Fryderyk w Malapane

Jest północ z 17 na 18 sierpnia 1789 roku. W królewskich zakładach w Jedlicach i w Ozimku wszyscy podekscytowani na nogach. Sprzątają place, przygotowują materiały. Bo jedzie król.

Miesięcznik Schlesische Provinzialblätter rocznik 1789 drukują list radcy górniczego Krusemarcka o wizycie króla Fryderyka w Jedlicach i hucie Malapane.

„Początkowo dostaliśmy informację, że Królewska Mość pojedzie do Kreutzburgerhütte (dziś Zagwiździe), a następnie przez Kup i Węgry do Jedlic [przypis tłumacza: Kreutzburgerhütte, Jedlice, Malapane – siedziby królewskich zakładów metalowych]. Jednakże adiutant króla Geusau posłał mi wiadomość, że król oczekuje mojej obecności w hucie Malapane. Tą wiadomość otrzymałem 17 sierpnia o godzinie 18.00 wieczorem. Tak więc niezwłocznie wraz z nadinspektorem hutniczym Helmkampfem ruszyliśmy w drogę i w nocy o 1 byliśmy w hucie Malapane [34 km w 6 godzin!].

Tutaj mistrz górniczy Abt nadzorował trwające prace porządkowe na placu hutniczym, przygotowywał pracowników i poszczególne zakłady w hucie. Podobne prace trwały w Jedlicach oddalonych o pół mili [5km]. Wszystko było przygotowywane na przyjazd króla.

O godzinie 5 inspektor hutniczy Helmkampf, dyrektor huty Breustedt i chirurg huty Eckmann wyruszyli konno do Jedlic. Jego Królewska Mość przybyli do Jedlic wraz z księciem, majorem von Geusau i majorem von Schack 18 sierpnia o 7.45. Król zapytał o nazwę zakładu, jego strukturę, Helmkampf wyjaśnił, że składa się z trzech fryszerek i jednego młota [podobny, jak do dziś stoi w Zagwiździu]. Król wraz z księciem dokonali oględzin wszystkich urządzeń, wysłuchując informacji o ich najnowszych modernizacjach, o dacie budowy zakładu, wyrażając swoje zadowolenie. Po 15 minutach król wyruszył dalej, przez kolonię Antoniów, obok szkoły ewangelickiej.

Rysunek 57-725 ze zbiorów Muzeum Górnictwa Węglowego w Zabrzu.

Ja ustawiłem się wraz z mistrzem górniczym Abtem, sekretarzem huty Fabriciusem i kaznodzieją ewangelickim Richterem, przed placem wielkopiecowym, na początku alei klonowej. Tutaj król nakazał zatrzymać powóz i dziękował nam łaskawie za nasze uniżone pokłony. Król podczas wysiadania z powozu wskazał na wysoki budynek i zapytał, czy to wysoki piec, ja potwierdziłem i zaproponowałem królowi, czy łaskawie nie zechciałby się pofatygować i wejść schodami na pomost przy gardzieli pieca. Podczas wspinana się, król zapytał o rok założenia pieca. Wspomniał też bardzo łaskawie zmarłego nadleśniczego Rehdanza, zapytał, czy zakład uległ zniszczeniu podczas najazdu Rosjan w Wojnie Siedmioletniej. Po dotarciu na pomost, który znajdował się na wysokości 30 stóp [około 9m], król kazał sobie objaśnić proces wytopu, skład rud, ich stosunek do domieszki wapnia oraz stosowany węgiel. Zapytał o wagę skrzyni wypełnionej rudą, dotknął jej swoją dłonią, polecił poinformować się o uzysku z wysokiego pieca równo za tydzień. Król wyraził następnie swoje zadowolenie i udał się na plac hutniczy, gdzie wystawiono na stołach stosowane materiały i produkty wytwarzane przez zakład. Jego Wysokość obejrzał wszystko dokładnie, szczególnie zadowolenie wywołały produkty żeliwne, łopaty i pręty produkowane na młocie cajniarskim.  

Następnie wszedł do budynku wysokiego pieca, gdzie akurat wykonywano spust surówki. Król zauważył łaskawie, że surówka spłynęła do łożyska z piasku uformowanego w kształcie jego monogramu z królewską koroną i żarzyła się w kolorze czerwonym.

Z głębokim ukłonem poprosiłem o przyjęcie tegoż dowodu naszej głębokiej części dla króla. Na to łaskawie nam podziękował i zwrócił uwagę księcia i majorów na nasz gest. Następnie Jego Królewska Mość zapytał o urządzenia formierskie i poinformował, że styryjskie huty mają przestoje z braku zbytu do prowincji tureckich, dlatego obecnie łatwo jest werbować fachowców [fachowcy do hut prywatnych i królewskich byli sprowadzani z innych rejonów Europy. W hucie prywatnej w Kadłubie pracował w roku 1742 mistrz wielkopiecowy Anderwald ze Styrii, do hut królewskich byli sprowadzani robotnicy z Brandenburgii, Harzu, Rudaw saksońskich i czeskich, z miasta Mansfeld w Saksonii Anhalcie, jeden mistrz był z Geislautern w Kraju Saary, pracownicy w Jedlicach pochodzili z Moraw].  Jednakże król oświadczył równocześnie, że wolałby o wiele bardziej, aby jego podwładni, a szczególnie Górnoślązacy byli zatrudniani jako hutnicy. Następnie król zapytał mnie o różnicę między zwykłą śląską a angielską surówką produkowaną na węglu kamiennym, które to oba rodzaje królowi pokazano. Krój wspomniał wtedy anglika Wilkinsona, podróżne hrabiego Redena i próby Kohlhaasa wytopu żelaza za pomocą węgla. Chwalił Kohlhaasa jako praktycznego i doświadczonego człowieka, zapytał, czy go znam. Poinformowałem go, że stosujemy zarówno surówkę angielską jak i śląską, fryszujemy ją za pomocą węgla drzewnego, następnie wykuwamy z użyciem węgla kamiennego, uzyskując produkt lepszy pod każdym względem od produktów szwedzkich. Król wobec tego kazał sobie to żelazo pokazać. W tym celu udaliśmy się do fryszerki numer 1, gdzie właśnie wykuwano młotem żelogrudę w celu jej zagęszczenia i wytrącenia szlaki. Następnie przeszliśmy do sąsiadującej fryszerni numer 2, gdzie wykuwano za pomocą węgla kamiennego. Król pozwolił mi wszystko objaśnić, obejrzał wykute żelazo, wziął do ręki pręt o szerokości 2 ¼ cala, grubości 3/8 cala i długości 16 stóp [ok. 6cm x 1cm x 5m] i polecił rozeznać jego sprzedaż do Anglii i zobowiązał mnie do jego dystrybucji. Przechodząc do zakładu wiercenia Jego Królewska Mość zażądał ode mnie sprawozdania o wielkości produkcji, wynikających z tego kwot rocznych, ilości osób zamieszkałych na terenie huty, personelu administracji huty i sumie nakładów inwestycyjnych od 1780 roku.

Rysunek 56-724 ze zbiorów Muzeum Górnictwa Węglowego w Zabrzu.

W zakładzie wiercenia król obejrzał wyposażenie i obróbkę armaty kręcącej się na wiertarce, zainstalowany w tym samym miejscu młot cajniarski, obejrzał pręt wytworzony na młocie cajniarskim i kazał mi znaleźć zbyt na ten produkt za granicą. Podczas wychodzenia z zakładu wiercenia król obejrzał różne wiertarki, zapytał o przekrój rzeki Malapane, budynek szkoły oraz nowy budynek wybudowany przed domem chirurga hutniczego, zapytał o ilość dzieci szkolnych, i czy założony został lazaret. Zapytał także o kruszarkę do żużla,  o miejsce przechowywania kasy  i urzędowania pracowników urzędu hutniczego. Miałem możliwość także przedstawić zalety formierni amunicji dla przemysłu całego regionu. Podczas wychodzenia z budynku kruszarki żużla król objaśnił księciu stosowanie żelaza wypłukanego ze skruszonego żużla do wytopu ołowiu w hutach w Tarnowskich Górach. Na koniec król zapytał o użytkowanie wybudowanego przez nadleśniczego Rehdantza reprezentacyjnego budynku administracji. Chwalił przy tym Rehdantza za jego pracowitość i zaangażowanie. Zapytał też o granice działek terenu będącego w posiadaniu urzędu hutniczego, zerkając do przedłożonej mu mapy.

Na koniec podziękował łaskawie i wielokrotnie wszystkim pracownikom huty, ostatni raz dziękując, siedząc już w powozie. Helmkampf otrzymał polecenie towarzyszenia królowi i jego towarzyszom, i to w jego obecności król ponownie wyraził zadowolenie z zastanego stanu zakładu. Król około godziny 9 wyruszył drogą w stronę Krasiejowa. Po fakcie pastor Richter wyliczył, że król przebywał w zakładzie Malapane ponad 50 minut. W chwili przybycia króla w zakładzie panowała uroczysta cisza, ale już chwilę później wszystko zostało wprowadzone w intensywny ruch. Na wieczną pamiątkę dla naszych potomnych urząd górniczy umieści na górze pieca przy gardzieli, gdzie stał król, tablicę pamiątkową. Osoby obce, przebywające w zakładzie przypadkowo, podziwiały pełną godności łaskawość naszego wielkiego monarchy. Ja tej chwili nigdy nie zapomnę, gdy Jego Królewska Mość docenił moją osobę i rozmawiał ze mną ponad trzy kwadranse.”

Joanna Ania Mrohs

„chui kilkonaste kratt w przitomnosti dobrych lidi rytirskich”

Badanie najstarszych dziejów naszej historii lokalnej, to jak nocne łowienie ryb w mętnej wodzie. Czasami coś się trafi. A jak się trafi, to nie wiadomo co to jest.

Tak też jest w tym przypadku. W ramach mojego szperania po archiwach trafiło mi się coś ciekawego w państwowym archiwum austriackim, a to dokument sprzed ponad 400 lat, w którym pisze tak:  

1 – Rechts1

 

„Na Hradie Nassim Prazskem w Antery po Nedielj Krziziowe Letha Bosiho”

…czyli na zamku praskim dnia 14 maja 1584 stawił się przed jego obliczem cesarza Rudolfa …

„Mikulas Rozmiersky ž Male Rozmirze [Mikołaj Rozmierski z Rozmierki] Nas se vssy ponižienosti a pokoru prosycze Aby chom jeho jako tu Osobu kderaž jest ne w Stawu Manžielskem  swobodnie splozena, w tei posskwrnie a nedostatku milost a pomocz Vcžiniti a tu posskwrnu a nedostatek zahladiti S meho Snitj a przytom jeho w dnostojenstwi a Pocztiwost Stawu Manžielskeho pozdwi hnanti  a Vwesti  raczili y rozhlednancze My na takowu snažnan a ponižiena Prozbu S dobrym rozmyslem nassym yistym wiedomim S Raddan wiernych Nassych milych Moczy Kralowsku w Cziechach a yakoz to Neywyzssy Knizie Slezske takowan posskwrnu a Nedostatek z tehoz Mikulasse Rozmierskyho  z  Rozmirze proto zie w Stawu Manžielskem zplosen neny zahladiti zdwihnanti y dokonale sniti a w duostojenstwi a Pocztivosty Stawu ManželskehoVwresti gsme raczili, t timto Listem z Mocznosti nassy Cžysarzske Nam naležnyiczy zahlazujem zdwihame u dokoncze snij mame a w tu Pocztiwost Stawu Manžielske ho mocznie a dokonale ywozujem, Chticze tomu a pewnie Vstanowugicze, Aby swrchu psanemu Mikulassowi Rozmierskymu any jeho diediczuom a budanczym takowe ne w Manžeisltwy zplozeny wniziadne  wieczy w Prawich Sandech nebi wen z Prava a Sandu any w nicziemy jine kžiadne lechkosti a Sskodu neh ponicžieny odnižiadneho nemohlo pržicžitano neh jemu any jeho diedicžum”.

Próbowaliście odczytać?     

W skrócie można stwierdzić, że Mikołaj był dzieckiem spłodzonym poza związkiem małżeńskim, i z tego powodu żył w „posskwrnie [skazie] a nedostatku”.

Publikacja „Příspěvky k dějinám šlechty v Čechách” opisuje stan prawny takich dzieci:

„Jakkolwiek szlachta bardzo dbała o moralność życia rodzinnego, a tym samym o małżeńskie pochodzenie swoich członków, nie są rzadkie przypadki, gdzie nie tylko osoby stanu rycerskiego, ale i pańskiego żyły w konkubinacie z osobami stanu niższego i spłodziły z nimi liczne dzieci. Takie dzieci, według prawa ziemskiego, były nazywane pobocznymi, miały pozostać w mocy swojego ojca, a po jego śmierci jeszcze w mocy jego męskich spadkobierców, po osiągnięciu pełnoletności stawały się wolne lub mogły wybrać sobie innego dziedzicznego pana. To jednak dotyczyło tylko dzieci, które żonaty pan lub rycerz, mając własną rodzinę, spłodził w stosunku pozamałżeńskim z osobą stanu niższego, ale niezamężną. Inaczej było, jeśli wolny pan lub rycerz żył z wolną kobietą, lecz nierówną sobie, w stosunku małżeńskim, nie będąc z nią formalnie ożeniony. Dzieci pochodzące z takiego związku były później, na żądanie swoje lub ojcowskie, legitymizowane przez króla, czyli uznawane za małżeńskie. Na przykład, dnia 11 maja 1584 r. legitymowany został nieślubnie spłodzony Mikuláš Rozměřský z Rozměře;

Ponieważ legitymizacja udzielona przez króla mogła mieć tylko skutki prawne, a nieślubne pochodzenie de facto nie mogło być odczynione, zdarzało się, że ludzie tego nie zapominali i często legitymowanym osobom wytykano ich pochodzenie, a ponieważ życie w związku pozamałżeńskim z kobietą nierówną sobie nie było rzadkością wśród osób wyższych stanów, często zdarzało się, że z nieślubnego pochodzenia oskarżano również osoby spłodzone w zgodnym małżeństwie. Takie oskarżenia miały miejsce zazwyczaj podczas uczt, które następowały po biesiadach. Nasi przodkowie kochali uczty, odwiedzali się nawzajem w tym celu, i wtedy często zdarzało się, że uczta trwała dłużej niż powinna; ponieważ często goście w swej bujności dochodzili do wyciągania kordów, czemu inni, jeśli mogli, zapobiegali, przeciwnicy starali się słowami wyładować swój gniew. W takich przypadkach najczęstszą obrazą było oskarżenie o nieślubne pochodzenie, co zwykle prowadziło obie strony przed forum sądu komorniczego. Takie oskarżenie musiało jednak nastąpić przed „dobrymi lub uczciwymi ludźmi”, tj. osobami stanu szlacheckiego.

Mikołaj jedzie więc do Pragi i odwołuje się do miłosierdzia cesarza, żeby oficjalnym listem cesarz uznał go dzieckiem ślubnym. Cesarz niniejszym listem to robi, chociaż podejrzewam, że pobudką tu nie było miłosierdzie a hojna wpłata do kasy cesarskiej.

Cesarz dalej oznajmia, że kto nie będzie respektował tejże legitymacji, zapłaci „do Komory Nassy dwacžeti hrziwen zlata” kary.

I tu zaczyna się problem: w księgach nigdzie indziej nie spotykamy rodu von Rozmiersky. Kim był Mikulas Rozmiersky ž Male Rozmirze.   

Gdzie szukać informacji o podejrzanych? Od tego są przepastne leksykony szlachty np. jedne z najstarszych autorstwa Sinapsiusa [dostępne na SBC] po herbarze szlachty i inne świetne publikacje Sękowskiego [dostępne na OBC].

Możemy w nich zidentyfikować potencjalnych podejrzanych. Oto oni:

Nawoy

W roku 1539 właścicielem Rozmierki jest Paweł Nawoy. Jego syn Zygmunt sprzedaję wioskę 1575 Piotrowi Strzeli z Obrowca, właścicielowi Suchej. Czyli w roku legitymacji Mikulasa Rozmierskiego ž Male Rozmirze 1584 Rozmierka już nie należy do Nawoyów. Zostawił może Paweł Nawoy w Rozmierce nieślubnego syna?    

Strzela przydomek Chmelik

Jan Strzela przydomek Chmelik otrzymuje majątek Szymiszów i Suchą i umiera w roku 1528. Ma 3 synów: Mikołaja, Stefana i Zygmunta.  Stefan i Zygmunt pozostali w siedzibie rodziny Obrowiec. Mikołaj otrzymał Szymiszów, Suchą, Otmice, Kalinów, Ligotę Czamborową. Zmarł w 1560 roku. Majątek odziedziczyli synowie Piotr, Jan i Jerzy. Jan otrzymał Kalinów, Jerzy Ligotę Czamborową a Piotr Szymiszów i część Suchej. Rozmierkę, Jedrynie i Koszyce Piotr dokupuje w roku 1575. Piotr zmarł w 1600 roku. Dziedziczką jego dóbr zostaje jedyne jego żyjące dziecko – córka Ludmila. Jego postać wykuta w kamieniu w polskiej zbroi znajduje się w kościele w Suchej. W roku legitymacji Mikulasa Rozmierskiego ž Male Rozmirze 1584 Rozmierka należy Strzałów, jednakże w 1600 całość dziedziczy Ludmila. Był Mikulas synem Strzeli?    

Poniżej epitafium Piotra Strzeli w kościele w Suchej w polskiej zbroi bojowej i w modnym i higienicznym wtedy irokezie.

Boryńscy

Początkowo szlachecki ród gwarków z okolicy Gliwic. Później szlachta nadal zajmująca się gwarectwem. Byli właścicielami Boryczy i części Krośnicy, potem Kadłuba, gdzie prowadzili kilka hut.

Około 1500 Mikołaj Borenski posiada część Krośnicy, a dokładnie „Krasnickou kuznici” [krośnicką kuźnicę], którą dostaje od właścicieli Grodziska i Krośnicy, braci Jana i Zdzisława Talkenbergów [Wiano żony Salomei Talkenberg?]. W roku 1558 kuźnicę w Boryczy przenosi do Kadłuba.

W tamtym czasie nad Jemielniczanką na terenie krośniczańskim istnieją co najmniej 4 kuźnice.  Może być, że zaliczana do nich była kuźnica w Kadłubie i Boryczy.

W roku 1575 Mikołaj Boryński skarży Kaspara Czornberga właściciela drugiej części Krośnicy, że bezprawnie zabrał mu dwie kuźnice i łąkę należącą do gruntów krośnickich. W roku 1577 sądzi się ponownie z Czornbergiem, że ten mu naubliżał i nazwał go „chui kilkonaste kratt w przitomnosti dobrych lidi rytirskich”. Zawarli ugodę, jednakże Boryński na ugodę nie patrząc napada później na Czornberga, zostaje więc skazany za napaść na karę grzywny. W roku 1577 Mikołaj sądzi się z właścicielem Grodziska Jerzym Strzela o wypas bydła. Przedkłada umowę z 1559 roku z ówczesnymi właścicielami Grodziska i Kadłuba Talkenbergami, że Boryńscy, jego spadkobiercy i ich robotnicy [gwarkowie/hutnicy?] mają prawo do wypasu bydła na gruntach Grodziskich. Mikołaj umiera przed 14.12.1582 rokiem i pozostawia wdowę Salomeę von Talkenberg oraz zadłużoną kuźnicę. W 1586 roku właścicielami kuźnicy są synowie Mikołaja: Henryk, Mikołaj i Filip. Henryk i Mikołaj sprzedają (odstępują) Filipowi swoją część spadku po ojcu na zadłużonej kuźnicy w Krośnicy. Boryńscy skupują okoliczne wioski Rozmierkę, Jędrynie, Osiek i folwark Koszyce, parają się hutnictwem i handlem rudą żelaza kopaną w dolinie Jemielniczanki, aż do sprzedaży całego majątku w roku 1685 hrabiemu Colonnie. Tutaj znajdujemy jednego Mikołaja, który by wiekiem pasował do Mikulasa z Rozmierki.  Może on nim jest?      

Gwarkowie/Kuźniki

Wyspecjalizowana grupa zawodowa tworząca wieloosobowe przedsiębiorstwa. Wywodzili się z różnych stanów: szlachty, jak Boryńscy, wolnych chłopów, jak Zawisza, o którym piszę później.  Posiadali własne kuźnice lub dzierżawili od właścicieli ziemskich.

Byli wolnymi ludźmi ze swobodą przemieszczania się. Wędrowali w poszukiwaniu terenów pod możliwość kopana rud i ich wytopu. Na taki teren trafili w okolicy Rozmierki, Krośnicy i Grodziska, a dokładnie nad brzegami rzeki Jemielniczanki w Kadłubie, Osieku i Boryczy, gdzie na podmokłych rozlewiskach rzeki tworzyła się ruda darniowa a siłę wody można było wykorzystać do napędzania miechów i młotów. Zdarzały się często również sytuacje, że wolni chłopi zostawali uznani za szlachtę. W takich wypadkach otrzymywali nie nobilitację, gdyż byli ludźmi wolnymi, a tylko, podobnie jak nobilitowany patrycjat miejski, nadanie herbu – dyplom herbowy.

 Co mówią stare księgi o gwarkach/kuźnikach:

W 1570 roku w Strzelcach Baltazar Zawisza wraz z innymi gwarkami oskarża Piotra Nawoya właściciela Rozmierki, że wbrew zawartej wcześniej umowy nie wydał dokumentu o dziedziczeniu lokalizacji zwanej Gyssperg i nie sprawił obiecanej wagi przy hucie. Oskarżają także, że przeszkadzał robotnikom kopiącym rudę i przy wytopie w hucie, nie pozwalał zatrudnić Marcina Masło młynarza i Hanusza Broka. Sędziowie orzekli w sprawie, że strony mają przestrzegać umowy i że Nawoy ma wystawić dokument na Gyssperg. Giessberg? Można przetłumaczyć jako wzgórze z wodospadem. Są dwa takie miejsca w okolicy: wodospad na Barwinku i w wodospad w centrum Kadłuba. I to nie przypadkowo w obu tych miejscach znajdowały się kuźnice: wodospad wykorzystywano bowiem do napędzania koła wodnego, napędzającego miechy lub młoty, a potem młyny.  

Poniżej pieczęć Kadłuba z roku około 1700 z kilofem i młotem w środku – symbolami gwarków/kuźników.

Uprawnienie (legitymizacja) nieślubnych dzieci – po co?

Wróćmy do Mikulasa Rozmierskiego i jego legitymizacji w 1584 roku. Który ze wspomnianych mógł nim być. Syn Nawoya, Strzeli, Boryńskiego? Kogo było stać, żeby pojechać do Pragi i stawić się przed cesarzem. Po co mu była na legitymizacja?

Dziecko nieślubne wtedy było prawnie upośledzone. Nie miało one prawa do noszenia nazwiska ojca, dziedziczenia po nim, noszenia praw szlacheckich. Może to jest powód, że nieznany wcześniej i później Mikołaj z Rozmierki jedzie do Pragi po taki dokument nadający mu podmiotowość prawną.

Moja teoria brzmi tak: W roku 1582 umiera Mikołaj Boryński senior. Dwa lata później Mikołaj z Rozmierki otrzymuje list cesarza, z uprawnieniem go jako dziecko ślubne. Dwa lata później w roku 1586 w umowie sprzedaży(przekazania) kuźnicy widnieje Mikołaj Boryński syn. Naszym Mikołajem Rozmierskim może być Mikołaj Boryński. Może kiedyś trafi się dokument, który tą tezę potwierdzi lub obali.

Tekst powstał w oparciu o publikacje i konsultację ze specjalistą od historii lokalnej Piotrem Smykała, za co mu dziękuję.

19.12.2023 Joanna Ania Mrohs

Poniżej kilka dokumentów źródłowych z publikacji Sękowskiego (Oposka Biblioteka Cyfrowa)

Pozostali kuźnicy

Adam Kuschnik

W 1590 roku w Damratsch kuźnicę buduje Adam Kuschnik, który wcześniej był mistrzem młotowym w Kadłubie. Otrzymał on pozwolenie wybudowania kuźnicy na gruntach pańskich nad Stobrawą za opłatą 50 talarów za młot. [Friedrich Stumpe, 1932]

Hieronymus Rapazki

W roku 1640 pewien Hieronymus Rapazki z huty w Osieku kupuje rudy żelaza z kopalń nad Kłodnicą w Koźlu. [Weltzel, Geschichte der Stadt Cosel]. W roku 1656 Hironymus Rapazki von Rapaz na majątku Rozmierka kupuje majątek Nieder Kuhnern. Po jego śmierci dziedziczy córka Anna żona Andreasa Schimonsky.

Po śmierci Schimonskiego Anna żeni się drugi raz z Jane Gorzeńskim.

Jednakże w roku 1685 Anna Borzynski z domu Rapatzky (Rapazki, Rapacki) sprzedaje folwark Rozmierkę wraz z wsią Rozmierką, Kuźnią (osiecką), Jędryniami i Osiekiem. [Nowack, Reichsgrafen Colonna]. Ale okazuje się, że nie dobrowolnie.

W roku 1692

widnieje w księgach ziemskich konińskich taka skarga:

Stefan Wierusz Walknowski, mąż Marjanny Siemińskiej (Schimonsky), córki Andrzeja Siemińskiego i Anny z domu Rapackiej, skarży się na Jana Gorzeńskiego, męża swej teściowej, który zagarnął jej majątek i przywiódł do sprzedania dóbr Rozmierka w księstwie opolskim a potem sumy lokował na wsi Rudniki pod Wieluniem i na wsiach Chlewo i Książenice w powiecie ostrzeszowskim. Żonę przywiódł do rezygnowania Andrzejowi Nowowiejskiemu dóbr Psary za 44. 000 i za tę sumę kupił dla siebie wieś Strzydzów od Krzysztofa Karskiego w województwie kaliskim.

1693 Gorzeński umiera wtedy wdowa sama się skarży.

1694: Anna Rapacka, wdowa po Andrzeju. Siemieńskim i wdowa po Janie Gorzeńskim zeznaje, że mąż jej bezprawnie z krzywdą dzieci z pierwszego małżeństwa majątek Rozmierka w ks. opolskim, sprzedał a cenę ponad 62 tysięcy i pieniądze sprowadził do Polski i polokował na majątku Chlewo, Książenice i inne pod Wieluniem.  

Drugi mąż Jan Gorzeński.

Anna Rapacka już jako wdowa i dziedziczka całego majątku po drugim mężu stopniowo go wysprzedaje:

2999 (Nr. 149) 1693

Anna Rapacka, c. o. Adama R. z ol Agnieszki Kurczewskiej, wdowa po ol. And. Siemieńskim, 2-o v. po ol. Janie Gorzenskim, wś. Kurczew p. kalis. And. Modlibowskiemu podsędkowi zs. kalis., s. o. Jakuba z ol. Anny z Bieniewa Pruszakówny za 25. 000 zł. sprzed. (p. 134)

3440 (Nr. 154) 1700

Anna Rapacka, wd. po ol. And. z Siemienic Siemieńskim 2-o v. po ol. Janie Gorzeńskim, dziedziczka Kurcewa z I i Aleks. Żychliński, s. o. Jana burgr. wschow. z Barb. Drzewieckiej z II, kompromis o sprzedaż tej wsi w p. kalis. s. v. 28. 500 zł. (p. 137)

3773 (Nr. 157) 1704

Anna Rapacka, wd. po ol. Andrzeju Siemieńskim i po ol. Janie Gorzyńskim ced. sumę Stefanowi Wierusz Walknowskiemu dz-owi wsi Słasko (p. 211)

Królewska fabryka broni w Krasiejowie

Jakkolwiek to zabrzmi, ale huta Malapane zawdzięczała swój rozwój bardzo często wojnie. Tak było w chwili jej powstania w 1754 roku, gdy Fryderyk Wielki walczył z sąsiadami. Tak też było w chwili założenia fabryki broni w Krasiejowie w 1809 roku, gdy Prusy szykowały się wojny, żeby wyzwolić się od Napoleona. Skąd to wiemy?

Kolejny skarb trafił się w moje ręce: historia fabryki broni w Krasiejowie, spisana w roku 1818 przez niejakiego Chuchula. Nie wiem, który to Chuchul, bo w historii huty było ich kilku. Może jest to Ferdinand Chuchul, sekretarz huty, wspomniany jako świadek na chrzcie syna mistrza zakładowego Lorenza Rothera w księgach kościelnych w 1818 roku?

Praca Chuchula to 60 stron opisu historii fabryki broni Malapane/Krasiejów, procesu technologicznego produkcji muszkietów, karabinów, pistoletów, bajonetów, szabli, szpad, opis parku maszynowego i stosowanych surowców. Wszystko jest dodatkowo uzupełnione rysunkami Moritza.

Etapami będziemy tu prezentować najciekawsze fragmenty. Na początek rozdział o historii, w którym Chuchul pisze tak:

***

Sytuacja państwa Pruskiego w roku 1809 [po przegranej wojnie z Napoleonem] wymagała jak najszybszego uzupełnienia stanu karabinów dla armii. Najkrótszą drogą do osiągnięcia tego celu było uruchamianie warsztatów produkcji broni dla danych korpusów wojskowych w zajętych prowincjach. Dlatego za namową Generała Majora i ówczesnego gubernatora dla Śląska Grafa von Götzen [który otrzymał zadanie reorganizacji pruskiego wojska po porażce z Napoleonem] dokonano rozpoznania, czy i jakie części karabinów mogą być produkowane w Malapane i przetransportowane w miejsce, gdzie powstać by miała właściwa fabryka karabinów. Pierwsze negocjacje z władzami wojskowymi wskazywały jedynie na tymczasowy zakład naprawczy, ponieważ zamierzano zlecić produkcję brakujących części do już istniejących karabinów. Powyższe potwierdził przybyły do Malapane 31 stycznia 1809 roku porucznik artylerii Sommer, który przywiózł ze sobą próbki bajonetów i stempli do ubijania w lufie prochu, podając, że należy te części wykonać do istniejących już karabinów w pierwszej kolejności.

Do tych pierwszych prac nie zatrudniono specjalnie fachowców a zaangażowano obecnych hutników z Malapane, gdyż potraktowano sprawę jako krótkoterminowe zlecenie. Produkcja cylindrycznych końcówek przebiegła sprawnie i znacznie lepiej, niż trudniejsza produkcja bajonetów. Pierwsze zlecenie nie było jeszcze gotowe, gdy ówczesny rząd rozkazał produkcję luf. Ten rozkaz nadał całości inny wymiar, sygnalizując, że będzie to długotrwała współpraca, wymagające uruchomienia regularnej produkcji luf, bajonetów i stempli, a co za tym idzie, przygotowania urządzeń produkcyjnych oraz zatrudnienia doświadczonych pracowników, aby nie tracić czasu na kosztowną i długotrwałą produkcję próbną, jaka by miała miejsce przy niedoświadczonych pracownikach.

Z inicjatywy radcy stanu Karstena, z fabryki karabinów w Spandau koło Berlina sprowadzono kowala rur i kowala bajonetów, którzy 10 marca uruchomili pierwszą kuźnię rur i 28 marca 1809 kuźnię bajonetów. Do urządzenia warsztatu wykorzystano istniejące już budynki warsztatu wiercenia odlewów na terenie huty Malapane, w którym umieszczono dwie ręczne kuźnie rur, jedną kuźnię bajonetów, jedną kuźnię stempli, jedno stanowisko wiercenia luf i jedno stanowisko szlifowania luf. Budynek rozdrabniania żużla posłużył jako zakład szlifowania bajonetów i stempli oraz obróbki precyzyjnej wszelkich części karabinów.

W Krasiejowie natomiast [gdzie stały fryszerki i młot kuźniczy] kuto platyny, żelazo i stal potrzebne do produkcji bajonetów i stempli, a to za pomocą tamże pracującego młota płaszczącego. Żądania rządu stale rosły, z tego powodu zbyt już ciasne warsztaty rozbudowano o budynek przypominający szopę na placu warsztatu wiertniczego. Pod koniec maja 1809 roku zakład wyposażono w dodatkową tokarkę do bajonetów i tulejek, w miejsce dotychczas stosowanego i mniej wydajnego szlifowania oraz dobudowano warsztat garnirowania [składania i montowania elementów wyposażenia na broni]. W sumie fabryka zatrudniała teraz 24 pracowników.

Ślady pracowników można znaleźć w księgach kościelnych, gdzie w roku 1810 żeni się Anton Weiss Gewehrfabrikant, czyli wytwórca broni

W czerwcu 1809 roku wymagania rządu były tak wysokie, że nawet przy potrojeniu istniejących warsztatów nie dało by się ich spełnić. Jednocześnie zakład był w stanie dostarczać 30 sztuk dziennie wszelkiego rodzaju części do karabinów i starał się ciągle zapewniać dobrą i szybką produkcję poprzez odpowiednie ulepszenia, jednakże ograniczone warunki lokalowe te starania utrudniały.

9 lipca kowal rur wysłany z fabryki broni Spandau został odesłany z powrotem na prośbę braci Schicklerów, najemców fabryki. Pracę kontynuowali miejscowi robotnicy, przeszkoleni przez niego w tym krótkim czasie. Chwilowy słaby odbiór przez wojsko wyprodukowanych elementów spowodował gromadzenie się sporych zapasów, jak się później okazało, ze stratą dla fabryki. Dla wyrobów produkowanych w tamtym czasie obowiązywały obniżone standardy jakości. W późniejszym okresie te standardy zostały zaostrzone, dlatego produkty zmagazynowane i później sprzedawane nie przechodziły prób jakości, tak też fabryka broni poniosła w związku z tym spore straty. W roku 1810 o dopuszczeniu produktu decydowała tylko próba strzału, a na inne drobne wady estetyczne w ogóle nie zwracano uwagi.

W tym samym roku, w celu usprawnienia i zwiększenia produkcji, podjęto pierwszą próbę produkcji luf przy użyciu zbudowanego we wrześniu w Krasiejowie młota napędzanego kołem wodnym, w miejsce tradycyjnego kucia ręcznego. Choć pierwsze wyniki były wadliwe, nadal istniała perspektywa na lepsze wyniki w przyszłości, dlatego na tą technologię zwracano szczególną uwagę. Młot znajdujący się w Krasiejowie przerobiono na młot platynowy, w celu zwiększenia produkcji luf zainstalowano tokarki do toczenia luf, aby przynajmniej przy głównych elementach uniknąć konieczności ich szlifowania.

W roku 1810 produkcja nabrała sporego rozpędu, gdyż urząd wojskowy odbierał części do broni różnego rodzaju, a w szczególności lufy o obniżonych standardach jakościowych. Jak wcześniej opisałem, w związku ze słabym odbiorem tych części, zwiększyły się zapasy produktów gotowych o obniżonych standardach. Te produkty zbywane w późniejszym okresie trzeba było poprawiać lub nawet ze względu na wady odrzucać.

Należy podkreślić, że ostrzejsze standardy służą estetyce broni. Jednakże należało od początku egzekwować ich dochowania i zwracać uwagę pracownikom na wady, których wcześniej nie znali.

Rok 1811 nie był dla fabryki broni lepszy, gdyż dotkliwość kryteriów odbioru powodowała, że raz odebrane fabrykaty były zwracane jako wadliwe. Produkcja na młocie w tym roku wzrosła znacznie, dzięki przebudowie młotowni i obsadzeniu stanowisk 2 mistrzami, co pozwoliło na zamknięcie 3 warsztatów ręcznego kucia rur. Produkcja luf zyskała na jakości dzięki temu warsztatowi, mimo iż niskie stany wody powodowały poważne zakłócenia w pracy.

W roku 1812 produkcja luf nabrała już takiej perfekcji, że w drugiej krasiejowskiej fryszerni uruchomiono kolejny młot z dwoma stanowiskami pracy, o pozwoliło na zamknięcie pozostałych 4 warsztatów ręcznego kucia rur. Pracowników przeniesiono do innych warsztatów.

Dopiero teraz produkcja nabrała regularnego charakteru i obejmowała dwie huty. Ciągłe starania doprowadziły do tego, że produkty posiadały dobrą jakość. Kolejny wojenny 1813 rok przyniósł wiele zmian.

Lufy produkowane były na 2 młotach przez 6 mistrzów, a spora produkcja wymagała większych urządzeń. Tak więc zlikwidowano ostatnią fryszernię w Krasiejowie i przerobiono budynki i koła wodne na 4 stanowiska wiercenia, 1 stanowisko toczenia i 1 stanowisko szlifowania rur. W ten sposób krasiejowska huta składająca się z pierwotnie z jednej cajniarni i 3 fryszerek przeobraziła się w zakład produkcji broni.

W zakładzie produkowano odtąd różnego rodzaju strzelby, karabiny i pistolety, lufy, szable pionierskie, husarskie i kirasjerskie, oraz ostrza produkowane przez warsztat produkcji bajonetów z braku innego.

W roku 1814 utworzono stanowiska do wierceń precyzyjnych, dzięki którym lufy można było dobrze i czysto wiercić używając siły wody zamiast ręcznie. Obecnie (rok pisania tekstu to 1818) porzucono ten sposób i ponownie wprowadzono wiercenie ręczne. Powrót był tylko dlatego możliwy, gdyż zdolności wiercenia luf stały się bardzo zawansowane. Tak więc można było zlikwidować 4 stanowiska wiercenia Krasiejowie i wszystkie w Ozimku, przy równoczesnym zwiększeniu możliwości produkcyjnych w porównaniu z 1813 rokiem.

Fabryka broni w tych wszystkich latach swojego istnienia przeszła wiele zmian. Od 1809 do 1815 roku rozrastała się. W roku 1816 pozbyto się kilku urządzeń uznanych za zbędne i niecelowe, chociażby ze względu na ulepszenie procesu produkcji.

Zaostrzenie kryteriów odbioru zmusiło pracowników do przemyślenia i większej staranności przy pracy, a doświadczenia i wytrwałe próby doprowadziły do perfekcji fabrykatów.

Transkrpcja i tłumaczenie

Joanna Ania Mrohs

plan huty Malapane autorstwa Wesenfelda z roku 1843

Stare mapy i plany są wg mnie dziełami sztuki!

Takie dzieła, jak to poniżej, znajdują się w zbiorach Muzeum Górnictwa Węglowego w Zabrzu.

Oto plan huty Malapane autorstwa Wesenfelda z roku 1843 (numer inwentarzowy MGW/TG/A/0057). Fascynujące jest, jak sporym zakładem huta była w roku nakreślenia planu. Są mieszkania pracowników (Familienhaus) i urzędników (Beamtenhaus), różne warsztaty, szopy, magazyny, oczywiście wysoki piec (Hochofen) i fryszernia (Frischhütte), warsztat budowy maszyn (Maschinen-Werkstatt), jest też browar (Brauerei) i karczma (Gasthaus). Widać też, że główny ciąg komunikacyjny z Opola (Oppeln) do Dobrodzienia (Guttentag) przebiegał przez sam środek huty. Wszyscy podróżni więc pokonać musieli dymiący i tłumny teren zakładu i przejechać po żelaznym moście.

Na planie widać dwa mosty: duży na Małej Panwi do dziś stoi, mniejszy nad kanałem bięgnącym między piecem a fryszernią. Ten kanał jest dziś zasypany, podobno razem z żelaznym mostem. Może kiedyś da się go odkopać!

Joanna Ania Mrohs

Fryderyk Wielki i gorączka srebra w Tarnowskich Górach

Jak już wiemy z poprzednich wpisów, Fryderyk Wielki po podbiciu Śląska rozpaczliwie poszukiwał źródeł dochodu do prowadzenia swoich wojen. Dlatego na pewno ucieszył go list, który dociera do niego na wiosnę 1754 roku od urzędnika górniczego z Saksonii Haenela przebywającego w Tarnowitz, który donosi, że znalazł tamże rudę srebra i ołowiu.  Król więc zleca wykonanie rozpoznania swojemu zaufanemu człowiekowi – nadleśniczemu śląskiemu Johannowi Georgowi Rehdantzowi.

Powyżej raport Rehdantza z jego podpisem

W tym czas jednakże Rehdantz realizuje niezwykle ważne strategicznie i militarnie zadanie: buduje między Schodnią a Krasiejowem hutę nad rzeką Mała Panew. Fryderyk Wielki każe mu rzucić robotę i jechać do Tarnowitz, żeby spotkać z się Haenelem. Rehdantz jednak odmawia królowi i posyła zastępcę, gdyż donosi uniżenie, że na rzece Małej Panwi „jest wysoka woda i nie może pozostawić rozpoczętej budowy wysokiego pieca”.

W miejsce Rehdantza oddelegowany na zwiady zostaje komisarz solny Rappard, „który ma sporą wiedzę w sprawach wydobycia”. W aktach Tajnego Pruskiego Archiwum brak raportu samego Rapparda, ale znajdują się dwa pisma opisujące wnioski z jego podróży: raport ministra von Massowa  i raport samego Rehdantza.

Massow w swoim raporcie pisze między innymi tak:

„Wspomniany Haenel nie jest wcale pewien swojej sprawy i miejsca, w którym rzekomo miał widzieć złoża rudy srebra i ołowiu, wcale nie posiada w tym temacie wiedzy. Przyznał, że jego donos opierał się na zasłyszanym, i że półtora roku temu  otrzymał od byłego zarządcy w Wischowej zaledwie kilka próbek rudy z okolicznych nieczynnych kopalń, ale dało mu to powód, aby złożyć raport. Tyle jest jednak pewne, że w okolicy Tarnowitz w promieniu 2 mil, gdzie faktycznie jedni gwarkowie już eksploatują kopalnię, występują spore pokłady rudy ołowiu i srebra, gdyby tylko można było poradzić sobie z wodą przy mniejszych trudnościach i mniejszych kosztach. Nie ma również wątpliwości, że znajdą się w tamtejszej okolicy chętni do ponownego uruchomienia kopalń opuszczonych w starych czasach wojny. Brakuje jednakże tutaj porządnego urzędu górniczego, który wspierał by chętnych radą i odwodził od niepotrzebnych inwestycji, a kierował ich działalność na przedsięwzięcia rokujące dobry uzysk.”

Rehdantz w swoim liście do króla z 22 kwietnia 1754 pisze tak:

„Haenel ma sporą wiedzę na temat żelaza i Rappard wiele spraw miał okazję z nim omówić. Rappard wedle swojego doświadczenia uznał, że Haenel słusznie oszacował zawartość rudy. Pokłady znajdować się mają w wyrzutach rudy żelaza w galmanie, ale nie na wierzchu a głęboko pod ziemią pod rudą żelaza. Jednakże problemem są tu wody gruntowe, które tylko przy dużych trudnościach można odprowadzić, gdyż góry tam są bardzo płaskie. Hrabia Marchii Brandenburskiej, będąc właścicielem Bytomia i Tarnowitz, intensywnie eksploatował kopalnię ołowiu i srebra w Tarnowitz, jednakże od tego czasu wszystko podupadło. Miasto Tarnowitz stara się wszystko ponownie uruchomić, ale jest za słabe, żeby porządnie to zrobić. Jednakże przy miasteczku Silberberg faktycznie eksploatowana jest  kopalnia ołowiu. Interesanci już wydobyli wiele cetnarów rudy ołowiu o tej samej zawartości co ruda z Tarnowitz. Oprócz wydobycia planują uruchomienie huty, mają nadzieję, ze przy tej ilości rudy znajdą się chętni wspólnicy. Bolączką śląskich kopalń jest jednak to, że brak wystarczającej wiedzy górniczej nie pozwala na rozwinięcie całego potencjału kopalń. Gdyby tylko znaleźli się uczciwi fachowcy, którzy by wsparli chętnych górników radą, zachęciło by to wielu do wydobycia, które by przyniosło wielkie korzyści dla kraju. ”

W kolejny liście do króla z 23 lipca 1754 roku minister von Massow wspomina o tym, że Haenel z kompanami chce rozpocząć eksploatację kopalni rudy ołowiu w okolicach „Tarnownitz i Wischowej w opolskim”, ale wnioskuje o zwolnienie go z dziesięciny królewskiej na 6 lat, oraz zwolnienie go z podatków na rzecz właścicieli gruntów w zamian za opłatę z korzystania z pola, na którym prowadzone jest wydobycie. Massow w piśmie zaznacza, że opłata za pole musi być dopasowana do opłaty już pobieranej od prowadzących obecnie wydobycie gwarków, gdyż gwarkowie ze względu na duży obszar pola, nie eksploatują go całego. Do tego dochodzi też spór z właścicielami ziemskimi, którzy żądają co 9tego garnca płukanej rudy, za każdą markę wytopionego srebra 3 talarów śląskich i 8 groszy opłaty od wytopu hutniczego. Massen donosi, że spór ten nie można obecnie prawnie rozwiązać, mimo iż szukano dokumentów w tym temacie w starych aktach z czasów austriackich.

Z opracowania Wachlera na temat historii huty Malapane wynika, że Haenelowi i jego wspólnikowi Knorrowi nie udało się ruszyć z wydobyciem srebra w Tarnowskich Górach, gdyż hrabia Henckel był za bardzo zachłanny i żądał za wysokich opłat. Już w roku 1754 Haenel więc zostaje przez Rehdantza zatrudniony w Kreutzburgerhütte jako inspektor hutniczy. Okazało się, że i tutaj Haenel poległ: hutnikiem był marnym, do wytopu amunicji zużywał za dużo materiału. Rehdantz zwolnił go w 1758 roku pod pretekstem braku zleceń.  

Joanna Ania Mrohs

Szkoła katolicka w Antoniowie

Może niektórych to zdziwi, ale dwujęzyczna edukacja to nie jest wynalazek nowy na Górnym Śląsku. W roku 1861 dzieci z Antoniowa uczyły się katechizmu w dwóch językach. Lekcje odbywały się od 8 do 15. Także w sobotę.  Poniżej możecie sobie porównać, czego uczyli się wasi praprapra… dziadkowie i babcie. Co więcej! Poniżej lista uczniów, może znajdziecie tam znajome nazwiska!  Wszystkie materiały pochodzą z archiwum w Opolu.  

 

Plan lekcji szkoły katolickiej w Antoniowie 1861 rok

 

Poniedziałek

8-8.30   śpiew

8.30-9   Recytacja zadanej lekcji

9-10       czytanie po polsku w biblii

10-11    pisanie po polsku

11-12    czytanie po polsku w grupie młodszej

Po południu

1-2         liczenie w głowie  

2-3         ćwiczenia pisemne z liczydłem

 

Wtorek

8-8.30   śpiew

8.30-9   Recytacja zadanej lekcji

9-10       czytanie po polsku w czytankach  

10-11    pisemne wypracowanie odnośnie przeczytanego tekstu  

11-12    czytanie po polsku

Po południu

1-2         liczenie na tablicy   

2-3         geografia  

 

Środa

8-8.30   śpiew

8.30-9   Recytacja zadanej lekcji z katechizmu

9-10       czytanie po polsku w katechizmie

10-11    pisanie po polsku w grupie młodszej

Po południu

Wolne

 

Czwartek

8-8.30   śpiew

8.30-9   Recytacja zadanej lekcji

9-10       czytanie po niemiecku w grupie starszej  

10-11    pisanie po niemiecku zgodnie z zasadami  

11-12    czytanie po polsku z grupą młodszą  

Po południu

1-2.30   liczenie w głowie z ćwiczeniami pisemnymi  

2.30-3   ćwiczenie mowy po niemiecku  

 

Piątek

8-8.30   śpiew

8.30-9   Recytacja zadanej lekcji

9-10       czytanie po niemiecku z grupą starszą  

10-11    pisanie po niemiecku  

11-12    czytanie po niemiecku z młodszą grupą  

Po południu

1-2.30   liczenie na tablicy   

2.30-3   ćwiczenie mowy po niemiecku  

 

Sobota

Śpiew [niestety dalsza część dokumentu niewidoczna]

 

A poniżej spis książek, którymi posługiwał się nauczyciel [książki zasadniczo w języku niemieckim]:

Katechizm

Gramatyka

Mapa opolskich powiatów

Śpiewnik

Ewangelia

Modlitwy szkolne

Geografia autorstwa Knie

Historie biblijne w języku polskim

Kańcynoł (Kancjonał – zbiór pieśni religijnych)

Polski elementarz

Życie świętych

Polskie czytanki

Joanna Ania Mrohs

1617 – arcyksiąże Habsburg świadkiem na chrzcie w krasiejowskim kościele

Działo się 2 grudnia 1617 roku w Krasiejowie, w budynku cesarskiego urzędu nadleśnictwa w Księstwie Opolskim.

Poniżej mapa z nadleśnictwem oznaczonym jako O.F.

Franz von Bafor cesarski forstmajster (nadleśniczy) pisze list do arcyksięcia i biskupa wrocławskiego Karola I Habsburga rezydującego wtedy w Nysie.

Skąd Habsburg w Nysie?

Reformacja osiągnęła na Śląsku wielki sukces. Na 16 kościołów w archidiakonacie oleskim aż 13 było co najmniej krótki czas kościołami protestanckimi. Do tych 3, które pozostały katolickie, należał Szczedrzyk z Krasiejowem, bowiem zarządzane były w imieniu cesarza przez śląską kamerę.

Kapituła wrocławska licząc się z umocnioną pozycją protestantyzmu śląskiego, realną szansę na odrodzenie katolicyzmu widziała jedynie przy czynnym wsparciu cesarskiego dworu (źródło). Stąd po śmierci bpa Sitscha na stolicę wrocławską wybrała tym razem młodego bo zaledwie osiemnastoletniego, ale znaczącego arcyksięcia austriackiego Karola Habsburga (1608 – 1624), brata cesarza Ferdynanda II. Będąc synem arcyksięcia Karola styryjskiego, osławionego tępiciela protestantyzmu, z cała energią przystąpił do rekatolicyzacji Śląska, mając ku temu znacznie lepsze niż poprzednicy możliwości oraz powagę swego rodu, który wspierał go w tych poczynaniach. W księstwie biskupim wprowadził więc administracyjny przymus wyznawania religii katolickiej. Po wybuchu wojny trzydziestoletniej w 1618 r. schronił się przed protestantami na dworze Zygmunta III Wazy. Po bitwie pod Białą Górą i zwycięstwie cesarza Ferdynanda, bp Karol Habsburg powrócił do diecezji, kontynuując działalność rekatolicyzacyjną na Śląsku. Mając cały szereg godności i funkcji, w tym także od 1614 r. godność biskupa w Brixen w Tyrolu, mianował w 1619 r. królewicza polskiego Karola Ferdynanda Wazę biskupem koadiutorem wrocławskim. W 1620 r. bp Karol został powołany na wicekróla Portugalii. Mimo to nadal pracował nad odrodzeniem katolicyzmu powołując w 1623 r. jezuitów do założonego w Nysie słynnego gimnazjum „Carolinum”.

Poniżej obraz Karola Habsburga znajdujący się w Carolinum.

Wróćmy do Krasiejowa i Franza von Bafora. Pochodził on ze starego ale już zubożałego czeskiego rodu szlacheckiego, wzmiankowanego już w roku 1289. Ród ten zapewniał kadrę urzędniczą dla administracji cesarskiej. Niejaki Baltasar von Bafor był w roku 1606 pierwszym radcą kamery cesarskiej w Księstwie Śląskim wyznania katolickiego. Obaj więc, i Karol i Franz, należeli do frakcji katolickiej na Śląsku.

Co pisze Bafor do Habsburga?

„Do najjaśniejszego wysoce urodzonego księcia i pana Karola Arcyksięcia Austrii, Księcia Burgundii, Styrii, Karyntii, Krainy, Wirtembergii, biskupa Bressanone i Wrocławia, hrabiego na Habsburgu i Tyrolu, mojego łaskawego księcia i pana.

Wszechmogący Bóg obdarzył mnie i moją małżonkę synem. Poczęty i zrodzony w grzechu pierworodnym ma być dzięki świętej kąpieli odrodzony i połączony z Jezusem Chrystusem. To dzieło Chrystusa chcemy wypełnić 14 dnia grudnia tego roku w świętej katolickiej świątyni w Krasiejowie. Jako uniżony sługa proszę o wydelegowani posłańca, który jako świadek weźmie udział w uroczystości, i w imieniu Waszej Wysokości pomoże przynieść dzieciątko do świętej kąpieli i będzie jej świadkiem w wymienionym dniu w krasiejowskim kościele.

[…]

Krasiejów dnia 2 grudnia 1617 roku.

Uniżony sługa

Franz von Bafohr

Forstmajster”

Szkoda, że nie dowiemy się nigdy, czy Karol Habsburg oddelegował pełnomocnika na świadka, gdyś księgi z Krasiejowa z tego czasu się nie zachowały.

Joanna Ania Mrohs

Kto płacił podatki w powiecie strzeleckim w roku 1676

Edit: … i kto na te podatki pracował

Kontynuuję szperanie po wrocławskich archiwach. Tym razem wpadł mi w ręce spis podatników powiatu strzeleckiego w roku 1676, kiedy to Śląsk znajdował się pod panowaniem Habsburgów. Dodatkowo kolega Piotr Smykała, autor wielu świetnych książek o historii lokalnej, podesłał kolejny spis, a to już z roku 1690, gdzie podano ilość osób mieszkających w danych majątkach.

Co nam te spisy mówią?

Najbogatszy ze wszystkich jest hrabia Colonna, który posiada majątek Strzelce, z którego płaci fiskusowi 9401 talary! Posiada też już od dwóch lat majątek Grodzisko, za który płaci 1308 talarów. Na jego dochody pracuje w majątku Strzelce 1051 dorosłych (powyżej 16 roku życia). I prawdopodobnie drugie tyle dzieci. Bo dzieci stanowiły wtedy połowę społeczeństwa i też musiały pracować na rzecz swojego pana ziemskiego.

Na drugim miejscu plasują się bogaci opaci z Jemielnicy z 2004 talarami i 136 osobami zamieszkującymi majątek klasztorny. Miasto Strzelce jest się na kolejnym miejscu (260 osób).

Co ciekawe! W całym powiecie w tym spisie widnieje tylko jeden [!] wolny chłop, a jest to „Jacob Biernatek wolny kmieć w Suchej: który płaci 66 talary 24 grosze podatku i w którego majątku mieszka 8 osób”. W spisie podatników w katastrze karolińskim w roku 1723 już go nie ma, ale w księgach podatkowych jeszcze w roku 1740 widnieją Biernatki z Suchej.

Jest to przykład, jak szlachta śląska zmieniając prawo przez narzucenie pańszczyzny zapewniła sobie tanią siłę roboczą do swoich majątków i tym samym ekonomicznie zniszczyła konkurencję – wolnych kmiotów, którzy musieli produkować plony w warunkach wolnej ekonomii.

Cały powiat płaci prawie 45 000 talarów. Jaka to jest skala?

Dla porównanie: dwa lata wcześniej, w roku 1665, wspomniany hrabia Colonna kupuje od cesarskiego skarbnika hrabiego Hyserle von Chod majątek i wieś Grodzisko, Krośnicę, Zawadę, Borycz i Kadłub z siedzibą rycerską i prawem patronackim do kościoła za kwotę 20.300 talarów.

Catastrum des gantzen Land Schlesien

1676

Powiat strzelecki

Majątek Strzelce Wielkie (należy wtedy do Colonnów) 9401 talarów 34 grosze

Proboszcz Strzelec za Adamowice 250 talarów

Majątek Dziewkowice 700 talarów

Majątek Olszowa 600 talarów

Opat na Jemielnicy 2004 talary

Majątek Zdzieszowice 771 talarów 30 groszy

Majątek Rozwadza 771 talarów 30 groszy

Johann Larisch na Wielmierzowicach 342 talary 12 groszy

Majątek Rokitsch 1300 talarów

Majątek Żyrowa 2580 talarów 31 groszy 6 fenigów

Poddani w Żyrowej 2580 talarów 31 groszy 6 fenigów

Albrecht Wipler w Zakrzowie 274 talary 25 groszy 4 fenigi

Caspar Lubowsky w Zakrzowie 657 talary 27 grodzy 4 fenigi

George Roß na Dąbrówce 166 talarów 18 fenigów 4 grosze

Majątek Obrowiec 1038 talary 18 groszy

Majątek Otmęt 1839 talary

Majątek Januszkowice  1080 talary

Pani Helene Holly w Siedlcu 601 talarów

Pani Catharina Twardawa w Siedlcu 601 talarów

Pan Hans Zornberg w Ligocie 929 talary

Pan Georg Rotter w Sprzęcicach 234 talary 34 grosze 4 ½ fenigi

Pani Kuchla w Sprzęcicach 156 talarów 21 groszy 7 fenigów

Majątek Wysoka 2184 talary

Pan Heinrich Larisch w Poznowicach 405 talarów

Majątek Kalinowice 181 talary 18 groszy

Majątek Szymiszów 800 talarów

Majątek Kalinów 1000 talarów

Pan von Franckenberg w Ligocie 723 talary

Majątek Izbicko 1000 talarów

Pan Heinrich Wenzel Balwin w Suchodańcu 440 talarów

Pan Heinrich Kitzka w Suchodańcu 318 talarów 9 groszy

Pan Friedrich Trach w Suchodańcu 600 talarów

Pan Adam Wenzel Krzidlowsky w Suchej 500 talarów

Pan Georg Ernst Schick w Suchej 100 talarów

Pan Carl Freiherr von Kochtzitzky w Nowej Wsi 170 talarów

Jacob Biernatek wolny kmieć w Suchej 66 talary 24 grosze

Majątek Rozmierka 1332 talary

Majątek Jędrynie 373 talary

Majątek Grodzisko (dwa lata wcześniej Colonna kupił od hrabiego Hyserle von Chod) 1308 talarów

Pan Friedrich Slewitz z Leśnicy 1305 talarów

Panowie Prałaci z Leśnicy 210 talarów

Miasteczko Leśnica 800 talarów

Miasto Strzelce Wielkie 2000 talarów   

Suma dla powiatu strzeleckiego 44699 talarów 3 grosze i 11 ½ feniga

Joanna Ania Mrohs

Ślązacy – twardy leśny ludek?

Jak wcześniej obiecałam, po kolonii Hüttendorf, dziś kolej na kolonię Kreuzthal. Wśród wszystkich kolonii, jest ona osadą wyjątkową. Pokazuje bowiem porażkę Fryderyka i pozwala na postawienie tezy, że Ślązacy są tak naprawdę leśnym ludkiem 😉

Gęste lasy, gdzie dziś jest Krzyżowa Dolina i Ozimek

Wyobraźcie sobie naszą okolicę 250 lat temu: gęste lasy, wioski spustoszone wojną siedmioletnią (1756-63), którą Fryderyk zwany później Wielkim rozpoczął, wkraczając do Saksonii, a w przebiegu której potem już bił się prawie każdy z każdym w Europie.

Było jednak w tych odludnych lesistych i błotnistych okolicach coś, co można było przekuć w złoto (albo żelazo): ruda darniowa wytrącająca się w rozlewiskach rzek (Małej Panwi, Jemielnicy, Budkowiczanki), ogromna ilość taniego drewna i siła wody.

Fryderyk po przejęciu Śląska rozsyła swoich szpiegów i urzędników w poszukiwaniu zasobów naturalnych, które pilnie potrzebuje do prowadzenia wojen. Otrzymuje informację, że na Śląsku pracują prywatne huty żelaza. Statystyki mówią, że w chwili przejęcia Śląska przez Prusy w 1742 roku na Śląsku pracowało 16 wysokich pieców, miedzy innymi grafa Henckela w Halembie od 1718 roku, grafa Tenczina w Kadłubie strzeleckim od 1718 roku, grafa Löwencrona w Zakrzowie opolskim. Fryderyk zarządza więc budowę hut na wzór tych prywatnych. Z hut prywatnych podkrada także fachowców: do huty Malapane (Ozimek) i Creuzburg (Zagwiździe) werbuje czeskich mistrzów wielkopiecowych – Gregora Krigara od grafa Tenczina z Kadłuba strzeleckiego i mistrza Kolisko z huty hrabiego Löwencrona w Poliwodzie.

Kolejnym krokiem była akcja kolonizacyjna, gdyż zakłady hutnicze potrzebowały oprócz metalowców także pracowników leśnych i węglarzy, którzy produkowali węgiel drzewny potrzebny do wsadu piecowego.

Oprócz powyższego motywu przemysłowego, kolonizacja była umotywowana kilkom innymi przesłankami: Fryderyk po pierwsze chciał wyrównać straty populacji powstałe w wyniku wojny siedmioletniej (200.000), po drugie, obejść opór szlachty wobec uwolnienia chłopów. W swoim liście do ministra Hoyma w 1771 roku pisze: „Mam nadzieję, że szlachta na Górnym Śląsku pójdzie moim śladem, i w swoich prywatnych posiadłościach założy kolonie aby zwiększyć ilość poddanych. Będzie miało to pozytywne skutki w tej postaci, że ludzie, którzy dotychczas żyli jako niewolnicy, zobaczą, że wolnym ludziom (kolonistom) wiedzie się lepiej, i z czasem sami będą chcieli się uwolnić od pańszczyzny.” Ale „nadzieją” trudno się steruje państwo. Historia pokazuje, że w tej kwestii Fryderyk i jego następcy polegli na Śląsku na całej linii, ale to już inny temat.

Państwowa pruska akcja kolonizacyjna Śląska do roku 1770 była raczej skromna, przeważały kolonie Husytów (np. Grodziec, Piotrówka), którzy w wyniku prześladowań religijnych masowo uciekali z katolickiej Austrii na pruski Śląsk, gdzie Fryderyk ogłosił, że „każdy tu w prawie wedle własnego fasonu zbawienia szukać może”.

Niezwykle dokładne informacje o tamtych czasach opracował w latach 1930tych architekt Johannes Reischel, który wtedy jeszcze miał dostęp do kompletnych wrocławskich archiwów.

Pisze on tak:

„Budowa kolonii należała do obowiązków służbowych leśniczych królewskich. Z akt archiwalnych wynika, że leśnicy swoje zadania wykonywali wzorowo i dochowywali terminów ustalonych przez Królewską Izbę Dominialno-Wojenną. Wzorowo tutaj działał leśniczy Templer z Krasiejowa. Dbał on o „swoich” kolonistów, gdy pisał do Izby w sprawie Carmerau (Spóroka): „nie kupiono im krów, proszę o pilny zakup, gdyż są oni bardzo biedni i nie mają nic”.

Kolonie wybudowane w roku 1771 opierały się na jednolitym projekcie z roku 1770. Zgodnie z nim każdy kolonista otrzymywał 12-18 mórg ziemi do wykarczowania, 4-6 mórg łąk, darmowe drewno budowlane i 30 talarów na budowę domów. Kolonista i jego dzieci byli ponadto zwolnieni z podatku gruntowego na 8 lat oraz zwolnieni ze służby feudalnej. Po upływie okresu zwolnienia mieli płacić podatek gruntowy w wysokości 3 talarów na rok, a każdego roku wyrabiać w lasach i dostarczać do urzędu leśnego 9 klaftrów drewna (1 klafter to około 3 metry przestrzenne). Drewno potrzebne było do produkcji w hucie Malapane [Ozimek] i Kreuzburgerhütte [Zagwiździe]. Tak więc w roku 1771 założono kolonie Hirschfelde [Kaniów], Salzbrunn [Ładza], Tempelhof [Niwki] i Kreuzthal [Krzyżowa Dolina]. Kolonia Salzbrunn miała 18 posesji, pozostałe 20.

Jednakże już w roku 1771 Izba Dominialno-Wojenna przekonała się, że kolonizacja napotyka poważne problemy. Do kolonii założonych w 1771 roku już nie dało się zachęcić i sprowadzić kolonistów z innych krajów niemieckich. Z tego powodu śląski minister von Hoym zaproponował w 1771 roku, że Izba sama wybuduje gotowe domy i następnie sprzeda je kolonistom lub przekaże na niskim procencie.

W połowie roku 1771 napłynął strumień kolonistów z Niemiec zachodnich, a to dzięki drukowanym i kolportowanym przez urzędników pruskich ogłoszeniom na terenie całej Rzeszy. Strumień był tak silny, że Izba nie potrafiła wszystkich zakwaterować. Aby napływ uregulować, Izba posłała Komisarza Schucha na zachód, który werbował kolonistów w sposób zorganizowany, przeważnie w Hesji. Wybudowane w 1772 roku kolonie w powiecie opolskim były zasiedlone głównie przez tych ludzi. Jednakże pomysł okazał się chybiony i przyniósł wiele rozczarowań dla Izby i dla samych kolonistów. Ze sprawozdania Schucha z roku 1772 spisanego po oględzinach kolonii obsadzonych Hesyjczykami wynikało bowiem, że nie radzą oni sobie z klimatem i warunkami. Większość zachorowała na tyfus, w samym Georgenwerk (Bukowo) na 83 osoby 20 były chore. Hesyjczycy w szczególności nie potrafili poradzić sobie z karczowaniem lasów. Pod koniec 1772 roku z prawie wszystkich wiosek informowano o dezercjach. Królewski nadleśniczy Wedell zaproponował więc sprowadzenie tym razem kolonistów z Austrii (a dokładnie z dzisiejszych Moraw i okolic Karniowa) lub przekazanie posesji lokalnym mieszkańcom, którzy znali się na karczowaniu. Tak też np. kolonia Kreuzthal [Krzyżowa Dolina] została jako jedyna od razu obsadzona ludźmi z okolicznych wsi a do Carmerau (Spórok) ściągnięto kolonistów ze Śląska Austriackiego (a dokładnie z okolic Karniowa).”

Plan kolonii

Kreuzthal więc był kolonią wyjątkową, gdyż w wyniku porażki w sprowadzaniu kolonistów zadecydowano w drodze wyjątku, że parcele zostaną obsadzone lokalną ludnością, która jako jedyna potrafiła sobie poradzić z ciężką pracą leśną. W przypadku Kreuzthal urzędnicy poszli też na kolejną ugodę: pozwolili na budowę domów z drewna ciosanego. Zasadniczo ze względów ppoż. istniał nakaz budowania domów w technologii szachulcowej (konstrukcja drewniana wypełniona gliną). Jednakże taka konstrukcja była znacznie droższa od drewnianej, nie tylko w kwestii materiału ale także robocizny. Do budowy domów szachulcowych należało sprowadzić i opłacić fachowca. Dom z drewna ciosanego potrafił wybudować każdy lokalny Ślązak.

Nie posiadam listy pierwszych kolonistów kolonii Kreuzthal, ale tutaj pomocne są księgi kościelne parafii Szczedrzyk. A tam już 19 lipca 1772 roku pojawia się pierwszy wpis z nazwą kolonii Creuzthal, gdzie to rodzi się koloniście Mathesowi Kuziorowi i jego żonie Hedwigis Halkin [Hedwig Halek] córka Magdalena. Z tych pierwszych wpisów możemy sporządzić prawie kompletną listę pierwszych mieszkańców Krzyżowej Doliny.

1. kolonista Mathes Kuzior i żona Hedwig z domu Halek

2. kolonista Bartek Loch i żona Hedwig z domu Fojer (Fojery były kolonistami w Mnichusie, a koloniści chętnie żenili się między sobą, podobnie jak wtedy młynarze, …)

3. kolonista Bartek Mrochen i żona Marianna z domu Orlik

4. kolonista Mathes Danisz i żona Helena z domu Cygon (Danisz później nazywać się będzie Kochanek, co jest częstym zjawiskiem, że przezwisko wypiera nazwisko)

5. kolonista Mathes Kokott i żona Hedwig z domu Stach

Dla Mathesa mamy dokładne informacje, skąd przybył, bo jeszcze w 1770 roku w księgach widnieje jako kowal kolonista z kolonii Hüttendorf przy hucie Malapane

6. kolonista Andres Oziemek i żona Catharina z domu Masurek

7. kolonista Lorenz Klimoszek i żona Christina z domu Kołoska

8. kolonista Jacob Mucha z żoną Marianną Kokot

9. kolonista Lorenz Korzeniec i żona Marianna z domu Walosek

10. kolonista Johann Felix z żoną Anną

11. kolonista Johann Halek z żoną Magdaleną z domu Gollenia

12. kolonista Joseph Deska z żoną Anną Gonsior

13. kolonista Johann Thomalla z żoną Susanną z domu Kalemba

14. kolonista Andreas Buhl z żoną Hedwig Gieraczek

15. kolonista Lorenz Pelka z żoną Dorothą z domu Pustolka

Nazwiska pierwszych kolonistów często pojawiają się w księgach parafii Szczedrzyk. Można więc zaryzykować tezę, że piersi koloniści pochodzili z najbliższej okolicy Krzyżowej Doliny.

Joanna Ania Mrohs

1756 skarga do Fryderyka Wielkiego, że twierdza Cosel nie płaci rachunków hucie Malapane

Korespondencja w Tajnym Archiwum w Berlinie między Fryderykiem Wielkim a jego urzędnikami jest niezwykle obszerna. Pokazuje ona, jak chętnie Fritz sterował państwem ręcznie (a tak właściwie piórem). Żądał bieżących raportów. Osobiście wydawał polecenia, z pominięciem szczebel struktury zarządzania.

W sprawozdaniu dla króla z 8 marca 1756 minister dyrygujący prowincją Śląsk Schlabrendorff donosi z samego Zagwiździa:

” Creuzburger Hohen Ofen [kluczborski wysoki piec] 8 marca 1756 w sprawie śląskich hut żelaza.

Jako że na polecenie Królewskiej Mości dokonałem przeglądu hut założonych przez nadleśniczego Rehdantza, donoszę, że obie huty, zarówno Creuzburger Hütte jak i wysoki piec założony nad Małą Panwią już pracują, a żelazo tamże ciągle produkowane jest dobrej jakości i cieszy się dobrą opinią. Nadleśniczy Rehdantz poinformował mnie, że Śląska Artyleria, a przede wszystki twierdza Koźle, zamówiła 6400 bomb, do których wykonał już przyrządy obróbkowe i sprowadził fachowców z Saksonii. 1000 bomb już wylano i 280 dostarczono do Koźla. Jednakże Artyleria napisała do nadleśniczego Rehdantza, że ma się wstrzymać z laniem i dostarczaniem zamówionych bomb, gdyż nie ma ona możliwości zapłacić należnych kwot. Te okoliczności stawiają huty w trudnej sytuacji, które będą musiały saksońskich fachowców zwolnić. Nie ma pewności też, że będą oni dostępni w późniejszym czasie. Huty też nie będą w stanie dopiąć budżetu, gdyż fryszernia do produkcji prętów żelażnych jeszcze nie jest gotowa.

Proszę więc Królewską Mość o skierowanie pisma do pułkownika v. Dirsckowa, aby zamówione dla twierdzy Koźle 6400 bomb odebrał i zapłacił.

Generał Major von Tresckow i porucznik von Meerckatz w Nysie i generał Major von Lattorff zapewniają mnie, że produkowane w hutach śląskich bomby znacznie przewyższają jakością produkty innych hut i radzą sobię w najcięższych próbach. Jedna bomba łącznie z transportem do Koźla kosztuje nie więcej niż 2 talary 4 grosze i 3 pfenigów, a za taką cenę nie można dostać bomby z hut w Kurmarchii i Nowej Marchii. Mam nadzieję, że Królewska Mość rozkaże Artylerii preferencyjny zakup bomb, kul armatnich i kranatów z górnośląskich hut żelaza w pierwszej kolejności. Skrzysta na tym i kasa Artylerii i budżet hut.

Schlabrendorff

Joanna Ania Mrohs

Transkrypcja

Da ich bey der Bereisung von Ober Schlesien auch die auf Eur. Königliche Majestat ordre von den Oberforstmeister Rehdantz angelegte hohe Ofens besichtiget; so habe beyde so wohl den Creutzburger, als den an dem Malapan Fluß, angelegte hohe Ofens in Gange gefunden, und wird das darauf gefertigte Eisen durchgängig als sehr tüchtig und gut gerühmet. Der Oberforstmeister Rehdantz hat mir dabey angezeiget, daß von der Schlesischen Artillerie, und besonder der Vestung Cosel6400 stück Bomben bestellet worden, wozu er alle Vorrichtungen gemachet, und die dazu erforderliche Leüthe mit Kosten aus Sachsen verschrieben, auch bereits 1000 stück Bomben gegoßen, und 280 stück nach Cosel abgeliefert hat. Da nun von der Artillerie dem Oberforstmeister Rehdantz geschrieben, mit ferner gießung und ablieferung der bestelten Bomben einzuhalten, weil das dafür betragende Geld für itzo nicht bezahhat werden könte; so gerathen gedachte hohe Ofens durch diesen Umstand in nicht geringe Verlegenheit, und würden, außer daß die

Sachsische Leuthe dimittiret werden müsten, und als dann nicht leicht wieder zu haben, auch den darauf angefertigten Etat nicht erfüllen können, weil zu Anfertigung von Stangen Eisen die Frisch-Kammer noch nicht eingerichtet. Ewr: Königliche Majestat bitte daher allerunterthänigst, an dem Obrist Lieutenant v. Dirsckow die allergnädigste ordre zustellen, die für der Vestung Cosel bestelte 6400 stück Bomben nicht nur abzunehmen, sondern auch das dazu erforderliche Geld anzuweisen, damit die Arbeit nicht nur fortgesetzet, sondern auch der Etat erfüllet werden könne. Dnr General Major v: Tresckow und Obrist v: Meerckatz zu Neiss desgleichen der General Major v. Lattorff haben mir versichert, daß die auf Ew: Königliche Majestat Schlesische Hütten Verken verfertigte und abgelieferte Bömben, allen übrigen weit überträfen, und die härtesten proben ausgestanden. I ani Da nun eine Bombe inclusive Transport bis Cosel, Ewr. Königliche Majestat nicht höher als 2 rt 4sg. 3 pf zustehen kommt, wofür sie aus denen Chur und Neumärkschen Hütten Werken nicht geliefert werden kan; do hofe ich daß sie Königliche Majestat allergnädigst geruhen werden, der Artillerie anzubefehlen, alle für die Schlesische Vestungen, an Bomben, Canon Kugeln Granaten erforderliche Munition, aus Oberschlesischen Eisen Hütten Wercken praeferablement zu nehmen, wobey so wohl die Attillerie Casse profitiret, als der Etat gedachter HütR ten-Werke erfüllet werden kant. B 180 Schlabrendorff

Creuzburger Hohen Ofen d. 8 Mart: 1736. egen der Schlesischen Eisen Hütten Wercke.

29 914 1810 E

Da ich bey der Bereisung von Ober Schlesien auch die auf Eur. Königliche Majestat ordre von den Oberforstmeister Rehdantz angelegte hohe Ofens besichtiget; so habe beyde so wohl den Creutzburger, als den an dem Malapan Fluß, angelegte hohe Ofens in Gange gefunden, und wird das darauf gefertigte Eisen durchgängig als sehr tüchtig und gut gerühmet. Der Oberforstmeister Rehdantz hat mir dabey angezeiget, daß von der Schlesischen Artillerie, und besonder der Vestung Cosel6400 stück Bomben bestellet worden, wozu er alle Vorrichtungen gemachet, und die dazu erforderliche Leüthe mit Kosten aus Sachsenverschrieben, auch bereits 1000 stück Bomben gegoßen, und 280 stück nach Cosel abgeliefert hat. Da nun von der Artillerie dem Oberforstmeister Rehdantz geschrieben, mit ferner gießung und ablieferung der bestelten Bomben einzuhalten, weil das dafür betragende Geld für itzo nicht bezahhat werden könte; so gerathen gedachte hohe Ofens durch diesen Umstand in nicht geringe Verlegenheit, und würden, außer daß die

Sachsische Leuthe dimittiret werden müsten, und als dann nicht leicht wieder zu haben, auch den darauf angefertigten Etat nicht erfüllen können, weil zu Anfertigung von Stangen Eisen die Frisch-Kammer noch nicht eingerichtet. Ewr: Königliche Majestat bitte daher allerunterthänigst, an dem Obrist Lieutenant v. Dirsckow die allergnädigste ordre zustellen, die für der Vestung Cosel bestelte 6400 stück Bomben nicht nur abzunehmen, sondern auch das dazu erforderliche Geld anzuweisen, damit die Arbeit nicht nur fortgesetzet, sondern auch der Etat erfüllet werden könne. Dnr General Major v: Tresckow und Obrist v: Meerckatz zu Neiss desgleichen der General Major v. Lattorff haben mir versichert, daß die auf Ew: Königliche Majestat Schlesische Hütten Verken verfertigte und abgelieferte Bömben, allen übrigen weit überträfen, und die härtesten proben ausgestanden. I ani Da nun eine Bombe inclusive Transport bis Cosel, Ewr. Königliche Majestat nicht höher als 2 rt 4sg. 3 pf zustehen kommt, wofür sie aus denen Chur und Neumärkschen Hütten Werken nicht geliefert werden kan; do hofe ich daß sie Königliche Majestat allergnädigst geruhen werden, der Artillerie anzubefehlen, alle für die Schlesische Vestungen, an Bomben, Canon Kugeln Granaten erforderliche Munition, aus Oberschlesischen Eisen Hütten Wercken praeferablement zu nehmen, wobey so wohl die Attillerie Casse profitiret, als der Etat gedachter HütR ten-Werke erfüllet werden kant. B 180 Schlabrendorff