Jak już wiemy z poprzednich wpisów, Fryderyk Wielki po podbiciu Śląska rozpaczliwie poszukiwał źródeł dochodu do prowadzenia swoich wojen. Dlatego na pewno ucieszył go list, który dociera do niego na wiosnę 1754 roku od urzędnika górniczego z Saksonii Haenela przebywającego w Tarnowitz, który donosi, że znalazł tamże rudę srebra i ołowiu. Król więc zleca wykonanie rozpoznania swojemu zaufanemu człowiekowi – nadleśniczemu śląskiemu Johannowi Georgowi Rehdantzowi.

Powyżej raport Rehdantza z jego podpisem
W tym czas jednakże Rehdantz realizuje niezwykle ważne strategicznie i militarnie zadanie: buduje między Schodnią a Krasiejowem hutę nad rzeką Mała Panew. Fryderyk Wielki każe mu rzucić robotę i jechać do Tarnowitz, żeby spotkać z się Haenelem. Rehdantz jednak odmawia królowi i posyła zastępcę, gdyż donosi uniżenie, że na rzece Małej Panwi „jest wysoka woda i nie może pozostawić rozpoczętej budowy wysokiego pieca”.
W miejsce Rehdantza oddelegowany na zwiady zostaje komisarz solny Rappard, „który ma sporą wiedzę w sprawach wydobycia”. W aktach Tajnego Pruskiego Archiwum brak raportu samego Rapparda, ale znajdują się dwa pisma opisujące wnioski z jego podróży: raport ministra von Massowa i raport samego Rehdantza.
Massow w swoim raporcie pisze między innymi tak:
„Wspomniany Haenel nie jest wcale pewien swojej sprawy i miejsca, w którym rzekomo miał widzieć złoża rudy srebra i ołowiu, wcale nie posiada w tym temacie wiedzy. Przyznał, że jego donos opierał się na zasłyszanym, i że półtora roku temu otrzymał od byłego zarządcy w Wischowej zaledwie kilka próbek rudy z okolicznych nieczynnych kopalń, ale dało mu to powód, aby złożyć raport. Tyle jest jednak pewne, że w okolicy Tarnowitz w promieniu 2 mil, gdzie faktycznie jedni gwarkowie już eksploatują kopalnię, występują spore pokłady rudy ołowiu i srebra, gdyby tylko można było poradzić sobie z wodą przy mniejszych trudnościach i mniejszych kosztach. Nie ma również wątpliwości, że znajdą się w tamtejszej okolicy chętni do ponownego uruchomienia kopalń opuszczonych w starych czasach wojny. Brakuje jednakże tutaj porządnego urzędu górniczego, który wspierał by chętnych radą i odwodził od niepotrzebnych inwestycji, a kierował ich działalność na przedsięwzięcia rokujące dobry uzysk.”
Rehdantz w swoim liście do króla z 22 kwietnia 1754 pisze tak:
„Haenel ma sporą wiedzę na temat żelaza i Rappard wiele spraw miał okazję z nim omówić. Rappard wedle swojego doświadczenia uznał, że Haenel słusznie oszacował zawartość rudy. Pokłady znajdować się mają w wyrzutach rudy żelaza w galmanie, ale nie na wierzchu a głęboko pod ziemią pod rudą żelaza. Jednakże problemem są tu wody gruntowe, które tylko przy dużych trudnościach można odprowadzić, gdyż góry tam są bardzo płaskie. Hrabia Marchii Brandenburskiej, będąc właścicielem Bytomia i Tarnowitz, intensywnie eksploatował kopalnię ołowiu i srebra w Tarnowitz, jednakże od tego czasu wszystko podupadło. Miasto Tarnowitz stara się wszystko ponownie uruchomić, ale jest za słabe, żeby porządnie to zrobić. Jednakże przy miasteczku Silberberg faktycznie eksploatowana jest kopalnia ołowiu. Interesanci już wydobyli wiele cetnarów rudy ołowiu o tej samej zawartości co ruda z Tarnowitz. Oprócz wydobycia planują uruchomienie huty, mają nadzieję, ze przy tej ilości rudy znajdą się chętni wspólnicy. Bolączką śląskich kopalń jest jednak to, że brak wystarczającej wiedzy górniczej nie pozwala na rozwinięcie całego potencjału kopalń. Gdyby tylko znaleźli się uczciwi fachowcy, którzy by wsparli chętnych górników radą, zachęciło by to wielu do wydobycia, które by przyniosło wielkie korzyści dla kraju. ”
W kolejny liście do króla z 23 lipca 1754 roku minister von Massow wspomina o tym, że Haenel z kompanami chce rozpocząć eksploatację kopalni rudy ołowiu w okolicach „Tarnownitz i Wischowej w opolskim”, ale wnioskuje o zwolnienie go z dziesięciny królewskiej na 6 lat, oraz zwolnienie go z podatków na rzecz właścicieli gruntów w zamian za opłatę z korzystania z pola, na którym prowadzone jest wydobycie. Massow w piśmie zaznacza, że opłata za pole musi być dopasowana do opłaty już pobieranej od prowadzących obecnie wydobycie gwarków, gdyż gwarkowie ze względu na duży obszar pola, nie eksploatują go całego. Do tego dochodzi też spór z właścicielami ziemskimi, którzy żądają co 9tego garnca płukanej rudy, za każdą markę wytopionego srebra 3 talarów śląskich i 8 groszy opłaty od wytopu hutniczego. Massen donosi, że spór ten nie można obecnie prawnie rozwiązać, mimo iż szukano dokumentów w tym temacie w starych aktach z czasów austriackich.
Z opracowania Wachlera na temat historii huty Malapane wynika, że Haenelowi i jego wspólnikowi Knorrowi nie udało się ruszyć z wydobyciem srebra w Tarnowskich Górach, gdyż hrabia Henckel był za bardzo zachłanny i żądał za wysokich opłat. Już w roku 1754 Haenel więc zostaje przez Rehdantza zatrudniony w Kreutzburgerhütte jako inspektor hutniczy. Okazało się, że i tutaj Haenel poległ: hutnikiem był marnym, do wytopu amunicji zużywał za dużo materiału. Rehdantz zwolnił go w 1758 roku pod pretekstem braku zleceń.
Joanna Ania Mrohs

Jedna odpowiedź na “Fryderyk Wielki i gorączka srebra w Tarnowskich Górach”