Wspomnienia grafa

Dzięki uprzejmości hrabiny Margrit von Strachwitz publikujemy fragmenty wspomnień Alfreda Grafa Strachwitz von Groß-Zauche und Camminetz, do 1945 roku właściciela posiadłości Rosmierka i Kadlub, urodzonego 8.8.1898 w miejscowości Schimischow

***

Z zapisków Alfreda hrabiego Strachwitz von Groß-Zauche und Camminetz, z siedzibą do 1945 w Rozmierce i Kadłubie, urodzonego 8.8.1898 w Szymiszowie

Kochane dzieci!

Na kilku kolejnych stronach spróbuję nakreślić Wam obraz zarówno mojej, jak i Waszej małej ojczyzny, mojej jak i Waszej rodziny, obraz samego siebie, Waszego ojca i dziadka. Niniejsza książka nie ma być dziełem literackim, nie rości sobie także prawa do kompletności. Zapisałem tutaj, co moja pamięć zachowała: rzeczy piękne i mniej wzniosłe, śmieszne i smutne, kochane i dobre. Obrazy z kalejdoskopu mojej pamięci. Te zapiski mają Wam pokazać, jak żyliśmy i jak piękna była nasza mała ojczyzna.

Ku pamięci wszystkich ludzi, których mogłem poznać, a zwłaszcza tych, którzy pozwolili mi nazywać się przyjacielem, na pamiątkę naszej niezapomnianej ojczyzny, i z wdzięczności sporządziłem te zapiski.

Kadłub

Czas porozmawiać o Kadłubie, w którym mieściła się nasza siedziba i który był szczególnie Waszą ojczyzną. W 1929 roku mój ojciec przekazał mi majątek w Kadłubie – Rozmierce, po tym, jak od 1924 roku byłem generalnym pełnomocnikiem mojego ojca odnośnie jego całego majątku. Szymiszów otrzymał mój brat Ernst-Joachim / Achim. Za to ja otrzymałem więcej ciężarów. Właściwie, jak powiedział mi mój ojciec przed ślubem, powinienem otrzymać cały majątek, tj. Szymiszów i Kadłub-Rozmierkę. Jednak mamie udało się ojca przekonać, że majątek został podzielony.

Mapa z podziałem majątku. Numer 15 Szymiszów-Kadłub-Rozmierka

Zgodnie z tym my, trzej bracia, którzy jeszcze żyli, tzn. ja, Achim i Nikolaus, powinniśmy otrzymać po jednej trzeciej całego majątku. Ale ani mój brat Nikolaus, ani ja nie chcieliśmy takiego podziału. Więc dostałem Kadłub-Rozmierkę w całości, a Nikolaus dostał u mnie większą hipotekę. Ponieważ w momencie podziału mieszkaliśmy jeszcze w Szymiszowie, powstała kwestia własnego domu w Kadłubie. Najpierw po ślubie ojciec chciał mi zbudować dom w Rozmierce tuż przed lasem na wzgórzu, które według tego planu nazywano wówczas „wzgórzem zamkowym”. Ale z powodu niszczycielskiej inflacji z 1923 roku nic z tego nie wyszło. Jednak Wasza matka odziedziczyła po śmierci swojego ojca pieniądze, więc wpadliśmy na pomysł zbudowania dla siebie domu w Kadłubie. Mój ojciec się na to zgodził. Podarował mi drewno, niezbędne kamienie i różne inne rzeczy. I tak pewnego dnia nasz piękny dom w parku nadleśnictwa w Kadłubie był gotowy. Został ukończony mniej więcej w tym samym czasie, kiedy przejąłem Kadłub-Rozmierkę. I urządziliśmy się tam tak, jak się nam podobało. Nasz dom został zbudowany przez architekta Lauterbacha, towarzysza broni z 11 Pułku Strzelców Konnych Cesarstwa Niemieckiego, który mieszkał w tym czasie we Wrocławiu. Po wojnie mieszkał w Allgäu.

Na zdjęciu dom zaprojektowany przez Lauterbacha, zdjęcie zrobił Max Glauer.

K a d ł u b  / Wieś

Wieś Kadłub znajdowała się na północy naszego majątku. Nie była zbyt duża, chociaż mieszkało w niej około 800 mieszkańców. Posiadała często spotykany układ domów i zagród rozmieszczonych wzdłuż dwóch ulic. Ulice były nieutwardzone i bynajmniej nie bez dziur i piaszczystych miejsc. We wsi znajdował się sklep spożywczy, którego właścicielem był kupiec Thomannek. Kupowano od niego cukier, sól i tym podobne. Gospoda prowadzona była przez mądrego człowieka – Petera Mroßa. Okazjonalnie jedliśmy nawet świeże kiełbaski z musztardą w jego izbie paradnej. Był także rzeźnikiem i zawsze dokonywał uboju na zamku. Kiedy Wellfleisch (zupa z głowy i brzucha świni po świniobiciu) była ugotowana, wkładał czysty fartuch i przychodził na górę do pokoju paradnego z miską świeżej zupy. Tam jedliśmy z nim świetnie zrobioną potrawę. Oczywiście do tego był serwowany dobry sznaps.

Należy również wspomnieć, że kiedy Peter Mroß przychodził z jedzeniem, zawsze miał zawinięty róg fartucha w górę za paskiem: oznaczało to, że w tej chwili nie pracuje. Peter Mroß był bardzo źle traktowany przez Rosjan, a początkowo także przez Polaków. Zabrali mu w całości sklep mięsny i mógł sprzedawać alkohol tylko w gospodzie. Raz nas odwiedził, tak jak jego syn Hans, tutaj w Monachium, zaniósł się płaczem a my oczywiście z nim. Ogólnie rzecz biorąc, ludzie w Kadłubie wiele przeszli. We wsi była szkoła podstawowa z trzema nauczycielami, którzy się nie lubili. Młyn we wsi był napędzany przez rzekę Himmelwitz (Jemielnica). Kiedyś należał do mnie, ale ponieważ chętnie chciał go młynarz Adamietz i dlatego, że pilnie wymagał naprawy, to go mu sprzedałem. Na końcu wsi znajdował się majątek z rezydencją rodziny, gdzie później ulokowałem nadleśnictwo. Po drugiej stronie rzeki znajdował się jeszcze jeden dom, który zbudowałem dla nadleśniczego Drobiga.

K a d ł u b / Kościół

Kadłub należał wówczas do części parafii Grodzisko. Jednakże kościół był tam za mały, nie było dla nas chóru, a ludzie z Kadłuba zawsze musieli przejść długą drogę, jeśli chcieli iść do kościoła. Więc Wasza mama sama wpadła na pomysł zbudowania kościoła w Kadłubie. Udostępniłem na to ziemię. Podstawowe negocjacje nie były takie łatwe, ponieważ władze kościelne są w takich sprawach szczególnie ostrożne. Wszystko musi być zabezpieczone. Były też inne przepisy, których należało przestrzegać i przeszkód, których trzeba było unikać. Najpierw pojechaliśmy do kardynała Bertrama we Wrocławiu. Byliśmy u niego tylko przez około pięć minut. Wtedy wszedł sługa, szeptał coś do kardynała, a kardynał powiedział, że musimy mu wybaczyć, bo ma coś do zrobienia. Skierowano nas do biskupa pomocniczego Wojciecha, który był bardzo otwarty i udzielił nam szczegółowych porad. Byliśmy u niego prawie godzinę. Wszystkie formalności kościelne załatwił wówczas prałat z Opola, z którym łatwo było negocjować. Powiatowy nadzorca budowlany wykonał dla nas bardzo ładny rysunek kościoła, który dobrze pasowałby do okolicy. Ale wtedy ksiądz, który był wówczas odpowiedzialny za kościół w Grodzisku, przyszedł i sprawiał wiele kłopotów. Nie tylko dlatego, ale również, że nie bardzo mi się z nim układało. Główny nauczyciel w Grodzisku też sprawiał trudności, bo zapewne martwił się o swoją pozycję organisty, a także skłaniał się ku polskiej stronie. I tak, po pewnym czasie w tę i z powrotem, zbudowano dzisiejszy kościół w Kadłubie. Następnie zwołaliśmy zebranie wiejskie i wszystko wyjaśniliśmy ludziom. Oprócz ziemi oddałem też całe drewno na konstrukcję dachową i ławki. Kamienie do budowy dostałem też z małego kamieniołomu w Koschützer Walde, dał mi je wujek Achim. Sami mieszkańcy gminy zrobili wiele fur, tak jak ja również. Więc sprawy zaczęły powoli nabierać rozmachu. Ziemię wykopano, rozpoczęto murowanie i inne prace. Stworzyliśmy to wszystko razem, mieszkańcy i my. Tak więc pewnego dnia kościół został ukończony i nadszedł dzień konsekracji. Sam Kardynał Bertram podjął się tej inauguracji kościoła. Powiedział potem, że nawet nie wiedział, że był to taki duży kościół, a po inauguracji przyjechał do naszego domu, co nie było oczywiste. Nawiasem mówiąc, ta wizyta kardynała kosztowała mnie moją pozycję powiatowego przewodniczącego Związku Rolników; sam z siebie bardzo się ucieszyłem, że pozbyłem się tego urzędu. Kiedy stało się przed ołtarzem, wejście do zakrystii było po lewej stronie, a nasz chór po prawej stronie. Dla naszej rodziny i personelu stały tam trzy bardzo ładne i wygodne ławki. Mówi się dzisiaj, że siedzą tam ministranci. Chór ten został wpisany do księgi wieczystej mojej rodziny i ich potomków. Inną delikatną kwestią był sufit w kościele. Było to bardzo trudne, ale udało się zostawić poprzeczne belki nośne niezabudowane od dołu. Następnie zostały zabejcowane na ciemno, a dwie wyżłobione krawędzie pomalowano na złoto i czerwono. Dopiero gdy powiedziałem, że nie dam drewna na sufit, jeśli nie będzie to tak zaprojektowane, to ksiądz i ktokolwiek tam jeszcze ingerował w to, wreszcie ustąpili. Potem okazało się, że im też się to podoba. Ołtarz był zwrócony na wschód, zgodnie ze zwyczajem. Nie było prawdziwego ołtarza, ale cała przednia ściana służyła jako ołtarz. Kazaliśmy tam namalować bardzo piękne malowidło ścienne: Chrystusa Króla i naszą parafię, poczynając ode mnie jako reprezentanta aż w dół do ministranta, jak wszyscy patrzymy na Niego w adoracji. Obraz był namalowany w formie fresku na ścianie. O ile dobrze pamiętam, malarz mieszkał z nami około trzech miesięcy i wybierał sobie modele spośród mieszkańców. Bardzo nam się to podobało. To było coś innego, coś, czego nie można było znaleźć nigdzie indziej w żadnym innym kościele.

Budowa kościoła

K a d ł u b / Las

Cykl produkcyjny naszego lasu trwał 80 lat. Oznacza to, że cały las został podzielony na pięć grup wiekowych: pierwsza klasa od 1 – 20 lat, druga klasa od 20 – 40 lat, trzecia od 40 – 60 lat, czwarta klasa od 60 – 80 lat oraz piąta klasa miała ponad 80 lat. Każdego roku wycinano i zalesiano na nowo około 100 morgów. Las składał się w 60% z sosny, w 30% ze świerka i w 10% z drewna liściastego, np. brzozy, jesionu, olchy itp. Każdego roku – a teraz mówię tylko o Kadłubie – od 1928 roku wycinano około 12000 metrów sześciennych grubizny, z tego w moim tartaku na Barwinku cięto około 2000 – 3000 metrów sześciennych drewna budowlanego i sprzedawano jako materiał cięty. Odnośnie tartaku będzie jeszcze później mowa!

Sadzonki hodowano we własnych szkółkach, niektóre z nich z własnych nasion. Przywiązywałem wielką wagę do tych szkółek, ponieważ stanowiły one podstawę zalesiania. Od pierwszego roku, w którym przejąłem majątek, przy każdej przesiece, czyli na skraju każdej drogi, kazałem zasadzić brzozy, jako mój znak rozpoznawczy. Chciałem, żeby moi następcy wspominali mnie, gdy będą jechali na polowania wzdłuż wysadzanych brzozami ścieżek. Nie było to do końca leśnictwo, ponieważ brzoza wypiera sąsiednie drzewa i uniemożliwia ich wzrost; ale czego nie robi się dla przyjemności? Pomysł zaczerpnąłem ze starego zalesienia w Poznowicach – należącego do majątku mojej rodziny w Kamieniu Śląskim – przez środek którego wiodła droga otoczona brzozami po prawej i lewej stronie. O każdej porze roku brzozy te wyglądały pięknie, latem z zielonymi liśćmi, a zawsze z białymi pniami na tle ciemnych sosen i świerków w tle. I tak wpadłem na pomysł obramowania przesiek brzozami, wtedy, gdy mateczniki ponownie zalesiano. Zawsze bardzo mi się podobał las i zawsze chciałem go jak najlepiej pielęgnować i ulepszać. W ciągu dziesięciu lat od przejęcia majątku do II Wojny Światowej zalesiłem około 1000 morgów ubogich łąk i nieurodzajnych pól. Później, po około 10-15 latach, można by było znacznie zwiększyć znacznie wycinkę. W 1939 roku, na początku wojny, zalesianie nie było jeszcze ukończone.

Siedziba nadleśniczego

Cały las został podzielony na cztery okręgi leśne i jedno nadleśnictwo, które podlegało nadleśniczemu. Były to okręgi Kadłub, Borycz, Osiek i torfowisko (Torfstich) [dziś leśniczówka w lesie między Grodziskiem i Kadłubem], a także okręg łowczego Piec. Nie ma sensu wymieniać teraz poszczególnych zarządców okręgów, ponieważ zostaną oni później bardziej szczegółowo wymienieni wśród urzędników. W okręgach Kadłub i Borycz wyjąłem około 20 morgów z wycinki w różnych miejscach jako mateczniki, ponieważ były tam szczególnie piękne i bardzo stare drzewa. W ogóle nie wolno było tam nic wycinać, chyba że osobiście zobaczyłem drzewo i zezwoliłem na jego ścięcie. Chroniłem w ten sposób pojedyncze drzewa lub grupy drzew. Przekonany jestem, że nie zawsze należy pozwalać, aby wszystko służyło celowi i odświeżało portmonetkę. Również w lesie użytkowym można sobie na to pozwolić i tym samym przyczynić się do upiększenia lasu i krajobrazu. Takie małe zakątki w lesie zawsze sprawiały mi wiele przyjemności i często tam przebywałem. Starałem się wspomagać drzewostan, nawet jeśli piękno i siła drzew stałyby się widoczne dopiero w znacznie późniejszych latach. Zawsze miałem nadzieję, że mój następca kiedyś będzie kontynuował tę moją miłość do lasu. Zostawiałem przy wycince nawet drzewa nasienne, co 20 lub 50 m, mogły być wycinane tylko za moją zgodą. Wiele z nich służyło jako dziuple lęgowe dla dudków, dzięciołów, krasek i siniaków. Normalnie byłyby one wycinane jako „chore” lub z podobnych powodów. Ale dlaczego? Po co usuwać takie drzewa, które służą jako dziuple lęgowe? Jakie to było szczęście widzieć takiego śmierdzącego dudka siedzącego na środku ścieżki i szukającego larw w krowim łajnie lub innym oborniku. Albo nawet kraskę, ten cudownie kolorowy i mieniący się ptak. Stopniowo już w ostatnich latach przed wojną zauważono, że wszystkie te dziuplaki rozmnożyły się, ponieważ znalazły mnóstwo miejsc do wylęgania. Czy pamiętacie te stare drzewa nasienne pozostawione po drugiej stronie leśniczówki Torfstich, którą zarządzał leśniczy Schmolke, gdzie każdego lata niezliczone ilości młodych męskich bocianów wpadały i spały wieczorami na tych drzewach? Jak bardzo się cieszyliśmy, gdy widzieliśmy je stojące na starych gałęziach tych drzew! Zgodnie z normalnymi zasadami leśnictwa, te drzewa powinny być wycięte dawno temu – ale co by się stało z naszymi bocianami? Więc myślę, że tak było ładniej. O ileż więcej mógłbym Wam opowiadać o lesie! Ale teraz prowadziłoby to za daleko i na dalszych stronach dowiecie się wielu interesujących rzeczy o naszym lesie.

Kadłub / Gospodarstwo rolne

Trochę trudniej jest opisywać gospodarstwo rolne i tak je opisać, abyście wy to zrozumieli, a ja nie rozpisywał się w nieskończoność. Ponieważ rolnictwo jest tematem bardziej złożonym, niż las. Ale spróbuję dać Wam krótki przegląd. Nie pamiętam dokładnie, jak duże były grunty orne w Szymiszowie, łącznie z Suchą mogło to być około 1800 morgów. W Rozmierce z Kadłubem, bez dzierżawionych pól i łąk, pola orna wynosiły prawie dokładnie 1200 morgów. Ale teraz chciałbym tylko porozmawiać o Rozmierce i Kadłubie. Średnio na przestrzeni lat uprawiano na jednej trzeciej rośliny okopowe (ziemniaki i buraki), na jednej trzeciej zboża ozime i na jednej trzeciej zboża letnie. Plony ziemniaków i żyta były całkiem dobre, dla pszenicy normalne, ponieważ można ją było uprawiać tylko na wybranych polach. W Rozmierce, podobnie jak w Kadłubie i kilku innych miejscach, zalesiałem wszystkie słabe pola. Eliminując te miejsca, wydajność znacznie się poprawiła. W Rozmierce, podobnie jak w Szymiszowie, była gorzelnia. Na przestrzeni lat w Rozmierce destylowano i przerabiano w gorzelni średnio na rok 12 000 cetnarów ziemniaków. W oborze znajdowało się prawie gotowe stado czarno-kolorowego bydła nizinnego; dwie trzecie były już zarejestrowane w księdze hodowlanej stada. Później opowiem bardziej szczegółowo o wszystkim, co było związane z oborą. Młode bydło, o ile było hodowane i później odstawione do chowu stada, stało w  folwarku Szymonia i na koplach w Kadłubie do czasu ich odstawienia. Nazwę folwarku Szymonia zmieniliśmy na „Christinenhof”. W 1939 roku miałem w stajni dziewięć klaczy wpisanych do głównego rejestru koni prowadzonego przez Towarzystwo Hodowców Koni i jedną klacz w rejestrze A. Z pewnym sukcesem hodowałem konie oldenburskie. W oborze był też bardzo dobry materiał hodowlany niemieckiej szlachetnej świni [Deutsches Edelschwein]. W Kadłubie powstało stado owiec wiejskich z Wirtembergii. To rasa, która dobrze tolerowała nasz klimat.

Strachwitz przy kole nawadniającym łąki, na których pasły się owce.

W Rozmierce był też kurnik. Jednak przed II Wojną Światową hodowla drobiu nie zyskała tak wielkiego znaczenia, jakie rozwinęła w latach powojennych. Jak już częściowo wspomniano, uprawiało się u nas dużo żyta, trochę pszenicy i dużo jęczmienia zwyczajnego. Dodatkowo dużo ziemniaków, buraków pastewnych, dużo koniczyny na paszę dla bydła a także kukurydzę; zawsze dojrzewała tu duża ilość kukurydzy. Oprócz 14 wozów zaprzężonych w zwierzęta pociągowe do uprawy roli, wykorzystywano pług silnikowy i inne niezbędne maszyny. Nowa młocarnia młóciła ziarno w miesiącach zimowych. W ostatnich latach gospodarstwem rolnym zarządzał inspektor Richard Staroszik. Z pewnością wrócę później do szczegółów dotyczących rolnictwa. Powyższe ma na celu jedynie przedstawienie Wam ogólnego rozeznania.

Dwór w Rozmierce, gdzie urzędował inspektor Staroszik. Dziś własność prywatna.

Z niemieckiego tłumaczyła Joanna Mrohs

***

Aus den Aufzeichnungen des Herrn Alfred Graf Strachwitz von Groß-Zauche und Camminetz, bis 1945 auf Rosmierka und Kadlub, geboren am 8.8.1898 in Schimischow

Ihr alle meine Lieben !

Auf den nachstehenden Seiten will ich versuchen, Euch einen Überblick zu geben, einen Bericht über meine, also auch Eure Heimat, über meine, also auch Eure Familie, über mich selbst, Euren Vater und Großvater. Dieses Buch soll kein literarisches Ergebnis zeitigen, es erhebt auch keinen Anspruch auf Vollständigkeit. Ich habe hier aufgeschrieben, was mir eingefallen ist: Schönes und auch nicht so Erhebendes, Lustiges und Trauriges, Liebes und Gutes; so, wie es mir gerade einfiel.
Diese Aufzeichnungen sollen Euch zeigen, wie wir gelebt haben – und wie schön es in unserer Heimat war.
In Erinnerung und in Dankbarkeit an alle die vielen Menschen, besonders an alle die vielen, welche wir Freunde nennen durften, in Erinnerung und Dankbarkeit an unsere unvergessene Heimat  habe ich diese Aufzeichnungen gemacht.

Kadlub

Es ist nun wohl an der Zeit, von Kadlub zu sprechen, wo sich unser Wohnsitz befand und welches besonders Eure Heimat war.
Im Jahre 1929 erhielt ich von meinem Vater die Herrschaft Kadlub – Rosmierka, nachdem ich schon seit 1924 der Generalbevollmächtigte meines Vaters für seinen Gesamtbesitz gewesen war. Schimischow bekam mein Bruder Ernst-Joachim / Achim. Dafür hatte ich mehr an Belastungen erhalten. Eigentlich sollte ich, wie es mir mein Vater vor unserer Heirat sagte, den ganzen Besitz, also Schimischow und Kadlub-Rosmierka erhalten. Meine Mutter erreichte es jedoch, daß der Besitz geteilt wurde. Demnach sollten wir
drei noch lebenden Brüder, also ich, Achim und Nikolaus, jeder ein Drittel des Gesamtbesitzes erhalten. Doch eine solche Teilung wollten weder mein Bruder Nikolaus noch ich. So erhielt ich Kadlub-Rosmierka ganz und Nikolaus bekam eine größere Hypothek bei mir eingetragen. Da wir zur Zeit der Teilung noch in Schimischow wohnten,
ergab sich nun die Frage eines eigenen Hauses in Kadlub. Zunächst wollte mein Vater mir nach meiner Heirat ein Haus bauen, und zwar in Rosmierka kurz vor dem Walde auf
einem Hiigel, der dann nach diesem Plan „der Schloßberg” genannt wurde. Durch die verheerende Inflation von 1923 wurde dann aber nichts daraus. Nun erbte Eure Mutter nach dem Tode ihres Vaters Geld, und so kamen wir auf den Gedanken, uns selbst ein Haus zu bauen, und zwar in Kadlub. Mein Vater war damit einverstanden. Er schenkte mir das Holz, die nötigen Steine und noch verschiedenes andere dazu. Und so stand unser schönes Haus eines Tages fertig da im Park der Oberförsterei Kadlub. Es wurde etwa zur gleichen Zeit fertig, als ich Kadlub – Rosmierka übernahm. Und wir richteten uns so ein, wie es uns gefiel. Gebaut hat unser Haus der Architekt Lauterbach, ein Regimentskamerad von den Jägern’ zu Pferde Nr. 11. Er wohnte damals in Breslau. Nach dem Kriege lebte er im Allgäu.


K a d l u b / Das Dorf


Das Dorf Kadlub lag im Norden unseres Besitzes. Es war nicht sehr groß. Immerhin wird es so an die 800 Einwohner gehabt haben. Wie üblich lagen die Höfe und Häuser an den zwei Straßen. Diese Straßen waren ungepflastert und keineswegs ohne Löcher und Sands teIlen. Im Dorf gab es auch einen Kaufladen, dessen Besitzer der Kaufmann Thomannek war. Bei ihm wurde Zucker, Salz und ähnliches gekauft.
Die Gastwirtschaft hatte Peter Mroß, ein kluger Mann. Gelegentlich haben wir sogar bei ihm in der guten Stube frische Würstchen mit Senf gegessen. Er war auch Fleischer und hat immer im Schloß geschlachtet. Wenn das Wellfleisch gar war, band er sich eine saubere Schürze um und kam mit einer Schüssel mit Wellfleisch herauf ins Wohnzimmer. Dort aßen wir dann mit ihm zusammen das ausgezeichnet gemachte Wellfleisch. Natürlich gab es einen guten Schnaps dazu. Zu erwähnen ist noch, daß Peter Mroß, wenn er mit dem Wellfleisch kam, immer den einen Zipfel der Schürze hochgesteckt hatte: das bedeutete, daß er jetzt nicht arbeftete.
Peter Mroß ist von den Russen und anfangs auch von den Polen sehr schlecht behandelt worden. Die Fleischerei haben sie ihm gänzlich weggenommen und ausschenken durfte er nur im Schankraum. Er hat uns einmal, wie auch sein Sohn Hans, hier in München besucht, wobei er das Heulen kriegte und wir dann natürlich auch. Überhaupt haben die Leute in Kadlub sehr viel durchgemacht. Im Dorf gab es die Volksschule mit drei Lehrern, welche sich nicht sehr vertrugen. Die im Dorf stehende Mühle wurde von der Himmelwitz getrieben. Sie hatte einmal mir gehört, ich habe sie aber dann, weil der Müller Adamietz sie gern haben wollte, und weil sie sehr stark reparaturbedürftig war, an ihn verkauft. Am Ende des Dorfes lag das Dominium mir dem Herrenhaus, in welchem dann mein Forstamt untergebracht war. Auf der anderen Seite der Himmelwitz stand dann noch das Haus, welches ich für den Oberförster Drobig hatte bauen lassen.

K a d I u b / Die Kirche


Kad Iub  gehört damals zum Kirchspiel Grodisko. Nun war die Kirche dort zu klein, es war kein Chor für uns da, und die Leute von Kadlub mußten immer weit laufen, wenn sie in die
Kirche gehen wollten. So kam Eure Mutter auf die Idee, in Kadlub selbst eine Kirche zu bauen. Den Grund und Boden habe ich zur Verfügung gestellt. Die grundsätzlichen Verhandlungen waren nicht so ganz einfach, denn die kirchlichen Behörden sind in solchen Sachen besonders vorsichtig. Es muß alles abgesichert sein. Und auch sonst gab es noch Vorschriften, die durchgeführt werden mußten, und Klippen, die es zu umschiffen galt.
Wir gingen zuerst zum Kardinal Bertram in Breslau. Bei ihm waren wir nur etwa fünf Minuten. Dann kam ein Diener herein, flüsterte mit dem Kardinal, und da meinte dieser, wir
müßten entschuldigen, weil er zu tun hätte. Wir wurden an den Weihbischof Wojciech verwiesen, der sehr aufgeschlossen war und uns eingehend beriet. Wir waren fast eine Stunde bei ihm. Die ganzen kirchlichen Formalitäten machte dann ein Prälat aus Oppeln, mit dem man gut verhandeln konnte. Der Kreisbaumeister hatte uns eine sehr schöne Zeichnung der Kirche gemacht, wie sie gut, in die Gegend paßte. Nun kam aber der damals zuständige Pfarrer von Grodisko und machte reichlich Schwierigkeiten. Nicht zuletzt wohl auch noch, weil ich mich mit ihm nicht besonders stand. Auch der Hauptlehrer in Grodisko machte Schwierigkeiten, weil er wohl um seine Stelle als Organist besorgt war und zudem auch noch nach der polnischen Seite hin neigte. Und so entstand dann nach einigem Hin und Her die heutige Kadluber Kirche. Wir haben dann eine Gemeindeversammlung einberufen und den Leuten alles erklärt. Außer dem Grund und Boden gab ich auch sämtliches Holz für die Dachrüstung und für die Bänke. Ich besorgte auch die Steine für den Bau aus einem kleinen Steinbruch am Koschützer Walde, Onkel Achim gab sie mir. Die Gemeinde seIhst machte sehr viele Fuhren, wie
ich auch. So kam die Sache langsam in Schwung. Der Grund wurde ausgehoben, und es begannen die Maurer- und sonstigen Arbeiten. Alles dieses haben wir gemeinsam geschaffen, die Gemeinde und wir.
So stand die Kirche dann eines Tages fertig da, und es kam der Tag der Kirchweihe. Diese Einweihung der Kirche nahm der Kardinal Bertram nun selbst vor. Er sagte nachher, er hätte gar nicht gewußt, daß es eine so große Kirche geworden sei.- Nach der Einweihung kam er auch in unser Haus, eine Tatsache, welche nicht selbstverständlich war. – Übrigens kostete mich dieser Besuch des Kardinals meine Stelle als Kreisbauernführer; an sich war ich ganz froh, daß ich dieses Amt los war.
Wenn man vor dem Altar stand, war links der Eingang zur Sakristei und gegenüber rechts war unser Chor. Dort waren drei sehr schöne und bequeme Bänke für unsere Familie und
das Personal. Heute, so heißt es, sollen dort die Ministranten sitzen. Dieses Chor war für meine Familie und die Nachkommen im Grundbuch eingetragen.
Eine heikle Frage war noch die Decke in der Kirche. Es war sehr schwierig, aber ich habe es erreicht, daß die tragenden Querbalken nach unten zu offen waren. Sie wurden dann
dunkel gebeizt und die zwei gekehlten Ränder gold und rot gemalt. Erst als ich sagte, ich würde kein Holz für die Decke geben, wenn diese nicht so gestaltet werden würde,
gaben der Pfarrer und was und wer sonst noch dreinredete nach. Nachher fanden sie es. dann auch sehr schön. Der Altar war nach Osten gerichtet, wie es üblich war. Ein
eigentliches Altarbild gab es nicht, sondern die ganze Stirnwald dienta als Altarbild. Wir hatten dort ein sehr schönes Wandbild malen lassen: Christus, den König, und unsere Gemeinde, vertreten von mir angefangen bis hinunter zum Ministranten, wie wir alle in Anbetung zu Ihm nach oben schauen. Das Bild war in Fresko auf die Wand gemalt.
Der Maler wohnte, soweit ich mich erinnere, etwa drei Monate bei uns und suchte sich die Modelle aus der Bevölkerung aus. Uns hat es sehr gut gefallen. Es war etwas anderes, etwas, was so nirgends in einer anderen Kirche zu finden war.


K a d  l u b /  Der Wald


Der Wald hatte 80jährigen Umtrieb. Das heißt also, daß der ganze Wald in fünf Altersklassen eingeteilt war: Die erste Klasse von 1 – 20 Jahren, die zweite Klasse von 20 – 40 Jahren, die dritte von 40 – 60 Jahren, die vierte Klasse von 60 – 80 Jahren und die fünfte Klasse war alles, was über 80 Jahre alt war. Jedes Jahr wurden rund 100 Morgen
eingeschlagen und neu aufgeforstet. In der Hauptsache bestand der Wald aus 60 % Kiefern, 30 % Fichten und 10 % Laubhölzern, wie Birke, Esche, Erle usw. Jährlich wurden – und nun spreche ich ausschließlich von Kadlub – ab 1928 rund 12000 Festmeter Derbholz eingeschlagen. Etwa 2000 – 3000 Festmeter Bauholz wurden auf meinem Sägewerk Barwinnek – Immergrün eingeschnitten und als Schnittmaterial verkauft. Davon, über das Sägewerk, noch später!
In eigenen Saatkämpen wurden die nötigen Pflanzen herangezogen, zum Teil von eigenen Samen. Ich legte sehr großen wert auf  diese Saatkämpe, weil sie ja die Grundlage für die Aufforstung bildeten. Gleich vom ersten Jahre an, in dem ich den Besitz übernahm, habe ich als mein persönliches Zeichen an jedem Gestell, d.i. an jedem Weg-Rand, Birken pflanzen lassen. Ich wollte, daß einmal meine Nachfolger sich an mich erinnern, wenn sie beim Pirschenfahren die mit Birken eingefassten Wege entlangfuhren. Ganz forstlich war es nicht, weil die Birke gern die anderen Bäume peischt und im Wachstum hindert; aber was tut man denn nicht eben auch einmal, wenn es einem große Freude macht. Auf den Gedanken war ich gekommen durch eine ältere Feldaufforstung in Posnowitz – zu Groß Stein gehörig -, durch deren Mitte ein Weg führte, der rechts und links mit Birken eingefaßt war. Zu jeder Jahreszeit sahen diese Birken wunderschön aus, im Sommer mit ihrem grünen Laub, immer aber mit ihren weißen Stämmen gegen die dunklen Kiefern und Fichten im Hintergrund. Und so kam ich auf diese Idee, die Gestelle mit Birken einzufassen, wenn Feldschläge aufgeforstet wurden.  
Immer habe ich sehr große Freude am Wald gehabt, und immer war ich darauf aus, den Wald so gut wie möglich zu pflegen und zu verbessern. So habe ich auch in den zehn Jahren von der Übernahme meines Besitzes bis zum Zweiten Weltkrieg rund 1000 Morgen schlechte Wiesen und nicht ertragreiche Äcker aufgeforstet. Später, etwa nach 10 – 15 Jahren hätte man dafür den Einschlag erheblich verstärken können. Diese Aufforstungen waren 1939 zu Beginn des Zweiten Weltkrieges noch längst nicht abgeschlossen.
Der gesamte Wald war aufgeteilt in vier Revierförstereien und ein Revier, welches einem Oberheger unterstand. Es waren dies die Reviere Kadlub, Boritsch, Oschiek und Torfstich, sowie das Hegerei-Revier Hochofen. Die einzelnen Verwalter der Reviere schon jetzt anzuführen hat wenig Sinn, weil sie dann später unter den Beamten genauer aufgeführt
werden. In den Revieren Kadlub und Boritsch habe ich etwa 20 Morgen an verschiedenen Stellen aus dem Einschlag herausgenommen, weil dort besonders schöne und sehr alte Bäume standen. Dort durfte überhaupt nichts geschlagen werden, es sei denn, ich hätte den Baum persönlich gesehen und das Fällen genehmigt. Auch einzelne Bäume oder Baumgruppen habe ich auf diese Weise geschützt. Ich meine, man muß nicht immer alles nur dem Nutzen und der Auffrischung des Geldbeutes dienen lassen. Auch in einem Nutzwald kann man sich so etwas leisten und damit zur Schönheit des Waldes und der Landschaft beitragen. Solche kleinen Stellen im Wald haben mir immer sehr viel
Freude bereitet und ich habe mich oft dort aufgehalten; ich habe den Bestand zu fördern gesucht, auch wenn die Schönheit und Stärke der Bäume erst in sehr viel späteren
Jahren zur Geltung kommen würde. Ich habe immer gehofft, daß einmal mein Nachfolger diese meine Liebe zum Walde weiterführen möchte. Auch die einzelnen Überhälter durften nur mit meiner Genehmigung geschlagen werden. Viele von ihnen dienten als Höhlenbrutstätten für Wiedehopfe, Spechte, Blauracken und Hohltauben; trotzdem wären sie früher als „krank” oder aus ähnlichen Gründen geschlagen worden.
Warum? Warum gerade solche Bäume entfernen, die dem Nutzen der Höhlenbrüter dienen? Wie freute man sich immer, so einen stinkenden Wiedehopf zu sehen, der mitten
auf dem Wege saß und in Kuhfladen oder anderem Mist nach Maden suchte. Oder gar die Blauracke oder, wie sie bei uns hieß, die Mandelkrähe, dieser so wunderschöne bunte
und schillernde Vogel. So nach und nach war es in den letzten Jahren vor dem Kriege doch schon zu beobachten, daß alle diese Höhlenbrüter sich vermehrt hatten, weil
sie reichlich’: Brutgelegenheiten vorfanden. Erinnert ihr Euch noch an die Uberhälter gegenüber der Försterei Torfstich, welche der Förster Schmolke hatte, wo jeden
Sommer die überzähligen männlichen Jungstörche abends einfielen und auf diesen Bäumen übernachteten ? Wie haben wir uns immer gefreut, wenn wir sie dort auf den alten Ästen der Überhälter stehen sahen! Nach den normalen Regeln der Forstwirtschaft hätten diese Überhälter längst gefällt sein müssen, – aber, was wäre dann aus underen
Störchen geworden? So, denke ich, war es doch schöner Wieviel könnte ich Euch noch vom Wald erzählen und berichten! Doch es würde jetzt zu weit führen, und Ihr werdet auf späteren Seiten noch allerhand Interessantes über unseren Wald erfahren.


Kadlub / Die Landwirtschaft
 
Die Landwirtschaft zu beschreiben und über sie so zu berichten, daß Ihr es versteht, und ohne sich dabei ins Uferlose zu verlieren, das ist etwas schwieriger. Denn die Landwirtschaft ist, im Ganzen gesehen, weitaus vielgestaltiger als der Forst. Doch ich will versuchen, Euch einen kleinen Überblick zu geben. lch weiß nicht mehr genau, wie groß die Ackerfläche in Schimischow war, es könnten, mit Suchau, etwa 1800 Morgen gewesen sein. In Rosmierka mit Kadlub schätze ich sie, ohne die verpachteten Äcker und Wiesen, auf ziemlich genau 1200 Morgen, welche unter dem Pflug standen. Ich möchte nun aber nur von Rosmierka und Kadlub sprechen. Im Durchschnitt der Jahre wurde ein Drittel Hackfrucht (Kartoffeln und auch Rüben) angebaut, ein Drittel Wintergetreide und ein Drittel Sommergetreide. Die Erträge waren bei Kartoffeln und Roggen recht gut; bei Weizen waren sie normal, da dieser nur auf ausgesuchten Stücken angebaut werden konnte. In Rosmierka habe ich, wie auch in Kadlub und an manchen anderen Stellen, alle schlechten Felder aufgeforstet. Durch das Ausscheiden dieser schlechten Stellen hat sich der Ertrag deutlich verbessert. In Rosmierka war, wie auch in Schimischow, eine Brennerei. Im Durchschnitt der Jahre wurden in Rosmierka jährlich 12000 Zentner Kartoffeln gebrannt und durch die Brennerei verwertet. Im Kuhstall stand eine fast fertige Herde von Schwarz-buntem Niederungsvieh; zwei Drittel waren bereits im Herdbuch eingetragen. Ich werde später noch genauer berichten über alles, was mit dem Kuhstall zusammenhing. Das Jungvieh, soweit es aufgezogen wurde und später einmal zur Zucht eingestellt werden sollte, stand bis zur Einstellung auf dem Vorwerk Schimonia sowie auf den Koppeln in Kadlub.  Das Vorwerk Schimonia haben wir dann in „Christinenhof“ umbenannt.
Im Pferdestall hatte ich 1939 neun Hauptstammbuch-Stuten und eine Stammbuch-Stute A stehen. Ich habe mit einigem Erfolg Oldenburger Pferde gezüchtet. Im Schweinestall war sehr gutes Zuchtmaterial vom Deutschen Edelschwein. In Kadlub entstand eine Schafherde des Württembergischen Landschafes. Dies ist eine Rasse, welche unser Klima in Kadlub gut vertrug. In Rosmierka war auch der Hühnerstall. Doch maß man der Hühnerhaltung vor dem Zweiten Weltkrieg noch nicht die große Bedeutung bei, die sich dann in den Nachkriegsjahren entwickelt hat. Wie schon zum Teil angeführt, wurde bei uns viel Roggen, etwas Weizen und viel Sommergerste angebaut. Dazu sehr viel Kartoffeln, Futterrüben, viel Klee als Viehfutter und auch Mais; davon immer einen reichlichen Anteil Mais, der bei uns ausreifte. Zur Bewirtschaftung der Felder dienten außer 14 Gespannen noch ein Motorpflug und die nötigen anderen Maschinen. Eine neue Dreschmaschine drasch das Getreide in den Wintermonaten. Geleitet wurde die Landwirtschaft in den letzten Jahren vom Inspektor Richard Staroszik. Später werde ich sicher immer wieder auf Einzelheiten in der Landwirtschaft zurückkommen. Vorstehendes soll Euch nur einen allgemeinen tlberblick geben.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Create your website with WordPress.com
Rozpocznij
%d blogerów lubi to: