Małe miejscowości trafiają zazwyczaj do gazet tylko w kilku przypadkach: wojna lub mord.
Tak też jest w przypadku Spóroka. Pojawia się w gazetach w roku 1921 i potem w 1929, gdy Johann Kokott zabił swoją narzeczoną Konstantine.
Oto szczegółowy raport z sali sądowej:
Zbrodnia i kara w Carmerau
7 lat więzienia dla mordercy dziewczyny
Opole, 19 grudnia.
Po jedenastogodzinnym procesie Sąd Rejonowy w Opolu skazał oskarżonego Johanna Kokotta na siedem lat więzienia za umyślne zabójstwo narzeczonej Konstantine Kokott z Gräflich Carmerau (Spórok Hrabiowski). Okoliczności łagodzące nie zostały przyznane oskarżonemu, gdyż czyn został popełniony z nadzwyczajną brutalnością, a oskarżony powinien był być w pełni świadomy konsekwencji swoich czynów.
Jak do tego doszło
Kiedy w godzinach porannych 16 września 1929 córka chałupnika, Konstantine Kokott, została znaleziona martwa w Carmerau w pobliżu posiadłości swoich rodziców, społeczność i okolica wpadły w zrozumiałe wzburzenie. Śledztwo władz wkrótce doprowadziło do zidentyfikowania mordercy w osobie 23-letniego spawacza Johanna Kokotta z Gräflich Carmerau, który został aresztowany 17 września i wkrótce po aresztowaniu złożył wyczerpujące zeznania. W czwartek stanął przed opolskim sądem przysięgłych za to morderstwo. Posiedzeniu przewodniczył dyrektor Sądu Okręgowego Kunze, natomiast prokuraturę reprezentował prokurator Scholz. Adwokat Kubrisch z Opola i dr Cohn z Wrocławia występowali jako obrońcy. Na rozprawę wezwano łącznie 22 świadków i 2 biegłych.
Najpierw przesłuchano oskarżonego Kokott. Ze łzami w oczach opisywał relację, jaka łączyła go z zamordowaną kobietą przez trzy lata. Zarówno on, jak i zamordowana Kokott wielokrotnie obiecywali sobie, że się pobiorą i zapewniali o swojej wielkiej miłości. Oskarżony opisał, że często bywał w domu swojej narzeczonej, a także otrzymywał prezenty od jej rodziców. Zamordowana kobieta była jedyną córką chałupnika, który żył zamożnych warunkach. Matka zamordowanej kobiety wydawała się nie do końca zgadzać na małżeństwo. Jakiś czas przed zbrodnią chałupnik Kokott wybudował w swojej posiadłości kuźnię i rodzicom spodobałoby się, gdyby ich córka wyszła za mąż za kowala. W czasie zabawy córka poznała kowala K. i również obdarzyła go swoim uczuciem i nawiązała z nim pisemną korespondencję, ale raz po raz zapewniała starego narzeczonego, że wyjdzie za mąż tylko za niego. Opisał swoją narzeczoną jako niezwykle oszczędną. Po południu w dniu zbrodni odwiedził swoją narzeczoną, która pasła krowy w pobliżu domu. Towarzyszył jej kowal K. Przepełniony wielką zazdrością i gniewem, wrócił do domu, wypił kilka likierów ze szwagrem, a w końcu odszukał przyjaciela, któremu poskarżył się na swój gniew. W godzinach wieczornych udał się na stację kolejową, aby sprawdzić, czy jego rywal już odjechał. Kiedy tak się nie stało, poszedł ponownie do domu swojej narzeczonej i stwierdził, że siedzi on w pokoju. Znowu odszedł, by wrócić tam późnym wieczorem. W końcu udało mu się porozmawiać ze swoją narzeczoną, która obiecała mu, że wyjdzie za mąż tylko za niego.
Następnie wrócił do swojego przyjaciela. Ale późnym wieczorem poszedł z powrotem do domu narzeczonej. Tu zaobserwował serdeczne pożegnanie z nowym kawalerem. Kiedy ten odszedł na dworzec, znów spotkał się ze swoją narzeczoną na wiejskiej drodze. Tu ona wyjaśniła mu, że nie chce mieć z nim nic wspólnego. Oskarżony twierdzi, że wpadł w bezgraniczną wściekłość i chwycił ją za gardło. Zeznał jednak, że nie pamięta zbyt wiele o samej zbrodni. Oskarżony zeznał, że jego narzeczona nagle straciła przytomność. Zaciągnął je do rowu, gdzie miał nadzieję znaleźć wodę, aby spróbować ją ożywić. Nie znalazłszy jednak wody, zaciągnął swoją ofiarę na łąkę w pobliżu posiadłości rodziców, gdzie znaleziono ją następnego ranka. Początkowo ukrywał się w lesie i na strychu na siano w posiadłości rodziców, aby następnie oddać się w ręce władz, gdy dowiedział się o powadze swojej zbrodni.
Pierwszymi świadkami, którzy zostali przesłuchani, byli rodzice zamordowanej kobiety, którzy zeznali, że w ich obecności nie było żadnej wzmianki o małżeństwie ich córki z oskarżonym i że nie wyrazili na to zgody.
W dalszej kolejności przesłuchano dr Wiesnera w charakterze biegłego, który stwierdził, że na ciele zamordowanej kobiety widoczne były niezwykle silne ślady uduszenia. Powiatowy Radca Lekarski Dr. Lange twierdzi, że oskarżony jest histerykiem. Jednakże zaburzenie woli w chwili popełnienia przestępstwa lub upośledzenie umysłowe nie wchodziło w rachubę, a paragraf 51 nie mógł być w żadnym wypadku zastosowany.
Po przeprowadzeniu wszystkich czynności dowodowych prokurator doszedł do wniosku, że oskarżony był winny nieumyślnego spowodowania śmierci w afekcie i złożył wniosek o karę 12 lat pozbawienia wolności bez zastosowania okoliczności łagodzących.
Obrona stwierdziła, że oskarżony był mocno poirytowany zachowaniem zamordowanej kobiety, po tym jak ona równocześnie korespondowała z nowym kochankiem i pokazała oskarżonemu listy miłosne od niego. Był w zrozumiałej zazdrości i popełnił zbrodnię w przypływie wściekłości. Obaj powoływali się na uszkodzenie ciała skutkujące śmiercią i prosili, aby nie odmawiać oskarżonemu okoliczności łagodzących.
Przepastne archiwa jemielnickiego klasztoru zawierają pamięć naszego regionu. Między innymi znajdują się w nich odpisy aktów fundacyjnych dla lokalnych kościołów. Obok aktów fundacyjnych dla Jemielnicy, Rozmierzy, Wysokiej, Żyrowej, Otmic, Dolnej, Kamienia Śląskiego i Szymiszowa, znajdujemy fundacje dla kościoła w Izbicku.
Najstarszy wpis pochodzi z roku 1761. Siegfried i Anna Rosalia Kreutzer, właściciele wolnego (od pańszczyzny) gospodarstwa w Stubendorf wnoszą kapitał fundacyjny w wysokości 83 talarów. W zamian za to w parafii Izbicko należało odczytać dwanaście cichych mszy, przy czym organista miał odśpiewać litanię do Serca Jezusa w akompaniamencie organów. Roczne odsetki w wysokości 4 talarów i 50 groszy mają być podzielone tak, że kościół otrzymuje 25 groszy, proboszcz 2 talary i 20 groszy a organista 20 groszy.
Kolejnym fundatorem z roku 1781 jest Franz Georg von Larisch właściciel Izbicka. Ufundował on 200 talarów. W zamian miał otrzymać 200 cichych mszy i litanię śpiewaną w akompaniamencie organów. Roczne odsetki w wysokości 10 talarów podzielono podobnie jak wyżej.
Kolejnymi fundatorami są:
Carl Mechnik z Heinrichsdorf w roku 1846 w kwocie 40 talarów
von Frankenberg w roku 1844 w kwocie 20 Talarów
proboszcz Wislucha w Izbicku w roku 1816 w kwocie 25 talarów
Co do Frankenbergów, ich fundacja ma ciekawą historię!
Na marginesie tej fundacji jest adnotacja:
Tą fundację dokonałem z dochodów uzyskanych ze sprzedaży miedzianych trumien, w których pochowani byli von Frankenbergowie. Te trumny ukradł z krypty dawny nauczyciel szkolny. Ale został złapany i dlatego leżały one w pańskim spichlerzu aż do mojego przybycia do Izbicka. Jako że kościół nie miał nawet tabernakulum, dlatego poprosiłem urząd o zgodę na sprzedaż tych trumien, zgodę dało 3 żyjących krewnych von Frankenbergów. Z dochodu dałem zrobił tabernakulum a resztę wpłaciłem na fundację.
Kolejni fundatorzy to już Strachwitze, właściciele Izbicka, a dokładnie Hyazinth w roku 1855 i kwocie 200 talarów z trudną do rozszyfrowania informacją, że na „utrzymanie pomieszczeń. Tymczasowo właściciel dostanie 8m, wtedy nastąpi remont, a reszta jest zarezerwowana”.
W roku 1863 fundatorem jest Joseph Niestroy wolny chałupnik z Utraty z kwotą 60 talarów w zamian za dwie kantaty.
W roku 1860 Johann Schenzel krawiec z Izbicka, w 1870 Josepha Gisa względnie Andreas i Josepha Jonietz z Utraty, Urban i Marianna Glinka z Tarnowa w roku 1873, Johannes Jaschek ksiądz w Izbicku w roku 1883, panna Constantine Schotka z Ligoty Czamborowej w roku 1884, w roku 1885 Anton Jaschkowitz z Izbicka, Elisabeth Filla z Izbicka, Hedwig Brummer młynarka wycużniczka z Utraty, Josefa Pasztuszka z Ligoty Czamborowej, Maria Kozieł, Thomas Niestroy, Joseph Sobek, Valentin Pytel, Henne Franz, Elisabeth von Schymonski z Opola, Anton Jasch, Franz Gawlik z Izbicka, Magdalena Kleemann z Haleńska, Henriette Mehlich z Izbicka, Anna Lepich z Izbicka.
Zazwyczaj fundację obejmowały czytanie mszy, także żałobnych za zmarłych członków rodziny i oprocentowane były w wysokości 4%. Odsetki roczne otrzymywał proboszcz, organista i kościół.
Ile warte były wtedy te fundacje?
W roku 1991 Elisabeth von Schymonski z Opola wpłaca 300 marek, w przeliczeniu na Euro wg tabeli historycznych wartości Banku Federalnego było by to dziś około (300 Marek x 8 EUR) 2.400 EUR.
Będzie to historia o czasach, gdy wielka polityka była w stanie obudzić w ludziach najniższe instynkty, nakręcić spiralę nienawiści w najmniejszych lokalnych społecznościach, robiąc z sąsiadów wrogów i zbrodniarzy.
Nazwiska i imiona głównych aktorów zostały przeze mnie zmienione, gdyż misją tego artykułu jest pokazanie mechanizmów. I przestroga: nigdy więcej.
Historia będzie o Gablerze i Sołtysiku – sąsiadach w Spóroku. Najstarsi mieszkańcy pamiętają te zdarzenia, ale nie chcą o nich mówić publicznie. Bo po co wspominać czasy, w których co niektórzy zapominali o szacunku do bliźniego – mówią.
Pierwszy akt mojej opowieści dzieje się zaraz po zakończeniu pierwszej wojny światowej. Traktat Wersalski kończący wojnę przewidywał przekazanie całego Górnego Śląska Polsce, jednakże po gwałtownych protestach Ślązaków proniemieckich, zadecydowano o przeprowadzeniu plebiscytu. Obie strony interesów zaczęły więc przygotowania do agresywnej walki propagandowej. Na śląskich wioskach powstawały koła Heimattreue Oberschlesier (Wierni Ojczyźnie Górnoślązacy), walczące o pozostanie w granicach Niemiec oraz Polska Organizacja Wojskowa Górnego Śląska zrzeszająca bojowników o przyłączenie Śląska do Polski. Wiemy na pewno, że proniemiecki Peter Gabler wstąpił w szeregi tzw. „Heimattreuerów”. Znajdujemy go na liście wrogów, którą sporządziła Polska Organizacja Wojskowa (źródło Archiwum Państwowe w Katowicach) na podstawie informacji lokalnych działaczy propolskich. Co do Karla Sołtysika nie mamy pewności, czy był członkiem Polskiej Organizacji Wojskowej, ale był znany z propolskich sympatii.
Na zdjęciu linia walki wojsk polskich grupy Bogdana i oddziałów niemieckiego Selbstschutzu.
Polityczna agitacja stron prowadzi do radykalizacji nastrojów. Bojówki jednej i drugiej strony na siebie napadają, dochodzi do wzajemnych pobić i nawet zabójstw.
Także w Spóroku, jak donosi prasa:
4 maja do zagrody Friedricha H. w Spóroku (niem. Carmerau, pow. strzelecki) wtargnęło 10 polskich insurgentów, między którymi został rozpoznany Joseph A. z Szymiszowa. Złoczyńcy wywlekli wpierw żonę Franziskę a potem córkę gospodarza, którego nie zastali, z domu, po czym sromotnie je pobili. Kilka dni później bandyci ponownie nawiedzili gospodarstwo, aczkolwiek tym razem nie zastali nikogo, kobiety bowiem zdołały zawczasu uciec wraz z gospodarzem i skrywały się w pobliżu. Nie zastawszy mieszkańców bandyci udali się do mieszkającej w pobliżu Marie K. szwagierki, u której obie kobiety się ukrywały. Grożąc jej pistoletem bandyci na próżno żądali, by wydała uciekinierów. Ale gdy kobieta nie wydała ukrywających się, mężczyźni zaczęli przeszukiwać jej gospodarstwo, niszcząc przy okazji drzwi, kradnąc lub niszcząc ubrania i odzież. Na koniec stłuczono jej talerze oraz uprowadzono bydło.
Sytuacja eskaluje tak dalece, że dochodzi w Spóroku do zabójstwa. Ofiarą jest Augustyn Guzner – trzeci aktor tej historii – dziś patron jednej z ulic w Spóroku. Oto historia dochodzenia w sprawie.
Guzner urodził się w Lipinach w roku 1889. Gdy w roku 1913 żeni się w Świętochowicach z Anną Burek, już jest kupcem z Spóroku. W roku 1919 nagle zaczyna się pojawiać w gazetach jako aktywny działacz polityczny na rzecz przyłączenia Śląska do Polski. W Nowinach w roku 1919 jest wymieniany jako „pracownik na niwie narodowej” w wyborach do rad gmin (Nowiny, Śląska Biblioteka Cyfrowa).
W roku 1920 jest już właścicielem drogerii i domu wysyłkowego w Spóroku (Nowiny Codzienne, 1920, SBC), pisarzem gminy Osiek, zastępcą związku sikawek gminnych w Małych Staniszczach. Przemawia także w Ligocie podczas założenia polskiego związku oświaty Św. Jacka.
W roku 1920 Guzner jako radny miejski w Strzelcach Wielkich często zabiera głos na zebraniach.
Nagle we wrześniu 1921 pojawiają się informacje o jego zaginięciu i zgonie (Goniec Śląski, SBC).
Z jego aktu zgonu dowiadujemy się, że jego zwłoki znaleziono 17 sierpnia w lesie nadleśnictwa Krasiejów, 1,5 km do wjazdu do lasu od strony Spóroka, czyli 2 miesiące po zakończeniu walk i opuszczeniu Spóroka przez polskie oddziały grupy Bogdan. Nie jest to sytuacja odosobniona. Przez ten last przechodziła linia walk, i zwłoki są znajdowane nawet po roku.
Co wspólnego sąsiedzi mają z tą śmiercią, dowiadujemy się z akt dochodzeniowych z lat 1945-50 przechowywanych w archiwum.
Zaraz po wkroczeniu administracji polskiej w roku 1945 propolski Sołtysik donosi na proniemieckiego sąsiada Gablera. Na tej podstawie Urząd Bezpieczeństwa w Wielkich Strzelcach wszczyna postępowanie i stawia mu zarzut „zamordowania powstańca Guznera i oskarżania mieszkańców przed gestapem niemieckim”.
Gabler zostaje osadzony w obozie dla Niemców w Błotnicy Strzeleckiej dnia 6.08.1945. W obozie był do października 1945, potem wrócił do Spóroka do domu córki. Jego dom zarekwirowano i przekazano repatriantowi.
Urząd zaczyna przesłuchania oskarżonego i świadków. Świadek Helena Gabler, córka oskarżonego, oświadcza, że „jestem Polka, bo teraz są już wszyscy Polakami, słabo mówię po polsku, bo nie miałam czasu jeszcze się nauczyć.”
Kolejny zeznaje autor donosu Karol Sołtysik. W roku 1921 roku Gabler miał oskarżyć Sołtysika, że ten jest dobrym Polakiem i że trzeba go zniszczyć. Sołtysik ukrył się więc w zbożu przed ścigającymi go Gablera i kompanami. Siedząc w zbożu, zauważył grupę Gablera i usłyszał, jak spiskowali, że „skoro nie potrafimy złapać Sołtysika, to pójdziemy po sklepikarza Guznera”. W tą samą noc Guzner zaginął. Sołtysik oświadcza też, że Gabler miał być hitlerowcem zagorzałym i jak widział Polaka, to pluł na niego. Dodaje, że w 1944 roku Gabler wysłał na niego Gestapo i sugerował im, żeby wywieźli go do obozu.
Na Gablera donosi też razem z Sołtysikiem Franciszka M. Zeznaje, że Guznera znaleziono zamordowanego w lesie powieszonego głową w dół. Dwa tygodnie przed jego śmiercią na weselu w karczmie u Wolnego widziała, jak przyszli po Guznera Heimattreuerzy, jednego z Krzyżowej Doliny poznała. Chcieli go wyciągnąć na dwór, ale wtedy on uciekł. Ale i tak został potem zamordowany. Słyszała, że Gabler miał być wśród tych, co Guznera zamordowali. A samego Guznera miał wydać Wincenty K.
Następnie zeznaje naczelnik kolei w Spóroku, że w czasach niemieckich (1942) dostał pismo z naganą dla Gablera, że tenże, mimo że jest zagorzałym działaczem niemieckim, rozmawia na służbie po polsku. Doniesienie było podpisane przez Sołtysika.
W kolejnych zeznaniach Sołtysik informuje, że Gabler z kolei skarżył go do Gestapo w 1942 roku, że ten jawnie wypowiada się za Polską. Gestapo go przesłuchiwało, ale zwolniło z braku dowodów. Sołtysik dodaje też, że zaraz po powstaniu nieznani sprawcy uprowadzili go do Krasiejowa, zawiązali oczy i zbili.
Gabler zostaje w toku postępowania ponownie przesłuchany i opowiada: „W okresie plebiscytu byłem za Niemcami i przeciwnikiem Polaków, miałem u nich dużo przeciwników, dlatego uciekłem ze Spóroka do Ozimka. A ze mną wielu innych ze Spóroka. Wszystko co zrobiłem, to z osobistej zemsty na sąsiedzie Sołtysiku, z którym żyję od dawna w niezgodzie. Najpierw on doniósł do mnie do dyrekcji kolei w Opolu, że mówię po polsku, więc ja doniosłem na niego do Gestapo” – tak uzasadnia swoje postępowanie Gabler.
Powojenne nastroje
Akta opisujące powojenne dochodzenie urzędu bezpieczeństwa zawierają także inne ciekawe zeznania, które pokazują, jakie były nastroje w Spóroku zaraz po zakończeniu drugiej wojny światowej.
Znajdują się w nich zaznania repatrianta, który dostał zarekwirowany dom Gablera. „Do Spóroka przyjechałem w roku 1945, wówczas do polskości przyznawały się tam cztery rodziny, reszta to wszystko rozmawiało po niemiecku. I dziś także większość rozmawia po niemiecku, mając polskie obywatelstwo. Dostałem gospodarstwo po Gablerze, którego wówczas wysiedlono. Znalazłem w domu wiele dokumentów Gablera po niemiecku, ale je spaliłem, bo mówiono, że wysiedleni Niemcy zostaną wywiezieni do Niemiec. Ludzie nie chcą zeznawać przeciw Gablerowi, obawiają się powrotu Niemców, czują się także przede wszystkim Niemcami. Rozmawiają po niemiecku i wychwalają hitlerowskie czasy.”
Oskarżony o donoszenie na mieszkańców Spóroka do Gestapo Gabler i jego obrońca w oświadczeniach do sprawy się łatwo nie poddają. Argumentują, że przecież sam działacz polski Sołtysik donosił niemieckim przełożonym, że Gabler rozmawia po polsku, co dowodzi, że był jednak dobrym Polakiem. Co więcej, w wyniku donosu Sołtysika, Gabler został umieszczony w obozie dla Niemców a jego majątek przekazany repatriantowi, który jako leśniczy jest przełożonym robotnika leśnego Sołtysika. Świadczy to o ciężkim losie autochtonów, którzy nie mogą się bronić przeciw tak bezpodstawnym oskarżeniom – uzasadnia obrońca Gablera.
Do końca postępowania Gabler powtarzał, że wszelkie działania wynikały z nienawiści do sąsiada. Ostatecznie sąd uznał, że Gabler działał na szkodę Sołtysika, donosząc na niego do gestapo.
Gablera skazano go na 3 lata więzienia, utratę praw publicznych i obywatelskich i przepad całego mienia na Skarb Państwa. Sprawcy zabójstwa Guznera nie odnaleziono.
Kiedy polityka i nienawiść wkraczają między sąsiadów, zacierają się granice człowieczeństwa. I tu już tylko krok od zbrodni. Jesteśmy w stanie uczyć się na błędach?
Od kiedy działa straż pożarna w Kadłubie? Wiemy to dzięki książce Piotra Smykała i Edwarda Dalibóg: Dzieje pożarnictwa na ziemie strzeleckiej.
W książce autorzy opisują moment, gdy przepisy prawa nadały powiatom uprawnienie do uregulowania sprawy pożarnictwa w powiecie. Nakazano więc utworzenie związków gminnych, gdyż gminy (kiedyś każda miejscowość stanowiła gminę) same nie były w stanie ponieść kosztów sprzętu i utrzymania.
W gazecie urzędowej dla powiatu strzeleckiego w roku 1891 znajdujemy statut związku sikawkowego, podpisany przez ówczesnych wójtów gmin i zarządców majątków w Kadłubie, Boryczy, Krośnicy i Osieku: Linder, Capla, Pyka, Woznitzka, Ploch, Urbanczyk, Paul Kolodzieczyk, Adamietz, Mross, Hadrian.
Poniżej stara remiza, potem sklep.
Oto jego tłumaczenie:
Statut
dla związku sikawkowego utworzonego przez gminy Boritsch, Kroschnitz, Kadlub i Oschiek z kolonią Karlsthal w powiecie Groß Strehlitz.
§ 1. Związek strażacki zostaje utworzony na podstawie § 139* ustawy o właściwości organów administracyjnych i sądów administracyjnych z dnia 1 sierpnia 1883 roku [ustawa regulowała kompetencje administracji oraz sądów administracyjnych w prowincjach pruskich, w tym na Śląsku] z gmin Boritsch, Kroschnitz, Kadlub i Oschiek wraz z Karlsthal wraz z ich obwodami majątkowymi.
§ 2. Reprezentacja związku składa się z wójtów wymienionych wyżej gmin oraz zarządców ww. obwodów majątkowych lub ich zastępców i ma jedno miejsce w radzie gminy Kadlub.
§ 3. Reprezentacja związku wybiera spośród siebie przewodniczącego oraz jego zastępcę. Pierwsze wybory prowadzi wójt lub wyznaczony przez niego członek reprezentacji związku. Wszystkie czynności jako reprezentant związku sikawkowego są wykonywane społecznie.
§ 4. Reprezentacja związku strażackiego zbiera się tak często, jak często wymagają tego sprawy związku. Zwołanie reprezentacji następuje przez przewodniczącego pisemnie lub ogólnikiem. Zwołanie musi nastąpić, jeżeli żąda tego przewodniczący lub co najmniej połowa przedstawicieli.
§ 5. Liczba głosów zależy od wysokości składki w paragrafie 12, tak że każdy reprezentant ma co najmniej jeden głos. Przedstawiciele każdej gminy mają jeden głos, przedstawiciele danego obwodu majątkowego mają po jednym głosie.
§ 6 Reprezentacja podejmuje uchwały zwykłą większością głosów, bez względu na liczbę obecnych; w przypadku równej liczby głosów decyduje głos przewodniczącego. Wszystkie uchwały należy wpisać do księgi protokołów i podpisać. Przewodniczący prowadzi księgowość dotyczącą przychodów i wydatków.
§ 7. Reprezentacja związku sikawkowego posiada w zakresie zarządzania tym związkiem prawa przysługujące radzie gminy, a przewodniczący ma prawa wójta gminy.
§ 8. Przewodniczący realizuje uchwały podjęte przez reprezentację, reprezentuje związek strażacki na zewnątrz, prowadzi korespondencję i podpisuje odpowiednie dokumenty. Zwołuje wójtów gmin i zarządców majątków, a także pozostałych członków reprezentacji na posiedzenia, którym przewodniczy, oraz zapewnia ogłoszenie uchwał i ich wykonanie, o ile zostały podjęte.
§ 9. Jeśli nie zostanie podjęta uchwała dotycząca koniecznego przedmiotu sprawy, wówczas w miejsce uchwały wchodzi w życie zarządzenie policyjne.
§ 10. Do obowiązków reprezentacji związku strażackiego należy w szczególności uregulowanie punktów określonych w § 8, 9 i 10 rozporządzenia z dnia 26 marca 1857 roku:
mianowanie mistrza strażackiego oraz jego zastępcy;
mianowanie drużyn obsługujących sikawkę w miejscu jej stacjonowania oraz osób odpowiedzialnych w poszczególnych gminach związkowych i obwodach majątkowych, wraz z ich zastępcami;
przydział drużyn gaśniczych w poszczególnych gminach związkowych i obwodach majątkowych oraz ich wykorzystanie, jak również mianowanie dowódców i ich zastępców;
środki pomocy w przypadku wybuchu pożaru poza terenem związku;
zapewnienie niezbędnych zaprzęgów w obrębie gmin związkowych i obszarów majątkowych;
Zapewnienie zaprzęgów dla sikawki oraz jej drużyny następuje za odpłatą przez mieszkańców miejscowości, w której sikawka jest przechowywana.
Kolejność mieszkańców zobowiązanych do zapewnienia zaprzęgu musi być zapisana na odpowiedniej liście.
Jeśli zaprzęg osoby pierwszej na liście nie jest dostępny, musi go zapewnić osoba kolejna na liście na żądanie przewodniczącego. W miejsce tej osoby zaprzęg musi dostarczyć osoba, w zastępstwie której dostarczono zaprzęg.
zapewnienie kontroli drużyn, prowadzenie drużyn;
przeprowadzanie prób sikawki, jak również wszelkich działań niezbędnych do zapewnienia prawidłowego zarządzania związkiem strażackim oraz skutecznej pomocy gaśniczej — zgodnie z zakresem rozporządzenia z dnia 26 marca 1887 roku.
Mianowania i ustalenia wskazane w punktach 1, 2, 3 i 5 dokonywane są każdorazowo na okres jednego roku kalendarzowego.
Ponadto obowiązkiem reprezentacji jest: sprawowanie dokładnej kontroli nad istnieniem i dobrym stanem technicznym przepisowego sprzętu gaśniczego należącego do związku.
§ 11 Związek sikawkowy wspólnie nabywa i utrzymuje sikawkę wraz z odpowiednimi urządzeniami oraz akcesoria do sikawki, w tym niezbędne klucze. Wszystkie pozostałe urządzenia gaśnicze muszą zostać nabyte i utrzymywane indywidualnie przez osoby zobowiązane do tego zgodnie z rozporządzeniem z dnia 26 marca 1887 roku.
§ 12 Koszty związku strażackiego są rozdzielane pomiędzy gminy i obwody majątkowe należące do związku proporcjonalnie do podatku gruntowego i budynkowego. Udziały gmin oraz koszty zobowiązań szczególnych są pokrywane w ten sam sposób, co pozostałe potrzeby gminy. W tym celu należy wyodrębnić w budżecie gminy odpowiednią sumę. Wszystkie gminne udziały w kosztach związku są płatne na ręce przewodniczącego związku, który je pobiera i prowadzi kasę związku.
§ 13 Jeśli jakaś część udziału pozostaje nieopłacona, należy wystąpić do urzędu starostwa o jej przymusowe ściągnięcie.
§ 14 Niniejszy statut wchodzi w życie z dniem jego zatwierdzenia przez komisję powiatową.
§ 15 Zmiany statutu wymagają zatwierdzenia przez komisję powiatową oraz zgody 2/3 reprezentantów.
Kadłub, dnia 18 lipca 1891.
Reprezentacja związku sikawkowego: Linder, Capla. Pyka, Woznitzka, Ploch, Urbanczyk, Paul Kolodzieczyk, Adamietz, Mross, Hadrian.
§ 139 ustawy o właściwości organów administracyjnych i sądów administracyjnych z dnia 1 sierpnia 1883 roku:
Komisja powiatowa podejmuje decyzje — o ile przepisy dotyczące ochrony przeciwpożarowej nie stanowią inaczej — w sprawie zatwierdzenia, a w razie potrzeby także zarządzenia utworzenia, zmiany lub rozwiązania związków kilku gmin wiejskich lub obszarów majątkowych w celu wspólnego zakupu i utrzymania jednostek straży pożarnej (związków strażackich).
To musiał być imponujący widok w roku 1858 na dworu w Ozimku: przystrojona girlandami i buchająca parą lokomotywa, przy akompaniamencie orkiestry wjeżdża na dworzec!
Dzięki Schlesische Zeitung z roku 1858 wiemy, jak wyglądało uroczyste otwarcie linii kolejowej Opole-Tarnowskie Góry.
Koleje żelazne i telegrafia, 23 stycznia.
Kolejne ogniwo zostało włączone do szerokiej sieci kolei żelaznych, która obejmuje już niemal całą prowincję i sięga do najodleglejszych zakątków Śląska. Kolej Opole-Tarnowskie Góry, przebiegająca przez jeden z najbardziej uprzemysłowionych i aktywnych gospodarczo regionów prowincji, została dziś uroczyście otwarta. Tym samym bogate zasoby, które kryje ziemia w swoich wnętrzach i które codziennie wspierają wspaniały przemysł, zyskały nową drogę transportu.
Dyrekcja i zarząd tej kolei nie chciały pozostawić tego dnia bez odpowiedniego uczczenia, dlatego zorganizowano specjalne uroczystości, na które zaproszono licznych gości zarówno ze stolicy, jak i z prowincji.
Porannym pociągiem pośpiesznym Kolei Górnośląskiej przybyli dziś z Wrocławia do Opola czołowi przedstawiciele władz prowincji śląskiej, w tym Jego Ekscelencja Królewski Tajny Radca i Nadprezydent, Freiherr von Schleinitz, Tajny Wyższy Radca Górniczy i Naczelny Dyrektor Górnictwa dr von Carnall, Tajny Radca Rządowy i Komisarz Kolejowy von Nostitz, Dyrektor Generalny Poczty Schulze oraz wielu innych, jak również najznamienitsi członkowie dyrekcji i zarządu Kolei Śląskiej, m.in. Radca Handlowy von Rother, Baron von Muschwitz, Tajny Radca Handlowy Russer, księgarz Trewendt, właściciel ziemski Biberach, dyrektor Kolei Górnośląskiej Maybach i inni.
Na dworcu w Opolu powitał ich nadinżynier nowej linii kolejowej Pan Grapow i zaprowadził gości do salonu poczekalni. Tamże goście zostali zaskoczeni oprawą muzyczną w postaci dobrze obsadzonej orkiestry.
Na dworcu powoli dochodzili kolejni goście z samego Opola i okolicznych powiatów, między nimi hrabia Pückler, nadleśniczy von Maron, starosta Hoffmann i inni członkowie lokalnych organów. Po spożyciu śniadania, w trakcie którego goście wzajemnie się witali, uroczysty pochód pod przewodnictwem nadinżyniera Grapowa przy akompaniamencie hucznej muzyki udał się do pociągu. Lokomotywa przystrojona w girlandy ruszyła w stronę Ozimka i dalej do Zawadzkiego, gdzie pociąg dotarł około 11.00. Goście następnie z nadprezydentem von Schlenitzem na czele udali się do znanego na całym świecie zakładu w Zawadzkiem, po którym gości oprowadził Baron von Muschwitz jako dyrektor generalny spółki Minerva, właścicielki zakładu.
Po około godzinie towarzystwo udało się dalej pociągiem do Tarnowskich Gór, gdzie lokomotywa dotarła około godziny 13.00. W Tarnowskich Górach uczestnicy udali się do domu strzeleckiego znajdującego się blisko dworca, gdzie powitali ich włodarze miasta. Tamże tradycyjnie podniesiono toast za króla i królową i nastąpiły długie i uroczyste przemówienia wszystkich ważnych gości.
O 16.00 towarzystwo wróciło do Opola. Goście z Wrocławia pojechali stamtąd dalej pociągiem pospiesznym.
Joanna Ania Mrohs
p.s. budowa kolei była ratunkiem dla upadającej huty Malapane. Ale to już inny temat.
Spórok posiada jeszcze oryginalny dziennik szkolny. Jrst w nim mój prapradziadek. oto jego kariera szkolna.
Numer 135, Friedrich Krentscher syn Martina chałupnika, urodzony 4.2.1827, rozpoczął naukę w roku 1834 w wieku 7 lat, w szóstej klasie opuścił 120 dni, w siódmej klasie 118 a w ósmej klasie 107.
Przyczyna nieobecności: pilnowanie bydła Ukończył szkołę 8.6.1841 Wyniki w chwili opuszczenia szkoły: religia: ewangelik [nie uczęszczał bo szkoła była katolicka] czytanie: przeciętne pisanie: przeciętne liczenie: zadowalający uwaga o prowadzeniu się: dobre
inne przyczyny nieobecności u dzieci: choroba, bieda, praca w polu
inne uwagi o prowadzeniu się: naganne, przekorny
Rok szkolny w Prusach wtedy zaczynał się ustawowo po Wielkanocy, ale regionalnie były odchylenia. Na Śląsku ferie letnie były krótkie (np. w Carmerau w roku 1885 od 23.09 do 12.10). Ferie jesienne (żniwne) były za to dłuższe – 23.09. do 12.10.
Listy nieobecności dzieci były przekazywane do policji, gdyż nieobecność była karana.
W końcu mam dowód, że Fritz był w Malapane! I Jedlicach, i Suchym Borze … i Schodni, gdzie spotkał nierozumnego sołtysa.
Historyk Carl Hinrichs jeszcze przed wojną przebadał zasoby archiwum we Wrocławiu, gdzie znalazł korespondencję do dyrygującego ministra na Śląsku – Hoyma, a w niej sprawozdanie starosty opolskiego Wedella, który towarzyszył królowi Fryderykowi Wielkiemu podczas jego podróży inspekcyjnej po Górnym Śląsku w roku 1779.
Oto tłumaczenie z książki Hinrichsa:
„Przemysł żelaznyMALAPANE I JEDLITZA [sic!], 20 MAJA 1779
* Na podstawie raportu starosty Wedella dla śląskiego ministra prowincji von Hoyma. Scheidelwitz, 21 maja 1779.
Gdy król przybył do huty¹, zakład był mu niemal obcy. Starosta powiedział: „To jest pierwsza huta żelaza, którą Reden [chodzi o Rehdantza] założył na rozkaz Waszej Wysokości.” Król na to: „Tak, tak, teraz wiem wszystko. Coś o funkcjonowaniu.”
Starosta poinformował, że budynek, w którym znajdował się kościół, nie był określany jako pałac, jak to jest w zwyczaju na Górnym Śląsku, lecz jako kościół i szkoła, i to było dobre, ponieważ król zapytał o to i powiedział do księcia dziedzicznego Brunszwiku po francusku: „Kościół jest konieczny i przy tym całkiem ładny.”
Następnie udali się do Jedlic², podczas gdy starosta jechał obok powozu. Kiedy król wysiadł, zanim wszedł do domu, zadał dość dużo pytań, podczas gdy starosta przedstawiał mu zarządcę.
Król: „Czy zakład jest całkowicie nowy? Czy ma połączenie z Malapane? Z czego został zbudowany?”
Odpowiedź: „Powstał dzięki nadwyżkom wynikającym ze wzmożonej produkcji odlewów amunicyjnych.”
Król: To dobrze, zakład jest ładny, dobrze zaprojektowany i naprawdę użyteczny. – Ale czy nie będzie ponownie [zarządca] sadził drewna na wykarczowanym obszarze? Dlaczego tak dużo drewna zostało ścięte?
Odpowiedź: Na budowę zakładu, a teren miał służyć jako fabryka igieł oraz miejsce dla domów dla drwali, węglarzy i tym podobnych, których nadal bardzo brakuje.
Król: To co innego, dlaczego to nie zostało zrealizowane?
Odpowiedź: Ponieważ fundusze na to nie wystarczyły, a brak odlewania amunicji znacznie zmniejszył przychody 4.
Król: Skąd to się wzięło?
Odpowiedź: Ponieważ mamy do tego własną rudę i mamy ją blisko, a inne musimy kupować, przewozić dziewięć mil i z trudem znajdować rynek dla kutego żelaza.
Następnie król wszedł do środka, kazał przywołać faktora Chuchula, był z niego zadowolony, ale chciał uzyskać dokładniejsze informacje bezpośrednio od mistrza produkcji drutu. Ten pojawił się w cyklopowej postaci, dobrze odpowiedział i wyjaśnił próbki drutu, które starosta wcześniej położył w pokoju.
W końcu król oświadczył: „To bardzo dobrze, ale ja nic z tego nie rozumiem”. 5
Przypisy:
¹ Królewska huta żelaza Malapane, założona w 1754 roku, której głównym celem było odlewanie amunicji; dodatkowo produkowano pręty żelazne, piece na węgiel kamienny, blachę żelazną, garnki, kotły i inne wyroby. Pod koniec 1775 roku dodano warsztat do produkcji drutu. Po przejęciu śląskiego urzędu górniczego przez Fryderyka Wilhelma von Redena w 1779 roku Malapane znacząco się rozwinęła, tak że mogła rywalizować z angielską technologią wielkopiecową.
² Huta spłonęła w styczniu 1778 roku i została odbudowana. Kluczowe nowe inwestycje Redena obejmowały młot kuźniczy oraz młot do produkcji narzędzi, później także warsztat do produkcji stali i drutu.
3 Tutaj znajdował się zakład produkcji rur stalowych i drutu.
4 Zamówienia amunicji skończyły się w roku 1771
5 Pomimo skromnej deklaracji króla, jego zasługi dla górnictwa i hutnictwa nie ograniczają się jedynie do wyboru wybitnych specjalistów, takich jak Heinitz i Reden, lecz obejmują także nieustanne wspieranie przełomowych postępów technicznych, przede wszystkim uznanie znaczenia węgla kamiennego oraz wprowadzenie maszyny parowej. Porównaj rozkaz gabinetowy do ministra von Heinitza, Köberlitz, 25 maja 1780: „Zmarły tajny radca Gansauge nakazał budowę na swoim polu kopalnianym [Altenweddingen w Saksonii Anhalcie] maszyny ogniowej do wypompowywania wody z kopalni, czym osiągnięto też dobre efekty. Rozwiązanie to było by korzystne zarówno w kopalniach w miejscowości Wettin i Rothenburg, jak i w tężni soli w Schönbergu oraz kamieniołomach w tej prowincji, aby pozbyć się wody. Dlatego zlecam Wam, aby ktoś kompetentny dokonał oględzin maszyny ogniowej, i zobaczył, co w niej nie działa i jak ją usprawnić, aby mogła być używana do wypompowywania wody we wszystkich kopalniach. Wydajcie odpowiednie polecenia, aby zadanie to zostało wykonane, a maszyna ogniowa była utrzymywana w dobrym i trwałym stanie, o czym oczekuję raportu.”
Tyle Hinrichs o podróży Fritza.
Zaznaczyć należy, że Friedrich zwiedził też kilka innych miejscowości podczas tej podróży.
Dr. Ernst Pfeiffer w swojej publikacji o podróżach Fryderyka Wielkiego opisuje trasę z roku 1779. 18 maja król wyruszył z Wrocławia do Oławy i Koźla, w drugi dzień do Raciborza, Rud i do fabryki mosiądzu w Kotlarni. Następnie pozwiedzał założone przez siebie kolonie Miedziana, Grotowice, Suchy Bór (zganił starostę, że kolonia jest źle założona i nakazał jej poprawienie) i fabrykę drutu w Jedlicach, kolonię Rzędów, Grabie, Bukowo skąd pojechał do Kluczborka dokonać oględzin domu dla ubogich, który ufundował i przekazał miastu.
Wizytę w Kluczborku historyk Karl Heinrich Siegfried Rödenbeck opisuje tak:
„Tutaj król rozmawia wyłącznie z dyrektorem miejskiego przytułku dla ubogich, J. P. Holzmannem, o wewnętrznym wyposażeniu przytułku, który został zbudowany na królewskie koszt w latach 1777-1778. Na prośbę dyrektora, aby król obejrzał wyposażenie, a szczególnie działalność manufaktury, monarcha odpowiedział: „Słabość moich nóg sprawia, że wspinanie się po schodach jest dla mnie zbyt uciążliwe.”
Następnie król wrócił do Wrocławia przez Wołczyn, kolonię Piastowice i Brzeg.
Pfeiffer opisuje w swojej publikacji incydent w Schodni, który dziś obrósł już legendami:
Fryderyk miał w zwyczaju zaraz po wjeździe do miejscowości przepytywać lokalne władze o jej stanie. Wjeżdżając do Schodni, zauważył stojącego na skraju traktu sołtysa. Zatrzymał wiec powóz i zapytał go, jak ta miejscowość nazywa. Ale sołtys widocznie króla nie zrozumiał i zamiast odpowiadać na pytanie, tylko się ukłonił w pas.
Wielki autorytet odnośnie historii hutnictwa na Śląsku Fechner zaznacz w swoich publikacjach, że Fryderyk tylko raz odwiedził zakłady hutnicze Malapane i Jedlice, a to we wspomnianym roku 1779.
„Fryderyk Wielki podczas swojej wielkiej podróży po Górnym Śląsku odwiedził 21 maja 1779 roku również Jedlice. Polecił sprowadzenie faktora Chuchula, który został przeniesiony z huty w Zagwiździu, aby ten wszystko mu wyjaśnił. Król chciał jednak uzyskać więcej informacji od samego mistrza produkcji drutu, który – jak donosi nadleśniczy Wedell – „pojawił się w cyklopowej postaci” i objaśnił królowi proces produkcji przygotowanej próbki drutu. Fryderyk Wielki skomentował to słowami: „To jest bardzo dobre, ale nic z tego nie rozumiem” i obdarował urzędników huty sześcioma dukatami.”
W roku 1921 w lesie zamiast jagód znajdowano trupy. Księgi kościelne i cywilne Kadłuba, Krasiejowa, Staniszcz, Izbicka są pełne wpisów. Walki w wojnie polsko-niemieckiej oficjalnie kończą się 5 lipca. Jednak pozbawione głowy i powieszone ciało kupca Guznera jest znajdywane jest w lesie krasiejowskim dopiero 17 sierpnia, ciało Urbana Rajtora w lesie w Schodni 27 sierpnia, 1 września ciała ojca i syna Hasteroków w Krasiejowie, ciało Juliusa Laskawietz z Kadłuba dopiero w marcu roku 1922 w lesie w Dębiu, zgon zabitego w Spóroku kupca Meyera urząd stwierdza dopiero w 1923 roku.
Co działo się w tym czasie możemy prześledzić już z kilku źródeł. Najciekawszym są skany raportów wojsk polskich, a to grupy Linke i baonu Faski, które udostępnia Archiwum Wojskowe.
3 maja 1921 o 10.20 wojska polskie zajęły Fosowskie, Kolonowskie, Zawadzkie, a oddział opolski Krasiejów, Schodnię i Ozimek. Komendant grupy – Wincenty Mendoszewski pseudonim „Linke” – pochodzący z Wielkopolski żołnierz polski – informuje w raporcie, że w Ozimku rozlokowano 300 ludzi, w Kolonowskim 80 a w Zawadzkim 70 ludzi.
Na zdjęciu podgrupa Linke w Lublińcu (AP)
Wiemy ze wspomnień, że w grupie opolskiej byli między innymi powstańcy z Groszowic i Maliny. Z grupie strzeleckiej żołnierzy pochodzących z Kadłuba ale pracujących w zakładach na wschodnim Górnym Śląsku.
Teren zajęto praktycznie bez walki, bo lokalne oddziały Selbstschutzu były zbyt małe, żeby walczyć i zdążyły się wycofać do krasiejowskich lasów. Zgodnie z informacjami lokalnych polskich działaczy przekazywanych do wydziału wywiadowczego Polskiej Organizacji Wojskowej, w Kadłubie było 20 uzbrojonych a w Kolonowskim 10 członków Selbstschutzu. Krośnicki oddział Slebstschutzu został zaskoczony przez wojska polskie i wzięty do niewoli.
W Ozimku interweniują Francuzi
4 maja grupa Linke zaatakowała Grodziec z kierunku Ozimka. W tej chwili pojawili Francuzi, którzy zostali wezwani przez dyrektora huty Małapanew, i rozbroili grupę, odbierając 56 karabinów i 2 karabiny maszynowe. W wyniku tego Linke informuje dowództwo, że wycofał żołnierzy do linii Fosowskie-Kolonowskie, a sam Ozimek obsadzili Francuzi.
Także 4 maja grupa Linke melduje ostrzał w okolicach Myśliny. 5 maja dowódca melduje, że trzyma linię Myślina-Fosowksie-Kolonowskie-Zawadzkie. Z powodu braku broni nie można atakować Dobrodzienia.
6 maja grupa Linke dostała rozkaz natarcia w kierunku Opola.
Jednakże 7 maja patrol Selbstschutzu składający się z lokalnych oddziałów zaczyna atakować wojska polskie w rejonie Myśliny. Co opóźnia atak.
Oddział opolski wojsk polskich stacjonuje zgodnie z raportem w Grodzisku. Linke donosi też, że czeka na rozkazy o ataku na Opole.
11 maja grupa Linke decyduje się na atak w stronę Ozimka. Napotyka opór już w Krasiejowie, gdzie jest ostrzeliwana z wieży kościelnej. Niemiecka załoga szacowana jest na 400-500 karabinów.
Zgodnie z raportami strony proniemieckiej, oddziały w okolicy Ozimka składają się z lokalnych grup ochotników z okolicznych miejscowości. Znajdują się tam między innymi grupy Selbstschutzu z Kadłuba, Zawadzkiego i Spóroka. Dopiero w późniejszym czasie walk skierowano tam regularne oddziały niemieckiej grupy środkowej.
Po klęsce wojsko polskie wycofuje się do Kadłuba. Straty: 1 powstaniec zabity, Selbstschutz – 3 zabitych.
Wojska polskie lokują się jak na mapie poniżej. Selbstschutz stacjonuje w krasiejowskim lesie. Skąd prowadzona jest wojna podjazdowa w kierunku na Spórok i na Borycz.
W tym czasie w Krośnicy/Boryczy stacjonuje Baon Faski.
Linia ta ustala się na kolejne tygodnie aż do podpisana rozejmu 5 lipca.
Żołnierze polscy podczas tzw. powstania dokonywali także masowo aresztowań osób działających za pozostaniem Śląska w granicach Niemiec. Archiwum posiada ich listy.
Z naszych okolic w obozach jenieckich przebywali:
Sosnowski Wiktor z Rozmierki
Gordzielik Rajmund z Kadłuba
Koj Johann z Kolonowskiego
Rykert z Kadłuba i Smykała z Suchej
Już po zakończonym powstaniu, uczestnicy walczący po stronie wojska polskiego nie mogli powrócić do domów. Przebywali w ośrodkach dla uchodźców. Tu zaświadczenie o Karolu Hasterok, który przebywa w Radzionkowie i nie może wrócić do Kadłuba Pieca.
Zapominamy czasami, jakim luksusem jest 8godzinny dzień pracy i wolny albo długi weekend.
Dlatego dziś raport o pracy huty Malapane 222 lat temu.
Co druga niedziela wolna? Praca dzieci? Wtedy to norma.
Opis pracy naszych przodków zawdzięczamy pierwszej studyjnej podróży 19 letniego wtedy Karla Johanna Bernhard Karstena, który potem był jednym z ojców sukcesu królewskich hut na Śląsku.
Zanim został powołany przez Redena na radcę górniczego na Śląsku, aby ulepszać śląskie górnictwo i hutnictwo, wsławił się w jednej rzeczy: pisaniu raportów.
Z jego pierwszej podróży służbowej na Śląsk pochodzi raport z roku 1803, który znajduje się dziś w berlińskich Tajnym Archiwum.
Raport Karstena jest podróżą w czasie. Zawiera on nie tylko informacje techniczne procesu wytopu żelaza w ozimskiej hucie, ale także pracę naszych przodków: węglarzy, górników rudy żelaza, formierzy, pomocników, nadawaczy …
Oto on:
O działaniu wielkiego pieca i pracy odlewni w Malapane, zebrane w czerwcu i lipcu 1803 r. przez B. F. B. Karstena.
Królewska huta żelaza w Malapane otrzymuje wodę do swoich urządzeń z rzeki Malapane, koła napędzane są podsiębiernie. Znajdują się tu dwa wielkie piece, jedna fryszerka, młot do czarnej blachy, warsztat wiertniczy i tokarski, młot do rozdrabniania wpienia i rudy żelaza oraz młot do rozdrabniania żużla.
Do tego zakładu należą także huty żelaza w Krascheow, Jedlitze i Dembyhammer. Pierwsze z nich również otrzymują wodę z tej samej rzeki i pracują w systemie podsiębiernym. Krascheow leży powyżej Malapane, Jedlitze poniżej, natomiast Dembyhammer czerpie wodę z małej rzeki zwanej Himmelwitzer Wasser [Jemielniczanka], która wpada przed zakładem do stawu, gdzie jej poziom jest odpowiednio regulowany. Ta huta działa na kołach nasiębiernych.
W Krascheow znajdują się jedna fryszerka, palenisko kowalskie, dwie fryszerki oraz młot do walcowania żelaza. Ostatnie urządzenie jest używane przez dwóch mistrzów na zmianę – jeden pracuje na dziennej zmianie, a drugi na nocnej.
W Jedlitze znajdują się trzy fryszerki, młot do produkcji białej blachy wraz z warsztatem do cynowania oraz walcownia w walcami podporowymi. Natomiast w Dembyhammer działają dwie fryszerki.
Działanie tych połączonych zakładów jest zatem bardzo różnorodne i złożone. Nieustannie przechodzi się od jednego obiektu do drugiego, ponieważ wszędzie można podziwiać albo nowe urządzenia, albo przynajmniej większą doskonałość istniejących rozwiązań. Szczególnie wyróżnia się Malapane, która zyskała renomę za granicą dzięki swojemu wielkopiecowemu procesowi oraz uszlachetnianiu wytworzonej surówki żelaza poprzez odlewnictwo.
Gdy zatem podjąłem próbę zebrania moich spostrzeżeń i obserwacji dokonanych podczas pobytu, proszę z góry o łagodną ocenę ich niedoskonałości, których istnienia nie mogę zaprzeczyć.
Materiały do produkcji
a. Ruda żelaza Wszystkie rudy, które były przetapiane podczas mojego pobytu w zakładzie, pochodziły z Gross Stein [Kamień Śląski], oddalonego o 8 mil od huty. Magazyny surowców zawierają wyłącznie rudy z Gross Stein, z wyjątkiem pewnego zapasu rud darniowych.
Te rudy to częściowo zwykły ilasty żelaziak, częściowo zwarty i ochrowy brunatny żelaziak, a także mieszanka wszystkich trzech rodzajów. Niemal zawsze są one jednak mniej lub bardziej zanieczyszczone czerwonobrązową i żółtobrązową gliną, której nawet najbardziej staranna selekcja nie jest w stanie całkowicie usunąć. Jest to spowodowane faktem, że w kopalniach glina i ruda żelaza nieustannie się ze sobą przeplatają, a ta ostatnia występuje w postaci bardzo wąskich żył.
Ruda żelaza nie jest wydobywana poprzez regularne górnictwo, ponieważ jej nieregularne występowanie mogłoby sprawić, że metoda ta nie byłaby korzystna. Zamiast tego, ponieważ znajduje się tuż pod warstwą gleby, wydobywa się ją w płytkich dołach o głębokości najwyżej trzech sążni [około 2m]. Każdy górnik eksploatuje swój własny obszar, a po jego wyczerpaniu jest zobowiązany do rozpoczęcia nowej działalności w innym miejscu oraz do zasypania starego wyrobiska.
Chociaż złoże rud w Gross Stein wydaje się w pełni odpowiadać temu w Tarnowitz, ponieważ tutaj również występują brunatne rudy żelaza, drobnoziarnisty wapień, ilasta ruda żelaza, a nawet galman, to nie powinno być klasyfikowane jako część formacji wapiennej Alp w obrębie gór osadowych. Raczej należy je zaliczyć do osadów górskich, co potwierdza kilka faktów:
• Częste przerwy w złożach rudy – górnicy często odkrywają, że kilka sążni od poprzedniego wyrobiska nie ma już rud, ale mogą znaleźć ją w innym miejscu i tam kontynuować eksploatację, i odwrotnie.
• Chaotyczne rozmieszczenie materiałów skalnych – obecność ziarnistego wapienia, który nie wykazuje żadnej określonej orientacji, późnych formacji rud żelaza i kalcytu, a także kwarcu i innych pierwotnych minerałów wskazuje na ich osadowy charakter.
Rudy w hucie dzielone są na ilaste oraz bryłowe. Do tych ostatnich zalicza się duże bryły brunatnej rudy żelaza, których wielkość przewyższa rozmiar jajka. Natomiast do ilastych rud zalicza się nie tylko ilasty żelaziak, lecz także mniejsze kawałki brunatnej rudy żelaza.
Bryłowe rudy występują jednak niezwykle rzadko, w stosunku zaledwie 1 do 210 w stosunku do ilastych rud. Przekładając to na praktykę, oznacza to, że na kubeł wsadowy do pieca przypada jedynie około 5 i 4/7 funty bryłowych rud (zakładając, że pojemność wsadu wynosi 2 cetnary i 90 funtów).
Po dostarczeniu do huty rudy są magazynowane w specjalnych szopach. Jeśli jednak zapasy są bardzo duże – jak ma to miejsce obecnie – muszą zostać składowane na otwartym placu. Niestety, w wyniku ekspozycji na warunki atmosferyczne ulegają one pogorszeniu i nie nadają się od razu do przetopu.
Aby temu zaradzić, rudy są poddawane prażeniu, choć w rzeczywistości jest to jedynie ich suszenie – celem procesu jest jedynie usunięcie wilgoci. Rudy są układane na świeżym powietrzu w stosy z materiałem palnym, który jest następnie podpalany.
Nie ma wątpliwości, że pełne prażenie rud mogłoby przynieść korzyści, jednak pozostaje otwarte pytanie, czy byłoby to opłacalne – czy wyższa wydajność wielkich pieców zrównoważyłaby koszty opału i robocizny.
Pytanie, na które trudno odpowiedzieć bez przeprowadzenia odpowiednich prób na dużą skalę.
Rudy nie są płukane, mimo że często zawierają zanieczyszczenia w postaci gliny oraz ziaren kwarcu. Płukanie byłoby jednak niepraktyczne, ponieważ usunęłoby również najbogatsze części rudy, czyli ochrową brunatną rudę żelaza.
Proces rozdrabniania stosuje się wyłącznie do bryłowych rud (Stufferze). Odbywa się to przy użyciu młota, który znajduje się tuż przy wielkim piecu. Jest to młot ogonowy o masie 2 ¾ cetnara, napędzany przez drewniane koło wodne o wysokości 14 stóp [ok. 30cm] i szerokości 3 5/12 stopy, zdolny do wykonania 119 uderzeń na minutę.
Na podstawie wieloletnich doświadczeń w pracy wielkich pieców ustalono, że kubeł piecowy, lub jednostka miary o pojemności 1 ½ wrocławskiego korca, pozwala na uzyskanie 88 ½ funtów żelaza z rud Gross Stein.
Ponieważ jednego kubeł wynosi 2 cetnary 90 funtów, można obliczyć, że rzeczywista zawartość żelaza w tej rudzie wynosi 21 32/33 %, co oznacza, że należy ona do ubogich rud.
Koszty wydobycia i transportu
Za kubeł tej rudy do dominium płaci się 2 grosze, a jego waga jest precyzyjnie mierzona w hucie.
Koszty wydobycia pokrywa kasa hutnicza, a górnicy otrzymują następujące wynagrodzenie za jeden kubeł:
• Ilaste rudy – 4 srebrne grosze,
• Mniej wartościowe, gliniaste rudy – 2 srebrne grosze,
• Bryłowe rudy – 4 ½ srebrnego grosza.
Transport
Za przewóz jednego kubła ilastej rudy płaci się 4 srebrne grosze.
Za bryłowe rudy (Stufferze) wypłacane jest 4 ½ srebrnego grosza.
Procedura odbioru rudy
Każdy górnik otrzymuje od pisarza materiałowego kartkę z wypisanym swoim nazwiskiem. Następnie przekazuje ją transportowcowi rudy (Erzvecturant).
Po dokonaniu pomiaru ilości rudy w hucie, zarządca huty (Hüttenvogt) odbiera kartkę i dopisuje na niej:
• nazwisko transportowca,
• nazwę gminy, z której pochodzi,
• liczbę dostarczonych kubłów rudy.
Księgowość i wynagrodzenie
Co 8 dni zarządca huty przekazuje te kartki pisarzowi materiałowemu, który wpisuje dane do rejestru rudy żelaza według następujących kategorii:
• Gmina,
• Nazwisko górnika,
• Rodzaj rudy,
• Liczba kubłów dostarczonych do huty,
• Dalsze szczegóły dotyczące ilości i jakości materiału.
Na podstawie tych zapisów księgowy materiałowy (Materialien Rendant) sporządza księgi płac dla górników i transportowców rudy.
• W przypadku górników wynagrodzenie jest przyznawane indywidualnie wraz z liczbą dostarczonych kubłów.
• W przypadku transportowców w księgach uwzględniane są jedynie gminy, a każda gmina otrzymuje wynagrodzenie jako całość.
Rozliczenia wewnętrzne
Aby uniknąć sporów, pisarz materiałowy dostarcza każdej gminie szczegółowe zestawienie, w którym wyszczególnione są indywidualne ilości rudy dostarczone przez poszczególnych członków społeczności.
Wypłaty wynagrodzeń odbywają się w każdą sobotę.
Węgiel
Węgiel wykorzystywany w miejscowych zakładach pochodzi z różnych gatunków drewna:
• świerkowego,
• jodłowego,
• sosnowego.
Źródło drewna
Drewno potrzebne do produkcji węgla dostarczane jest zarówno z królewskich lasów, jak i lasów prywatnych.
Na podstawie rachunków Malapane z 1802 roku ustalono, że koszt jednego sążnia drewna z królewskich lasów, w tym wynagrodzenie dla drwali, wynosi 15 groszy 5 i 5/5 feniga.
Natomiast ceny jednego sążnia drewna z poszczególnych prywatnych lasów były następujące:
Sezon wyrębu trwa do dnia św. Jana, jednak czasami, z różnych powodów, jest przedłużany aż do końca lipca.
Każdy sążeń drewna podczas odbioru jest znakowana pieczęcią młotkową. Dane o wyrębie – nazwiska drwali, liczba ściętych sążni, nazwy gmin – wpisuje się do księgi odbioru drewna.
Za prowadzenie tej dokumentacji odpowiedzialny jest urzędnik zajmujący się węglowym sektorem, a księgowy materiałowy sporządza księgi płac dla drwali, według tego samego schematu co dla górników rud żelaza, z tą różnicą, że drwale otrzymują wynagrodzenie co 4 tygodnie.
Śląskie węglarnie nie cieszą się najlepszą reputacją. Czy to drewno, czy sami węglarze są tego powodem, pozostaje kwestią otwartą – zwłaszcza że również zagraniczni węglarze nie zawsze radzą sobie z miejscowymi zasadami. Dwie zauważalne różnice między śląskim a brandenburskim procesem produkcji węgla drzewnego są następujące:
1. Śląscy węglarze rozpalają mielerz od góry, podczas gdy brandenburscy węglarze od dołu. Preferuję metodę brandenburską, ponieważ znacznie bardziej ogranicza dopływ powietrza z zewnątrz.
2. Śląscy węglarze całkowicie przykrywają mielerz przed jego rozpaleniem, co często prowadzi do konieczności jego rozebrania. Brandenburscy węglarze natomiast przykrywają jedynie dolną warstwę („darń”), następnie rozpalają mielerz i pozwalają mu się tlić przez 8–12 godzin, a czasem nawet dłużej, zanim przykryją go górną warstwą.
Która metoda jest bardziej korzystna, pozostaje nierozstrzygnięte, ponieważ brakuje porównawczych prób. Niewątpliwie konstrukcja mielerza ma ogromne znaczenie dla skuteczności procesu zwęglania.
Pod pojęciem konstrukcji nie rozumiem sposobu ułożenia drewna – w tej kwestii doświadczeni węglarze niewątpliwie pozostają naszymi najlepszymi nauczycielami – lecz określoną formę całego mielerza, która byłaby w pełni zgodna z zasadami i umożliwiałaby optymalne rozprzestrzenianie się ognia. Wydaje mi się, że nic nie odpowiada naturze rzeczy bardziej niż konstrukcja mielerza w taki sposób, aby jego przekrój przez oś przedstawiał równoboczny trójkąt, którego górny wierzchołek byłby nieco ucięty. Jeśli mielerz zostanie zbudowany w ten sposób, to przy odpowiednim zarządzaniu ogniem powinien on równomiernie rozprzestrzeniać się wewnątrz mielerza, co zapewni jednolitą jakość węgla drzewnego.
Nie ulega jednak wątpliwości, że pewna forma mielerza musi być najbardziej optymalna, a jeśli nawet podana propozycja nie jest tą najlepszą, warto byłoby dokładnie zbadać ten temat
Metoda wytwarzania węgla drzewnego stosowana na Śląsku
Gdy węglarz rozpala stos (Meiler), zwraca szczególną uwagę na przepływ pary. W zależności od potrzeb zamyka część lub wszystkie otwory powietrzne znajdujące się po przeciwnej stronie podstawy stosu.
W tym czasie stosy węgielne zazwyczaj mogą się osypywać. Po 16–20 godzinach należy je po raz pierwszy zasilić świeżym drewnem. Podczas tego procesu węglarz musi dokładnie ubić górną warstwę stosu, a jeśli okaże się ona zbyt luźna, powinien spryskać ją wodą – najlepiej wcześnie rano, przed wschodem słońca.
Następnie dolne otwory powietrzne są zamykane, a w niektórych przypadkach pozostawia się niewielki dopływ powietrza, przysypując otwory luźną ziemią.
Kontrola spalania
Trzeciego dnia węglarz zamyka dolne otwory na powietrze, obserwując dokładnie kierunek przepływu pary wodnej, aby dostosować ścieżkę ognia poprzez regulację otworów wentylacyjnych.
Po szóstym, siódmym lub ósmym dniu stos osiąga „niebieski ogień”. Wówczas węglarz zeskrobuje większość górnej warstwy piasku.
Jeśli ogień nie chce przemieszczać się przez boczne fragmenty stosu (tzw. „ramiona”), węglarz zamyka górne komory – zazwyczaj 36–48 godzin po osiągnięciu niebieskiego ognia.
Finalizacja procesu
W tym czasie węglarz ubija stos, aby wyeliminować ewentualne szczeliny, i regularnie go uzupełnia, jeśli jest to konieczne.
Gdy górne komory pracowały przez 48–50 godzin, zostają zatkane, a w ich miejsce otwierane są nowe, dolne otwory, aby ściągnąć ogień ku dołowi.
Po jednym do dwóch dni ogień zazwyczaj zaczyna przedzierać się na powierzchnię, co oznacza, że stos wszedł w fazę dojrzewania. Gdy również piaskowe bryły zostaną całkowicie zwęglone, proces jest zakończony i ogień wygasa.
Po kilku godzinach stos jest oczyszczany, posypywany świeżym piaskiem i schładzany przez 12–14 godzin. Następnie węgiel zostaje wyciągnięty, posortowany i przewieziony do huty.
Procedura odbioru węgla
Podczas odbioru węgla transportowcy (Vecturanten), gdy się zgłoszą, są wpisywani do księgi węglowej (Kolenbuch). Pisarz materiałowy oprócz ich nazwisk rejestruje również:
• nazwisko węglarza, który dostarczył węgiel,
• gminę, z której pochodzi transportowiec,
• liczbę koszy węgla.
Dodatkowo, dla lepszej kontroli i potwierdzenia poprawnej dostawy, pisarz materiałowy wydaje transportowcom specjalne pokwitowanie („Kolenzettel”), które należy przekazać węglarzowi. Dokument ten służy jako dowód, że węgiel został właściwie dostarczony.
Wypłata wynagrodzeń
Na podstawie księgi węglowej księgowy materiałowy sporządza księgi płac dla węglarzy i transportowców, których system jest analogiczny do tego stosowanego dla górników rud żelaza i ich przewoźników. Wynagrodzenia wypłacane są co 4 tygodnie.
Magazynowanie węgla
Węgiel jest przechowywany w dwóch znajdujących się tutaj szopach. Jednak ze względu na duże zapasy, część węgla musi być składowana pod gołym niebem.
Po jednym do dwóch dni ogień zazwyczaj zaczyna przedzierać się na powierzchnię, co oznacza, że stos wszedł w fazę dojrzewania („Gaare”). Gdy również belki zostaną całkowicie zwęglone, proces jest zakończony i ogień wygasa.
Po kilku godzinach stos jest oczyszczany, posypywany świeżym piaskiem i schładzany przez 12–14 godzin. Następnie węgiel zostaje wyciągnięty, posortowany i przewieziony do huty.
Procedura odbioru węgla
Podczas odbioru węgla transportowcy (Vecturanten), gdy się zgłoszą, są wpisywani do księgi węglowej (Kolenbuch). Pisarz materiałowy oprócz ich nazwisk rejestruje również:
• nazwisko węglarza, który dostarczył węgiel,
• gminę, z której pochodzi transportowiec,
• liczbę koszy węgla.
Dodatkowo, dla lepszej kontroli i potwierdzenia poprawnej dostawy, pisarz materiałowy wydaje transportowcom specjalne pokwitowanie („Kolenzettel”), które należy przekazać węglarzowi. Dokument ten służy jako dowód, że węgiel został właściwie dostarczony.
Wypłata wynagrodzeń
Na podstawie księgi węglowej księgowy materiałowy sporządza księgi płac dla węglarzy i transportowców, których system jest analogiczny do tego stosowanego dla górników rud żelaza i ich przewoźników. Wynagrodzenia wypłacane są co 4 tygodnie.
Magazynowanie węgla
Węgiel jest przechowywany w dwóch znajdujących się tutaj szopach. Jednak ze względu na duże zapasy, część węgla musi być składowana pod gołym niebem.
Próba zastosowania bazaltu jako topnika
W zeszłym roku przeprowadzono próbę wykorzystania bazaltu jako topnika, jednak jej rezultaty nie były satysfakcjonujące.
Byłoby pożądane, aby eksperyment zakończył się sukcesem, ponieważ mogłoby to wzbogacić lokalne, ubogie złoża rud, gdyż bazalt zawiera przynajmniej 14 kilogramów żelaza na tonę.
Hrabia von Einsiedel w swoim zakładzie w Burghammer stosuje jako topnik skałę bardzo podobną do bazaltu, znaną jako wacke, i twierdzi, że dzięki temu osiąga większą wydajność – nawet o 10 kilogramów więcej.
Wielki piec nr 1
Wymiary tego pieca są następujące:
• Od kamienia fundamentowego do gardzieli (Gicht) – 8,53 metra,
• Szerokość przy podstawie – 1,83–2,13 metra,
• Szerokość w środkowej części – 1,52–1,83 metra,
• Szerokość przy wierzchu – 0,91–0,76 metra,
• Nachylenie rusztu – bardzo strome, pod kątem 66°.
Kamienie konstrukcyjne pochodzą z Rybnika i wydają się być drobnoziarnistym piaskowcem ilastym z młodszej formacji piaskowca.
Wymiary konstrukcji pieca, obecnie używanego:
• Całkowita wysokość – 1,18 metra,
• Szerokość u podstawy – 0,34 metra,
• Szerokość na górze – 0,48 metra,
• Od podstawy do kanału powietrznego – 0,36 metra,
• Od tylnej ściany do formy – 0,24 metra,
• Tümpel (zbiornik pod piecem) – 0,27 metra,
• Jego Grubość – 0,46 metra,
• Od zbiornika do kamienia bocznego – 0,41 metra,
• Łączna długość konstrukcji – 1,37 metra,
• Wysokość formy – 0,58 metra,
• Szerokość otworu formy – 0,047 metra.
Uruchomienie pieca
5 stycznia 1802 roku piec został wyłożony nową warstwą ogniotrwałą, składającą się z 7 części piasku i 2 części gliny.
Efektywność pracy
Piec działał przez 28 tygodni, a największa wydajność została osiągnięta w 16. tygodniu pracy – wynosiła 9 600 kilogramów.
[…]
Robotnicy wielkopiecowi i nadawacze pracują w 12-godzinnych zmianach, w taki sposób, że co drugi tydzień w niedzielę wykonują podwójną zmianę trwającą 24 godziny. Dzięki temu co 14 dni mają wolną niedzielę, a jednocześnie zmieniają porę dnia pracy co tydzień. Wsady są liczone na nowo co 12 godzin i powinny być zapisane na tablicy wsadowej.
[…]
Byłoby rzeczywiście śmiałym przedsięwzięciem, gdyby ktoś chciał opisać sposób, w jaki formowane są wszystkie odlewy produkowane w tej tak bardzo słynnej odlewni, znanej również poza granicami kraju. Ich liczba i różnorodność są zbyt duże, aby można było oczekiwać pomyślnego rezultatu takiej pracy. W hucie, na potrzeby odlewnictwa, znajdują się cztery drewniane oraz jeden żelazny dźwig, z których trzy pierwsze są używane stale. Trzy nowe masywne i sklepione komory suszarnicze oraz dwie komory do osuszania wspomagają odlewników. Obecnie zakład zatrudnia dziewiętnaście osób, podzielonych na następujące grupy:
1. Formierzy gruntowych – nadzorowani przez mistrza Christopha, wspieranego przez czterech pomocników.
2. Formierzy gabarytowych – prowadzeni przez mistrza Dressela, który ma czterech pomocników.
3. Formierzy glinianych form – również pod nadzorem wspomnianego mistrza form masowych, z trzema pomocnikami.
4. Formierzy krat – zajmujący się tym formierz Chlebbick wraz z jednym pomocnikiem.
5. Formierzy pieców Horzowickich – tę pracę wykonuje formierz Gattermann z jednym pomocnikiem.
6. Formierzy skrzyniowych w piasku. Tę pracę wykonuje formierz Korzenietz z jednym pomocnikiem.
[…]
Gdy forma zostanie oczyszczona, następuje jej ostateczne wykończenie. Jest ona oprószana i zaczerniana za pomocą worka z pyłem (worka zawierającego drobno roztarty i przesiany pył węglowy). Proces ten ma podwójną zaletę: nadaje żeliwu ciemniejszy kolor oraz sprawia, że pozostaje ono bardziej miękkie, ponieważ nie hartuje się tak łatwo. Zjawisko to można wyjaśnić teorią produkcji żeliwa—żelazo wiąże się z węglem, zbliżając się do właściwości kutego żelaza i zostaje powstrzymane przed krystalizacją. Gdy żeliwo jest zbyt jasne, może tworzyć nierówną i szorstką powierzchnię. Pył węglowy jest dociskany do gładkiej powierzchni formowanej płyty za pomocą deski, ale jeśli płyta posiada zdobienia, model musi zostać ponownie umieszczony w formie.
Prace związane z oczyszczaniem i oprószaniem wykonuje mistrz, natomiast pomocnik przygotowuje palenisko do dalszego formowania. W niektórych przypadkach, takich jak proste pręty czy gładkie płyty, mistrz może powierzyć tę pracę pomocnikowi, aby nie tracić zbyt wiele czasu. Formowanie trwa do momentu, gdy wszystkie elementy zostaną uformowane albo gdy palenisko zostanie całkowicie zapełnione.
Podczas odlewania, rzadko stosuje się metodę odcinania żelaza z pieca i kierowania go do form—jest ona wykorzystywana głównie przy dużych odlewach lub w sytuacjach wymagających oczyszczenia pieca. Najczęściej żelazo wybiera się specjalnymi czerpakami, które mają typowy kształt chochli, lecz są wyposażone w długą rączkę, co ułatwia pobieranie metalu z pieca. W przypadku większych odlewów, żelazo przenosi się do dużej panwi, mieszczącej ilość potrzebną do zalania formy. Zarówno czerpaki, jak i panwie, są pokrywane warstwą gliny, która musi być dobrze wysuszona, aby zapobiec wrzeniu metalu.
W dużych panwiach dodatkowo umieszcza się rozżarzone węgle, aby żelazo nie uległo gwałtownemu ostudzeniu, co mogłoby wpłynąć na jego strukturę. Podczas odlewania, chłopak trzyma drewnianą deseczkę przed strumieniem metalu, aby zatrzymać węgle i zanieczyszczenia. Żelazo wpierw trafia do lejka, skąd przepływa do formy. Po usunięciu największych nieczystości chłopak blokuje wlot lejka, aby do formy trafił tylko czysty metal. Gdy mistrz dostrzega, że forma jest pełna, wydaje sygnał, a chłopak tworzy z piasku swego rodzaju zaporę, która zapobiega rozpryskom. Następnie panew przenosi się do kolejnej formy, a pomocnik używa drewnianego narzędzia do usunięcia zanieczyszczeń z powierzchni metalu.
Transkrypcja i tłumaczenie Joanna Mrohs
p.s. raport Karstena zawiera też wiele szczegółów technicznych wytopu i odlewu w hucie Malapane. Jeżeli kogoś interesuje, proszę o informację. To też przetłumaczę.