O tym, jak nasi przodkowie leczyli się tłuszczem z psa

… a znachor stawiał diagnozę na podstawie moczu w buteleczce w ramach teleporady 🙂

O ludowej medycynie Górnego Śląska

Pamiętam dobrze opowiadania ciotek o zielarzu ze Spóroka. W niedzielę rano z pociągu wychodziły tłumy i szły ulicą od dworca do domu zielarza. Ludzie przyjeżdżali z daleka. Leczył ich tylko ziołami. Moją mamę jak była dzieckiem też. But obtarł jej piętę. Wyraźna czerwona smuga zakażenia szła w górę nogi. Zielarz nałożył papkę z ziół i kazał okład zdjąć po kilku dniach. Po zdjęciu okładu po zakażeniu nie było śladu. Pytałam kiedyś rodzinę zielarza, czy ostały się jakieś zapiski z jego wiedzy. Niestety wraz z nim odeszła też wiedza o ziołolecznictwie, przekazywana ustnie z pokolenia na pokolenie.

Nekrolog – umiera Peter Kapitza, leczący naturalnymi metodami. Poniżej syn ogłasza, że przejmuje gabinet po ojcu.

Aż tu nagle na Opolskiej Bibliotece Cyfrowej trafia mi się niesamowity artykuł o górnośląskim ziołolecznictwie.

Oto jego tłumaczenie:

O górnośląskich pasterzach-znachorach.

Na Górnym Śląsku dawniej, zwłaszcza na wioskach, w przypadku choroby nie zwracano się o pomoc do lekarza, lecz udawano się do pasterza. Pasterze cieszyli się większym zaufaniem wśród ludu niż wykształceni lekarze i dlatego mieli więcej pacjentów. Pod koniec lat 70. XIX wieku w Bierawie w powiecie kozielskim mieszkał taki „cudotwórca”, którego sława wykraczała daleko poza granice Górnego Śląska, a do którego pielgrzymowali pacjenci nawet z Moraw, Polski i Austriackiego Śląska.

Osobiste stawienie się chorego nie było jednak u niego konieczne, gdyż rozpoznawał on rodzaj choroby z moczu i przepisywał odpowiednie środki lecznicze. Mocz przynoszono mu w małych szklanych buteleczkach, a w rowie przed jego domem gromadził się znaczny stos wyrzuconych butelek.

Niemal równie sławny jak ten pasterz z Bierawy był jego brat w Rudzie, znany wśród ludzi jako „Stary pasterz z Rudy”. Obaj byli z zawodu pasterzami, ale po tym, jak ich dominialna zwierzchność zrezygnowała z hodowli owiec, zwrócili się ku „sztuce leczniczej”. Nie ograniczali się w swojej praktyce do określonego obszaru, lecz leczyli wszelkie dolegliwości i choroby u ludzi i zwierząt.

Każdy z nich miał własną metodę leczenia. Podczas gdy pasterz z Bierawy otaczał się tajemniczą aurą, jego kolega z Rudy witał swoich gości najpierw solidną moralną nauczką, ganiąc ich za złe prowadzenie się. Po tym jak wyjaśnił pacjentowi swoje stanowisko, zgadzał się na obejrzenie moczu przyniesionego w małej szklanej buteleczce i na tej podstawie podejmował swoje decyzje.

Lekarstwa, które gotował w miedzianym kociołku na piecu z dwunastu różnych składników, głównie z ziół i korzeni, zwykł nalewać do opróżnionych buteleczek po moczu. Płyn był w pewnym sensie „uniwersalnym eliksirem” przeciw wszelkim możliwym chorobom i dolegliwościom. Nie pobierał opłat za swoje porady, jednak jego liczni wdzięczni pacjenci obdarowywali go tak hojnie, że mógł z tego żyć i wspierać swoją rodzinę.

Syn pasterza z Rudy praktykował swoje lecznictwo w Żernikach koło Gliwic, jednak nie zdobył takiej sławy, jaką mieli jego ojciec i wuj.

W tej samej miejscowości żył również inny uzdrowiciel, znany wśród ludzi jako „wróż” (oryginalna pisownia w języku śląskim), którego specjalnością było „zaklinanie” chorób tarczycy i oczu. Nazywano ten proceder po śląsku „łuska zażegnować”. W tym celu pacjenci musieli zgłaszać się do niego wcześnie przed wschodem słońca, a on zwrócony twarzą na wschód nakładał dłonie na czubek głowy pacjenta, recytowanie zaklęcia i przeprowadzał rytuał.

Słynny pasterz praktykował też w Jemielnicy, wsi w powiecie Strzelce Opolskie, znanej z klasztoru Cystersów. Stosował również metodę rozpoznawania chorób z moczu, jednak sam nie przygotowywał leków, lecz wystawiał recepty i wysyłał pacjentów do apteki.

W Chałupkach (Annaberg) w powiecie raciborskim, w latach 80. XIX wieku mieszkał pasterz, który po zlikwidowaniu hodowli owiec w tamtejszym dominium również stał się „doktorem”; miał swoje mieszkanie w starym zamku Rothschildów.

Dzięki swojej działalności jako praktykujący pasterz zdobył wiele umiejętności w leczeniu chorób wewnętrznych. Z daleka przybywali do niego ludzie, a przy długotrwałych chorobach wynajmowali nawet umeblowane pokoje w wiosce. W latach 80-tych XIX wieku bogata dama z Wiednia przebywała u chałupskiego „doktora”, miała chorobę wewnętrzną, a jej 10-letni syn miał złamaną nogę. Oboje zostali wyleczeni. Innym razem bogata dama z Alzacji przybyła do Chałupek, aby zostać wyleczoną przez „cudotwórcę” – jej również pomógł. W każdym razie ten pasterz miał wiele sukcesów leczniczych. Szczególnie dobrze radził sobie ze złamaniami kości. Młodsza dama przyszła do niego z krzywo zrośniętą nogą. Bez większego ceregieli, silny mężczyzna złamał nogę ponownie i wyprostował ją. Kiedy dama krzyczała z bólu, „doktor” uśmiechając się powiedział: „Czemu krzyczysz, już po wszystkim”. O tym człowieku opowiadano wiele dowcipnych historii.

W latach 90-tych XIX wieku w Pietrowicach Wielkich w powiecie raciborskim był również „cudotwórca”; chociaż był byłym pasterzem, leczył bardziej na sposób słynnego wtedy „doktora Asta”, zazwyczaj na podstawie badania moczu. Miał wielu pacjentów.

Nieprawdziwe i niesprawiedliwe byłoby nazywanie tych mężczyzn świadomymi szarlatanami. Nic bardziej mylnego. Działali w najlepszej wierze, aby pomóc swoim cierpiącym bliźnim, każdy na swój sposób.

Ich metody leczenia.

Chociaż pasterze-znachorzy przez dziesięciolecia wykonywali swoją praktykę, żaden z nich nie osiągnął znaczącego sukcesu finansowego, jak ich kolega Ast w Radbruch w Westfalii. Ich apteczka zawierała zazwyczaj tylko niewielką liczbę różnych roślinnych leków oraz produktów pochodzenia zwierzęcego i mineralnego. Dlatego warto przyjrzeć się „apteczce” takiego górnośląskiego uzdrowiciela.

Na pierwszym miejscu należy wspomnieć o glinie, która była używana do różnych okładów (przy oparzeniach, użądleniach przez pszczoły i osy). Jako uniwersalny lek na ból stawów, dnę moczanową i reumatyzm stosowano maść z żywicy, smoły i wosku. Taka maść była rozsmarowywana na żółtym papierze słomianym, którym owijano bolące miejsca. W przypadku bólu gardła i zapalenia migdałków stosowano okład z gniazd jaskółczych, które były duszone w garnku z tłuszczem.

Stosowano także okłady z boczku i rozgrzanej soli kuchennej. Przy zapaleniu opłucnej postępowano następująco: kawałek wędzonego boczku był zapalany, a spadający, płonący tłuszcz zbierano do naczynia z gorącym mlekiem. Mieszankę mleka i spalającego się tłuszczu choremu podawano do picia tak gorącą, jak tylko było to możliwe. To lekarstwo miało pomagać nawet w beznadziejnych przypadkach, gdy pacjent został już uznany przez lekarzy za nieuleczalnego.

Wśród mieszkańców Zabrza nadal powszechnie stosuje się szpik kostny pochodzący z mocnych kości udowych konia (na Górnym Śląsku nazywa się go powszechnie „Marks”) jako jedyny skuteczny środek do smarowania przy reumatyzmie i bólach stawów.

Tłuszcz psa jest uważany za doskonały środek leczniczy przy wyniszczeniu organizmu i gruźlicy. Spożywany jest jak tran lub dodawany do kawy.

Tłuszcz z zająca jest od dawna znanym i popularnym domowym środkiem na wrzody, stosuje się go na rany ropiejące, służy także do usuwania wbitych pod skórę drzazg i kolców. Kłusownicy i myśliwi używali go do leczenia ran postrzałowych, które często doznawali podczas wykonywania swojego nocnego rzemiosła od strażników leśnych.

Łój wołowy stosowany jest przy obtarciach stóp i do nakładania na mocno krwawiące rany. W przypadku stłuczeń i zwichnięć stosuje się okład z korzeni żywokostu (Symphytum officinale L.) duszonych w tłuszczu. Na kaszel i nieżytowe choroby dróg oddechowych spożywa się sok wyciśnięty z duszonej cebuli z cukrem kandyzowanym.

Również herbata przygotowana z kwiatostanów owsa lub słomy owsianej działa dobrze w takich przypadkach. W stanach wyczerpania, gruźlicy itp. pasterze zalecają herbatę lub wywar z nasion konopi lub lnu, a także z żyta, jako napój podtrzymujący życie.

Inne ludowe środki lecznicze

Pieczone całe cebule, przykładane do podeszew stóp, pomagają natychmiast nawet na najgorszy katar. Dzieci cierpiące na wycięczenie powinny być kąpane w wywarze z korzeni tataraku i łodyg świerząbka korzennego (Chaerophyllum aromaticum). Macierzanka, kwiaty malwy i młode pędy sosny odgrywają ważną rolę w ludowej medycynie. Podobnie lubczyk, wrotycz maruna, rumian rzymski i rumianek pospolity są wszechstronnie stosowane. Szałwia, mięta pieprzowa, centuria, żankiel, bluszczyk kurdybanek, bobrek trójlistkowy, przetacznik leśny, dziewanna, waleriana, przestęp, oman, krwawnik, wrotycz pospolity, bylica piołun, bylica pospolita, podbiał pospolity, nagietek, pięciornik gęsi, pięciornik kurze ziele lub skrzyp polny stanowią główną część ziół leczniczych sprzedawanych przez zielarki na górnośląskich rynkach. Do ochrony przed chorobami zakaźnymi żuje się niebieskie jagody jałowca pospolitego.

Rozgniecione liście babki szerokolistnej z niezmiennym powodzeniem stosuje się na trudno gojące się rany i wrzody. Do tego samego celu stosuje się świeże, lepkie liście czarnej olszy.

Herbata z liści brzozy białej znana jest od dawna jako skuteczny środek moczopędny, a zatem jako środek leczniczy na obrzęki. Podobne działanie przypisuje się także skrzypowi polnemu.

Szczególnie cenionym środkiem leczniczym przeciw chorobom płuc i padaczce jest od dawna jemioła pasożytująca na różnych gatunkach drzew, zwłaszcza na topolach i jabłoniach.

Z grzybów jedynie sromotnik smrodliwy ceniony jest jako niezrównany środek leczniczy na dnę moczanową i reumatyzm. Półpasiec leczony jest przez okadzanie dymem z łupin orzecha włoskiego i suszonych płatków kwiatu róży stulistnej.

U różnych uczestników procesji pielgrzymkowych, które powracały z Annabergu do Wójtowej Wsi i Ostropy k. Gliwic, widziano pęczki pospolitych górnośląskich ziół leczniczych, takich jak dziewięćsił. Ta roślina jest używana przez ludność wiejską jako środek leczniczy do obkadzania na choroby zwierząt, zwłaszcza na paraliż lędźwiowy (w języku śląskim zwany „postrzół”) u krów i choroby zołzy u koni.

Warto również wspomnieć o tajemniczym grzybie zwanym Teekwass, propagowanym jako środek leczniczy na siedemnaście różnych chorób, który zdobywa coraz większą popularność również na Górnym Śląsku. Teekwass nie jest jednolitym organizmem, lecz symbiotycznym związkiem bakterii Bacterium xilinum i drożdży. Ten grzyb ma galaretowatą, nieapetyczną konsystencję, przypominającą zmiażdżoną ostrygę. Zostaje umieszczony w naparze z herbaty rosyjskiej z dodatkiem około 2 łyżek cukru. Drożdże powodują fermentację, przekształcając cukier w alkohol i dwutlenek węgla. Alkohol zamieniany jest następnie przez grzyb w kwas octowy. Jak sugeruje nazwa „Teekwass”, jego stosowanie pochodzi z Dalekiego Wschodu. Rosyjscy więźniowie wojenni mieli przywieźć ten grzyb do ojczyzny po powrocie z Japonii, skąd rozprzestrzenił się przez Kongresówkę i wschodnią część Górnego Śląska, teraz dotarł również na nasz zachodni Górny Śląsk.

Na targu zielnym w Zaborzu.

Kiedy niedawno wracałem wieczornym pociągiem z Gliwic do Zabrza, przy wejściu do wagonu uderzył mnie przyjemny zapach naszego prawdziwego, już bardzo rzadkiego w górnośląskim regionie przemysłowym rumianku (Matricaria Chamomilla). Na moje zdziwione pytanie o przyczynę tego przyjemnego kwiatowego zapachu, trzy starsze, pomarszczone kobiety, pasażerki wagonu, wskazały na ustawione wokół kosze, worki i pęki wypełnione różnymi ziołami i kwiatami. Opowiedziały mi, że zmuszone są zarabiać na życie handlem ziołami i kwiatami. Jednak z powodu niemal całkowitego zaniku roślinności w pobliżu fabryk i miast, muszą często odbywać dalekie podróże do okolic Koźla i Opola, aby zdobyć pożądane kwiaty i zioła lecznicze. Na przykład, duże ilości rumianku rozrzuconego w workach pochodziły z terenów portowych w Koźlu. W związku z rosnącym ruchem prozdrowotnym w postaci licznych stowarzyszeń Sebastiana Kneippa, zapotrzebowanie na zioła lecznicze na rynkach większych miast przemysłowych Górnego Śląska jest dość wysokie, a rośliny wprowadzone na rynek są szybko sprzedawane.

Wizyta u zielarek na targu w Zabrzu lub Zaborzu jest dla botanika całkowicie opłacalna i interesująca. Może on łatwo i bez trudu studiować florę różnych obszarów naszej górnośląskiej ojczyzny, mając często okazję do ciekawych i rzadkich znalezisk. Wokół dużej latarni na środku targu siedzą zielarki „á la turca” na bruku, przed sobą, na dywanach z trawy i papierze, w stosach i pęczkach posortowane są różnorodne zioła i kwiaty zebrane na polach i w lasach i oferowane na sprzedaż. Przekonując o cudownych właściwościach leczniczych różnych herbat ziołowych, udaje im się sprzedać swoje produkty „dobre na wszystkie choroby u ludzi i zwierząt” kupującym je głównie gospodyniom domowym. W zależności od pory roku wszystko, co dostępne w lesie i na łące, zbiera się i przynosi na sprzedaż. Wczesną wiosną pojawiają się najpierw zioła do zup. Są to zwykle pierwsze delikatne pędy bluszczyka kurdybanka (Glechoma hederacea L.), który najbujniej i najmięsistszy rośnie przy płocie wiejskim, gdzie wiejskie psy zwykle zostawiają swoje wizytówki, a także podagrycznik pospolity (Aegopodium Podagraria), różne gatunki jasnoty, takie jak Lamium album, L purpureum, L. amplexicaule i L. maculatum. W większych ilościach na rynku pojawiają się żółte kwiaty podbiału pospolitego (Tussilago Farfara L.), znanego środka ludowego na kaszel i ból w klatce piersiowej. Całe sterty skrzypu polnego (Equisetum arvense i E. silvaticum) składane są tutaj i polecane jako niezrównany środek na choroby pęcherza.

Kwitnące bagno zwyczajne lub dziki rozmaryn (Ledum palustre L.) używany jest jako środek odstraszający i chroniący przed molami i szybko się sprzedaje. Podobnie jest z wrzoścem pospolitym zwanym Erika (Calluna vulgaris) i jego zerwanymi kwiatami, które są często i intensywnie kupowane jako herbata przeciwko reumatyzmowi.

Oman łąkowy (Inula britannica) i rudbekia (Rudbeckia laciniata L.) są często sprzedawane pod nazwą „arnika”. Korzenie tataraku (Acorus calamus) i łodygi świerząbka (Chaerophyllum aromaticum L.) używane są jako środki lecznicze (do przygotowania kąpieli) na wycięczenie u małych dzieci. Z jałowca (Juniperus communis) kupuje się niebieskie jagody, a z brzozy zdarte liście i stosuje jako środki lecznicze na reumatyzm.

Jako środek na oczyszczanie krwi sprzedawane są galasy – naroślą owada szypszyńca – oraz młode liście jeżyn i truskawek. Ponadto, w zależności od pory roku lub sezonu kwitnienia, na rynku można znaleźć bukiety konwalii (Convallaria majalis), kokoryczkę wonną (Polygonatum officinale), dziurawiec (Hypericum perforatum), wilżynę (Ononis arvense), bratki (Viola tricolor), kminek (Carum Carvi), biedrzeniec anyż (Pimpinella Saxifraga), lubczyk (Levisticum officinale) i dzięgiel leśny (Angelica silvestris L.).

Do przygotowania herbaty oczyszczającej krew zachwala się liście borówki (Vaccinium myrtillus) i brusznicy (Vaccinium vitis-idaea). Ponadto kupić można pierwiosnek (Primula officinalis), bobrzycę trójlistkową (Menyanthes trifoliata), centurię pospolitą (Erythraea centaurium), żywokost (Symphytarm off.), ostrzeń (Cynoglossum officinale), miodunkę plamistą (Pulmonaria officinalis), szałwię (Salvia officinalis), macierzankę (Thymus serpyllum); różne gatunki mięty, wiesiołek, babkę lancetowatą, kozłka lekarskiego, krwawnik, wrotycz, bylicę.

Oprócz szkód wyrządzonych przez masowe wyrywanie rzadkich już gatunków roślin, stosowanie tych ziół kupowanych na rynku nie jest pozbawione ryzyka dla chorych, ponieważ zielarki często sprzedają rośliny trujące, takie jak szczwół i blekot, a to jako „kminek polny” i „pietruszkę”. Dlatego zaleca się ostrożność!

Tłumaczenie z niemieckiego Joanna Ania Mrohs

Źródło: O ludowej medycynie Górnego Śląska.

Autor: Emanuel Czmok.

Na zdjęciu Racibórz.

Dynastie … młyńskie

W ostatnim wpisie na FB przypadkiem rozwinął się wątek młynarzy. Temat jest niezwykle ciekawy z perspektywy genealożki, bo zawsze wymagający.

Z ksiąg kościelnych wynika, że w rodzinach młynarzy rządził reżim matrymonialny: kandydatka na żonę lub kandydat na męża musieli pochodzić z rodziny młynarzy. Z tego powodu młynarze i młynarki żenili się często w odległych parafiach, co utrudnia poszukiwania genealogiczne.     

Stosując te praktyki, młynarze tworzyli całe dynastie na naszych terenach. W księgach kościelnych pięknie to widać.

Pojawiają się więc często Drzymale w Myślinie, Jemielnicy, Potempie, Mendle, którzy mieli młyny w Jemielnicy, Gąsiorowicach, Staniszczach, Rogowscy od Rozmierzy po Chrząstowice, Adamtze od Trzensin, po Krasiejów i Kadłub. Widery w Lasowicach i Kolanowicach, Lellek w Kup, Ozimek i Libawski w Krasiejowie, Brysch w Dańcu i Kadłubie.

Przykłady:

1815 rok, żeni się młynarz Andreas Widera z Lasowic Wielkich z Marią córką Stanislausa Lellek młynarza z Kup.

W roku 1830 żeni się Johann Mende młynarz z Grodziska koło Gościęcina z Teklą córką młynarza Stanislausa Brischa z Barwinka (Kadłub)

W roku 1774 żeni się w Grodzisku Blasius Drzymalla z Myśliny z córką Sebastiana Czaja młynarza z Grodziska.

W roku 1797 żeni się w Grodzisku Anton Kral młynarz z Licheni z Hedwig córką Matheusa Mroza młynarza na stawie Glinka w Grodzisku.

W Kadłubie w roku 1766 rodzi się na Barwinku w młynie dziecko, z ojca Mathai Brys i matki Cathariny córki byłego młynarza na Barwinku – Mathia Kolodziey. Świadkiem jest młynarz Joseph May z Gąsiorowic.

W roku 1761 żeni się w Grodzisku wdowiec Bartholomeus podborny młynarz potocznie zwany „na grobli” z Marianną córką Baltasara Mroza młynarza w Grodzisku.

W Staniszczach żeni się młynarz z Kadłuba Wolnego Andreas Miozka z Josephą córką Joanna Bronder młtnarza na Bziniczce.

W roku 1790 żeni się Simon Potempa syn młynarza Antona w Potempie z Marią córką Mathiasa Brysch młynarza z Kadłuba

Mimo tego, że te dynastie prowadziły młyny, nie zawsze były ich właścicielami a tylko dzierżawcami. Prawo młyńskie (do budowy i prowadzenia młynów) nadawane było od średniowiecza sołtysom, miastom lub właścicielowi ziemskiemu.

Młyny na dopływach Małej Panwi w Staniszczach należały do hrabiego Colonna, który je wybudował przed rokiem 1706. Miał on też w związku z tym prawo zmusić swoich poddanych do mielenia zboża w jego młynach. Młynarz Drzymala na sąsiedniej Myślinie utracił przez to połowę klientów, za co przyznano mu obniżenie podatku. Tu więcej o tej historii https://kadlub.design.blog/2023/06/30/spis-podatnikow-w-krasiejowie-w-roku-1726-no-i-w-sumie-w-ozimku-bo-wtedy-ozimskie-pole-nalezalo-do-krasiejowa/

Prawo do budowy młyna miało zapisane miasto Ujazd lub Strzelce. Jako że w Strzelcach nie było odpowiedniej rzeki, młyn miejski znajdował się na Jemielniczance. Młyn ten na mapach jest opisany jako Gross Strehlitzer Schneide-Mühle, czyli tartak napędzany kołem wodnym.

Młyny nie służyły tylko do mielenia zboża i cięcia drewna. Mechanizm młyński był wykorzystywany do spilśniania wełny, produkcji garbników z kory i papieru. Taki młyn działał na wysokości Łazisk tu oznaczony Pap.(ier) M.(ühle).

Sztukę budowy młynów do Europy przynieśli Rzymianie, w późniejszych czasach to mnisi odpowiadali za jej rozprzestrzenienie. Widać to pięknie w Jemielnicy, gdzie cystersi założyli gęsty sznur młynów nad rzeką Jemielniczanką.

Na mapie młyny pocysterskie na wysokości Gąsiorowic: Busch, Pitacha, Malcher, Masur, Drzimalla, Moysa

… i młyny pocysterskie na wysokości Jemielnicy: Grochowina, Kachel, Matschiek.

Na mapie powyżej widać też dwie inne instalacje wykorzystujące siłę wody: młoty fryszerskie (Frischfeuer), jako że w związku z występowaniem w dolinie Jemielniczanki rudy darniowej, działało u nas już od niepamiętnych czasów hutnictwo.

Tu historia kuźników średniowiecznych https://kadlub.design.blog/2023/12/19/chui-kilkonaste-kratt-w-przitomnosti-dobrych-lidi-rytirskich/

a tu kuźnicy germańscy https://kadlub.design.blog/2020/01/08/juz-2000-lat-temu-germanie-wytapiali-u-nas-zelazo/

Około 1720 roku stanął w Kadłubie wysoki piec, jeden z pierwszych na Śląsku. Miechy miał napędzane kołem wodnym.

rysunek poglądowy (piec w Hausen, autor rysunku Walter Arzet)

Kadłubski zakład hutniczy działał do około 1862 roku, a potem została przebudowany na … młyn. Przebudował go Sebastian Adamietz, mistrz hutniczy kadłubskiej huty oraz budowniczy młynów pochodzący z młyna w Trzensinie. Ugoda sądu rozjemczego w Strzelcach pokazuje, że niektórzy młynarze także byli konstruktorami mechanizmów młyńskich.

Tu link do protokołów https://opole.ap.gov.pl/publikacje/przeczytano-przyjeto-podpisano/

Jednakże szybko nadszedł kres młynarzy jako instytucji wiejskiej. Z czasem maszyny parowe wyparły koła młyńskie, które był zależne od stanu wody. W miejsce młynów powstały jednak turbiny, jak turbina Francisa w Kadłubie w latach 1930tych (poniżej rysunek), produkująca prąd. I zniknął młynarz z wioski, który przez setki lat był jej ważną postacią.

A propos

Dziś patrząc na rzekę nie zdajemy sobie sprawy, jak bardzo kiedyś była ona ważna dla mieszkańców. I jak bardzo człowiek zmienił jej bieg, żeby ją sobie podporządkować.

Tu rzeka przed regulacją około 1800 roku

a tu po regulacji, która nastąpiła na początku 19 wieku.

Joanna Ania Mrohs

Do 3 razy sztuka: ślub niemego i głuchego Matthausa w Izbicko w roku 1817.

Z cyklu ciekawostek z metryk:

Księgi kościelne Izbicka zawierają wiele ciekawostek, oto jedna z nich z roku 1817:

„Matthaus Kozubek, kawaler i syn Urbana Kozubka, wycużnika z Tarnowa, od urodzenia głuchy i niemy, poślubił swoją narzeczoną Justynę, córkę zmarłego Jakoba Pelikana, na podstawie pozwolenia wydanego przez Królewskie Biuro Domen w Opolu z dnia 1 maja 1817 roku, po trzykrotnym ogłoszeniu zarówno w Tarnowie, jak i tutaj, w miejscowym kościele przez miejscowego proboszcza Josefa Wysluchę. Ceremonia odbyła się w następujący sposób:

Po wezwaniu do tego aktu Królewskiego Radcy Sądownictwa, pana von Mletzko, i przemówieniu do zgromadzonego z ciekawością ludu o dobrodziejstwach słuchu i mowy, uciszając niniejszym prostacki i motłochowaty śmiech, poprosiłem pana młodego, który mimo że był całkowicie głuchy i niemy, potrafił bardzo rozsądnie i dowcipnie porozumiewać się za pomocą znaków, aby podszedł do ołtarza. Klęknął on z oznakami najgłębszej pobożności i adoracji Boga, nie widząc, co się wokół niego dzieje. Następnie poprosiłem jedną z druhen, aby uklękła przed nim i dałem mu znak, aby podał jej rękę; zrobił to, ale gdy tylko zauważył, że to nie jego narzeczona, cofnął rękę. W ten sposób poprosiłem jeszcze dwie inne druhny, aby uklękły przed nim, ale stawał się coraz bardziej niechętny, aż w końcu jego narzeczona stanęła obok niego, której z widoczną radością podał rękę. Po wykonaniu innych niezbędnych znaków, ceremonia została zakończona, a protokół został sporządzony przez wspomnianego Radcę Sądownictwa i podpisany przez pana młodego, pannę młodą oraz świadków Karla Basgiera i Jakoba Frelicha.”

Joanna Ania Mrohs

1912 – otwarcie linii kolejowej Strzelce – Fosowskie

Ogłoszenie. Z dnia 25.10.1912 Reichsanzeiger

W dniu 15 listopada br. zostanie otwarta dla ruchu nowa linia kolejowa o normalnym rozstawie torów o długości 21,64 km na trasie Groß Strehlitz – Vossowska. Na nowej linii, zbudowanej jako linia boczna, znajdują się w kolejności geograficznej stacje: Rosmierka, Kadlub, Carmerau i Groß Stanisch. Wszystkie stacje mają uprawnienia do obsługi pasażerów, bagażu, zwłok, przesyłek ekspresowych i towarowych, ładunków pełnowagonowych, żywych zwierząt i pojazdów. Stacje Rosmierka, Kadlub i Carmerau są wyposażone w stałe rampy do załadunku czołowego i bocznego, natomiast stacja Groß Stanisch posiada ruchomą rampę. Na nowych stacjach nie będą przyjmowane materiały wybuchowe.

Nowe stacje zostaną włączone do taryfy towarowej państwowych i prywatnych kolei, taryfy towarowej środkowo-wschodnich Niemiec i Saksonii, taryfy węglowej Górnego Śląska oraz taryfy przewozowej państwowych i prywatnych kolei. Informacje na temat stawek frachtowych można uzyskać w biurze transportowym zarządu oraz w odpowiednich placówkach służbowych. Na nową linię kolejową obowiązują przepisy budowlane i eksploatacyjne z dnia 4 listopada 1904 roku oraz przepisy ruchu kolejowego z dnia 23 grudnia 1908 roku.

Katowice, październik 1912. Królewska Dyrekcja Kolei

To ogłoszenie urzędowe. Mam jednak osobisty związek z tą linią i spisane wspomnienia, gdyż wielu moich przodków mieszkało na spórackim Banioku i było kolejarzami.

Jak mój praopa Ludwig. Był nastawniczym na stacji w Karmerau a potem Spóroku. Codziennie rano szedł do budki, która znajdowała się ok. 300 m od dworca w stronę Staniszcz. Pracował na zmianie dziennej 12/24. Wnuki codziennie nosiły mu obiad.

Stacja kolejowa tętniła wtedy życiem. Kursowały nie tylko pociągi osobowe ale i towarowe. Stacja miała tor osobowy i towarowy, rampę załadunkową i spory magazyn, w którym zawsze składowano różnorakie towary. Oma zamówiła sobie kiedyś meble, które dostarczono właśnie pociągiem.

Z Zabrza latem przyjeżdżały dwie handlyry, jedna chuda, druga okrągła, z dwoma olbrzymimi koszami wiklinowymi. Skupywały jagody, które kobiety z dziećmi zbierały po spórackich lasach. Dzieci musiały wtedy także pracować. Dodatkowo jagód nie można było jeść przy zbieraniu, mimo że była wielka ochota. Wszystko miało iść na sprzedaż, a naruszenie tego zakazu było od razu widoczne na języku i groziło laniem.

Stacja była też dźwignią handlu. Kursowały bydloki, czyli wagony do transportu bydła. Opa z Kadłuba handlował bydłem: skupywał je w okolicy, wsadzał do bydloka na stacji. Jechało stado potem do Bytomia do dobrze prosperującej masarni Josefa Orzechowskiego z Bahnhofstrasse. Hrabia Strachwitz sprzedawał drewno i dziczyznę ze swoich lasów. Dziczyzna jechała dalej z Bytomia pociągiem nawet do Berlina.

Na stacji znajdował się telegraf. Słychać było cały dzień stukanie urządzenia. Ta sama linia telegraficzna ucierpiała zaraz po wojnie od ataku terrorystycznego organizacji dywersyjnej Freikorps Gross Massdorf, która chciała przywrócenia rzeszy na Śląsku. Ale to już inna historia.

Kolej też była miejscem innego przestępstwa: jesienią jechały transporty buraków cukrowych. Jak pociąg stał na torze towarowym, aby przepuścić pociąg osobowy, mieszkańcy podkradali buraki. Dlaczego? Robiono z nich bimber, gdyż każdy wtedy pędził sam w domu.

Istnieje jeszcze jedno wspomnienie, tragiczne. Już po wojnie na trasie Strzelce-Fosowskie miał miejsce wypadek. Wykoleił się pociąg osobowy. W pociągu zginęła młodziutka dziewczyna ze Spóroka. Zakleszczona w tonach żelastwa długo miała krzyczeć z bólu i wołać o pomoc. Ale nikt nie był stanie jej wydostać. Nie znalazłam jeszcze potwierdzenia tej opowieści w doniesieniach prasowych ani aktach.

Joanna Ania Mrohs

Pokusy na saksach

Bieda panowała na śląskich wsiach w okresie międzywojennym. Z tego powodu wielu ruszało do centrum Niemiec, na tzw. Saksy do pracy. Tak też zrobiło kilka dziewcząt z Kadłuba. Między nimi była też Anna z Kadłuba, z której zasobów pochodzi to zdjęcie:

… oraz list. List napisała siostra caritaska.

Wiedziała ona, że takie wyjazdy były pełne pokus. Z tego powodu napisała do dziewczyn przebywających w Bettmar w Dolnej Saksonii pełen porad i przestróg list. Oto jego tłumaczenie na polski:    

***

Grodisko, 13 maja 1932 r.

Moje drogie dziewczyny!

Z okazji świąt myślimy o Was wszystkich. Byłabym bardzo szczęśliwa, gdybyście zechciały również wysłać wiadomość do proboszcza lub do mnie w czasie wakacji. My tu w hajmacie często myślimy o Was i mamy nadzieję, że będziecie się tak zachowywać, abyśmy my, Górnoślązacy, mogli być z Was dumni. W dniu Wniebowstąpienia Pańskiego dzieci zostały zaprowadzone do Pierwszej Komunii Świętej. Po południu dziewczęta zostały przyjęte do Stowarzyszenia świętej Agnes. Niewinne dusze promieniały czystym szczęściem i radością. Kilka dziewcząt zostało uroczyście przyjętych do kongregacji. Tak, to było bardzo, bardzo piękne. Byłoby też miło, gdyby dziewczęta z Kadłuba chciały liczniej dołączyć do kongregacji.

Wielebny Prezes wygłosił piękne przemówienie: Dziecko Maryi powinno zawsze świecić przykładem. Powinien reprezentować Najświętszą Maryję Pannę wszędzie, w modlitwie, w nabożeństwie, w kościele, w pracy, a także w rozmowie. Módlcie się często w ciągu dnia, a otrzymacie siłę sprostać każdej pokusie. Jaka jest u Was pogoda? Tutaj jest już wszystko zielone.

Życzę wszystkiego najlepszego

z serdecznymi pozdrowieniami

Siostra Caritas

Poniżej zdjęcie, z prawej siostra karitaska

Joanna Ania Mrohs

1851 – uwłaszczenie kadłubskich chłopów

Krótki wstęp teoretyczny za: Kazimierz Orzechowski „Chłopskie posiadanie ziemskie na Górnym Śląsku”

W 1807 roku  Prusy wraz z edyktem regulacyjnym rozpoczęły reformę mającą na celu umożliwienie chłopom nabycia prawa własności do ziemi, która należała do feudała a którą dotychczas użytkowali.   

„Ostatnim etapem uwłaszczenia chłopów na Śląsku w ramach reformy rolnej była tzw. reluicja, czyli znoszenie feudalnych ciężarów tych gospodarstw, które już przed początkiem reformy były chłopską własnością podległą lub (jak np. dziedziczna dzierżawa) były posiadane na warunkach do własności podległej silnie zbliżonych.

[…]

W marcu 1848 r. Śląsk ogarnęła ponowna fala walk rewolucyjnych. Pierwsze zarzewie rewolucji pojawiło się w pow. jeleniogórskim, w którym przed paru zaledwie laty (1844) miał miejsce potężny bunt tkaczy. Powstanie bardzo szybko rozprzestrzeniło się na cały powiat, wykroczyło poza jego granice, obejmując powiaty kamiennogórski, lwówecki, bolkowski, ziębicki, wołowski, oleśnicki, sycowski, oławski; z Górnego Śląska nyski, grodkowski, kluczborski, oleski, raciborski, rybnicki i strzelecki. Wśród postulatów wysuwanych przez chłopów powtarzały się niezmiennie: żądania zniesienia pańszczyzn, czynszów świadczonych w naturze i w pieniądzu, laudemiów, pańskich łowów, żądanie zwrotu gruntów oddanych panom w wyniku regulacji z pierwszej połowy XIX wieku, zniesienie serwitutów pańskich na chłopskich ziemiach itd. […] Tłumy złożone z kmieci, zagrodników, chałupników i bezrolnego proletariatu wiejskiego napadały pańskie dwory i pałace, dokonywały aktów samosądu na panach, ich urzędnikach, sołtysach itd. Ze szczególną zawziętością niszczone były księgi gruntowe i te panowie przede wszystkim przy pierwszych oznakach rewolucji starali się zabezpieczyć. Fakt to zrozumiały: księgi bowiem mieściły wpisy określające ilość i rodzaj obciążeń chłopskich.”

Z powyższego opisu widać, że uwłaszczenie przebiegało opornie (przede wszystkich dzięki panom ziemskim) na terenie Górnego Śląska. Mimo, iż pierwsze akty prawne wydano już w 1807 roku, proces przebiegał bardzo opornie i dopiero rewolucja 1848 wymusiła jego zakończenie.

Z tego powodu wspomniane zniesienie ciężarów feudalnych nastąpiło w Kadłubie na szarym końcu – dopiero w roku 1851.

Z tego okresu istnieje gruba księga o tytule ”Akten des Dominii Gross Stein betreffend der Rezesse von Kadlub”. A tamże kilka umów między hrabią Hyazinthem von Strachwitz jako właścicielem majątku rycerskiego Kadlub a chłopami z Kadłuba. Na mocy tych umów zamienili oni ciążące na nich obciążenia  na rentę na rzecz feudała.     

Co możemy z tych umów wyczytać?

Struktura posiadania/użytkowania prezentuje się w Kadłubie bardzo ubogo. Nie ma ani jednego wolnego kmiota. Wolny kmiot miał co najmniej jedną hubę ziemi, czyli co najmniej 16ha. Był na tyle zamożny, że mógł się wykupić wcześnie z poddaństwa.

Jednym plusem jest to, że mamy wtedy 3 wolnych zagrodników:

1. Franz Anderwald wolny zagrodnik parcela numer 1

2. Johann Koy wolny zagrodnik parcela numer 39

3. Valentin Anderwald wolny zagrodnik parcela numer 50

Zagrodnicy oprócz domu i ogrodu, posiadali trochę pola, co pozwoliło im zgromadzić niewielki kapitał i wykupić się wcześniej z poddaństwa, bowiem widnieją oni w umowie jako już wolni zagrodnicy.  

Reszta wymienionych mieszkańców Kadłuba to w większości robotnicy świadczący robociznę na rzecz majątku pańskiego. Dzierżawili oni wyłącznie domek do hrabiego i pracowali w jego majątku. Tabela wymienia np.:

4. Valentin Ploch chałupnik wykonujący robociznę parcela numer 42

5. Thomas Hasterok chałupnik wykonujący robociznę parcela numer 45

6. małżeństwo Hedwig i Joseph Dlugosz chałupnik wykonujący robociznę parcela numer 47

7. spadkobiercy Michaela Gospodarek chałupnika wykonującego robociznę parcela numer 41

A to:

Wdowa Marianna Gospodarek z domu Klyszcz ponownie zamężna z Johannem Hasterok, nieletnia Josepha Gospodarek, Katarina Gospodarek żonata z Johannem Piela, nieletnia Hedwig Gospodarek, nieletni Johann Gospodarek.

8. Franz Kuczera chałupnik wykonujący robociznę parcela numer 18

9. małżeństwo Franz i Maria Hadrian chałupnik wykonujący robociznę parcela numer 57

10. Mathias Pasternok chałupnik wykonujący robociznę parcela numer 62

… i kolejni.

Z jakich obciążeń strony umowy wykupiły się w 1851 roku?

 „Właściciele wyszczególnieni w poniższej tabeli byli zobowiązani do świadczenia na rzecz majątku rycerskiego Kadlub poniższych świadczeń w ramach pańszczyzny:

– do świadczeń pieniężnych (czynsz za dzierżawiony dom)

– do robocizny przy żniwach  

– do kąpania i strzyżenia owiec  

– do połowu w stawach  

– do czyszczeni rowów  

– do laudemium [opłata za przekazanie gospodarstwa] w wysokości 10%  

– do transportu ryb

– do transportu żelaza

–  do transportu węgla

– do robocizny tygodniowej

– do robocizny przy żniwach  

Właściciel majątku rycerskiego był ze swojej strony zobowiązany do przekazywania deputatu w postaci korca żyta i gryki.

Znosi się tym samym wszystkie powyższe obciążenia.

Dla parceli 16, 17, 18, 19, 21, 22, 23, 24, 25 znosi się czynsz sądowy (za sąd patrymonialny będący w gestii feudała) bez odszkodowania.

Znosi się również laudemium dla parceli 2, 3, 4, 5, 6, 7, 10, 11, 12, 13, 15, 18, 19 bez odszkodowania.”

Strachwitzowi jako właścicielowi ziemskiemu za zrzeczenie się ze swoich praw feudalnych przysługiwało odszkodowanie.  

Chłopi więc zostali umownie zobowiązani do zapłaty renty do banku rentowego w ratach rozłożonych na 20 lat. Bank rentowy wypłacała całą kwotę odszkodowania Strachwitzowi.

Umowa zawiera tabele z wyszczególnieniem należnych rat. Np. wolny zagrodnik Valentin Anderwald musiał płacić roczną ratę w wysokości 21 talarów, co daje dziś kwotę około 3700 zł. Po 20 latach dawało to kwotę 74.000 zł w przeliczeniu.

Joanna Ania Mrohs  

Zatwierdzono i podkrzyżykowano w 1803 roku

Wyobraź sobie, że jesteś swoim praprapra…dziadkiem (albo babcią), którzy mieszkają w Kadłubie w roku 1803. Jesteś wtedy obywatelem Prus, twoim królem jest Friedrich Wilhelm (poniżej).

Natomiast twoim panem feudalnym, do którego należy Kadłub, jest hrabia Johann Nepomuk von Tenczin, który zazwyczaj rezyduje w Szymiszowie (a jeszcze częściej we Wiedniu). Hrabia czasami pojawia się w kadłubskim zamku myśliwskim, gdy ma ochotę zapolować albo zrobić przegląd zasobności spichlerza i produkcji huty żelaza. Wszyscy z was znają budynek zameczku myśliwskiego: to stare nadleśnictwo, potem przedszkole, dziś dom prywatny [poniżej karta sprzed 1945 r.].

Zabudowania dziś stojące (lub rozpadające się) wokół zamku były folwarkiem hrabiowskim. Hrabia tam miał spichlerz, hodował tam owce.

Jak wyglądało życie poddanego na Śląsku w roku 1803, mieszkającego w wiosce dominialnej?

Bez zgody hrabiego twój przodek nie mógł ani opuścić wioski, ani ożenić się czy rozpocząć nauki rzemiosła. A jeżeli uzyskał taką zgodę, musiał zapłacić opłatę hrabiemu.   

Jeżeli był wolnym kmiotem: był bogaty. Posiadał własne pole o powierzchni co najmniej jednej huby (ok. 16ha) a z posiadanego pola mógł wyżywić rodzinę i sprzedać nadwyżki. Nie musiał wykonywać robocizny na rzecz hrabiego. Ale w Kadłubie wolnych kmiotów nie było, najbliżsi mieszkali w Grodzisku. Kadłub był pierwotnie osadą hutników, a na ziemiach wykarczowanych z drzew potrzebnych do produkcji węgla drzewnego, hrabia osadzał kolonistów.

Jeżeli twój pradziad nie był wolnym kmiotem – był chałupnikiem: dzierżawił od hrabiego chałupę i płacił z tego tytułu hrabiemu czynsz. Miał ponadto obowiązek świadczyć na rzecz feudała nieodpłatnie robociznę w poniższej postaci:   

– latem trzy dni a zimą dwa dnia w tygodniu musiał się stawić w majątku grafa i odpracować robociznę na rzecz jego dominium, w okresie żniw żądanie mogło być przedłużone nawet do 4 dni w tygodniu,

– musiał stawić się na wiosnę i jesień do mycia i strzyżenia owiec,

– na żądanie grafa stawiał się na polowanie, a to w ramach dwóch dni robocizny oraz dodatkowych 4 dni w roku,

– mógł pić piwo tylko z hrabiowskiej karczmy, która mogła sprzedawać wyłącznie piwo z hrabiowskich browarów,

– musiał stawiać się na wezwanie grafa do pełnienia straży nocnej,

– mielić swoje zboże tylko w hrabiowskich młynach,

– na żądanie kopać rowy odwadniające,

– wykonywać usługi kurierskie,

– za darmo wykonać i dostarczyć do dominium lnianą przędzę oraz kawałek lnianej tkaniny.

Jednakże od niewolnika różniło takiego poddanego to, że miał osobowość prawną i mógł swojego feudała zaskarżyć do sądu. Tak też w roku 1803 zrobiło 7 chałupników z Kadłuba: Simon Kolibaba, Adam Brÿlka, Casper Kuczera, Jais Koy, Woiteck Wyier, Mathus Pasternock i Kuba Pietruschka. Jaka była treść skargi – nie wiemy, ale znamy treść ugody [poniżej], jaką strony zawarły. Z dokumentu wynika też, jak się spór zaczął: chałupnicy odmówili przyjścia do majątku hrabiego i wykonania robocizny.

Co udało się chałupnikom z Kadłuba wynegocjować? W wyniku ugody z Tenczinem chałupnikom udało się zmniejszyć robociznę na 2 dni w tygodniu niezależnie od pory roku, znieść obowiązek straży nocnej, kopania rowów i służby posłanniczej. Nie musieli już myć owiec a strzyżenie następowało za zapłatą.

Wynegocjowali też, że przysługujący im deputat: czyli udział w zbiorach zboża w wysokości jednego korca wrocławskiego, będzie wydzielany z najlepszego zebranego przez nich na pańskich polach zboża, a nie z najgorszego, jak to było dotychczas.

Na zdjęciu poniżej zdjęcie krypty w kościele w Szymiszowie, gdzie są pochowani ostatni Tenczinowie. Zdjęcie z książki o historii Szymiszowa autorstwa Piotra Smykały.

Chałupnicy otrzymali też zapewnienie hrabiego, że nie będzie pobierał od nich opłaty za możliwość wypasu ich bydła w hrabiowskich lasach. Prace naprawcze na budynkach dzierżawionych miały pozostać dalej w gestii chałupników, jednakże drewno potrzebne do napraw za darmo miało zapewnić dominium.

Ugoda zawarta na rozprawie 17 lutego 1803 roku została spisana na protokole w języku niemieckim, przeczytana, zatwierdzona, podpisana i podkrzyżykowana (jako że chałupnicy nie umieli jeszcze pisać, a szkoła w Kadłubie miała być dopiero rok później otwarta).

Ta sytuacja będzie się w Prusach zmieniała dopiero w wyniku edyktów królewskich z lat 1807 do 1845, które nakazywały zwolnienie chłopów z poddaństwa. Ostateczne uwłaszczenie kadłubskich chłopów nastąpiło dopiero w roku 1851.

tu więcej informacji https://kadlub.design.blog/2022/03/20/michael-rewolucjonista-z-grodiska/

Joanna Ania Mrohs

Rów przeciwpancerny Festung Oppeln

Kronika szkoły w Karmerau (Spórok)
część dalsza ...

Rów przeciwpancerny


Od 1 lipca do 1 grudnia 1944 roku nie było zajęć w szkole. Najpierw były wakacje, a potem sale lekcyjne zostały skonfiskowane przez HJ, których wykorzystano do budowy rowu przeciwpancernego. Rów przeciwpancerny miał 3,5 m szerokości i 3 m głębokości i początkowo biegł od łąki szkolnej w kierunku wschodnim do ulicy na Staniszcze Małe, stamtąd na południowy wschód i dalej do linii kolejowej. Drogi do Staniszcz Małych, Dużych i do Krasiejowa zostały zerwane, a nad rowem zbudowano mosty. Budowa trwała od 1 września do 1 grudnia. Początkowo z oddziału Opole i Pszczyna wysłano 1200 chłopców z HJ. Po 8 tygodniach zwolniono oddział z Opola i przysłano z Głubczyc. Jednocześnie mieszkańcy wsi musieli trzy razy w tygodniu wykonywać prace okopowe w sąsiednich Staniszczach Małych.
Na geoportalu można zobaczyć ten rów do dziś, ciągnie się od Turawy, przez Spórok i dalej lasami aż do Zawadzkiego!

Poniżej fragment rowu przecinający linię kolejową w Spóroku

Poniżej rów dochodzący do Turawy

Zdjęcie z kopania rowu, źródło Kocham Opole i Opolskie

Rehdantz ze spiżu

Historia nas uczy, że jest przepaść między tym, jak postaci są prezentowane na pomnikach, a jakimi byli faktycznie ludźmi z krwi i kości.

Nie inaczej jest z sławnym ozimskim Rehdantzem. Dziś ma wyspę swojego imienia, kiedyś miał pomnik. Źródła mówią, że wcale nie był takim zasłużonym dla Śląska, ale bezsprzeczne było, że zasłużył się dla Ozimka. Gdyż był jego założycielem.

Tu więcej …

Jednakże w przepastnych berlińskich archiwach są dokumenty, które odkrywają Rehdantza człowieka. I to pozbycie go spiżowej postaci sprawia, że staje się nam jeszcze bardziej sympatyczny.  

Z dokumentów wynika, że urodził się około 1701 roku gdzieś w Brandenburgii.

Akta kościelne z Peitz, gdzie rezydowała jego rodzina, nie zachowały się z tego okresu. Podobnie jak księgi metrykalne z Krosna Odrzańskiego, gdzie jego ojciec Philipp był w tym okresie łowczym. Z tego powodu może nigdy nie odnajdzie się akt jego urodzenia.

Jedyny wpis odnośnie ojca dotyczy urodzenia brata naszego Rehdantza. W roku 1694 rodzi się w Spandau Johann Friedrich, syn Philippa Redantza łowczego porucznika von Pannwitza i Dorothei Elisabeth Stephani.

Uczy się w gimnazjum w Johannisthal. Prawdopodobnie, gdyż w listach uczniów widnieje w roku 1718 Johann Georg syn Philippa Rehdantza z Cottbus. A jego wuj Hans Heinrich był tamże leśnikiem książęcym

Rodzina Rhedantzów posiadała w Fehrow koło Peitz majątek, który otrzymał dziadek Hans Georg, także leśnik książęcy, w roku 1671. Wiemy to z listu, który Rehdantz napisał do króla. Prosi tamże o wystawienie kopii nadania tego majątku, gdyż oryginał spłoną w pożarze. Wspomina też, że majątek dostał jego dziad Hans Georg, a potem od roku 1715 posiadał ojciec Philipp.

Źródło: Hans -Georg Gottlieb von Büttner, familysearch.org

Po objęciu przez niego służby leśnej osobiście koresponduje z młodszym od siebie Fryderykiem zwanym później Wielkim. W archiwach znajduje się mnóstwo takiej korespondencji.  

Poniżej w roku 1749 wypłata z kasy królewskiej dla leśniczego Rehdantza za dostarczenie do pałacu Sans Souci drzew.

Poniżej sprawozdanie z misji, na którą posłał król Rehdantza, aby sprawdzić, czy w Tarnowskich Górach jest srebro i ołów.

Osobiste rozkazy Fryderyka kierowane do Rehdantza, tu na sprzedaż dodatkowych pozabudżetowych ilości drewna i pokrycie z tego wyrobów dla koszarów Schrenitz.

16 grudnia 1754 Rehdantz wnioskuje do króla o zgodę na przeniesienie swojego domu na teren huty i udostępnienie tamże nieodpłatnie mieszkania oraz wypłatę zasiłku na przeniesienie swojego mieszkania, a to wszystko, aby lepiej mógł nadzorować pracujących w hucie ludzi.   

Prośba została widocznie spełniona, bo Rehdantz wybudował sobie na terenie huty dom z drewna ciosanego, który w roku 1761 wraz z całą dokumentacją huty od 1754 roku jednak spłonął.

Poniżej podpis własnoręczny Rehdantza

Straubel w podręczniku biograficznym administracji pruskiej pisze o Rehdantzu tak:

„Brak w dokumentach wskazówek odnośnie wykształcenia Hansa Georga Rehdantza. Wcześnie zaczyna pracę w służbie leśnej, awansuje na nadleśniczego w Krośnie (Crossen). Nakazem z dnia 29.07.1742 powołany zostaje na leśniczego na Górnym Śląsku a jego stanowisko dotychczasowe otrzymuje leśniczy Heese. W roku 1748 posiada mały wolny majątek w wiosce Fehrow w urzędzie Peitz. W maju 1753 zastępuje nadleśniczego von Minckwitza na stanowisku nadleśniczego dla Górnego Śląska.

W nakazie z 25.06.1754 król krytykuje go, że nie wykazał się wystarczającym zaangażowaniem w zakładaniu hut żelaza w Hrabstwie Kłodzkim. Dostaje nakaz współpracy z generałem von Fouqe, aby obaj niezwłocznie sporządzili kalkulację kosztów i uzysku. W połowie 1756 roku król zamierzał zatrudnić dzierżawców dla hut, by Rehdantz miał więcej czasu do wypełniania obowiązków jak nadleśniczy. Pełnił urząd aż do śmierci 7 maja 1765 roku.” Źródło GSTA.

8 maja 1765 Schlabrendorf donosi królowi, że Rehdanz zmarł 7 maja z wycieczenia po walce z chorobą. I że na jego miejsce musi być wybrany człowiek, który zna się i na leśnictwie i na hutnictwie (zawoalowana krytyka?). Proponuje więc leśniczego z Scheidelwitz koło Brzegu, który ma otrzymać to samo wynagrodzenie, czyli 1000 talarów rocznie.

W roku 1777 umiera w Krośnie Odrzańskim jego żona Helene Charlotte Rehdantz, żona nadleśniczego śląskiego (Oberforstmeisterin in Schlesien), w wieku 61 lat po długiej chorobie.           

Na temat działalności Rehdantza w Malapane napisano już wiele artykułów i książek, szczególnie precyzyjny i obszerny jest tutaj dostępny w internecie artykuł Wachlera.

Z tego artykułu przytoczę dobre podsumowanie Wachlera odnośnie życia Rehdantza:

„Wraz z przekazaniem hut pod zarząd Królewskiego Wyższego Urzędu Górniczego z księciem von Redenem na czele, rozpoczęła się dla śląskiego hutnictwa epoka pełna chwały. Jednakże przeszłość tegoż hutnictwa nie była jej pozbawiona. Huty kierowane przez ludzi, którzy nie byli w tym fachu wykształceni, mimo wojny i nieszczęść, pokonały wiele trudności. Od 1761 huty te osiągały zaplanowany budżet, z własnej kasy wykonywały naprawy i nowe budynki i dodatkowo zgromadziły duże zapasy finansowe, które jednakże w latach gorszych zostały zużyte. To, że huty prywatne hrabiego von Würtemberg-Oels, Posadowskiego  i Kotulińskiego osiągały lepsze wyniki ilościowe i finansowe wynikało częściowo z tego, że te huty posiadały tańsze i lepsze rudy i drewno, oraz darmową siłę roboczą w postaci chłopów pańszczyźnianych. […]

Dlatego chwała tym odważnym ludziom, takim jak Rehdantz czy Plümike, którzy za życia otrzymali tak małe podziękowanie za swoją sumienną pracę i poświęcenie, gdyż ich dorobek był przełomowy dla górnośląskiego przemysłu hutniczego.”   

Joanna Ania Mrohs, 07.04.2024              

Najprawdziwszy obraz bogactwa prowincyi Szląskiej

„Najprawdziwszy obraz bogactwa prowincyi Szląskiej, okazuje wystawa płodów roku bieżącego w Wrocławiu” – tak to z lekką nutą podziwu i może zazdrości widzi Śląsk Seweryn Zdzitowiecki – polski chemik i metalurg, dyrektor Instytutu Gospodarstwa Wiejskiego i Leśnictwa, radca stanu, w roku 1852 na łamach warszawskiej Gazety Codziennej.

W tymże roku odbył on podróż naukową po Niemczech i Francji, w ramach której obejrzał wystawę przemysłową w Breslau. Po jej obejrzeniu zachwyca się szląskim przemysłem, który jego zdaniem pozwoli na rozwój kolei, „która dzisiaj stała się potrzebą konieczną każdego kraju”.

Wśród wystawców wspomina dobrze nam znane miejsca, osoby i zakłady, np. huty Malapane, Creuzburg, Sausenberg. Zakłady hrabiego Renard w Gross Strehlitz prezentują na targach między innymi album z oprawą z blachy żelaznej. Huta Gleiwitz prezentuje machinę do mędlenia lnu. Huta Malapane wystawiła dwie prasy do robienia rurek drenowych. Fabryka w Königsshuld narzędzia do drenowania według wzorów belgijskich. Uwagę zwróciły wyroby hr. Frankenberga z Tillowitz otrzymane z żużli żelaznych z ozdobami srebrnymi.

Cały opis sprawozdania Zdzitowieckiego poniżej.

Powołuje się on tam na katalog wystawy. Katalog obejmuje 160 stron, 1815 wystawców. Większość wystawców jest z Dolnego Śląska, z Górnego dominują kopalnie i huty.

Z Opola wystawia się miejska cegielnia z klinkierem, cegłami i dachówkami, fabrykant Engländer z błękitem do prania, aptekarz Koch z wapnem kredowym, kilka pań z Opola prezentujących pokrycie na fortepian z czarnego zamszu. W dziale minerałów prezentowany jest wapień kredowy z Opola oraz skamieniałości w nim znajdowane.

Prezentuje się też Królewski Urząd Hutniczy w Malapane z walcami hartowanymi. Królewski Kantor Produktów Górniczych przywiózł ze sobą dwie prasy do rur drenażowych i cynową wannę do kąpieli.

Królewski Urząd Hutniczy w Creutzburger Hütte pokazuje żelazo okrągłe, płaskie, skręcone i ślusarskie, osie do wozów, łopaty, szpachle, wsporniki osi do pociągów, lemiesze pługa.

Wspomniany wcześniej hrabia Renard ze Strzelec Wielkich prezentuje całą gamę produktów ze swoich zakładów:

Z huty Kolonowskie: płyty falcowane, garnki, dzbany, rury, żelazo walcowane, pilniki ze stali pudlingowej, stal pudlingową, z Kokotka obejmy fryszowane, z Żędowic blachę, brzeszczoty, żelazo cięte i kute we wszelakich formach, osie do wozów, z huty Renarda w Kolonowskim blachy i brzeszczoty, z Friedenshütte w Bytomiu próbki koksu, z druciarni w Łaziskach różne rodzaje drutu ze stali pudlingowej. Ze swojego młyna przy hucie Zawadzkie Renard prezentuje także próbki mąki. Prezentuje też produkty górnicze z Nakła, ocynkowane blachy żelazne, drut żelazny, wazę z węgla kamiennego z kopalni Beelwoseegen oraz wspomniany album obity blachą z huty Żędowice.

Z Izbicka pochodzą produkty hrabiego Strachwitza, a to kuta stal prętowa. W Kadłubie Strachwitz też miał hutę, ale widocznie nie było nic ciekawego do prezentacji.

Urząd hutniczy Hohenlohe w Sausenberg pokazuje rudy żelaza, wapień z Izbicka dodawany do wytopu żelaza, uzyskaną z wytopu surówkę i żelazo prętowe.

Jest też w katalogu sławny Elsner z Kalinowic, hodowca ziemniaków, ale tutaj prezentuje różnego rodzaju oleje, wytłoki pochodzące z tłoczenia rzepaku, włókniny wełniane, wyroby plecione z korzeni sosny przez Mariannę Pohla oraz wysokiej jakości cement z Kalinowic. Ze swojej pierwszej na Śląsku cementowi w Tarnowskich Górach pokazuje on cement rzymski, mastyks, cement Romana, glejtę ołowianą. Z Tarnowskich wystawia się też tokarz Kolonko z szachami oraz kopalnia Friedrich ze swoimi rudami.

Z kluczborskiego Simmenau prezentowane są próbki lnu oraz włóknina wełniana barona von Lüttwitz.

Z powiatu kozielskiego prezentuje się książę Hohenlohe-Oehringen z produktami z huty Blechhammer: żelazem kutym i walcowanym, blachami i rudą żelaza.

Urząd Hutniczy w Gliwicach prezentuje części do maszyn, gliwicka fabryka maszyn parowych Schotellius i Beermann maszynę parową o mocy czterech koni a Królewska Odlewnia Żelaza w Gliwicach żeliwną kaplicę nagrobną oraz młynek do kawy.

Potem im dalej na wschód Śląska wystawia się śląski przemysł ciężki w Bytomiu, Katowicach, Gliwicach, Zabrzu i Chorzowie: kopalnie, huty np. Carolatha, Haugwitza, Henckla, Friedländera, Winklera.

Joanna Ania Mrohs