Przy eksploracji archiwum diecezjalnego we Wrocławiu, które jest nie tyle żyłą złota dla naszej historii lokalnej, razem z Panem Gerhardem Mańczykiem natrafiliśmy na niezwykle ciekawą historię pustelnika leśnego w Staniszczach Wielkich, który nazywał się Onufry Kolibey.
Akta przechowywane we Wrocławiu zaczynają się desperackim wołaniem o pomoc.
Pustelnik ze Staniszcz Wielkich Onufry Kolibey pisze skargę na proboszcza ze Szczedrzyka księdza Matthiasa Badurę, którą adresuje do osobistości nie lada kalibru: hrabiny Anny von Larisch, spadkobierczyni majątku strzeleckiego Colonnów, oraz do Urzędu Królewskiego w Brzegu.

W dniu 28 kwietnia 1778 pisze, że jako jałmużnę zebrał sobie zboża na własne utrzymanie, ale proboszcz ze Szczedrzyka Badura zarzucił mu, że takie żebranie czyni ze szkodą dla zakonników reformatów z Góry Św. Anny. Kolibey jednak zaznacza, że posiada atest na zbieranie jałmużny. Jednak Badura wbrew temu, pod jego nieobecność włamał się do pustelni, skonfiskował zboże i kazał łowczemu pustelnię zapieczętować.
Urząd Królewski na pismo reaguje, bo pisze prośbę do wikariatu wrocławskiego dnia 11.9.1778, aby poinformować króla, co wikariat zadecydował w sprawie rzekomego rabunku pustelnika.
Wikariat zadziałał też niezwłocznie i wezwał strony na przesłuchanie, z którego pochodzi protokół z dnia 22.10.1778. W treści informuje się, że wezwano Badurę i Kolibeya, ale Kolibey się nie stawił, posłano więc posłańca do Ligoty pod Izbickiem i przekazano pismo hrabiemu von Libowsky, u którego mieszkał Kolibey.

Badura do protokołu zeznaje, że ze względu na bardzo dużą parafię nie będzie w stanie stawić się na kolejne przesłuchanie, na zarzuty odpowiedział tak:
Kolibey prowadził niegodne życie w poprzednich dwóch pustelniach, z których został wyrzucony. Tutaj w Staniszczach także był powodem wielu skandali wśród ludu, czego proboszcz nie mógł tolerować. Kolibey wszczynał bójki, upijał się, kłócił, groził zastrzeleniem i uduszeniem, popełniał też „ekscesy seksualne”. Proboszcz wielokrotnie go napominał, donosił na niego do jego przełożonego na Górze Św. Anny, gdyż nosił ich habit. Kolibey jednak nie słuchał swojego przełożonego gwardiana, wygłaszał ośmieszające przemowy do ludu, siał też zgorszenie, gdyż przebywał w pustelni sam na sam ze swoją tak zwaną „ekonomką” (w sensie gospodynią). Gdy proboszcz próbował osobiście ten proceder ukrócić, rzucił się na niego.
Badura poinformował też, że franciszkanie na Górze Św. Anny zastanawiali się, jak sprowadzić go do siebie, przesłuchać i wyciągnąć konsekwencje, po tym jak ten rozpustny eremita popełnił tyle skandali i oszukuje lód na jałmużnę, gdy dwa razy do roku obchodzi powiat strzelecki, toszecki, lubliniecki i oleski, wyłudzając zboże, masło i inne wiktuały jakoby dla dobra klasztoru na Górze Św. Anny i w Namysłowie, wyłudza także stypendia i płótna lniane.
Wedle zeznania Badury, udało się więc dwóch braci z Góry Św. Anny do Staniszcz i w towarzystwie sołtysa i sędziów wiejskich dokonali wizytacji pustelni, zarekwirowali wiktuały, zboże i pozostałe rzeczy i zabezpieczyli w skrzyni na czas rozpatrzenia sprawy.
W między czasie na farze w Szczedrzyku zdeponowano 7 do 8 worków zboża, które pustelnik zebrał w Kempie, oraz zaplombowano je w jego obecności. Jednak w nocy uciekł z fary, ale po kilku dniach wrócił. Proboszcz Badura odstawił go wtedy na własny koszt do annogórskiego klasztoru.
Proboszcz zapewniał, że pustelnik nie stracił ani feniga ze swego majątku, chociaż mógł proboszcz zabrać szkatułkę z relikwiami, gdyż wyglądały one na sfałszowane, a sam Kolibey oszukiwał za ich pomocą lud, żerując na przesądach i rozdając zioła i karteczki. Posiadał też pustelnik dużą niebieską pieczęć z napisem z jednej strony „Sigillum Conventus Cracoviensis S. Joa: de Deo ” oraz z drugiej „Sigillum Provincia S. Joa: de Deo”, co było bardzo podejrzane.
W aktach sprawy znajdują się dwie listy przedmiotów, które znajdowały się w pustelni. Pierwsza lista, to zestawienie sporządzone przez samego Kolibeya. Lista raczej nie sprawia wrażenia wyposażenia pustelni a dobrze prosperującego gospodarstwa:
„Specyfikacja, co miałem (ja Kolibey) w pustelni w Staniszczach i czego nie zastałem:
1 nowy habit, kosztował 24 talary
1 stary habit
3 skórzane poduszki
1 płachta biała
1 nowe sandały
1 nowe sztyblety
1 rajstopy
1 szary kapelusz
z bydła czarnego dużego wędzony cały boczek, 1 łopatka, 2 udźce,
z bydła czarnego małego szynka, 2 udźca wędzone.
8 kiełbas pieczonych
waza z ziołami
drewniana tabakiera
1 nożyczki
mydło
2 szkatułki z relikwiami
dzwonek loretański
krzyż ołtarzowy
świeca mszalna
grabie
taczka
dzbany na wodę z żelaznymi obrożami
zboże, kasza, mąka, groch, kartofle, sól, lniane płachty, ręczniki, serwety,
Z mojej poprzedniej pustelni z Bytomia przyniosłem 125 talarów, które wydałem na budowę chlewika, wyposażenia, płotu i ogrodu.
w ogrodzie znajduje się dużych drzew 86, małych 48, śliw 94
zasadzone są też ziemniaki, groch, czosnek i cebula
pietruszka, zioła, buraki
Druga lista została sporządzona przez komisję, która zarekwirowała i zabezpieczyła majątek pustelnika. Komisja składała się z proboszcza Badury, ojców annogórskich Chryzostoma i Franciszka, sołtysa Jacoba Brądera, sędziów wiejskich Bischa, Maya i Szostaka.
Oto ona:
Specyfikacja przedmiotów znajdujących się w pustelni Kolebeya w Staniszczach Wielkich:
11 worków zboża różnego, 4 kubły z mąką, różne pojemniki z żywnością, jak masło i smalec, skrzynie z narzędziami. Wszystko otrzymał z powrotem.
Habit ze szkaplerzem nowy i stary, płaszcz nowy, kawałki starych materiałów, biała tunika, biały płaszcz, szary kapelusz, trzy poduszki, jedne prześcieradło, jedna koszula. Wędzone mięso zepsute wyrzucono. Te rzeczy przeniesiono na Górę Św. Anny.
Futro owcze i para starych rajstop spieniężono w celu zapłaty strażnika, gdyż takie rzeczy nie przystały pustelnikowi. Szpadę znajdująca się pod poduszką przekazano tamtejszemu łowczemu.
Poniższe rzeczy pozostawiono i zaplombowano w pustelni:
W kaplicy: ołtarz, blaszana lampa, wiele obrazków, naczynia gliniane i inne drobnostki kuchenne. Relikwie, które nie sprawiały wrażenia autentycznych, oraz krzyż i dzwonek umieszczono w depozycie w Szczedrzyku.
W pokoju: puste łóżko i różne obrazki na ścianach.
Na strychu: narzędzia, konewka, naczynie z żelaznymi obręczami i drobnostki.
Te rzeczy Kolibey wraz ze swoją kobietą zabrał, łamiąc wcześniej pieczęcie.
W ogrodzie: blaszany krzyż, drzewka owocowe około 86, małych nie liczono.
Ogród był obsadzony groszkiem, kartoflami, cebulą, czosnkiem, które on i jego kobieta wykopali i zabrali.
W ogrodzie zostało też drewno opałowe i płot wokół ogrodu.
Po tym, jak Kolibey zostaał przez Badurę odstawiony do klasztoru, został przesłuchiwany. W jego wersji opisanej w skardze do wikariatu we Wrocławiu wyglądało to tak: „obrabowano mnie, uprowadzono do klasztoru na Górę Św. Anny, tamże więziono 10 dni, rozebrano ze mnie habit, wiele godzin stałem nago tylko z rękami na przyrodzeniu”.
W wyniku tego „przesłuchania” franciszkanie zgodnie z wolą królewską wydali dekret o tej treści:
Dekret pozbawienia habitu św. Franciszka Onufrego Kolibaja, Eremity Mega Staniskiego przez Dyrektorium Konwentu św. Anny dnia 9 maja roku Pańskiego 1778
Ponieważ zostało to ustalone na podstawie godnych zaufania i autentycznych świadectw, mianowicie Administratora Czcigodnego Pana Badury, Proboszcza Szczedrzyka, a także Zarządce Lasów majątku wielkostrzeleckiego oraz staniszczańskiego, jak również wielu mieszkańców Staniszcz i Szczedryka, a także naszych Ojców głoszących w tych stronach od wielu lat:
Onufry Kolibaj, Eremita Mega Staniski, noszący habit św. Franciszka, nie posiada żadnego świadectwa przyjęcia habitu ani profesji. Został wydalony z dwóch eremów z powodu swojego skandalicznego życia.
Trzeci erem Mega Staniski zamieszkiwał przez dziewięć lat w sposób skandaliczny, prowadząc podejrzane rozmowy z kobietami, nieustannie pijąc w karczmach i swojej pustelni, wdając się w bójki i kłótnie z wieśniakami. Dodatkowo dopuszczał do pozostawania kobiet w swojej pustelni, a nawet został przyłapany na spaniu z nimi.
Ponadto, zbierał zboże i inne artykuły spożywcze pod pretekstem ofiar dla klasztoru, łamiąc w ten sposób dekret Najjaśniejszego Króla. Zbierane zapasy były tak ogromne, że wystarczały na liczną wspólnotę.
Twierdził, że należy do zakonu i że otrzymał habit oraz złożył profesję w Rzymie, jednak nie przedstawił żadnych autentycznych dowodów na poparcie tych słów.
Wielokrotnie dopuszczał się skandali w różnych miejscach. Mimo licznych napomnień ze strony Proboszcza, nie poprawił się, aż ostatecznie został wydalony z woli Pani na Strzelcach Wielkich z klasztoru św. Anny.
Dekret określił siedmiodniowy okres rekolekcji w odosobnieniu, który miał dać mu szansę na poprawę. Ostatecznie zdecydowano o pozbawieniu go habitu i przyznaniu mu ubrań świeckich, za pełną zgodą Pani na Strzelcahc Wielkich oraz z absolucją od klasztoru.
Kolibey zaraz po opuszczeniu klasztoru, w którym pozbawiono go habitu, już jako osoba świecka poszedł do Staniszcz, zerwał pieczęcie i zabrał nocą rzeczy. Złożył też niezwłocznie skargę w Urzędzie Królewskim na Badurę.
Pisze też pismo do hrabiny von Larisch, że już 11 rok minął, jak osiadł jako pustelnik w lesie staniszczańskim pod protekcją dominium strzeleckiego. Że pałający do niego nienawiścią proboszcz ze Szczedrzyka o nazwisku Badura włamał się do jego posiadłości i wszystko zabrał, ubrania i środki do życia, a także cały owoc jego w pocie czoła założonego ogrodu, a drzewa i zioła złośliwie wyrwał i zniszczył. Kolibey wspomina, że odwołał się do biskupa, ale biskup nic nie zdziałał. Prosi króla o ochronę swojej osoby, ubogiego żebraka.
Próbuje też obalić zarzuty franciszkanów, i jako dowód przynależności do zakonu przedkłada w akt o takiej treści:

Brat Filip Zazzara, Trzeciego Zakonu, były definitor generalny Rzymskiej Prowincji Mniejszej, sługa….
Do ukochanego w Chrystusie Andreasa Kolibaya, diecezji wrocławskiej, który chciał być nazywany Onufry, pozdrowienia.
Nasze obowiązki wymagają od nas szczególnego wysiłku, abyśmy tak samo jak przyjmujemy pobożne i oddane osoby do świętego habitu, tak też promowali je do profesji zakonnej. Ponieważ więc przez ponad rok pozostawałeś w naszym zakonie pustelniczym w religijnym habicie, jak wynika z Twojego świadectwa, doprowadzamy Cię do profesji Twojego stanu w naszej świętej świątyni Kosmy i Damiana w Rzymie.
Spełniłeś wszystkie wymagania, zgodnie z konstytucjami apostolskimi, więc złożyłeś śluby zakonne. Przyznajemy Ci pustelniczy habit ze szkaplerzem i kapturem oraz wszystkie prawa i przywileje przysługujące temu zakonowi, włącznie z jurysdykcją arcybiskupów i biskupów w ich diecezjach oraz wszystkimi uprawnieniami kościelnymi.
Dokonano tego w Rzymie, w świątyni Kosmy i Damiana, dnia 6 stycznia 1763 roku.
Brat Filip Zazzara, prowincjał Brat Aleksander Fortuna
Odwołanie Kolibeya przynosi skutek. Mimo, iż jego pierwsze żądanie odszkodowania na kwotę 200 talarów zostało oddalone, w wyniku kolejnej rozprawy odbytej przed sekretarzem sprawiedliwości Böhme w Strzelcach wydano wyrok, że Badura ma dokonać restytucji zarekwirowanego majątku pustelnika albo wypłacić oszacowane odszkodowanie w wysokości 40 talarów.
Badura protestuje (13.3.1779). Nazywa Kolibeya „złym człowiekiem, który chce go zrujnować”. Zarzuca sekretarzowi Böhme, że nie wysłuchał świadków ze Staniszcz Wielkich i Małych, którzy najlepiej znali skandale pustelnika. Podkreśla, że zajęcie majątku nie nastąpiło samowolnie a komisarycznie na podstawie jurysdykcji kościelnej.
W piśmie do wikariatu wrocławskiego Badura informuje, że koszty procesowe z Kolibeyem są już tak duże, że pożyczył z parafii Kotórz 100 talarów, które zamierza niezwłocznie oddać.
W aktach znajduje się jeszcze kilka pism Kolibeya, także jego skargi wysyłane do Rzymu i odpowiedzi na nie ze strony wikariatu we Wrocławiu.
Dziś w miejscu pustelni stoi kapliczka.

Nie wiemy na razie, co dalej porabiał rozpustny pustelnik. Mimo przeszukania wszelkich archiwów, gazet, dokumentów, Kolibey nie pojawia się już więcej w źródła, jakby zapadł się pod ziemię.
W staniszczańskiej pustelni wkrótce pojawi się nowy eremita. Ale o tym już napisze w swoich publikacjach Pan Gerhard Mańczyk.
Joanna Ania Mrohs
