Fritz w Malapane

W końcu mam dowód, że Fritz był w Malapane!  I Jedlicach, i Suchym Borze … i Schodni, gdzie spotkał nierozumnego sołtysa.   

Historyk Carl Hinrichs  jeszcze przed wojną przebadał zasoby archiwum we Wrocławiu, gdzie znalazł korespondencję do dyrygującego ministra na Śląsku – Hoyma, a w niej sprawozdanie starosty opolskiego Wedella, który towarzyszył królowi Fryderykowi Wielkiemu podczas jego podróży inspekcyjnej po Górnym Śląsku w roku 1779.

Oto tłumaczenie z książki Hinrichsa:

Przemysł żelazny MALAPANE I JEDLITZA [sic!], 20 MAJA 1779

* Na podstawie raportu starosty Wedella dla śląskiego ministra prowincji von Hoyma. Scheidelwitz, 21 maja 1779.

Gdy król przybył do huty¹, zakład był mu niemal obcy. Starosta powiedział: „To jest pierwsza huta żelaza, którą Reden [chodzi o Rehdantza] założył na rozkaz Waszej Wysokości.” Król na to: „Tak, tak, teraz wiem wszystko. Coś o funkcjonowaniu.”

Starosta poinformował, że budynek, w którym znajdował się kościół, nie był określany jako pałac, jak to jest w zwyczaju na Górnym Śląsku, lecz jako kościół i szkoła, i to było dobre, ponieważ król zapytał o to i powiedział do księcia dziedzicznego Brunszwiku po francusku: „Kościół jest konieczny i przy tym całkiem ładny.”

Następnie udali się do Jedlic², podczas gdy starosta jechał obok powozu. Kiedy król wysiadł, zanim wszedł do domu, zadał dość dużo pytań, podczas gdy starosta przedstawiał mu zarządcę.

Król: „Czy zakład jest całkowicie nowy? Czy ma połączenie z Malapane? Z czego został zbudowany?”

Odpowiedź: „Powstał dzięki nadwyżkom wynikającym ze wzmożonej produkcji odlewów amunicyjnych.”

Król: To dobrze, zakład jest ładny, dobrze zaprojektowany i naprawdę użyteczny. – Ale czy nie będzie ponownie [zarządca] sadził drewna na wykarczowanym obszarze? Dlaczego tak dużo drewna zostało ścięte?

Odpowiedź: Na budowę zakładu, a teren miał służyć jako fabryka igieł oraz miejsce dla domów dla drwali, węglarzy i tym podobnych, których nadal bardzo brakuje.

Król: To co innego, dlaczego to nie zostało zrealizowane?

Odpowiedź: Ponieważ fundusze na to nie wystarczyły, a brak odlewania amunicji znacznie zmniejszył przychody 4.

Król: Skąd to się wzięło?

Odpowiedź: Ponieważ mamy do tego własną rudę i mamy ją blisko, a inne musimy kupować, przewozić dziewięć mil i z trudem znajdować rynek dla kutego żelaza.

Następnie król wszedł do środka, kazał przywołać faktora Chuchula, był z niego zadowolony, ale chciał uzyskać dokładniejsze informacje bezpośrednio od mistrza produkcji drutu. Ten pojawił się w cyklopowej postaci, dobrze odpowiedział i wyjaśnił próbki drutu, które starosta wcześniej położył w pokoju.

W końcu król oświadczył: „To bardzo dobrze, ale ja nic z tego nie rozumiem”. 5

Przypisy:

¹ Królewska huta żelaza Malapane, założona w 1754 roku, której głównym celem było odlewanie amunicji; dodatkowo produkowano pręty żelazne, piece na węgiel kamienny, blachę żelazną, garnki, kotły i inne wyroby. Pod koniec 1775 roku dodano warsztat do produkcji drutu. Po przejęciu śląskiego urzędu górniczego przez Fryderyka Wilhelma von Redena w 1779 roku Malapane znacząco się rozwinęła, tak że mogła rywalizować z angielską technologią wielkopiecową.

² Huta spłonęła w styczniu 1778 roku i została odbudowana. Kluczowe nowe inwestycje Redena obejmowały młot kuźniczy oraz młot do produkcji narzędzi, później także warsztat do produkcji stali i drutu.

3 Tutaj znajdował się zakład produkcji rur stalowych i drutu.  

4 Zamówienia amunicji skończyły się w roku 1771

5 Pomimo skromnej deklaracji króla, jego zasługi dla górnictwa i hutnictwa nie ograniczają się jedynie do wyboru wybitnych specjalistów, takich jak Heinitz i Reden, lecz obejmują także nieustanne wspieranie przełomowych postępów technicznych, przede wszystkim uznanie znaczenia węgla kamiennego oraz wprowadzenie maszyny parowej. Porównaj rozkaz gabinetowy do ministra von Heinitza, Köberlitz, 25 maja 1780: „Zmarły tajny radca Gansauge nakazał budowę na swoim polu kopalnianym [Altenweddingen w Saksonii Anhalcie] maszyny ogniowej do wypompowywania wody z kopalni, czym osiągnięto też dobre efekty. Rozwiązanie to było by korzystne zarówno w kopalniach w miejscowości Wettin i Rothenburg, jak i w tężni soli w Schönbergu oraz kamieniołomach w tej prowincji, aby pozbyć się wody. Dlatego zlecam Wam, aby ktoś kompetentny dokonał oględzin maszyny ogniowej, i zobaczył, co w niej nie działa i jak ją usprawnić, aby mogła być używana do wypompowywania wody we wszystkich kopalniach. Wydajcie odpowiednie polecenia, aby zadanie to zostało wykonane, a maszyna ogniowa była utrzymywana w dobrym i trwałym stanie, o czym oczekuję raportu.”

Tyle Hinrichs o podróży Fritza.

Zaznaczyć należy, że Friedrich zwiedził też kilka innych miejscowości podczas tej podróży.   

Dr. Ernst Pfeiffer w swojej publikacji o podróżach Fryderyka Wielkiego opisuje trasę z roku 1779. 18 maja król wyruszył z Wrocławia do Oławy i Koźla, w drugi dzień do Raciborza, Rud i do fabryki mosiądzu w Kotlarni. Następnie pozwiedzał założone przez siebie kolonie Miedziana, Grotowice, Suchy Bór (zganił starostę, że kolonia jest źle założona i nakazał jej poprawienie) i fabrykę drutu w Jedlicach, kolonię Rzędów, Grabie, Bukowo skąd pojechał do Kluczborka dokonać oględzin domu dla ubogich, który ufundował i przekazał miastu.

Wizytę w Kluczborku historyk Karl Heinrich Siegfried Rödenbeck opisuje tak:

„Tutaj król rozmawia wyłącznie z dyrektorem miejskiego przytułku dla ubogich, J. P. Holzmannem, o wewnętrznym wyposażeniu przytułku, który został zbudowany na królewskie koszt w latach 1777-1778. Na prośbę dyrektora, aby król obejrzał wyposażenie, a szczególnie działalność manufaktury, monarcha odpowiedział: „Słabość moich nóg sprawia, że wspinanie się po schodach jest dla mnie zbyt uciążliwe.”

Następnie król wrócił do Wrocławia przez Wołczyn, kolonię Piastowice i Brzeg.

Pfeiffer opisuje w swojej publikacji incydent w Schodni, który dziś obrósł już legendami:

Fryderyk miał w zwyczaju zaraz po wjeździe do miejscowości przepytywać lokalne władze o jej stanie. Wjeżdżając do Schodni, zauważył stojącego na skraju traktu sołtysa. Zatrzymał wiec powóz i zapytał go, jak ta miejscowość nazywa. Ale sołtys widocznie króla nie zrozumiał i zamiast odpowiadać na pytanie, tylko się ukłonił w pas.

Wielki autorytet odnośnie historii hutnictwa na Śląsku Fechner zaznacz w swoich publikacjach, że Fryderyk tylko raz odwiedził zakłady hutnicze Malapane i Jedlice, a to we wspomnianym roku 1779.

„Fryderyk Wielki podczas swojej wielkiej podróży po Górnym Śląsku odwiedził 21 maja 1779 roku również Jedlice. Polecił sprowadzenie faktora Chuchula, który został przeniesiony z huty w Zagwiździu, aby ten wszystko mu wyjaśnił. Król chciał jednak uzyskać więcej informacji od samego mistrza produkcji drutu, który – jak donosi nadleśniczy Wedell – „pojawił się w cyklopowej postaci” i objaśnił królowi proces produkcji przygotowanej próbki drutu. Fryderyk Wielki skomentował to słowami: „To jest bardzo dobre, ale nic z tego nie rozumiem” i obdarował urzędników huty sześcioma dukatami.”

Joanna Ania Mrohs

Krwawy maj

W roku 1921 w lesie zamiast jagód znajdowano trupy. Księgi kościelne i cywilne Kadłuba, Krasiejowa, Staniszcz, Izbicka są pełne wpisów. Walki w wojnie polsko-niemieckiej oficjalnie kończą się 5 lipca. Jednak pozbawione głowy i powieszone ciało kupca Guznera jest znajdywane jest w lesie krasiejowskim dopiero 17 sierpnia, ciało Urbana Rajtora w lesie w Schodni 27 sierpnia, 1 września ciała ojca i syna Hasteroków w Krasiejowie, ciało Juliusa Laskawietz z Kadłuba dopiero w marcu roku 1922 w lesie w Dębiu, zgon zabitego w Spóroku kupca Meyera urząd stwierdza dopiero w 1923 roku.

Co działo się w tym czasie możemy prześledzić już z kilku źródeł. Najciekawszym są skany raportów wojsk polskich, a to grupy Linke i baonu Faski, które udostępnia Archiwum Wojskowe.

3 maja 1921 o 10.20 wojska polskie zajęły Fosowskie, Kolonowskie, Zawadzkie, a oddział opolski Krasiejów, Schodnię i Ozimek. Komendant grupy – Wincenty Mendoszewski pseudonim „Linke” – pochodzący z Wielkopolski żołnierz polski – informuje w raporcie, że w Ozimku rozlokowano 300 ludzi, w Kolonowskim 80 a w Zawadzkim 70 ludzi.

Na zdjęciu podgrupa Linke w Lublińcu (AP)

Wiemy ze wspomnień, że w grupie opolskiej byli między innymi powstańcy z Groszowic i Maliny. Z grupie strzeleckiej żołnierzy pochodzących z Kadłuba ale pracujących w zakładach na wschodnim Górnym Śląsku.

Teren zajęto praktycznie bez walki, bo lokalne oddziały Selbstschutzu były zbyt małe, żeby walczyć i zdążyły się wycofać do krasiejowskich lasów. Zgodnie z informacjami lokalnych polskich działaczy przekazywanych do wydziału wywiadowczego Polskiej Organizacji Wojskowej, w Kadłubie było 20 uzbrojonych a w Kolonowskim 10 członków Selbstschutzu. Krośnicki oddział Slebstschutzu został zaskoczony przez wojska polskie i wzięty do niewoli.

W Ozimku interweniują Francuzi

4 maja grupa Linke zaatakowała Grodziec z kierunku Ozimka. W tej chwili pojawili Francuzi, którzy zostali wezwani przez dyrektora huty Małapanew, i rozbroili grupę, odbierając 56 karabinów i 2 karabiny maszynowe. W wyniku tego Linke informuje dowództwo, że wycofał żołnierzy do linii Fosowskie-Kolonowskie, a sam Ozimek obsadzili Francuzi.

Także 4 maja grupa Linke melduje ostrzał w okolicach Myśliny. 5 maja dowódca melduje, że trzyma linię Myślina-Fosowksie-Kolonowskie-Zawadzkie. Z powodu braku broni nie można atakować Dobrodzienia.

6 maja grupa Linke dostała rozkaz natarcia w kierunku Opola.

Jednakże 7 maja patrol Selbstschutzu składający się z lokalnych oddziałów zaczyna atakować wojska polskie w rejonie Myśliny. Co opóźnia atak.

Oddział opolski wojsk polskich stacjonuje zgodnie z raportem w Grodzisku. Linke donosi też, że czeka na rozkazy o ataku na Opole.

11 maja grupa Linke decyduje się na atak w stronę Ozimka. Napotyka opór już w Krasiejowie, gdzie jest ostrzeliwana z wieży kościelnej. Niemiecka załoga szacowana jest na 400-500 karabinów.

Zgodnie z raportami strony proniemieckiej, oddziały w okolicy Ozimka składają się z lokalnych grup ochotników z okolicznych miejscowości. Znajdują się tam między innymi grupy Selbstschutzu z Kadłuba, Zawadzkiego i Spóroka. Dopiero w późniejszym czasie walk skierowano tam regularne oddziały niemieckiej grupy środkowej.

Po klęsce wojsko polskie wycofuje się do Kadłuba. Straty: 1 powstaniec zabity, Selbstschutz – 3 zabitych.

Wojska polskie lokują się jak na mapie poniżej. Selbstschutz stacjonuje w krasiejowskim lesie. Skąd prowadzona jest wojna podjazdowa w kierunku na Spórok i na Borycz.

W tym czasie w Krośnicy/Boryczy stacjonuje Baon Faski.

Linia ta ustala się na kolejne tygodnie aż do podpisana rozejmu 5 lipca.

Dla zainteresowanych: kompletna dokumentacja z roku 1921 znajduje się na stronie Archiwum Wojskowego https://wbh.wp.mil.pl/pdfviewer/?f=/c/scans/powstania/dzial_i/i_130/i_130_2_51b.pdf

Jeńcy

Żołnierze polscy podczas tzw. powstania dokonywali także masowo aresztowań osób działających za pozostaniem Śląska w granicach Niemiec. Archiwum posiada ich listy.

Z naszych okolic w obozach jenieckich przebywali:

Sosnowski Wiktor z Rozmierki

Gordzielik Rajmund z Kadłuba

Koj Johann z Kolonowskiego

Rykert z Kadłuba i Smykała z Suchej

Już po zakończonym powstaniu, uczestnicy walczący po stronie wojska polskiego nie mogli powrócić do domów. Przebywali w ośrodkach dla uchodźców. Tu zaświadczenie o Karolu Hasterok, który przebywa w Radzionkowie i nie może wrócić do Kadłuba Pieca.

Joanna Mrohs

Raport Karstena – Malapane 1803

Dziś Święto Pracy.

Zapominamy czasami, jakim luksusem jest 8godzinny dzień pracy i wolny albo długi weekend.

Dlatego dziś raport o pracy huty Malapane 222 lat temu.

Co druga niedziela wolna? Praca dzieci? Wtedy to norma.

Opis pracy naszych przodków zawdzięczamy pierwszej studyjnej podróży 19 letniego wtedy Karla Johanna Bernhard Karstena, który potem był jednym z ojców sukcesu królewskich hut na Śląsku.

Zanim został powołany przez Redena na radcę górniczego na Śląsku, aby ulepszać śląskie górnictwo i hutnictwo, wsławił się w jednej rzeczy: pisaniu raportów.

Z jego pierwszej podróży służbowej na Śląsk pochodzi raport z roku 1803, który znajduje się dziś w berlińskich Tajnym Archiwum.

Raport Karstena jest podróżą w czasie. Zawiera on nie tylko informacje techniczne procesu wytopu żelaza w ozimskiej hucie, ale także pracę naszych przodków: węglarzy, górników rudy żelaza, formierzy, pomocników, nadawaczy …

Oto on:

O działaniu wielkiego pieca i pracy odlewni w Malapane, zebrane w czerwcu i lipcu 1803 r. przez B. F. B. Karstena.

Królewska huta żelaza w Malapane otrzymuje wodę do swoich urządzeń z rzeki Malapane, koła napędzane są podsiębiernie. Znajdują się tu dwa wielkie piece, jedna fryszerka, młot do czarnej blachy, warsztat wiertniczy i tokarski, młot do rozdrabniania wpienia i rudy żelaza oraz młot do rozdrabniania żużla.

Do tego zakładu należą także huty żelaza w Krascheow, Jedlitze i Dembyhammer. Pierwsze z nich również otrzymują wodę z tej samej rzeki i pracują w systemie podsiębiernym. Krascheow leży powyżej Malapane, Jedlitze poniżej, natomiast Dembyhammer czerpie wodę z małej rzeki zwanej Himmelwitzer Wasser [Jemielniczanka], która wpada przed zakładem do stawu, gdzie jej poziom jest odpowiednio regulowany. Ta huta działa na kołach nasiębiernych.

W Krascheow znajdują się jedna fryszerka, palenisko kowalskie, dwie fryszerki oraz młot do walcowania żelaza. Ostatnie urządzenie jest używane przez dwóch mistrzów na zmianę – jeden pracuje na dziennej zmianie, a drugi na nocnej.

W Jedlitze znajdują się trzy fryszerki, młot do produkcji białej blachy wraz z warsztatem do cynowania oraz walcownia w walcami podporowymi. Natomiast w Dembyhammer działają dwie fryszerki.

Działanie tych połączonych zakładów jest zatem bardzo różnorodne i złożone. Nieustannie przechodzi się od jednego obiektu do drugiego, ponieważ wszędzie można podziwiać albo nowe urządzenia, albo przynajmniej większą doskonałość istniejących rozwiązań. Szczególnie wyróżnia się Malapane, która zyskała renomę za granicą dzięki swojemu wielkopiecowemu procesowi oraz uszlachetnianiu wytworzonej surówki żelaza poprzez odlewnictwo.

Gdy zatem podjąłem próbę zebrania moich spostrzeżeń i obserwacji dokonanych podczas pobytu, proszę z góry o łagodną ocenę ich niedoskonałości, których istnienia nie mogę zaprzeczyć.

Materiały do produkcji

a. Ruda żelaza Wszystkie rudy, które były przetapiane podczas mojego pobytu w zakładzie, pochodziły z Gross Stein [Kamień Śląski], oddalonego o 8 mil od huty. Magazyny surowców zawierają wyłącznie rudy z Gross Stein, z wyjątkiem pewnego zapasu rud darniowych.

Te rudy to częściowo zwykły ilasty żelaziak, częściowo zwarty i ochrowy brunatny żelaziak, a także mieszanka wszystkich trzech rodzajów. Niemal zawsze są one jednak mniej lub bardziej zanieczyszczone czerwonobrązową i żółtobrązową gliną, której nawet najbardziej staranna selekcja nie jest w stanie całkowicie usunąć. Jest to spowodowane faktem, że w kopalniach glina i ruda żelaza nieustannie się ze sobą przeplatają, a ta ostatnia występuje w postaci bardzo wąskich żył.

Ruda żelaza nie jest wydobywana poprzez regularne górnictwo, ponieważ jej nieregularne występowanie mogłoby sprawić, że metoda ta nie byłaby korzystna. Zamiast tego, ponieważ znajduje się tuż pod warstwą gleby, wydobywa się ją w płytkich dołach o głębokości najwyżej trzech sążni [około 2m]. Każdy górnik eksploatuje swój własny obszar, a po jego wyczerpaniu jest zobowiązany do rozpoczęcia nowej działalności w innym miejscu oraz do zasypania starego wyrobiska.

Chociaż złoże rud w Gross Stein wydaje się w pełni odpowiadać temu w Tarnowitz, ponieważ tutaj również występują brunatne rudy żelaza, drobnoziarnisty wapień, ilasta ruda żelaza, a nawet galman, to nie powinno być klasyfikowane jako część formacji wapiennej Alp w obrębie gór osadowych. Raczej należy je zaliczyć do osadów górskich, co potwierdza kilka faktów:

• Częste przerwy w złożach rudy – górnicy często odkrywają, że kilka sążni od poprzedniego wyrobiska nie ma już rud, ale mogą znaleźć ją w innym miejscu i tam kontynuować eksploatację, i odwrotnie.

• Chaotyczne rozmieszczenie materiałów skalnych – obecność ziarnistego wapienia, który nie wykazuje żadnej określonej orientacji, późnych formacji rud żelaza i kalcytu, a także kwarcu i innych pierwotnych minerałów wskazuje na ich osadowy charakter.

Rudy w hucie dzielone są na ilaste oraz bryłowe. Do tych ostatnich zalicza się duże bryły brunatnej rudy żelaza, których wielkość przewyższa rozmiar jajka. Natomiast do ilastych rud zalicza się nie tylko ilasty żelaziak, lecz także mniejsze kawałki brunatnej rudy żelaza.

Bryłowe rudy występują jednak niezwykle rzadko, w stosunku zaledwie 1 do 210 w stosunku do ilastych rud. Przekładając to na praktykę, oznacza to, że na kubeł wsadowy do pieca przypada jedynie około 5 i 4/7 funty bryłowych rud (zakładając, że pojemność wsadu wynosi 2 cetnary i 90 funtów).

Po dostarczeniu do huty rudy są magazynowane w specjalnych szopach. Jeśli jednak zapasy są bardzo duże – jak ma to miejsce obecnie – muszą zostać składowane na otwartym placu. Niestety, w wyniku ekspozycji na warunki atmosferyczne ulegają one pogorszeniu i nie nadają się od razu do przetopu.

Aby temu zaradzić, rudy są poddawane prażeniu, choć w rzeczywistości jest to jedynie ich suszenie – celem procesu jest jedynie usunięcie wilgoci. Rudy są układane na świeżym powietrzu w stosy z materiałem palnym, który jest następnie podpalany.

Nie ma wątpliwości, że pełne prażenie rud mogłoby przynieść korzyści, jednak pozostaje otwarte pytanie, czy byłoby to opłacalne – czy wyższa wydajność wielkich pieców zrównoważyłaby koszty opału i robocizny.

Pytanie, na które trudno odpowiedzieć bez przeprowadzenia odpowiednich prób na dużą skalę.

Rudy nie są płukane, mimo że często zawierają zanieczyszczenia w postaci gliny oraz ziaren kwarcu. Płukanie byłoby jednak niepraktyczne, ponieważ usunęłoby również najbogatsze części rudy, czyli ochrową brunatną rudę żelaza.

Proces rozdrabniania stosuje się wyłącznie do bryłowych rud (Stufferze). Odbywa się to przy użyciu młota, który znajduje się tuż przy wielkim piecu. Jest to młot ogonowy o masie 2 ¾ cetnara, napędzany przez drewniane koło wodne o wysokości 14 stóp [ok. 30cm] i szerokości 3 5/12 stopy, zdolny do wykonania 119 uderzeń na minutę.

Na podstawie wieloletnich doświadczeń w pracy wielkich pieców ustalono, że kubeł piecowy, lub jednostka miary o pojemności 1 ½ wrocławskiego korca, pozwala na uzyskanie 88 ½ funtów żelaza z rud Gross Stein.

Ponieważ jednego kubeł wynosi 2 cetnary 90 funtów, można obliczyć, że rzeczywista zawartość żelaza w tej rudzie wynosi 21 32/33 %, co oznacza, że należy ona do ubogich rud.

Koszty wydobycia i transportu

Za kubeł tej rudy do dominium płaci się 2 grosze, a jego waga jest precyzyjnie mierzona w hucie.

Koszty wydobycia pokrywa kasa hutnicza, a górnicy otrzymują następujące wynagrodzenie za jeden kubeł:

• Ilaste rudy – 4 srebrne grosze,

• Mniej wartościowe, gliniaste rudy – 2 srebrne grosze,

• Bryłowe rudy – 4 ½ srebrnego grosza.

Transport

Za przewóz jednego kubła ilastej rudy płaci się 4 srebrne grosze.

Za bryłowe rudy (Stufferze) wypłacane jest 4 ½ srebrnego grosza.

Procedura odbioru rudy

Każdy górnik otrzymuje od pisarza materiałowego kartkę z wypisanym swoim nazwiskiem. Następnie przekazuje ją transportowcowi rudy (Erzvecturant).

Po dokonaniu pomiaru ilości rudy w hucie, zarządca huty (Hüttenvogt) odbiera kartkę i dopisuje na niej:

• nazwisko transportowca,

• nazwę gminy, z której pochodzi,

• liczbę dostarczonych kubłów rudy.

Księgowość i wynagrodzenie

Co 8 dni zarządca huty przekazuje te kartki pisarzowi materiałowemu, który wpisuje dane do rejestru rudy żelaza według następujących kategorii:

• Gmina,

• Nazwisko górnika,

• Rodzaj rudy,

• Liczba kubłów dostarczonych do huty,

• Dalsze szczegóły dotyczące ilości i jakości materiału.

Na podstawie tych zapisów księgowy materiałowy (Materialien Rendant) sporządza księgi płac dla górników i transportowców rudy.

• W przypadku górników wynagrodzenie jest przyznawane indywidualnie wraz z liczbą dostarczonych kubłów.

• W przypadku transportowców w księgach uwzględniane są jedynie gminy, a każda gmina otrzymuje wynagrodzenie jako całość.

Rozliczenia wewnętrzne

Aby uniknąć sporów, pisarz materiałowy dostarcza każdej gminie szczegółowe zestawienie, w którym wyszczególnione są indywidualne ilości rudy dostarczone przez poszczególnych członków społeczności.

Wypłaty wynagrodzeń odbywają się w każdą sobotę.

Węgiel

Węgiel wykorzystywany w miejscowych zakładach pochodzi z różnych gatunków drewna:

• świerkowego,

• jodłowego,

• sosnowego.

Źródło drewna

Drewno potrzebne do produkcji węgla dostarczane jest zarówno z królewskich lasów, jak i lasów prywatnych.

Na podstawie rachunków Malapane z 1802 roku ustalono, że koszt jednego sążnia drewna z królewskich lasów, w tym wynagrodzenie dla drwali, wynosi 15 groszy 5 i 5/5 feniga.

Natomiast ceny jednego sążnia drewna z poszczególnych prywatnych lasów były następujące:

• Radauer Forst – 1 talar, 7 groszy, 9 75/100 feniga,

• Stanischer Forst – 1 talar, 10 groszy, 93/5 feniga,

• Grossteiner Forst – 1 talar, 5 groszy, 93/3 feniga,

• Turawer Forst – 1 talar,

• Wendriner Forst – 18 groszy.

Organizacja wyrębu

Sezon wyrębu trwa do dnia św. Jana, jednak czasami, z różnych powodów, jest przedłużany aż do końca lipca.

Każdy sążeń drewna podczas odbioru jest znakowana pieczęcią młotkową. Dane o wyrębie – nazwiska drwali, liczba ściętych sążni, nazwy gmin – wpisuje się do księgi odbioru drewna.

Za prowadzenie tej dokumentacji odpowiedzialny jest urzędnik zajmujący się węglowym sektorem, a księgowy materiałowy sporządza księgi płac dla drwali, według tego samego schematu co dla górników rud żelaza, z tą różnicą, że drwale otrzymują wynagrodzenie co 4 tygodnie.

Śląskie węglarnie nie cieszą się najlepszą reputacją. Czy to drewno, czy sami węglarze są tego powodem, pozostaje kwestią otwartą – zwłaszcza że również zagraniczni węglarze nie zawsze radzą sobie z miejscowymi zasadami. Dwie zauważalne różnice między śląskim a brandenburskim procesem produkcji węgla drzewnego są następujące:

1. Śląscy węglarze rozpalają mielerz od góry, podczas gdy brandenburscy węglarze od dołu. Preferuję metodę brandenburską, ponieważ znacznie bardziej ogranicza dopływ powietrza z zewnątrz.

2. Śląscy węglarze całkowicie przykrywają mielerz przed jego rozpaleniem, co często prowadzi do konieczności jego rozebrania. Brandenburscy węglarze natomiast przykrywają jedynie dolną warstwę („darń”), następnie rozpalają mielerz i pozwalają mu się tlić przez 8–12 godzin, a czasem nawet dłużej, zanim przykryją go górną warstwą.

Która metoda jest bardziej korzystna, pozostaje nierozstrzygnięte, ponieważ brakuje porównawczych prób. Niewątpliwie konstrukcja mielerza ma ogromne znaczenie dla skuteczności procesu zwęglania.

Pod pojęciem konstrukcji nie rozumiem sposobu ułożenia drewna – w tej kwestii doświadczeni węglarze niewątpliwie pozostają naszymi najlepszymi nauczycielami – lecz określoną formę całego mielerza, która byłaby w pełni zgodna z zasadami i umożliwiałaby optymalne rozprzestrzenianie się ognia. Wydaje mi się, że nic nie odpowiada naturze rzeczy bardziej niż konstrukcja mielerza w taki sposób, aby jego przekrój przez oś przedstawiał równoboczny trójkąt, którego górny wierzchołek byłby nieco ucięty. Jeśli mielerz zostanie zbudowany w ten sposób, to przy odpowiednim zarządzaniu ogniem powinien on równomiernie rozprzestrzeniać się wewnątrz mielerza, co zapewni jednolitą jakość węgla drzewnego.

Nie ulega jednak wątpliwości, że pewna forma mielerza musi być najbardziej optymalna, a jeśli nawet podana propozycja nie jest tą najlepszą, warto byłoby dokładnie zbadać ten temat

Metoda wytwarzania węgla drzewnego stosowana na Śląsku

Gdy węglarz rozpala stos (Meiler), zwraca szczególną uwagę na przepływ pary. W zależności od potrzeb zamyka część lub wszystkie otwory powietrzne znajdujące się po przeciwnej stronie podstawy stosu.

W tym czasie stosy węgielne zazwyczaj mogą się osypywać. Po 16–20 godzinach należy je po raz pierwszy zasilić świeżym drewnem. Podczas tego procesu węglarz musi dokładnie ubić górną warstwę stosu, a jeśli okaże się ona zbyt luźna, powinien spryskać ją wodą – najlepiej wcześnie rano, przed wschodem słońca.

Następnie dolne otwory powietrzne są zamykane, a w niektórych przypadkach pozostawia się niewielki dopływ powietrza, przysypując otwory luźną ziemią.

Kontrola spalania

Trzeciego dnia węglarz zamyka dolne otwory na powietrze, obserwując dokładnie kierunek przepływu pary wodnej, aby dostosować ścieżkę ognia poprzez regulację otworów wentylacyjnych.

Po szóstym, siódmym lub ósmym dniu stos osiąga „niebieski ogień”. Wówczas węglarz zeskrobuje większość górnej warstwy piasku.

Jeśli ogień nie chce przemieszczać się przez boczne fragmenty stosu (tzw. „ramiona”), węglarz zamyka górne komory – zazwyczaj 36–48 godzin po osiągnięciu niebieskiego ognia.

Finalizacja procesu

W tym czasie węglarz ubija stos, aby wyeliminować ewentualne szczeliny, i regularnie go uzupełnia, jeśli jest to konieczne.

Gdy górne komory pracowały przez 48–50 godzin, zostają zatkane, a w ich miejsce otwierane są nowe, dolne otwory, aby ściągnąć ogień ku dołowi.

Po jednym do dwóch dni ogień zazwyczaj zaczyna przedzierać się na powierzchnię, co oznacza, że stos wszedł w fazę dojrzewania. Gdy również piaskowe bryły zostaną całkowicie zwęglone, proces jest zakończony i ogień wygasa.

Po kilku godzinach stos jest oczyszczany, posypywany świeżym piaskiem i schładzany przez 12–14 godzin. Następnie węgiel zostaje wyciągnięty, posortowany i przewieziony do huty.

Procedura odbioru węgla

Podczas odbioru węgla transportowcy (Vecturanten), gdy się zgłoszą, są wpisywani do księgi węglowej (Kolenbuch). Pisarz materiałowy oprócz ich nazwisk rejestruje również:

• nazwisko węglarza, który dostarczył węgiel,

• gminę, z której pochodzi transportowiec,

• liczbę koszy węgla.

Dodatkowo, dla lepszej kontroli i potwierdzenia poprawnej dostawy, pisarz materiałowy wydaje transportowcom specjalne pokwitowanie („Kolenzettel”), które należy przekazać węglarzowi. Dokument ten służy jako dowód, że węgiel został właściwie dostarczony.

Wypłata wynagrodzeń

Na podstawie księgi węglowej księgowy materiałowy sporządza księgi płac dla węglarzy i transportowców, których system jest analogiczny do tego stosowanego dla górników rud żelaza i ich przewoźników. Wynagrodzenia wypłacane są co 4 tygodnie.

Magazynowanie węgla

Węgiel jest przechowywany w dwóch znajdujących się tutaj szopach. Jednak ze względu na duże zapasy, część węgla musi być składowana pod gołym niebem.

Po jednym do dwóch dni ogień zazwyczaj zaczyna przedzierać się na powierzchnię, co oznacza, że stos wszedł w fazę dojrzewania („Gaare”). Gdy również belki zostaną całkowicie zwęglone, proces jest zakończony i ogień wygasa.

Po kilku godzinach stos jest oczyszczany, posypywany świeżym piaskiem i schładzany przez 12–14 godzin. Następnie węgiel zostaje wyciągnięty, posortowany i przewieziony do huty.

Procedura odbioru węgla

Podczas odbioru węgla transportowcy (Vecturanten), gdy się zgłoszą, są wpisywani do księgi węglowej (Kolenbuch). Pisarz materiałowy oprócz ich nazwisk rejestruje również:

• nazwisko węglarza, który dostarczył węgiel,

• gminę, z której pochodzi transportowiec,

• liczbę koszy węgla.

Dodatkowo, dla lepszej kontroli i potwierdzenia poprawnej dostawy, pisarz materiałowy wydaje transportowcom specjalne pokwitowanie („Kolenzettel”), które należy przekazać węglarzowi. Dokument ten służy jako dowód, że węgiel został właściwie dostarczony.

Wypłata wynagrodzeń

Na podstawie księgi węglowej księgowy materiałowy sporządza księgi płac dla węglarzy i transportowców, których system jest analogiczny do tego stosowanego dla górników rud żelaza i ich przewoźników. Wynagrodzenia wypłacane są co 4 tygodnie.

Magazynowanie węgla

Węgiel jest przechowywany w dwóch znajdujących się tutaj szopach. Jednak ze względu na duże zapasy, część węgla musi być składowana pod gołym niebem.

Próba zastosowania bazaltu jako topnika

W zeszłym roku przeprowadzono próbę wykorzystania bazaltu jako topnika, jednak jej rezultaty nie były satysfakcjonujące.

Byłoby pożądane, aby eksperyment zakończył się sukcesem, ponieważ mogłoby to wzbogacić lokalne, ubogie złoża rud, gdyż bazalt zawiera przynajmniej 14 kilogramów żelaza na tonę.

Hrabia von Einsiedel w swoim zakładzie w Burghammer stosuje jako topnik skałę bardzo podobną do bazaltu, znaną jako wacke, i twierdzi, że dzięki temu osiąga większą wydajność – nawet o 10 kilogramów więcej.

Wielki piec nr 1

Wymiary tego pieca są następujące:

• Od kamienia fundamentowego do gardzieli (Gicht) – 8,53 metra,

• Szerokość przy podstawie – 1,83–2,13 metra,

• Szerokość w środkowej części – 1,52–1,83 metra,

• Szerokość przy wierzchu – 0,91–0,76 metra,

• Nachylenie rusztu – bardzo strome, pod kątem 66°.

Kamienie konstrukcyjne pochodzą z Rybnika i wydają się być drobnoziarnistym piaskowcem ilastym z młodszej formacji piaskowca.

Wymiary konstrukcji pieca, obecnie używanego:

• Całkowita wysokość – 1,18 metra,

• Szerokość u podstawy – 0,34 metra,

• Szerokość na górze – 0,48 metra,

• Od podstawy do kanału powietrznego – 0,36 metra,

• Od tylnej ściany do formy – 0,24 metra,

• Tümpel (zbiornik pod piecem) – 0,27 metra,

• Jego Grubość – 0,46 metra,

• Od zbiornika do kamienia bocznego – 0,41 metra,

• Łączna długość konstrukcji – 1,37 metra,

• Wysokość formy – 0,58 metra,

• Szerokość otworu formy – 0,047 metra.

Uruchomienie pieca

5 stycznia 1802 roku piec został wyłożony nową warstwą ogniotrwałą, składającą się z 7 części piasku i 2 części gliny.

Efektywność pracy

Piec działał przez 28 tygodni, a największa wydajność została osiągnięta w 16. tygodniu pracy – wynosiła 9 600 kilogramów.

[…]

Robotnicy wielkopiecowi i nadawacze pracują w 12-godzinnych zmianach, w taki sposób, że co drugi tydzień w niedzielę wykonują podwójną zmianę trwającą 24 godziny. Dzięki temu co 14 dni mają wolną niedzielę, a jednocześnie zmieniają porę dnia pracy co tydzień. Wsady są liczone na nowo co 12 godzin i powinny być zapisane na tablicy wsadowej.

[…]

Byłoby rzeczywiście śmiałym przedsięwzięciem, gdyby ktoś chciał opisać sposób, w jaki formowane są wszystkie odlewy produkowane w tej tak bardzo słynnej odlewni, znanej również poza granicami kraju. Ich liczba i różnorodność są zbyt duże, aby można było oczekiwać pomyślnego rezultatu takiej pracy. W hucie, na potrzeby odlewnictwa, znajdują się cztery drewniane oraz jeden żelazny dźwig, z których trzy pierwsze są używane stale. Trzy nowe masywne i sklepione komory suszarnicze oraz dwie komory do osuszania wspomagają odlewników. Obecnie zakład zatrudnia dziewiętnaście osób, podzielonych na następujące grupy:

1. Formierzy gruntowych – nadzorowani przez mistrza Christopha, wspieranego przez czterech pomocników.

2. Formierzy gabarytowych – prowadzeni przez mistrza Dressela, który ma czterech pomocników.

3. Formierzy glinianych form – również pod nadzorem wspomnianego mistrza form masowych, z trzema pomocnikami.

4. Formierzy krat – zajmujący się tym formierz Chlebbick wraz z jednym pomocnikiem.

5. Formierzy pieców Horzowickich – tę pracę wykonuje formierz Gattermann z jednym pomocnikiem.

6. Formierzy skrzyniowych w piasku. Tę pracę wykonuje formierz Korzenietz z jednym pomocnikiem.

[…]

Gdy forma zostanie oczyszczona, następuje jej ostateczne wykończenie. Jest ona oprószana i zaczerniana za pomocą worka z pyłem (worka zawierającego drobno roztarty i przesiany pył węglowy). Proces ten ma podwójną zaletę: nadaje żeliwu ciemniejszy kolor oraz sprawia, że pozostaje ono bardziej miękkie, ponieważ nie hartuje się tak łatwo. Zjawisko to można wyjaśnić teorią produkcji żeliwa—żelazo wiąże się z węglem, zbliżając się do właściwości kutego żelaza i zostaje powstrzymane przed krystalizacją. Gdy żeliwo jest zbyt jasne, może tworzyć nierówną i szorstką powierzchnię. Pył węglowy jest dociskany do gładkiej powierzchni formowanej płyty za pomocą deski, ale jeśli płyta posiada zdobienia, model musi zostać ponownie umieszczony w formie.

Prace związane z oczyszczaniem i oprószaniem wykonuje mistrz, natomiast pomocnik przygotowuje palenisko do dalszego formowania. W niektórych przypadkach, takich jak proste pręty czy gładkie płyty, mistrz może powierzyć tę pracę pomocnikowi, aby nie tracić zbyt wiele czasu. Formowanie trwa do momentu, gdy wszystkie elementy zostaną uformowane albo gdy palenisko zostanie całkowicie zapełnione.

Podczas odlewania, rzadko stosuje się metodę odcinania żelaza z pieca i kierowania go do form—jest ona wykorzystywana głównie przy dużych odlewach lub w sytuacjach wymagających oczyszczenia pieca. Najczęściej żelazo wybiera się specjalnymi czerpakami, które mają typowy kształt chochli, lecz są wyposażone w długą rączkę, co ułatwia pobieranie metalu z pieca. W przypadku większych odlewów, żelazo przenosi się do dużej panwi, mieszczącej ilość potrzebną do zalania formy. Zarówno czerpaki, jak i panwie, są pokrywane warstwą gliny, która musi być dobrze wysuszona, aby zapobiec wrzeniu metalu.

W dużych panwiach dodatkowo umieszcza się rozżarzone węgle, aby żelazo nie uległo gwałtownemu ostudzeniu, co mogłoby wpłynąć na jego strukturę. Podczas odlewania, chłopak trzyma drewnianą deseczkę przed strumieniem metalu, aby zatrzymać węgle i zanieczyszczenia. Żelazo wpierw trafia do lejka, skąd przepływa do formy. Po usunięciu największych nieczystości chłopak blokuje wlot lejka, aby do formy trafił tylko czysty metal. Gdy mistrz dostrzega, że forma jest pełna, wydaje sygnał, a chłopak tworzy z piasku swego rodzaju zaporę, która zapobiega rozpryskom. Następnie panew przenosi się do kolejnej formy, a pomocnik używa drewnianego narzędzia do usunięcia zanieczyszczeń z powierzchni metalu.

Transkrypcja i tłumaczenie Joanna Mrohs

p.s. raport Karstena zawiera też wiele szczegółów technicznych wytopu i odlewu w hucie Malapane. Jeżeli kogoś interesuje, proszę o informację. To też przetłumaczę.

Onufry Kolibey – rozpustny pustelnik w staniszczańskim lesie

Przy eksploracji archiwum diecezjalnego we Wrocławiu, które jest nie tyle żyłą złota dla naszej historii lokalnej, razem z Panem Gerhardem Mańczykiem natrafiliśmy na niezwykle ciekawą historię pustelnika leśnego w Staniszczach Wielkich, który nazywał się Onufry Kolibey.

Akta przechowywane we Wrocławiu zaczynają się desperackim wołaniem o pomoc.

Pustelnik ze Staniszcz Wielkich Onufry Kolibey pisze skargę na proboszcza ze Szczedrzyka księdza Matthiasa Badurę, którą adresuje do osobistości nie lada kalibru: hrabiny Anny von Larisch, spadkobierczyni majątku strzeleckiego Colonnów, oraz do Urzędu Królewskiego w Brzegu.

W dniu 28 kwietnia 1778 pisze, że jako jałmużnę zebrał sobie zboża na własne utrzymanie, ale proboszcz ze Szczedrzyka Badura zarzucił mu, że takie żebranie czyni ze szkodą dla zakonników reformatów z Góry Św. Anny. Kolibey jednak zaznacza, że posiada atest na zbieranie jałmużny. Jednak Badura wbrew temu, pod jego nieobecność włamał się do pustelni, skonfiskował zboże i kazał łowczemu pustelnię zapieczętować.

Urząd Królewski na pismo reaguje, bo pisze prośbę do wikariatu wrocławskiego dnia 11.9.1778, aby poinformować króla, co wikariat zadecydował w sprawie rzekomego rabunku pustelnika.

Wikariat zadziałał też niezwłocznie i wezwał strony na przesłuchanie, z którego pochodzi protokół z dnia 22.10.1778. W treści informuje się, że wezwano Badurę i Kolibeya, ale Kolibey się nie stawił, posłano więc posłańca do Ligoty pod Izbickiem i przekazano pismo hrabiemu von Libowsky, u którego mieszkał Kolibey.

Badura do protokołu zeznaje, że ze względu na bardzo dużą parafię nie będzie w stanie stawić się na kolejne przesłuchanie, na zarzuty odpowiedział tak:

Kolibey prowadził niegodne życie w poprzednich dwóch pustelniach, z których został wyrzucony. Tutaj w Staniszczach także był powodem wielu skandali wśród ludu, czego proboszcz nie mógł tolerować. Kolibey wszczynał bójki, upijał się, kłócił, groził zastrzeleniem i uduszeniem, popełniał też „ekscesy seksualne”. Proboszcz wielokrotnie go napominał, donosił na niego do jego przełożonego na Górze Św. Anny, gdyż nosił ich habit. Kolibey jednak nie słuchał swojego przełożonego gwardiana, wygłaszał ośmieszające przemowy do ludu, siał też zgorszenie, gdyż przebywał w pustelni sam na sam ze swoją tak zwaną „ekonomką” (w sensie gospodynią). Gdy proboszcz próbował osobiście ten proceder ukrócić, rzucił się na niego.

Badura poinformował też, że franciszkanie na Górze Św. Anny zastanawiali się, jak sprowadzić go do siebie, przesłuchać i wyciągnąć konsekwencje, po tym jak ten rozpustny eremita popełnił tyle skandali i oszukuje lód na jałmużnę, gdy dwa razy do roku obchodzi powiat strzelecki, toszecki, lubliniecki i oleski, wyłudzając zboże, masło i inne wiktuały jakoby dla dobra klasztoru na Górze Św. Anny i w Namysłowie, wyłudza także stypendia i płótna lniane.

Wedle zeznania Badury, udało się więc dwóch braci z Góry Św. Anny do Staniszcz i w towarzystwie sołtysa i sędziów wiejskich dokonali wizytacji pustelni, zarekwirowali wiktuały, zboże i pozostałe rzeczy i zabezpieczyli w skrzyni na czas rozpatrzenia sprawy.

W między czasie na farze w Szczedrzyku zdeponowano 7 do 8 worków zboża, które pustelnik zebrał w Kempie, oraz zaplombowano je w jego obecności. Jednak w nocy uciekł z fary, ale po kilku dniach wrócił. Proboszcz Badura odstawił go wtedy na własny koszt do annogórskiego klasztoru.

Proboszcz zapewniał, że pustelnik nie stracił ani feniga ze swego majątku, chociaż mógł proboszcz zabrać szkatułkę z relikwiami, gdyż wyglądały one na sfałszowane, a sam Kolibey oszukiwał za ich pomocą lud, żerując na przesądach i rozdając zioła i karteczki. Posiadał też pustelnik dużą niebieską pieczęć z napisem z jednej strony „Sigillum Conventus Cracoviensis S. Joa: de Deo ” oraz z drugiej „Sigillum Provincia S. Joa: de Deo”, co było bardzo podejrzane.

W aktach sprawy znajdują się dwie listy przedmiotów, które znajdowały się w pustelni. Pierwsza lista, to zestawienie sporządzone przez samego Kolibeya. Lista raczej nie sprawia wrażenia wyposażenia pustelni a dobrze prosperującego gospodarstwa:

„Specyfikacja, co miałem (ja Kolibey) w pustelni w Staniszczach i czego nie zastałem:

1 nowy habit, kosztował 24 talary

1 stary habit

3 skórzane poduszki

1 płachta biała

1 nowe sandały

1 nowe sztyblety

1 rajstopy

1 szary kapelusz

z bydła czarnego dużego wędzony cały boczek, 1 łopatka, 2 udźce,

z bydła czarnego małego szynka, 2 udźca wędzone.

8 kiełbas pieczonych

waza z ziołami

drewniana tabakiera

1 nożyczki

mydło

2 szkatułki z relikwiami

dzwonek loretański

krzyż ołtarzowy

świeca mszalna

grabie

taczka

dzbany na wodę z żelaznymi obrożami

zboże, kasza, mąka, groch, kartofle, sól, lniane płachty, ręczniki, serwety,

Z mojej poprzedniej pustelni z Bytomia przyniosłem 125 talarów, które wydałem na budowę chlewika, wyposażenia, płotu i ogrodu.

w ogrodzie znajduje się dużych drzew 86, małych 48, śliw 94

zasadzone są też ziemniaki, groch, czosnek i cebula

pietruszka, zioła, buraki

Druga lista została sporządzona przez komisję, która zarekwirowała i zabezpieczyła majątek pustelnika. Komisja składała się z proboszcza Badury, ojców annogórskich Chryzostoma i Franciszka, sołtysa Jacoba Brądera, sędziów wiejskich Bischa, Maya i Szostaka.

Oto ona:

Specyfikacja przedmiotów znajdujących się w pustelni Kolebeya w Staniszczach Wielkich:

11 worków zboża różnego, 4 kubły z mąką, różne pojemniki z żywnością, jak masło i smalec, skrzynie z narzędziami. Wszystko otrzymał z powrotem.

Habit ze szkaplerzem nowy i stary, płaszcz nowy, kawałki starych materiałów, biała tunika, biały płaszcz, szary kapelusz, trzy poduszki, jedne prześcieradło, jedna koszula. Wędzone mięso zepsute wyrzucono. Te rzeczy przeniesiono na Górę Św. Anny.

Futro owcze i para starych rajstop spieniężono w celu zapłaty strażnika, gdyż takie rzeczy nie przystały pustelnikowi. Szpadę znajdująca się pod poduszką przekazano tamtejszemu łowczemu.

Poniższe rzeczy pozostawiono i zaplombowano w pustelni:

W kaplicy: ołtarz, blaszana lampa, wiele obrazków, naczynia gliniane i inne drobnostki kuchenne. Relikwie, które nie sprawiały wrażenia autentycznych, oraz krzyż i dzwonek umieszczono w depozycie w Szczedrzyku.

W pokoju: puste łóżko i różne obrazki na ścianach.

Na strychu: narzędzia, konewka, naczynie z żelaznymi obręczami i drobnostki.

Te rzeczy Kolibey wraz ze swoją kobietą zabrał, łamiąc wcześniej pieczęcie.

W ogrodzie: blaszany krzyż, drzewka owocowe około 86, małych nie liczono.

Ogród był obsadzony groszkiem, kartoflami, cebulą, czosnkiem, które on i jego kobieta wykopali i zabrali.

W ogrodzie zostało też drewno opałowe i płot wokół ogrodu.

Po tym, jak Kolibey zostaał przez Badurę odstawiony do klasztoru, został przesłuchiwany. W jego wersji opisanej w skardze do wikariatu we Wrocławiu wyglądało to tak: „obrabowano mnie, uprowadzono do klasztoru na Górę Św. Anny, tamże więziono 10 dni, rozebrano ze mnie habit, wiele godzin stałem nago tylko z rękami na przyrodzeniu”.

W wyniku tego „przesłuchania” franciszkanie zgodnie z wolą królewską wydali dekret o tej treści:

Dekret pozbawienia habitu św. Franciszka Onufrego Kolibaja, Eremity Mega Staniskiego przez Dyrektorium Konwentu św. Anny dnia 9 maja roku Pańskiego 1778

Ponieważ zostało to ustalone na podstawie godnych zaufania i autentycznych świadectw, mianowicie Administratora Czcigodnego Pana Badury, Proboszcza Szczedrzyka, a także Zarządce Lasów majątku wielkostrzeleckiego oraz staniszczańskiego, jak również wielu mieszkańców Staniszcz i Szczedryka, a także naszych Ojców głoszących w tych stronach od wielu lat:

Onufry Kolibaj, Eremita Mega Staniski, noszący habit św. Franciszka, nie posiada żadnego świadectwa przyjęcia habitu ani profesji. Został wydalony z dwóch eremów z powodu swojego skandalicznego życia.

Trzeci erem Mega Staniski zamieszkiwał przez dziewięć lat w sposób skandaliczny, prowadząc podejrzane rozmowy z kobietami, nieustannie pijąc w karczmach i swojej pustelni, wdając się w bójki i kłótnie z wieśniakami. Dodatkowo dopuszczał do pozostawania kobiet w swojej pustelni, a nawet został przyłapany na spaniu z nimi.

Ponadto, zbierał zboże i inne artykuły spożywcze pod pretekstem ofiar dla klasztoru, łamiąc w ten sposób dekret Najjaśniejszego Króla. Zbierane zapasy były tak ogromne, że wystarczały na liczną wspólnotę.

Twierdził, że należy do zakonu i że otrzymał habit oraz złożył profesję w Rzymie, jednak nie przedstawił żadnych autentycznych dowodów na poparcie tych słów.

Wielokrotnie dopuszczał się skandali w różnych miejscach. Mimo licznych napomnień ze strony Proboszcza, nie poprawił się, aż ostatecznie został wydalony z woli Pani na Strzelcach Wielkich z klasztoru św. Anny.

Dekret określił siedmiodniowy okres rekolekcji w odosobnieniu, który miał dać mu szansę na poprawę. Ostatecznie zdecydowano o pozbawieniu go habitu i przyznaniu mu ubrań świeckich, za pełną zgodą Pani na Strzelcahc Wielkich oraz z absolucją od klasztoru.

Kolibey zaraz po opuszczeniu klasztoru, w którym pozbawiono go habitu, już jako osoba świecka poszedł do Staniszcz, zerwał pieczęcie i zabrał nocą rzeczy. Złożył też niezwłocznie skargę w Urzędzie Królewskim na Badurę.

Pisze też pismo do hrabiny von Larisch, że już 11 rok minął, jak osiadł jako pustelnik w lesie staniszczańskim pod protekcją dominium strzeleckiego. Że pałający do niego nienawiścią proboszcz ze Szczedrzyka o nazwisku Badura włamał się do jego posiadłości i wszystko zabrał, ubrania i środki do życia, a także cały owoc jego w pocie czoła założonego ogrodu, a drzewa i zioła złośliwie wyrwał i zniszczył. Kolibey wspomina, że odwołał się do biskupa, ale biskup nic nie zdziałał. Prosi króla o ochronę swojej osoby, ubogiego żebraka.

Próbuje też obalić zarzuty franciszkanów, i jako dowód przynależności do zakonu przedkłada w akt o takiej treści:

Brat Filip Zazzara, Trzeciego Zakonu, były definitor generalny Rzymskiej Prowincji Mniejszej, sługa….

Do ukochanego w Chrystusie Andreasa Kolibaya, diecezji wrocławskiej, który chciał być nazywany Onufry, pozdrowienia.

Nasze obowiązki wymagają od nas szczególnego wysiłku, abyśmy tak samo jak przyjmujemy pobożne i oddane osoby do świętego habitu, tak też promowali je do profesji zakonnej. Ponieważ więc przez ponad rok pozostawałeś w naszym zakonie pustelniczym w religijnym habicie, jak wynika z Twojego świadectwa, doprowadzamy Cię do profesji Twojego stanu w naszej świętej świątyni Kosmy i Damiana w Rzymie.

Spełniłeś wszystkie wymagania, zgodnie z konstytucjami apostolskimi, więc złożyłeś śluby zakonne. Przyznajemy Ci pustelniczy habit ze szkaplerzem i kapturem oraz wszystkie prawa i przywileje przysługujące temu zakonowi, włącznie z jurysdykcją arcybiskupów i biskupów w ich diecezjach oraz wszystkimi uprawnieniami kościelnymi.

Dokonano tego w Rzymie, w świątyni Kosmy i Damiana, dnia 6 stycznia 1763 roku.

Brat Filip Zazzara, prowincjał Brat Aleksander Fortuna

Odwołanie Kolibeya przynosi skutek. Mimo, iż jego pierwsze żądanie odszkodowania na kwotę 200 talarów zostało oddalone, w wyniku kolejnej rozprawy odbytej przed sekretarzem sprawiedliwości Böhme w Strzelcach wydano wyrok, że Badura ma dokonać restytucji zarekwirowanego majątku pustelnika albo wypłacić oszacowane odszkodowanie w wysokości 40 talarów.

Badura protestuje (13.3.1779). Nazywa Kolibeya „złym człowiekiem, który chce go zrujnować”. Zarzuca sekretarzowi Böhme, że nie wysłuchał świadków ze Staniszcz Wielkich i Małych, którzy najlepiej znali skandale pustelnika. Podkreśla, że zajęcie majątku nie nastąpiło samowolnie a komisarycznie na podstawie jurysdykcji kościelnej.

W piśmie do wikariatu wrocławskiego Badura informuje, że koszty procesowe z Kolibeyem są już tak duże, że pożyczył z parafii Kotórz 100 talarów, które zamierza niezwłocznie oddać.

W aktach znajduje się jeszcze kilka pism Kolibeya, także jego skargi wysyłane do Rzymu i odpowiedzi na nie ze strony wikariatu we Wrocławiu.

Dziś w miejscu pustelni stoi kapliczka.

Nie wiemy na razie, co dalej porabiał rozpustny pustelnik. Mimo przeszukania wszelkich archiwów, gazet, dokumentów, Kolibey nie pojawia się już więcej w źródła, jakby zapadł się pod ziemię.

W staniszczańskiej pustelni wkrótce pojawi się nowy eremita. Ale o tym już napisze w swoich publikacjach Pan Gerhard Mańczyk.

Joanna Ania Mrohs

Werkschule Malapane

Roczniki statystyczne wspominają, że w roku 1860 szkoła zakładowa w hucie Malapane miała 138 uczniów, a robotnicy zakładu mieli możliwość uczęszczać na zajęcia w niedzielę.

Jednak początki tej niezwykłej na tamte czasy szkoły były skromniejsze. Oto korespondencja z Tajnego Archiwum Państwowego w Berlinie w sprawie nauki rysunku technicznego między Wyższym Urzędem Górniczym a Wysokim Królewskim Ministerstwem Finansów Wydział Kopalń i Hut w latach 1837 do 1857.

Dnia 20 lipca 1837 wysłany został z Brzegu list pocztą szybką do Berlina. W tytule jest opisany, jako prośba o wydanie zgody na etatowe honorarium dla Munscheida w celu udzielania nauki rysunku technicznego w Malapane.

„Po tym jak nadzorca budowlany i urzędnik zakładowy warsztatu maszynowego w Malapane Pan Munscheid po powrocie z przydzielonego mu urlopu jest do dyspozycji, stało się możliwe, aby kontynuować przerwaną naukę rysunku technicznego młodych mężczyzn hutników i robotników maszynowych, która została zaniechana w związku z opuszczeniem służby przez mistrza maszynowego Kobe. Nadarza się więc okazja, aby dalej solidnie kształcić młodych mężczyzn i rozwijać ich zdolności, aby stali się pożyteczni w obliczu odczuwalnych braków mistrzów zakładowych.

Zarówno odchodzący Kobe jak i jego poprzednik w Malapane, obecny Inspektor Maszynowy Schottelius za udzielaną naukę rysunku otrzymywali z kasy głównej Urzędu Górniczego honorarium w wysokości 50 talarów i 14 talarów na opał i światło.

Zwracamy się wobec tego z prośbą o zadekretowanie takich samych kwot dla Munscheida.”

12 sierpnia Berlin wyraża zgodę i każe przekazać środki.

Co roku więc Wyższy Urząd w Brzegu pisze do Berlina sprawozdanie o postępach uczniów, posyła próbki ich rysunków, i na koniec prosi o dalsze finansowanie nauki.

Tak więc w roku 1840 urząd w Brzegu informuje Berlin, że Munscheid udzielał nauki rysunku robotnikom maszynowym w Malapane o nazwisku Kosack, Buchmin, Kurosch, Carl Lücke (cieśla górniczy), Gustaw Nestmann (cieśla górniczy), August Walther (hutnik), Eckard (pomocnik formierza), Krauße, Carl Tümmler (syn tutejszego nadawcza). Dodatkowo udzielano Austowi nauki rysunku i opisu nadmuchu dwuskrzyniowego, takiego jaki wspomniany Aust postawił w Schreckendorf (Strachocin, powiat Kłodzki) i który uznawany jest jako bardzo dobry. W piśmie zaznacza się, że Nestmann i Lücke byli bardzo pilnymi uczniami. Buchmin natomiast wykazuje szczególną zręczność przy kuciu.

Ile trwała nauka pokazuje list z roku 1841, gdzie urząd wymienia, że Buchmin bierze udział w nauce już 2 lata a Lücke 1,5 roku. Pojawiają się też wzmianki o uczniu ciesielstwa o nazwisku Carl Grütz (Gryc), a także kowalu maszynowym o nazwisku Tauchert, i nowych uczniach o nazwisku Ernst Pfabe, Ferdinand Pfabe i Carl Richter.

(Żona Munscheida nazywała się Frederike Pfabe i była córką kolonisty i karczmarza w Zagwiździu Friedricha Pfabe. Może to jej bracia?)

W roku 1844 na nauce pozostaje robotnik maszynowy Friedrich Kosack, uczeń maszynowy Carl Tümler, czeladnik kowal maszynowy Carl Tauchert, dołącza do nich uczeń Carl Heinisch, Carl Jaensch i Carl Faerber.

Urząd zaznacza, że Kosack zrobił postępy w rysunku, ale w robotach kowalskich już nie, co daje małe nadzieje na jego rozwój.

Tümmler, Tauchert i Heinisch robią postępy w rysunku, z uwzględnieniem tego, że biorą udział w zajęciach tylko w niedzielę a w tygodniu wykonują bardzo ciężką pracę w zakładzie.

Faerber, Grütz i Nestmann biorą już 2 lata udział w nauce ale nie wykazują się istotnym postępem w rysunku. Dlatego urząd nie posyła ich rysunków próbnych, w przeciwieństwie do innych uczniów.

W raporcie z roku 1845 wymienia się uczniów o nazwisku Kosack, Tuemler, Tauchert, Heinisch, Grütz, na zajęcia niedzielne uczęszczali Carl Jenisch, August Nestmann, Carl Schaefer, Adolph Rieger, Carl Faerber i Carl Wutke syn mistrza hutniczego z Creutzburgerhütte (Zagwiździe). Wutke wydaje się być bardzo pilnym cieślą w Jedicach, co daje nadzieję, że będzie można go wychować na mistrza zakładowego. Uczęszcza on też na zajęcia do cieśli modelarza Rothera.

Urząd śląski posyła co roku rysunki uczniów i zaraz w tym samym liście wniosek o zadekretowanie 50 talarów na kolejny rok. W roku 1846 Berlin odsyła zgodę i informację, że uczniowie Kosack i Schmahel za rysunki nadmuchu i walcowni w Jedlicach dostają honorarium w wysokości czterech i trzech talarów.

W roku 1847 do grona uczniów dołącza uczeń maszynowy Hugo Fiedler, Tümmler sporządza rysunek tokarki dla huty Alvensleben. Jego postępy w nauce są szczególnie chwalone. Naukę rozpoczęli też Heinrich Liebeneiner i Gottlieb Sowada z huty Zagwiździe.

W roku 1848 urząd jako dowód sukcesów nauki rysunku technicznego posyła 2 rysunki tokarki wykonane przez Carla Tümmlera, a także prace Hugo Fiedlera, Carla Schäfera (maszyna do produkcji blachy cynkowej w hucie Jedlice), Gottlieba Sowada (konstrukcja młota). W roku 1849 pojawia się uczeń Paul Hahn (rysunek będącej w budowie rozdrabniarki węgla). W roku 1850 szczególnie chwaleni są uczniowie Tümmler, Schäfer, Sowada, Heinrich Wutke. Informuje się, że uczeń Grischau dobrowolnie wstąpił do wojska. Posyła się z pismem do Berlina wykonany przez Tümmlera rysunek młockarni razem z kieratem zaprojektowanej przez samego Munscheida, oraz rysunek Gottlieba Sowada, który został wykonany na zlecenie majątku Bankau i przedstawia nadmuch dla fryszerki. Heinrich Wutke wykonuje rysunek domu mieszkalnego dla lekarza gwarectwa.

Ale pisma nie zawierają tylko pochwały uczniów ale też nagany, np. odnośnie ucznia Hahna, który nie wykonuje poleceń mistrza zakładowego Kramera.

Heinrich Wutke natomiast mógł uczestniczyć w lekcjach tylko przez 5 miesięcy, jako że jego ojciec, mistrz hutniczy z Zagwiździa, nie był w stanie sfinansować dłuższej nauki. Jako że wykazuje się on zdolnościami i rokuje nadzieje na wyuczenie się na mistrza zakładowego, będzie mógł uczestniczyć w zajęciach jeszcze przez całą zimę. Wykazuje on też duże zdolności w ciesielstwie.

W roku 1851 pojawia się w raporcie uczeń Emil Wernike (rysunek nadmuchu dwuskrzyniowego dla Huty Królewskiej) oraz Robert Tomaschek (rysunek nadmuchu dwuskrzyniowego) i Gustav Schikora (pompa wodna). W 1852 Schikora rysuje dla hrabiego Strachwitza w Proślicach maszynę do wody ciśnieniowej, Friedrich Tümmler małą wiertarkę, Wilhelm Richter prasę do buraków cukrowych, Robert Grischau nożyce i piec grzewczy dla Jedlic.

W 1853 szkoła ma 12 uczniów:

Heinrich Wutke czeladnik w hucie Zagwiździe i Bogacica

Gottlieb Sowada ditto

Robert Tomaschek uczeń maszynowy

Emil Wernicke ditto

Friedrich Tümmler ditto

Gustav Schikora ditto

Karl Sowada ditto

Karl Braedel ditto

Wilhelm Richter

Robert Grischau formierz

Friedrich Rosenbaum uczeń ciesielstwa

W 1855 urząd we Wrocławiu szczególnie chwali się uczniem Robertem Tomaschkiem, który wykonał model maszyny parowej, który zaprezentowano podczas ostatnie wizyty tajnemu radcy Carnalowi w Malapane. Prosi się też o wsparcie dla Tomaschka w postaci kosztów podróży i stypendium w wysokości 10 talarów miesięcznie, aby mógł się dalej szkolić na jakimś większym zakładzie maszynowym w Nadrenii, Westfalii lub Berlinie. Berlin odmawia i Tomaschek ostatecznie przez 6 miesięcy odbywa praktyki przy montażu maszyn w Królewskiej Hucie.

W 1856 uczniami byli Johannes Foerster, Paul Hahn, Gustav Thiel, Friedrich Winkler, Gustav Braedel, Wilhelm Richter, Robert Tomaschek, Heinrich Tümmler. Richter idzie potem do Berlina, żeby kształcić się tam dalej.

Joanna Ania Mrohs

Rozmierka a Sobieski?

Jakie miała powiązania Rozmierka z Sobieskim?

Tekst będzie o tym, a to dzięki Bibliotece Kórnickiej, która dokonała transkrypcji wielkopolskich  ksiąg ziemskich.

(marzeniem jest, aby to samo stało się z księgami opolskimi!)

A historia zaczyna się tak …

Podczas badań odnośnie kuźnic na rzece Jemielnicy w latach 1500-1600 znajdujemy w dokumentach nazwiska osób powiązanych z produkcją żelaza w naszym lokalnym zagłębiu hutniczym: ród Boryńskich z Ostropic, Talkenbergów z Ciecierzyna, Adama Kuschnika, który jest mistrzem młotowym w Kadłubie a potem buduje w roku 1590 kuźnię w Domaradzu, gwarka Baltazara Zawiszy.  

W roku 1640 na horyzoncie pojawia się wielkopolski ród Rapackich. Pewien Hieronymus Rapazki z huty w Osieku kupuje rudy żelaza z kopalń nad Kłodnicą w Koźlu, o czym pisze Weltzel w historii miasta Koźla. W roku 1656 chyba ten sam Hironymus Rapazki von Rapaz na majątku Rozmierka kupuje majątek Nieder Kuhnern (dziś Konary w powiecie strzelińskim).

Po jego śmierci majątek dziedziczy córka Anna, żona Andreasa Schimonsky. Nazwiska Schimonsky i Rapatzki w tym brzmieniu występują w tym czasie w opolskich księgach ziemskich. Jednakże w księgach wielkopolskich … rody te nazywają się Rapacki i Siemiński. I są one aktorem w sporze o … Rozmierkę w księstwie opolskim.

Oto jego chronologia:

W roku 1692 w księdze ziemskiej konińskiej jest zapisane:

Stefan Wierusz Walknowski, mąż Marjanny Siemińskiej (u nas znanej jako  Schimonsky), córki Andrzeja Siemińskiego i Anny z domu Rapackiej, skarży się na Jana Gorzeńskiego, drugiego męża swej teściowej, że zagarnął jej majątek i „przywiódł” do sprzedania dóbr Rozmierka w księstwie opolskim a potem sumy lokował na wsi Rudniki pod Wieluniem i na wsiach Chlewo i Książenice w powiecie ostrzeszowskim. Żonę przywiódł do rezygnowania Andrzejowi Nowowiejskiemu dóbr Psary za 44. 000 i za tę sumę kupił dla siebie wieś Strzydzów od Krzysztofa Karskiego w województwie kaliskim.

Około roku 1693 Gorzeński umiera, wtedy w księdze ziemskiej konińskiej skarży się już sama wdowa: „Anna Rapacka, wdowa po Andrzeju Siemieńskim i wdowa po Janie Gorzeńskim zeznaje, że mąż jej bezprawnie z krzywdą dzieci z pierwszego małżeństwa majątek Rozmierka w księstwie opolskim sprzedał a cenę ponad 62 tysięcy i pieniądze sprowadził do Polski i polokował na majątku Chlewo, Książenice i inne pod Wieluniem.”

Kim jest Jan Gorzeński? Nie byle kim!

Jan Gorzeński herbu Nałęcz (1626–1694) był polskim szlachcicem, wojskowym i politykiem związanym z Janem III Sobieskim [Pietrzak, In the Service at Sobieski: the Political and Military Activity of Jan Gorzeński (ca. 1626 –1694)]. Urodził się w Wielkopolsce, w rodzinie średniozamożnej szlachty. W młodości należał do wspólnoty Braci Czeskich, co wpłynęło na jego edukację i przekonania religijne.

Kariera Gorzeńskiego nabrała tempa podczas potopu szwedzkiego, choć jego przejście na stronę szwedzką przyniosło mu infamię, którą zdjęto w 1659 roku. W późniejszych latach stał się lojalnym współpracownikiem Sobieskiego, pełniąc funkcję pułkownika gwardii konnej królewskiej oraz uczestnicząc w kampaniach wojskowych przeciwko Tatarom, Turkom i Kozakom.

Jego zdolności dowódcze oraz zaangażowanie w obronę Rzeczypospolitej przyczyniły się do sukcesów militarnych Sobieskiego. Był też jednym z najwierniejszych współpracowników Sobieskiego, wspierając jego politykę i działania na arenie międzynarodowej. Był elektorem Sobieskiego w 1674 roku, co pomogło w jego wyborze na króla Polski.

W ostatnich latach życia Gorzeński aktywnie angażował się w walkę polityczną z rodem Sapiehów, którzy stanowili opozycję wobec dworu Sobieskiego. Jego działania miały na celu ochronę interesów królewskich.

Oprócz sprawnego polityka i stratega Gorzeński był też sprytnym mężem. Dzięki swoim małżeństwom zyskiwał wiele, zarówno pod względem majątkowym, jak i politycznym:

W 1651 roku Jan poślubił Ewę Bronikowską, która wniosła do związku posag w wysokości 8 tysięcy złotych polskich. To małżeństwo zapewniło mu stabilność finansową w początkowym okresie jego kariery. Po śmierci pierwszej żony, Jan ożenił się z Elżbietą Sobieską, wdową po Władysławie Denhoffie. Elżbieta była krewną Jana III Sobieskiego, co umocniło pozycję Gorzeńskiego w kręgach dworskich. Dzięki temu małżeństwu Jan zyskał dostęp do starostwa starogardzkiego oraz innych majątków, takich jak dzierżawa Tajno na Podlasiu. Elżbieta wniosła do związku znaczne wpływy polityczne i majątkowe, co pozwoliło Gorzeńskiemu na dalszy rozwój kariery. Trzecia żona w posagu dała posiadości na Śląsku, między innymi majątek Rozmierka, za którą dostał od Colonny 16 000 talarów.

Dla porównania – w roku 1674 Colonna dał za majątek Grodzisko tylko 1308 talarów.  

W roku 1693 Jan Gorzeński umiera, gdyż w tym roku księga ziemska zawiera wpis, że „Anna Rapacka, córka Adama Rapackiego i Agnieszki Kurczewskiej, wdowa po Andrzeju Siemieńskim, 2 wdowa po Janie Gorzenskim sprzedaje wieś Kurczew.”

W 1704 roku ceduje ona mężowi swojej córki Stefanowi Wierusz Walknowskiemu dziedzicowi wsi Słasko  sumę pewną.

Wygląda na to, że dopiero po śmierci drugiego męża Anna Rapacka dopięła swego, i odzyskała swoje pieniądze dla siebie i dla córki.

Oto link do strony https://tekidworzaczka.bk.pan.pl/index.php

Joanna Ania Mrohs

1560 [1512] Kupp Mlyna a krczmy we wsy Stanissczych / Balczer Rzundcza /

1560 [1512] Kupp Mlyna a krczmy we wsy Stanissczych / Balczer Rzundcza /

Gdy na kopalni kończy się węgiel na aktualnym pokładzie, trzeba kopać głębiej.

Zaczynamy więc kopać w księdze ziemskiej księstwa opolsko-raciborskiego z lat 1557-1604 dostępnej w wyszukiwarce archiwum opolskiego.

Sporządzona jest pismem kancelaryjnym niemieckim, ale wpisy są po niemiecku i czesku, jako że wtedy były to języki urzędowe na Śląsku.

Dokument opisuje umowę kupna młyna w Staniszczach Małych. Jest to dzisiejszy młyn Drzymała? Wielce prawdopodobne. Będzie to dokument o 200 lat starszy od ostatnio opisanego.

Oto treść:

Wystąpił „Grzehorz Bieh[Bieg] z Olessna … zdraw na Tiele y rozumie” i dobrowolnie wyznał, że sprzedał robotnemu Balczerowi Rzundczowi i jego dziedzicom „Mlyn swuy a Krczmu we wsy Stanissczech w Kragi nassem Strzeleczkem” z całym wyposażeniem, powołując się na list księcia Hanusa z roku 1512 o treści:

„My Hanuss z Bozy milosty Knize Polske Pan Strzeczky” oznajmujemy tymto listem wszem, że sprzedaliśmy na mocy tego listu pradawne prawo nasze i spadek, który przyszedł do nas po śmierci Mikulasa Turka a to dwa łany roli, karczmę i młyn we wsi naszej Małe Staniszcze na ziemi strzeleckiej, wolne od wszelakich robót, powozu, opłat i innych ciężarów, tak jak to od starodawna „wymierzeno a wyhraniczeno” i przez moich przodków posiadano, robotnym Katerzynie żonie wyżej wspomnianego Turka i jej bratu Fabianowi Biehowi, ich prawych spadkobiercom i potomkom (Erbom a Potomkom). Tak, że wyżej pisana Katerzyna i Fabian jej brat, ich erbowie i potomkowie będą mogli te dwa wolne łany, młyn, karczmę mieć, trzymać, używać, dawać i sprzedawać. Nadano w Opolu w środę po niedzieli Reminiscere roku bożego tysięcznego pięćsetnego dwunastego. Świadkami byli sławutny, wierny i miły „Girzyk Nawoy, Jan Jasensky, Petr Kotorz i Jan Chmelik z Obrowcze”.

Chcemy, aby wspomniany Balczer Rzundcza i jego dziedzice wspomniany młyn i karczmę na mocy tego listu książęcego mogli mieć, trzymać, dać, sprzedać (miti drzeti dati prodati) a to bez szkody dla praw książęcych i królewskich. Spisano w Opolu po niedzieli po św. Walentym roku od narodzenia Chrystusa 1560.

Świadkami byli „stateczny i slowutni” wierny nasz i miły Waczlaw Czibulka z Litulowic, hetman nasz oleski, Jan Panga starszy z Bungartu, Woytiech Budzowsky Burgkrabie zamku głogowskiego, Bartholomiey Wittych urzędnik kozielski, Mikulass Nos z Grabowa i Mikulas Lesotha ze Steblowa.

Zwolnienie synów z wojska

Jak wiadomo, Fryderyk zaczął odbijać Śląsk od Austriaków w roku 1740. Gdy skończył, zastał spustoszony kraj. Aby temu zaradzić, rozpoczął między innymi akcję osadniczą, nazwaną później kolonizacją fryderycjańską, która diametralnie zmieniła nasz krajobraz.

W okresie panowania Fryderyka osiedlono w Prusach około 60 000 kolonistów, w tym również na Śląsku. Liczba ludności Śląska wzrosła z około 992 000 osób w roku 1740 do 1 327 000 osób w roku 1770. Koloniści pochodzili z różnych regionów, w tym z Czech, Moraw, Salzburga, Holandii, Saksonii, Hesji, Nadrenii i hugenotów.   

Nowi osadnicy często byli fachowcami w zawodzie, jak np. bielarze w Spóroku, czy hutnicy w Ozimku. Wnieśli zaawansowane techniki rolnicze i rzemieślnicze, co doprowadziło do zwiększenia produktywności rolnictwa i rozwoju gospodarczego.

Archiwum w Opolu posiada ciekawą jednostkę pozwalającą na zbadanie ówczesnych przybyszów, a są to akta naturalizacji i zwolnienia ze służby wojskowej. Na mocy edyktu, Fryderyk wszystkim nowym osadnikom i fachowcom zapewnił między innymi wolność osobistą, zwolnienie synów ze służby wojskowej i wiele innych przywilejów.

Kim byli osadnicy opisani w aktach archiwalnych?

Pierwsze akta z roku 1784 wspominają Friedricha Bindera pochodzącego ze Zdunów w Wielkopolsce. W wieku 7 lat przybył z ojcem do Trzebnicy na Śląsk, gdzie ojciec zaciągnął się jako żołnierz. Najpierw pracował w kolonii Zedlitz (dziś Grabice) jako szewc, ostatecznie osiadł w kolonii hutniczej Friedrichsthal dziś Zagwiździe.

Dnia 10 lutego 1786 opolska Izba Królewska wystawia kolejny ciekawy dokument: listę synów kolonistów zwolnionych zgodnie z dekretem królewskim ze służby wojskowej.  

W tabeli znajdujemy informacje o miejscu pobytu, nazwisko ojca, imionach synów i ich miejsca urodzenia:

1. Puszyna, Bartek Tiller, syn Bartek Tiller, z Tittosfrade? w okolic Würzburga  

2. Turawa, Paul Pilsch, synowie Hanns Michel Pilsch, Paul Pilsch i Hanns Heinrich Pilsch, Verlorenwasser hrabstwo Olbesdorf, dziś czeska Ztracená Voda koło Město Albrechtice, Opawa

(podopieczny Paula Piltza) Joseph Wagner z Neustadtel, dziś Vestřev  w Czechach.  

Rodzina Pilz była bielarzami w Turawie, potem w Gąsiorowicach, dziś potomkowie żyją dalej na Śląsku, co udało się ustalić w ramach badań genealogicznych.

3. Tułowice, Johann Goerlich, syn Johann i Joseph Goerlich, z Johannisthal w Czechach

4. Tempelhoff [dziś Niwki], Peter Lalitzek zwany Ponek, syn Jasch Lalitzek zwany Ponek, oraz Jasch Lalitzek i syn Peter Lalitzek, wszyscy z miejscowości Prziston [Przystań?] w Polsce.

5.  Luboszyce, [brak nazwiska ojca], Walek Matschujek z miejscowości Oyki? w Polsce

6. Kup, kowal Michel Tauber i syn Erasmus Tauber z Ledebach w Wirtembergii

7. Dąbrówka,  [brak nazwiska ojca], Gottlieb Kleehr z Hermersdorf na Morawach

8. Mnichus, Joseph Zimon i syn Joseph Zimon, z Bartowitz w Czechach

9. Rogi, Frantz Herrmann i syn Johann Herrmann ze Schwarzwasser dziś Černá Voda koło Vidnavy w Czechach

10. Tarnów, [brak nazwiska ojca], Joseph Gawlick z Nihdary [Niedary] w Polsce i Jasch Niewiem z Krakowa

11. Żelazna, [brak nazwiska ojca], Mathus Thomalla z Parlino w Polsce

12. Chruścice, [brak nazwiska ojca],  Michel Gawoll z Stanau? w Polsce

13. Kolonia Suchy Bór, [brak nazwiska ojca], Gottlieb Poppe z Hillersdorf ze Śląska Austriackiego

14. Chróścice, [brak nazwiska ojca], Joseph Swestzik z Poporonik?

20 października 1786 pisemnie polecenie od samego króla dostaje Izba Dominialna w Opolu, aby Josephowi Striske, który przybył z Polski i zamieszkał w Dańcu (wtedy zwanym jeszcze dla odróżnienia Mokrym Dańcem) wypłacić 10 groszy na zakup krosna tkackiego dla jego żony.

Kolejnym dokumentem są zaświadczenia o zwolnieniu ze służby wojskowej dla kolejnych kolonistów:

1. Pokój, [brak nazwiska ojca], Johann Friedrich Hirsch (lat 16) z miejscowości Zduny w Polsce

2. Brynica, [brak nazwiska ojca], Anton Ogorek (25) z Mlada Boleslav      

3. Otmęt, , [brak nazwiska ojca], Anton Hopp (35) z niemieckich Czech,

4. Kolonia Horst [dziś Świerkle], Verona Wincklein i syn Friedrich Wincklein (26) z Kunzendorf koło Krnova  

5. Czarnowąsy, Johann Knopp z synem Gottlobem Knopp (12) z Neumarck w Brandenburgii

6. Carmerau [dziś Spórok], Ignatz Weiss i synowie Ignatz (22), Carl (19) z austriackiego Śląska oraz jego pasierbowie Franz Till (18) i Caspar Till (16) z Freudental    

I to dla mnie jest ciekawe, bo Caspar Till jest moim 5xpradziadkiem. Tillów dziś ma wśród swoich przodków wielu mieszkańców Spóroka i okolicy.

W Spóroku mieszka też Georg Gerlich, z synami Friedrichem 26 i Gottfriedem 17, pochodzący z Neudorf koło Krnowa.

Friedrich ożenił się w Szczejkowicach, gdzie do dziś mieszkają potomkowie, o czym mówi rękopis lokalnego historyka Ludwika Musioła […] „Z tych gospodarzy jedynie Görlich przybył w połowie XVIII wieku z innych stron. Mianowice George Friedrich Görlich (Jerzy Friedrich Goerlich)
12.11.1791 kolonista z Karmerowa pod Opolem, żeni się tu w Szczejkowicach z Babarą, córką Marcina Kuśki, siodłaka z Szczejkowic i osiedla sie tu…
Zmarł w 1802 w wieku 47 lat.”

Gottfried jest natomiast protoplastą wszystkich Gerlichów z Kadłuba i Spóroka i okolic.

7. Mnichus, Wentzel Wikal i syn Wenzel Wikal (16) z Polski

oraz Johann Wagenitz z synami Johannem (13), Andresem (7) i Fritzem (4) z Rzeszy

8. Suchy Bór, Ignatz Kradochwill z synem Franzem Kradochwill (18) z Czech

9. Łubniany, Valek Kaluza ojczym Kuby Kubischa (22) z Kempy w Polsce

10. Blumenthal [dziś Krzywa Góra], wdowa Anna Catharina Seybold z synami Georg Friedrich Seybold (19), Georg Michael Seybold (16) i Johann Peter Seybold (11) z Heilbronn w Rzeszy

11. Georgenwerk [dziś Bukowo], Heinrich Strachbein z synami Conradem (14), Johannem Adamem (13) i Johannem Heinrichem (9) z Rechtebach? W Rzeszy

oraz Simon Fusy z synami Johann Heinrich (7), George (12)  z Tann w Rzeszy

12. Plümckenau (dziś Radomierowice), Jakob Fandry i synowie Johann Peter, Johann Christian, Simon z Turyngii w Saksonii

oraz Simon Ditzel i syn Valentin Ditzel z Rzeszy

13. Podewils [dziś Kały], wdowa Susanna Arbeiter i syn Martin z posiadłości księcia Lichtenstein  

oraz Wdowa Anna Leitner i syn Johann Georg z Grünbach koło Reichenau w Austrii

14. Sacken [dziś Lubienia]

Johann Dostal i syn Johann z Machow koło Hradec Kralove

Catharina Czapka i syn Joseph z Bolchost koło Hradec Kralove

Johann Prokopp i syn Wencel z Machow koło Hradec Kralove

Franz Dostal i syn Franz z miejscowości Sdieracky koło Chrudimia

Peter Pawlick i syn Carl z BosanowakołoHradec Kralove

[brak nazwiska ojca] Mathias Paiger z miejscowości Czozitzad? na Morawach

George Buresch z Swinzan? koło Časlau w Czechach

15. Zedlitz [dziś Grabice]  Johann Thill i syn Jacob, Conrad, Johann z Klein Bechleben koło Weilburg w Hesji

16. Dąbrówka Anton Buhik i syn Vinzenz z Opawy

17. Siedlice [brak nazwiska ojca] Johann Gebhardt i Heinrich Gebhardt z Darmstadt w Hesji

18. Miasto Pruszków, Anton Hoffmann ojczym Georga, Antona i Josepha Tietz z Hennersdorf na Morawach

19. Przysiecz, Franz Hoffmann i synowie Franz, Johann, Anton z Petersdorf na Morawach

20. Zimnice Male, Franz Artel z Kudowen? na Morawach    

21. Carmerau [dziś Spórok], Johann Gottlieb Opitz i syn Johann Christian z Saksonii

Może ktoś znajdzie na tej liście swojego przodka?

Joanna Ania Mrohs

Historia mówiona – bateria artylerii przeciwlotniczej pod Strzelcami 20 stycznia 1945

źródło: Żywe Muzeum Online, wywiady ze świadkami historii

Ten wpis pochodzi od Horsta Ahrensa (*1928) z Hamburga, kwiecień 2011, sporządzony na podstawie informacji jego towarzyszy Huberta Poganiucha, Heinza Tomulki, Engelberta Milde, Gerharda Schmacka, Heinza Kandziory, Egona Feina, Herberta Laqui † i Hanno Efferta †.

6 stycznia 1945 roku nastąpiło przeniesienie naszej byłej baterii FLAK 223/VIII do Föhrengrund [Łącza, powiat gliwicki].

Kamerad Hubert Poganiuch napisał mi w odniesieniu do „jego” baterii w Mittelhof/Poppitz [koło Zalesia] m.in.: „… wkrótce po rozpoczęciu ofensywy Baranowa słychać było huk armat zbliżającego się frontu; najpierw jako głuche dudnienie, z biegiem czasu także pojedyncze strzały. Pewien porucznik, który otwarcie stwierdził, że przy obserwowanym natarciu wojsk sowieckich czołówki w ciągu tygodnia dotrą do baterii przeciwlotniczej, został podczas apelu, na który musiała stawić się cała bateria, zganiony przez dowódcę baterii i poproszony o zaprzestanie takich ‚nieprzemyślanych’ wypowiedzi. Porucznik szybko miał się przekonać, że miał rację…

Niedługo potem u nas w Föhrengrund ogłoszono alarm czołgowy. Słyszeliśmy ryk silników czołgów i brzęk oraz pisk gąsienic. Te dźwięki przechodziły nas do szpiku kości. Czy to byli Sowieci i czy wiedzieli, gdzie jesteśmy? Jeszcze do nas nie dotarli. Na szacownej wysokości przelatywały nad nami sowieckie odrzutowce szturmowe ‚IL 2’, ale nas nie zaatakowały.

Kamerad Engelbert Milde napisał mi: „…6 stycznia 1945 roku zostaliśmy Lotniczymi Pomocnikami byłej 213/VIII i przeniesieni do Mittelhof [folwark pod Zalesiem]. Po raz pierwszy poznaliśmy niemieckie działa przeciwlotnicze 8,8 cm i szybko nauczyliśmy się je obsługiwać. W styczniu 1945 roku doszło do pierwszych starć z nacierającymi wojskami sowieckimi. Strzelaliśmy z naszych dział w pozycji ziemnej do atakującej nieprzyjacielskiej kawalerii i czołgów. Sowieccy żołnierze odpowiadali ogniem z karabinów maszynowych, granatników i armat czołgowych.

21 stycznia 1945 dwa niemieckie samoloty szturmowe zaatakowały w niskim locie pole bitwy. Ich ataki spowodowały krótki czas ulgi. Wykorzystaliśmy okazję, zniszczyliśmy nasze działa i pod osłoną zimowego zmroku opuściliśmy nasze pozycje, aby uniknąć niewoli wojennej.

Głęboki śnieg, ciemność i lodowaty wiatr w nocy utrudniały odwrót. Po kilku wyczerpujących i trudnych marszach dziennych, po przekroczeniu Odry 26 stycznia 1945 roku, dotarliśmy w końcu do Neustadt O/S [Prudnik].

Gerhard Schmack opowiedział mi dosłownie: „… Dzień przed tym, jak my, pomocnicy lotniczy, ostatecznie opuściliśmy baterię przed nadciągającymi Rosjanami, kilka kilometrów przed naszą baterią w kierunku wschodnim działał ‚Ju 87’ z jego dwoma 3,7 cm armatami czołgowymi pod dowództwem pułkownika Rudla. Było południe i pogoda była słoneczna. Z pozycji naszej baterii ‚Stuka’ leciał z lewej strony Annabergu. To było najprawdopodobniej w kierunku ‚Groß-Strehlitz’, gdzie w tamtych dniach znajdowały się sowieckie oddziały pancerne.

Dla zabezpieczenia przed wrogimi myśliwcami kilka ‚Me 109’ zapewniało osłonę powietrzną dla pułkownika Rudla. Nagle jeden z ‚Me 109’ zaczął się dymić i tracić wysokość, by chwilę później wylądować awaryjnie przed nami na stosie drewna przy gospodarstwie. To, że samolot nie rozpadł się na tysiące kawałków, było prawie cudem. Kilku z nas od razu pobiegło do awaryjnie lądującego samolotu, aby sprawdzić, co z pilotem. Powrócili po około godzinie z pilotem kuśtykającym u ich boku. Miał na sobie tylko jeden filcowy but, drugi nie dało się wyciągnąć z zaklinowanej kabiny pilota, relacjonowali koledzy. Pilot przeklinał niemiłosiernie, bo najprawdopodobniej ostatnie tygodnie wojny spędzi jako ‚piechur’ (żołnierz piechoty), gdyż w tamtym momencie nie było mowy o zastępczym samolocie dla niego.”

Prawdziwy dowcip w tej historii był następujący: ‚Me 109’ została zestrzelona przez niemieckiego Volkssturmmanna za pomocą karabinu maszynowego w jasny dzień przy najlepszej widoczności. Przez własnego człowieka, który najwyraźniej nie potrafił odróżnić ‚Me 109’ od sowieckiej ‚IL 2’.

Kamerad Hubert Poganiuch opowiedział mi: „20 stycznia 1945, sobota: sowieckie czołówki uderzeniowe dotarły do rejonu Katowic. Na północ od Bytomia Sowieci wtargnęli na Górny Śląsk i dotarli do Groß-Strehlitz (10 km od Mittelhof). Panował ostry mróz. Ziemia była pokryta warstwą śniegu. Otrzymaliśmy białe spodnie maskujące, stalowe hełmy pomalowaliśmy na biało. Na długi płaszcz Luftwaffe założyłem prześcieradło, które rozciąłem pośrodku, by móc włożyć przez nie głowę. Na głowę założyłem nakrycie głowy. Po raz pierwszy ostrzeliwaliśmy sowiecki samolot. Obok naszej baterii przeciwlotniczej zajęła pozycję jednostka artylerii Wehrmachtu i otworzyła ogień do wroga. Pomocniczki Luftwaffe (‘Blitzmädel’) z centrali telefonicznej musiały opuścić baterię. Przejąłem centralę telefoniczną.

W nocy z 20 na 21 stycznia 1945: zajęcie Groß-Strehlitz przez około 20 wrogich czołgów.”

21 stycznia 1945, niedziela: Wojska 1. Frontu Ukraińskiego przekroczyły granicę Górnego Śląska na szerokim froncie i dotarły do zbiornika Turawa (ok. 15 km od Opola). Mittelhof ostrzeliwuje skupiska wrogich czołgów w Groß-Strehlitz; ogień nękający z dział kierowany na wyloty miejscowości Groß-Strehlitz. Jeszcze tej nocy wycofała się sąsiednia jednostka artylerii Wehrmachtu.

O 09:00: Alarm ziemny. Rosyjski karabin maszynowy w Poppitz otworzył gwałtowny ogień na baterię. W obszarze baterii widoczna była wroga kawaleria. Ostrzał z moździerza, atak czołgów.

Sytuacja była beznadziejna. Nie mieliśmy ani broni, ani granatów przeciwpancernych, miałem tylko sześć ręcznych granatów. Działa przerwały ogień, ponieważ lufy osiadły na ziemnych wałach stanowisk ogniowych. Otrzymałem rozkaz nawiązania łączności telefonicznej z sąsiednią baterią przeciwlotniczą w Alt-Bischofstal [Stary Ujazd] i zażądania ognia zaporowego na przedpole naszej baterii. Ogień zaporowy musiał być szybko wstrzymany, ponieważ część pocisków trafiła w obszar baterii.

Na szczęście wiele pocisków z rosyjskiego ostrzału moździerzowego okazało się niewybuchami. Jeden z towarzyszy pokazał mi taki niewybuch dosłownie pod nosem. O godzinie 15:30 musieliśmy opuścić baterię. W małych grupach wycofywaliśmy się biegiem przez osłonięte pole głęboko pokryte śniegiem, za każdym razem, gdy sześć niemieckich samolotów przeprowadzało nowy atak, aż do około 200 metrów odległego wąwozu, który zapewniał wystarczającą osłonę.

Kolegę, który został ranny podczas ostrzału moździerzowego w punkcie dowodzenia, zawinęliśmy w koc i przymocowaliśmy do sanek. We dwóch na zmianę ciągnęliśmy sanki z kolegą. (Komentarz ode mnie – Horst Ahrens: Towarzysze z wspomnianej wcześniej baterii przechodzili koło nas w Föhrengrund z rannym kolegą leżącym na saniach).

Wycofywaliśmy się przez dużą baterię w Alt-Bischofstal [Stary Ujazd] i miasteczko Bischofstal [Ujazd]. W Bischofstal znałem się dobrze, ponieważ spędzałem tam często wakacje. Tam zostawiliśmy rannego kolegę w głównym punkcie medycznym i ruszyliśmy dalej w kierunku Rudgershagen [Rudziniec]. Późno w nocy dotarliśmy do dużej baterii w Rudgershagen. Sowieckie wojska zajęły już Bischofstal. Bateria w Rudgershagen ostrzeliwała nacierającego wroga; dzięki temu mogliśmy leżeć w wolnych łóżkach naszych towarzyszy. Od razu zasnąłem”

Po zajęciu Groß-Strehlitz Rosjanie (czyżby czołgowa czołówka Konjewa?) ruszyli na Opole. Wspominam swoje ostatnie krytyczne dni w Opolu i okolicach z perspektywy 52 lat (=1997): Dwa dni wcześniej w dużej baterii w Eschendorf [Jasiona] działa zostały zamontowane ze stanowisk cementowych na samobieżne lawety. Brakowało jednak łączników między lawetą a maszyną ciągnącą.

Kiedy rano z Bolko strzelano w kierunku Gruden, aby przepędzić oddział Rosjan, który się wedarł, zauważyliśmy, że linia obrony była zbudowana na nasypie kolejowym między Bolko a Gruden, a my poprzednią noc błędnie staliśmy się przynętą dla Rosjan. Zatem powoli, krok po kroku, wycofywaliśmy się do Bolko za pomocą ciągnika! Kolegę i mnie zabrano na końcu z ostatnim stosikiem pocisków.

Zostawiony sam w linii obrony, rozproszony i bez informacji o sytuacji, długo szukałem naszego działa, nie zdając sobie sprawy, że okopy stawały się coraz bardziej puste. Kiedy znalazłem działo w Bolko, przy drodze, w przydomowym ogródku, nieznany mi starszy szeregowy podał mi zapalnik i lont, mówiąc coś w rodzaju ‚Jesteś K 3, wysadź to działo’ i zniknął. Nigdy wcześniej nie widziałem takiego zapalnika i nie miałem zapałek. Dodatkowo, ciągle przemykali obok nas piechurzy, którzy opuścili okopy i nie chcieli być wysadzeni w powietrze. Świadom swojej powinności, jak mnie wychowano, rozmontowałem zamek z działa i wrzuciłem go do okopu, bo stał się zbyt ciężki.

Potem ruszyłem biegiem niemal samotnie ulicą strzelecką aż do stacji kolejowej. Z tunelu dworcowego – na torach już toczyły się walki – i z Odry nadchodziły już rozproszone jednostki. Rosjanie zajęli wszystkie mosty, (inna kolumna pancerna z kierunku Turawy już je zablokowała). Usłyszeliśmy, że idziemy do niewoli.”

Butelki z alkoholem były przekazywane w celu znieczulenia. Byłem tak wyczerpany, niewyspany, półgłodny i półzamarznięty, że było mi wszystko jedno i też kilka razy sięgnąłem po butelkę. Nagle usłyszeliśmy: „Wyciągnijcie książeczki żołdu, Rosjanie zaraz tu będą”. „Tak, twój dowód (dowód pomocnika Luftwaffe) jest nieważny, Iwan chce tylko książeczki żołdu, nie możesz się stąd wynieść?” To było niebezpieczne i natychmiast wytrzeźwiałem. Chciałem wyjaśnić oficerowi z planem miasta, że jest jeszcze most Bolko, do którego można dotrzeć przez drewnianą kładkę przy filarze mostu pod mostem na młynówce. Zapytałem go, co z tym mostem. Był zbyt zdenerwowany, żeby mnie słuchać.

Pobiegłem o zmierzchu i dotarłem do mostu. Tylko dlatego, że inni nie znali terenu i odwrót nie był zorganizowany, wszyscy prawdopodobnie trafili do niewoli. Znajomość terenu uchroniła mnie przed niewolą – a może nawet przed śmiercią.

Opa

Dzień Opy i Omy się zbliża, więc czas na małe opowiadanie o moim.

Joanna Ania Mrohs

Opa Peter – zabawiacz

Skat i sztuczki karciane były jego specjalnością. Skata nauczył się w kaczmie, sztuczek karcianych od cyganów – gdy tylko w Kadłubie pojawiał się tabor, mały Peter pędził do wozów i każdą wolną chwilę spędzał na obserwowaniu cygańskich sztuczek.

Jako dziecko nie dostał szczepień ochronnych, bo lekarz uznał, że za słaby i nie dożyje dorosłości, więc szkoda na niego marnować drogą szczepionkę. Jednak Peter dożywa wieku dorosłego, co w tamtych czasach nie jest wcale oczywiste. Dzieci Anny Mross z domu Hutta odwzorowują idealnie ówczesną statystykę, która mówi, że tylko połowa narodzonych dzieci dożyje wieku dorosłego. Na ośmioro rodzeństwa Mross, tylko czwórka osiągnie wiek dorosły (trójka umiera w dzieciństwie, jeden brat ginie w I wojnie światowej).

Przestrzelone ucho

Za młodu Peter jest awanturnikiem i fanem broni. Jako nastolatek obserwuje z okna, że przy rzece robotnicy pogłębiają koryto. Jeden z nich co chwila się schyla, żeby wbić łopatę w muł. Peter wpada na pomysł, że zestrzeli robotnikowi kapelusz. Jednakże w chwili strzału ten akurat się podnosi i Peter przestrzelił mu ucho. Ojciec Petra, Thomas, w wyniku tego incydentu skonfiskował mu wszystkie pistolety. Miłośnikiem broni Peter pozostał, i to nadal nieostrożnym, bo przestrzelił raz bratu Theodorowi rękę.

W czasie drugiej wojny jego ulubionym pistoletem był Browning, którego trzymał pod poduszką. Gdy słyszał szmer nocą w domu, brał go i krążył po domu.

Gdy zbliżał się front ruski, kazał swoim dzieciom zabrać wszystkie pistolety i wyrzucić do rzeki.

Peter marynarz

W czasie I wojny światowej Peter zostaje marynarzem, podobno dlatego, że był niewielkiego wzrostu. Gdy w Rosji wybucha rewolucja październikowa służy akurat na statku pływającym w Zatoce Botnickiej, niedaleko Petersburga. Po demobilizacji przebywa w Berlinie i na własne oczy widzi walki w okolicy Schlesischer Bahnhof podczas rewolucji listopadowej roku 1918/19.

Heimattreuer

Jego dusza rewolucjonisty kolejny raz się odzywa w roku 1920, kiedy to w obliczu groźby odłączenia Śląska od Niemiec wstępuje w szeregi kadłubskiego liczącego 20 osób oddziału Selbstschutzu. Polski wywiad wojskowy umieszcza go na liście wrogów. Gdy nadchodzą wojska powstańcze, jego oddział chowa się w lesie krasiejowskim, gdzie toczą się intensywne walki i gdzie po zakończeniu powstania jeszcze przez miesiące odnajdywane są trupy. Powstańcy szukają ludzi z listy wrogów polskiego wywiadu, nie znajdują Petra, więc mszczą się na rodzinie i maltretują jego ojca Thomasa, prawie na śmierć.

Handlarz i praktyczny podrywacz

Po wojnie Peter postanawia założyć rodzinę. Podczas podróży służbowej do Bytomia, gdzie handlował bydłem, zatrzymuje się raz w gospodzie w Błotnicy Strzeleckiej, gdzie ma być na sprzedaż krowa. Gospodę prowadzi rodzina Haiduk. Tamże podczas transakcji wpada mu w oko jedna z kilku urodziwych córek. Peter wpada na pomysł: właścicielowi gospody mówi, że kupi krowę pod warunkiem, że jedna z córek – Johanna, będzie mu towarzyszyć w przewiezieniu krowy do Kadłuba. Peter miał skrycie nadzieję, że dziewczynie spodobał się jego dom i zgodzi się za niego wyjść. Widocznie dom i kawaler przypadli do gustu i Johanna została żoną Petra. Na ile ta anegdota jest prawdziwa, nie wiemy. Prawdopodobnie kulisy były mniej prozaiczne i praktyczne: ożenki aranżowane w ramach jednego cechu były wtedy normą.

Oprócz handlu bydłem do Bytomia, na zlecenie hrabiego Strachwitza handluje też dziczyzną z hrabiowskich lasów, która trafia aż do Berlina. Opa lubi jeździć do Bytomia, które przed wojną było pięknym miastem. Po skasowaniu zapłaty za towar idzie zawsze na Bahnhofstrasse do kawiarni, pije kawę i obserwuje ruch uliczny.

W czasie II wojny Peter nie dostaje poboru do wojska ze względu na kwalifikacje istotnie dla gospodarki: jest masourzem. Odkrywa jednak inne hobby: ukrywanie zbiegów.

Peter ukrywacz

Pewnego dnia około roku 1942 pod gospodą pojawił człowiek mówiący po polsku, twierdzący że jest domokrążcą i że sprzedaje opony do rowerów. Peter był bardzo kontaktową osobą, mówił też po polsku, rozpoczął więc z nim rozmowę. Szybko wyczuł, że przybysz coś ukrywa. Okazało się po dłuższej rozmowie, że mężczyzna ucieka przed Gestapo i szuka schronienia.

Ukrył więc mężczyznę. A że gospoda ma kilka ciemnych i głębokich piwnic oraz przepastne strychy – ukrył go w domu. Mężczyzna ten pochodził z Sosnowca i nazywał się Roman Kuśmierski.

Nawet Gestapo przeszukujące wkrótce dom, go nie odkryło. Gestapo robiło wtedy często rewizję w gospodzie i masarni, sprawdzając, czy nie wykonuje się zabronionych wtedy ubojów własnych i czy masourz nie handluje na czarno (a handlował). Kuśmierski wkrótce ucieka dalej, zostaje jednak aresztowany, o czym mówią jego wspomnienia. Ale to już inna historia.

Po zakończeniu wojny Peter ukrywa przez dłuższy czas właściciela krasiejowskiej cegielni, tym razem przed polską administracją.

Peter i jego terapie

Opa Peter na starość odstawił broń i znalazł sobie nowe hobby. Kupował chore konie i w rzece kadłubskie urządzał im spa. Tak podleczone zwierzęta sprzedawał z zyskiem dalej.

Już jako 30latka dopadła go uciążliwa dolegliwość: wrzody żołądka. Graf Strachwitz polecił mu swojego lekarza we Wrocławiu, a ten skierował go na leczenie do uzdrowiska w Karlsbad. Zawsze jeździł tam sam, a gdy wracał, żona na zmianę udawała się do Bad Salzbrunn. Bo przecież nie można zostawić geszeftu bez nadzoru.

W Karlsbad leczył się u dr. Med. Paula Friedinga, w domu zdrojowym „Wappen” przy Dr. Becher-Platz.

Z tamtego czasku zachowało się zalecenie lekarskie:

Po południu między 6-7 wypić 4 połówki kubka w źródle Marktbrunn a rano na czczo 4 połówki kubka w źródle Mühlbrunn, a to z dodatkiem ½ paczki soli musującej do 1 kubka rano. Wypić łyczkami w ciągu 10 minut. Między kolejnymi połówkami kubka przerwa 10 minut. 40 minut później zjeść śniadanie lub inny posiłek (kubek to 200 ml).

Przed spaniem jeszcze wypić ½ kubka zimnej wody z Felsenquelle.

Zaleca się też kąpiele tlenowe 36 a 20 minut, 2 atmosfery, potem 1 godzina odpoczynku.

Zalecono także płukanie jelita.

Dieta: na śniadanie herbata z mlekiem, płatki owsiane, kasza owsiana, masło, jajko na miękko, biały chleb i sucharki. Na obiad zupa z lnu, makaron, sałata, pstrąg, szczupak. Wołowina i cielęcina, ale gotowana. Sery imperial, crème, gervais. Młode ziemniaki i szparagi. Po południu sucharki i herbata.

Napoje nigdy zimne, herbata miętowa lub rumiankowa. Zero alkoholu.

Z wrzodów wrocławski lekarz go wyleczył.

Głuchota

Na starość opa Peter był już głuchy, i na wszystko odpowiadał „ja”. A może tylko udawał, żeby mieć święty spokój 🙂

Wersja niemiecka:

Der Tag der Großeltern rückt näher, also ist es Zeit für eine kleine Geschichte über meinen Großvater.

Opa Peter – der Unterhaltungskünstler

Skat und Kartentricks waren seine Spezialität. Skat lernte er in der Kneipe, Kartentricks von Zigeunern – sobald ein Zigeunerwagen in Kadłub ankam, rannte der kleine Peter dorthin und verbrachte jede freie Minute damit, die Zigeunerkunststücke zu beobachten. Als Kind erhielt er keine Schutzimpfung, weil der Arzt meinte, er sei zu schwach und würde das Erwachsenenalter nicht erreichen, also wäre die teure Impfung an ihm verschwendet. Doch Peter erreicht das Erwachsenenalter, was zu jener Zeit überhaupt nicht selbstverständlich war. Die Kinder von Anna Mross, geborene Hutta, spiegelten die damalige Statistik wider, wonach nur die Hälfte der geborenen Kinder das Erwachsenenalter erreichten. Von den acht Mross-Geschwistern erreichten nur vier das Erwachsenenalter (drei starben im Kindesalter, ein Bruder fiel im Ersten Weltkrieg).

Durchschossenes Ohr

In seiner Jugend war Peter ein Draufgänger und Waffenfan. Als Teenager beobachtete er aus dem Fenster, wie Arbeiter das Flussbett ausbaggern. Einer von ihnen beugte sich ständig hin, um die Schaufel in den Schlamm zu stecken. Peter hatte die Idee, dem Arbeiter den Hut abzuschießen. Doch im Moment des Schusses richtete sich der Arbeiter auf, und Peter schoss ihm ins Ohr. Peters Vater, Thomas, konfiszierte ihm daraufhin alle Pistolen. Obwohl Peter ein Waffenliebhaber blieb, war er weiterhin unvorsichtig, denn er schoss seinem Bruder Theodor einmal in die Hand.

Während des Zweiten Weltkriegs war sein Lieblingspistole eine Browning, die er unter dem Kopfkissen hielt. Wenn er nachts ein Geräusch im Haus hörte, griff er danach und durchsuchte das Haus. Als die russische Front näher rückte, befahl er seinen Kindern, alle Pistolen einzusammeln und in den Fluss zu werfen.

Peter der Seemann

Während des Ersten Weltkriegs wurde Peter Seemann, angeblich weil er klein war. Als in Russland die Oktoberrevolution ausbrach, diente er gerade auf einem Schiff in der Bottnischen Bucht, in der Nähe von Petersburg. Nach der Demobilisierung hielt er sich in Berlin auf und erlebte die Kämpfe um den Schlesischen Bahnhof während der Novemberrevolution 1918/19.

Heimattreuer

Seine revolutionäre Seele regte sich erneut im Jahr 1920, als er sich angesichts der Gefahr, dass Schlesien von Deutschland abgetrennt wird, dem 20-köpfigen Kadlub-Selbstschutz anschloss. Der polnische Militärgeheimdienst setzte ihn auf die Feindesliste. Als die aufständischen Truppen ankamen, versteckte sich seine Einheit im Krascheow-Wald, wo intensive Kämpfe stattfanden und auch nach Ende des Aufstands noch monatelang Leichen gefunden wurden. Die Aufständischen suchten nach den Personen auf der Feindesliste des polnischen Geheimdienstes, fanden Peter aber nicht, rächten sich jedoch an seiner Familie und misshandelten seinen Vater Thomas beinahe zu Tode.

Händler und pragmatischer Verführer

Nach dem Krieg beschloss Peter, eine Familie zu gründen. Während einer Geschäftsreise nach Beuthen, wo er mit Vieh handelte, hielt er einmal in einer Schenke in Blottnitz an, wo eine Kuh zum Verkauf stand. Die Schenke wurde von der Familie Haiduk geführt. Während der Transaktion fiel ihm eine der hübschen Töchter ins Auge. Peter hatte die Idee: Er sagte dem Gastwirt, er würde die Kuh kaufen, wenn eine der Töchter – Johanna, ihn bei der Überführung der Kuh nach Kadlub begleiten würde. Peter hoffte insgeheim, dass das Mädchen sein Haus mögen würde und zustimmen würde, ihn zu heiraten. Offensichtlich gefielen Haus und Junggeselle, und Johanna wurde Peters Frau. Inwieweit diese Anekdote wahr ist, wissen wir nicht. Wahrscheinlich waren die Hintergründe weniger prosaisch und pragmatischer: Ehen innerhalb desselben Handwerks waren damals die Norm.

Während des Zweiten Weltkriegs wurde Peter aufgrund seiner für die Wirtschaft wichtigen Qualifikationen nicht zum Militär einberufen: Er war Fleischer. Er entdeckte jedoch ein anderes Hobby: das Verstecken von Flüchtlingen.

Peter der Versteckkünstler

Eines Tages um das Jahr 1942 tauchte ein Mann vor der Schenke auf, der Polnisch sprach und behauptete, ein Hausierer zu sein und Fahrradreifen zu verkaufen. Peter, der eine sehr kontaktfreudige Person war und auch Polnisch sprach, begann ein Gespräch mit ihm. Schnell merkte er, dass der Ankömmling etwas verbarg. Nach längerer Unterhaltung stellte sich heraus, dass der Mann vor der Gestapo auf der Flucht war und Zuflucht suchte. Peter versteckte den Mann. Da die Schenke mehrere dunkle und tiefe Keller sowie geräumige Dachböden hatte, versteckte er ihn im Haus. Der Mann stammte aus Sosnowiec und hieß Roman Kuśmierski. Sogar die Gestapo, die bald darauf das Haus durchsuchte, entdeckte ihn nicht. Die Gestapo führte damals häufig Durchsuchungen in der Schenke und der Metzgerei durch, um zu überprüfen, ob keine verbotenen Schlachtungen durchgeführt wurden und ob der Fleischer nicht illegal handelte (was er tat). Kuśmierski floh bald weiter, wurde jedoch verhaftet, wie seine Erinnerungen erzählen. Aber das ist eine andere Geschichte. Nach dem Krieg versteckte Peter den Besitzer der Krasiejów-Ziegelei, diesmal vor der polnischen Verwaltung.

Peter und seine Therapien

Opa Peter legte im Alter die Waffen ab und fand ein neues Hobby. Er kaufte kranke Pferde und veranstaltete für sie ein Spa im Himmelwitzer Fluss. Die so genesenen Tiere verkaufte er gewinnbringend weiter. Bereits als 30-Jähriger litt er unter einem lästigen Leiden: Magengeschwüre. Graf Strachwitz empfahl ihm seinen Arzt in Breslau, und dieser sendete ihn zur Behandlung nach Karlsbad. Immer reiste er alleine dorthin, und wenn er zurückkehrte, ging seine Frau abwechselnd nach Bad Salzbrunn. Denn man konnte das Geschäft ja nicht unbeaufsichtigt lassen. In Karlsbad ließ er sich bei Dr. Med. Paul Frieding im Kurhaus „Wappen“ am Dr.-Becher-Platz behandeln. Ein ärztliches Empfehlungsschreiben aus jener Zeit ist erhalten geblieben: Nachmittags zwischen 6-7 Uhr 4 halbe Tassen (je 100 ml) am Marktbrunnen trinken, morgens nüchtern 4 halbe Tassen (jeweils mit ½ Päckchen Brausesalz zu einem ganzen Becher) am Mühlbrunnen trinken. Schluckweise innerhalb von 10 Minuten trinken. Zwischen den Halbtassen jeweils 10 Minuten Pause. 40 Minuten später Frühstück oder eine andere Mahlzeit. Vor dem Schlafengehen noch ½ Tasse kaltes Wasser aus der Felsenquelle trinken. Auch Sauerstoffbäder von 36 a 20 Minuten, 2 Atmosphären, dann 1 Stunde Ruhe wurden empfohlen. Auch Darmspülungen wurden empfohlen. Diät: Zum Frühstück Tee mit Milch, Haferflocken, Haferbrei, Butter, weiches Ei, Weißbrot, Zwieback. Zum Mittagessen Leinensuppe, Nudeln, Salat, Forellen, Hecht. Rind- und Kalbfleisch, aber gekocht. Kaiserlicher Käse, Crème, Gervais. Junge Kartoffeln und Spargel. Nachmittags Zwieback und Tee. Getränke sollten nie kalt sein, Pfefferminz- oder Kamillentee. Kein Alkohol. Der Breslauer Arzt heilte ihn von den Magengeschwüren.

Hörprobleme

Im Alter war Opa Peter bereits taub und antwortete auf alles mit „ja“. Vielleicht tat er auch nur so, um seine Ruhe zu haben. 🙂