncesję na gorzelnię i młyn. Dochód z gorzelni miał być przeznaczony na utrzymanie kościoła i szkoły. Rozwój Friedrichsgrätz znacznie ucierpiał na skutek sporów pomiędzy Blaniskym a zwolennikiem pietyzmu i kaznodzieją Pinzgerem w Münsterberg, który zarzucał Blanisky’emu sprowadzenie do Friedrichsgrätz Czechów mieszkających już na Śląsku. Udało mu się jednak udowodnić, że ma 64 nowych kolonistów, aby zdobyć zaległe 500 talarów. 13 rodzin, które skłaniały się ku pietyzmowi braci czeskich również wywołało wiele niepokojów w kolonii i zostało później deportowanych.
Zbiórka na kościół, na którą Blanisky w 1754 r. otrzymał zgodę, przyniosła 1350 talarów. Sumę tę zbierał głównie w Berlinie, Magdeburgu i Halle. Następnie naciskano na izbę we Wrocławiu. Mieszkańcy Friedrichsgrätz uważali, że 500 talarów wystarczy na budowę kościoła, a pozostałe pieniądze chcieli przeznaczyć na budowę kolonii. Ale izba pozostała nieustępliwa, a pieniądze pozostały zdeponowane w krajowym funduszu rentowym na budowę kościoła. Ostatecznie rozpoczęto budowę kościoła w roku 1767. Kosztorys kościoła w technologii szachulcowej wynosił 1166 talarów. Kościół byłby tańszy o 134 talary, gdyby był wykonany w konstrukcji zrębowej, ale izba zdecydowanie odrzuciła tą opcję.
Fundusze ze w między czasie zdewaluowały się do 1000 talarów. Realizacja budynku kościoła również napotkała trudności. Z raportu inspektora budowlanego Pohlmanna, który wykonał projekt, żaden mistrz stolarski nie chciał przyjąć zamówienia. Trzeba było ściągnąć robotników, których w innych warunkach pogoniono by z budowy. Wreszcie leśniczy Templer, który później odegrał znaczną rolę w budowaniu kolonii wokół Malapane [Ozimek], musiał przejąć wykonanie budowy. Wszelkie wysiłki, aby zaciągnąć kolonistów do pomocy przy budowie kościoła, co znacznie obniżyłoby koszty budowy, nie powiodły się. W listopadzie 1767 roku ukończono stan surowy kościoła z wyjątkiem wymurowania konstrukcji szachulcowej. Plan starego kościoła przedstawia, jak widać na rysunku projektowym, dom modlitwy o powierzchni około 225 m2 z emporą, ale bez wieży. Budowla była bardzo prosta, ale estetyczna w obrysie, a w każdym razie znacznie lepiej dopasowana w jego otoczenie niż natrętna ceglana skorupa, którą uszczęśliwiono nas na siłę pod koniec ubiegłego wieku i która równie dobrze mogłaby znajdować się na przedmieściach Wrocławia.
Jeszcze paskudniejszym rozdziałem w historii rozwoju Friedrichsgrätz była budowa plebanii, na którą przeznaczono budżet 163 talarów. Umowa na budowę została zawarta w 1754 roku z mistrzem murarskim Petersem w Opolu. Stan surowy został wkrótce ukończony, ale na tym etapie stał nadal, gdy 13 lat później rozpoczynano budowę kościoła, z powodu błędu formalnego w umowie o budowę. Wykonanie konstrukcji szachulcowej było zarówno ujęte w planie mistrza murarskiego, jak i powierzone kolonistom do jego realizacji. Każdy zrzucał pracę na drugiego. Izba była bezsilna ze względu na niejednoznaczność umowy. Ostatecznie koloniści chcieli kleić, a nie wyposażać. Wtedy zamierzano dokończyć plebanię wraz z budową kościoła. Ale do ukończenia budowy minęły jeszcze lata. W 1767 r. wybudowano także szkołę, na którą przeznaczono 235 talarów. Plan przedstawia większą salę lekcyjną na lato i znacznie mniejszą na zimę, kiedy do szkoły przychodzi niewiele dzieci. Inspektor budowlany Pohlmann był szczególnie dumny z tego wynalazku.
Okres wojny miał raczej niekorzystny wpływ na kolonię. Według opisu Radcy Wojennego i Dominialnego von Arnima z lipca 1758 roku warunki musiały być dość nieprzyjemne. Starsi wioski byli dowolnie powoływani i odwoływani. Wioska ma długość 1/4 mili i jest trudna w zarządzaniu. Kaznodzieja nie mówił po niemiecku. Niektórzy koloniści zajęli dwie a nawet trzy parcele, ale zbudowali tylko jedną. Zaliczki na parcele były już dawno pobrane, a domu jeszcze nie zbudowano. Nikt nie czyścił wiejskiego rowu, a konsekwencje dla okolicy były nieuniknione: jedna strona wioski była tak bagnista i porośnięta grubym lasem, tak więc koloniści wkrótce przerwali rozpoczęte karczowanie. Wielu kolonistów zniknęło w czasie wojny wraz z dobytkiem, ponieważ ziemia była „niepoprawna”. W 1766 r. pozostało tam tylko 79 ze 100 kolonistów. Zbudowano 83 domy, ale tylko 72 były zamieszkane. Pozostałych 11 było pustych. Korzystano z 90 parceli, ale tylko cztery zostały całkowicie wykarczowane. Mieszkańcy Friedrichsgrätz domagali się zmniejszenia liczby parceli do 50, aby każdy kolonista miał dwie parcele. Izba była jednak zdania, że koloniści będący rzemieślnikami, z trudem radzili sobie z jedną parcelą. Bardzo powoli następowało uzupełnienie liczby kolonistów.
W 1767 r. izba zagroziła zastąpieniem brakujących 17 kolonistów katolikami. Gdyby izba sama zdecydowała się wykarczować trudny teren, kolonia rozwinęłaby się znacznie szybciej. Aby więc nie dopuścić do całkowitego upadku kolonii, w 1767 r. nakazano leśniczemu wykarczować obszar pod łąki. Dopiero około 1770 roku udało się zwiększyć powierzchnię użytkową Friedrichsgrätz do nieco ponad 2300 mórg, tak aby każdy kolonista miał około 23 mórg. W późniejszych czasach rozwój oddalonej o godzinę drogi Malapaner Hütte [huta Małapanew] przyniósł lepsze możliwości gospodarcze, tak że w 1841 roku miejscowość liczyła już 162 domy i 1117 mieszkańców, a w 1925 roku liczba ta wzrosła do ponad 1800. Ponieważ rów melioracyjny przebiega przez środek długiej wiejskiej ulicy, ulica musiała zostać poszerzona, tak aby przeciwległe domy były oddalone od siebie o ponad 50 metrów. Przestronną ulicę ocieniają cztery rzędy drzew. Okazało się, że do prowadzenia browaru zgłosił się jedynie Żyd, który był skłonny płacić czynsz w wysokości 100 talarów rocznie. Inny kandydat chciał mieć zapewnione naczynia do warzenia. Gdy w 1769 r. majątek tego Żyda miał być zastawiony z pomocą wojskową, broniła go cała wieś.
Większość osad husyckich została zmuszona do założenia dodatkowych kolonii już po kilku latach z powodu dalszej imigracji. Ze względu na trudności gospodarcze Friedrichsgrätz filia taka powstała w dopiero w 1832 roku. W powiecie Groß-Strehlitz potomkowie założyli kolonię Petersgrätz, składającą się z 60 działek o powierzchni 20 mórg każda.
Tłumaczenie Joanna Ania Mrohs
Materiały Kocham Opole i Opolskie i Mariusz Halupczok
