Będzie to historia o czasach, gdy wielka polityka była w stanie obudzić w ludziach najniższe instynkty, nakręcić spiralę nienawiści w najmniejszych lokalnych społecznościach, robiąc z sąsiadów wrogów i zbrodniarzy.
Nazwiska i imiona głównych aktorów zostały przeze mnie zmienione, gdyż misją tego artykułu jest pokazanie mechanizmów. I przestroga: nigdy więcej.
Historia będzie o Gablerze i Sołtysiku – sąsiadach w Spóroku. Najstarsi mieszkańcy pamiętają te zdarzenia, ale nie chcą o nich mówić publicznie. Bo po co wspominać czasy, w których co niektórzy zapominali o szacunku do bliźniego – mówią.
Pierwszy akt mojej opowieści dzieje się zaraz po zakończeniu pierwszej wojny światowej. Traktat Wersalski kończący wojnę przewidywał przekazanie całego Górnego Śląska Polsce, jednakże po gwałtownych protestach Ślązaków proniemieckich, zadecydowano o przeprowadzeniu plebiscytu. Obie strony interesów zaczęły więc przygotowania do agresywnej walki propagandowej. Na śląskich wioskach powstawały koła Heimattreue Oberschlesier (Wierni Ojczyźnie Górnoślązacy), walczące o pozostanie w granicach Niemiec oraz Polska Organizacja Wojskowa Górnego Śląska zrzeszająca bojowników o przyłączenie Śląska do Polski. Wiemy na pewno, że proniemiecki Peter Gabler wstąpił w szeregi tzw. „Heimattreuerów”. Znajdujemy go na liście wrogów, którą sporządziła Polska Organizacja Wojskowa (źródło Archiwum Państwowe w Katowicach) na podstawie informacji lokalnych działaczy propolskich. Co do Karla Sołtysika nie mamy pewności, czy był członkiem Polskiej Organizacji Wojskowej, ale był znany z propolskich sympatii.

Na zdjęciu linia walki wojsk polskich grupy Bogdana i oddziałów niemieckiego Selbstschutzu.
Polityczna agitacja stron prowadzi do radykalizacji nastrojów. Bojówki jednej i drugiej strony na siebie napadają, dochodzi do wzajemnych pobić i nawet zabójstw.
Także w Spóroku, jak donosi prasa:
4 maja do zagrody Friedricha H. w Spóroku (niem. Carmerau, pow. strzelecki) wtargnęło 10 polskich insurgentów, między którymi został rozpoznany Joseph A. z Szymiszowa. Złoczyńcy wywlekli wpierw żonę Franziskę a potem córkę gospodarza, którego nie zastali, z domu, po czym sromotnie je pobili. Kilka dni później bandyci ponownie nawiedzili gospodarstwo, aczkolwiek tym razem nie zastali nikogo, kobiety bowiem zdołały zawczasu uciec wraz z gospodarzem i skrywały się w pobliżu. Nie zastawszy mieszkańców bandyci udali się do mieszkającej w pobliżu Marie K. szwagierki, u której obie kobiety się ukrywały. Grożąc jej pistoletem bandyci na próżno żądali, by wydała uciekinierów. Ale gdy kobieta nie wydała ukrywających się, mężczyźni zaczęli przeszukiwać jej gospodarstwo, niszcząc przy okazji drzwi, kradnąc lub niszcząc ubrania i odzież. Na koniec stłuczono jej talerze oraz uprowadzono bydło.
Sytuacja eskaluje tak dalece, że dochodzi w Spóroku do zabójstwa. Ofiarą jest Augustyn Guzner – trzeci aktor tej historii – dziś patron jednej z ulic w Spóroku. Oto historia dochodzenia w sprawie.
Guzner urodził się w Lipinach w roku 1889. Gdy w roku 1913 żeni się w Świętochowicach z Anną Burek, już jest kupcem z Spóroku. W roku 1919 nagle zaczyna się pojawiać w gazetach jako aktywny działacz polityczny na rzecz przyłączenia Śląska do Polski. W Nowinach w roku 1919 jest wymieniany jako „pracownik na niwie narodowej” w wyborach do rad gmin (Nowiny, Śląska Biblioteka Cyfrowa).

W roku 1920 jest już właścicielem drogerii i domu wysyłkowego w Spóroku (Nowiny Codzienne, 1920, SBC), pisarzem gminy Osiek, zastępcą związku sikawek gminnych w Małych Staniszczach. Przemawia także w Ligocie podczas założenia polskiego związku oświaty Św. Jacka.



W roku 1920 Guzner jako radny miejski w Strzelcach Wielkich często zabiera głos na zebraniach.

Nagle we wrześniu 1921 pojawiają się informacje o jego zaginięciu i zgonie (Goniec Śląski, SBC).


Z jego aktu zgonu dowiadujemy się, że jego zwłoki znaleziono 17 sierpnia w lesie nadleśnictwa Krasiejów, 1,5 km do wjazdu do lasu od strony Spóroka, czyli 2 miesiące po zakończeniu walk i opuszczeniu Spóroka przez polskie oddziały grupy Bogdan. Nie jest to sytuacja odosobniona. Przez ten last przechodziła linia walk, i zwłoki są znajdowane nawet po roku.

Co wspólnego sąsiedzi mają z tą śmiercią, dowiadujemy się z akt dochodzeniowych z lat 1945-50 przechowywanych w archiwum.
Zaraz po wkroczeniu administracji polskiej w roku 1945 propolski Sołtysik donosi na proniemieckiego sąsiada Gablera. Na tej podstawie Urząd Bezpieczeństwa w Wielkich Strzelcach wszczyna postępowanie i stawia mu zarzut „zamordowania powstańca Guznera i oskarżania mieszkańców przed gestapem niemieckim”.
Gabler zostaje osadzony w obozie dla Niemców w Błotnicy Strzeleckiej dnia 6.08.1945. W obozie był do października 1945, potem wrócił do Spóroka do domu córki. Jego dom zarekwirowano i przekazano repatriantowi.
Urząd zaczyna przesłuchania oskarżonego i świadków. Świadek Helena Gabler, córka oskarżonego, oświadcza, że „jestem Polka, bo teraz są już wszyscy Polakami, słabo mówię po polsku, bo nie miałam czasu jeszcze się nauczyć.”
Kolejny zeznaje autor donosu Karol Sołtysik. W roku 1921 roku Gabler miał oskarżyć Sołtysika, że ten jest dobrym Polakiem i że trzeba go zniszczyć. Sołtysik ukrył się więc w zbożu przed ścigającymi go Gablera i kompanami. Siedząc w zbożu, zauważył grupę Gablera i usłyszał, jak spiskowali, że „skoro nie potrafimy złapać Sołtysika, to pójdziemy po sklepikarza Guznera”. W tą samą noc Guzner zaginął. Sołtysik oświadcza też, że Gabler miał być hitlerowcem zagorzałym i jak widział Polaka, to pluł na niego. Dodaje, że w 1944 roku Gabler wysłał na niego Gestapo i sugerował im, żeby wywieźli go do obozu.
Na Gablera donosi też razem z Sołtysikiem Franciszka M. Zeznaje, że Guznera znaleziono zamordowanego w lesie powieszonego głową w dół. Dwa tygodnie przed jego śmiercią na weselu w karczmie u Wolnego widziała, jak przyszli po Guznera Heimattreuerzy, jednego z Krzyżowej Doliny poznała. Chcieli go wyciągnąć na dwór, ale wtedy on uciekł. Ale i tak został potem zamordowany. Słyszała, że Gabler miał być wśród tych, co Guznera zamordowali. A samego Guznera miał wydać Wincenty K.
Następnie zeznaje naczelnik kolei w Spóroku, że w czasach niemieckich (1942) dostał pismo z naganą dla Gablera, że tenże, mimo że jest zagorzałym działaczem niemieckim, rozmawia na służbie po polsku. Doniesienie było podpisane przez Sołtysika.
W kolejnych zeznaniach Sołtysik informuje, że Gabler z kolei skarżył go do Gestapo w 1942 roku, że ten jawnie wypowiada się za Polską. Gestapo go przesłuchiwało, ale zwolniło z braku dowodów. Sołtysik dodaje też, że zaraz po powstaniu nieznani sprawcy uprowadzili go do Krasiejowa, zawiązali oczy i zbili.
Gabler zostaje w toku postępowania ponownie przesłuchany i opowiada: „W okresie plebiscytu byłem za Niemcami i przeciwnikiem Polaków, miałem u nich dużo przeciwników, dlatego uciekłem ze Spóroka do Ozimka. A ze mną wielu innych ze Spóroka. Wszystko co zrobiłem, to z osobistej zemsty na sąsiedzie Sołtysiku, z którym żyję od dawna w niezgodzie. Najpierw on doniósł do mnie do dyrekcji kolei w Opolu, że mówię po polsku, więc ja doniosłem na niego do Gestapo” – tak uzasadnia swoje postępowanie Gabler.
Powojenne nastroje
Akta opisujące powojenne dochodzenie urzędu bezpieczeństwa zawierają także inne ciekawe zeznania, które pokazują, jakie były nastroje w Spóroku zaraz po zakończeniu drugiej wojny światowej.
Znajdują się w nich zaznania repatrianta, który dostał zarekwirowany dom Gablera. „Do Spóroka przyjechałem w roku 1945, wówczas do polskości przyznawały się tam cztery rodziny, reszta to wszystko rozmawiało po niemiecku. I dziś także większość rozmawia po niemiecku, mając polskie obywatelstwo. Dostałem gospodarstwo po Gablerze, którego wówczas wysiedlono. Znalazłem w domu wiele dokumentów Gablera po niemiecku, ale je spaliłem, bo mówiono, że wysiedleni Niemcy zostaną wywiezieni do Niemiec. Ludzie nie chcą zeznawać przeciw Gablerowi, obawiają się powrotu Niemców, czują się także przede wszystkim Niemcami. Rozmawiają po niemiecku i wychwalają hitlerowskie czasy.”
Oskarżony o donoszenie na mieszkańców Spóroka do Gestapo Gabler i jego obrońca w oświadczeniach do sprawy się łatwo nie poddają. Argumentują, że przecież sam działacz polski Sołtysik donosił niemieckim przełożonym, że Gabler rozmawia po polsku, co dowodzi, że był jednak dobrym Polakiem. Co więcej, w wyniku donosu Sołtysika, Gabler został umieszczony w obozie dla Niemców a jego majątek przekazany repatriantowi, który jako leśniczy jest przełożonym robotnika leśnego Sołtysika. Świadczy to o ciężkim losie autochtonów, którzy nie mogą się bronić przeciw tak bezpodstawnym oskarżeniom – uzasadnia obrońca Gablera.
Do końca postępowania Gabler powtarzał, że wszelkie działania wynikały z nienawiści do sąsiada. Ostatecznie sąd uznał, że Gabler działał na szkodę Sołtysika, donosząc na niego do gestapo.
Gablera skazano go na 3 lata więzienia, utratę praw publicznych i obywatelskich i przepad całego mienia na Skarb Państwa. Sprawcy zabójstwa Guznera nie odnaleziono.
Kiedy polityka i nienawiść wkraczają między sąsiadów, zacierają się granice człowieczeństwa. I tu już tylko krok od zbrodni. Jesteśmy w stanie uczyć się na błędach?
Joanna Mrohs
