Moritz i przebudowa zakładu wojskowego w Krasiejowie

200 lat temu nasza okolica miał strategiczne znaczenie, bowiem w Ozimku i Krasiejowie pełną parą leciała produkcja amunicji i broni dla wojsk pruskich walczących z Napoleonem. Z tego okresu pochodzi raport Franza Moritza, wybitnego konstruktora i managera zakładów hutniczych, który w czasach wojennych niedoborów remontuje zakład krasiejowski i opisuje perypetie z tym związane. Dodać należy, że Moritz był też wyśmienitym kreślarzem, co widać na rysunkach poniżej.

Więcej o Moritzu tutaj …

Fabryka broni (Gewehrfabrik) na mapie z 1827 roku

A poniżej znalezisko z archiwów berlińskich, gdzie Moritz dokonuje sprawozdania z przebudowy krasiejowskiego zakładu:

„Ozimek, 18.10.1814

Jak pokazano na załączonych rysunkach z 10 października i 10 grudnia 1810, krasiejowska fabryka miała zostać wyposażona w nadmuch cylindryczny składający się z 4 cylindrów nadmuchowych o wymiarze 40 cali z poziomymi wodzidłami wahacza, które, podobnie jak nadmuchy w Jedlicach, miały być zamocowane w samym środku arki [drewniana skrzynia]. Korpus nadmuchu miał zajmować możliwie najmniejszą przestrzeń w arce i być ustawiony równolegle do budynku huty. I tak już wąską arkę nie można było wężej zabudować.

Jako, że uznałem mój projekt z 10 października jako odpowiadający tym wymaganiom, przedłożyłem go do kontroli Królewskiemu Dyrektorowi Budowlanemu Weddingowi, jednakże nie otrzymałem odpowiedzi. 

Przebudowa krasiejowskiej arki nie nastąpiła ani w roku 1811 ani 1812. Jednakże w tak ważnym roku 1813 [wojna wyzwoleńcza – wojna Prus przeciw Napoleonowi] nie można jej było już odroczyć, gdyż produkcja armat nie mogła być zakłócona. W ostatniej chwili zdecydowałem się na przebudowę arki, jak obiecałem – w ciągu tylko 14 dni, tak więc pod tym warunkiem Administracja Generalna Górniczo-Hutnicza wydała dnia 26 marca 1813 zgodę na przebudowę.

Data przebudowy nastąpiła wcześniej, niż przewidywałem, gdyż 12 maja rozpoczął się spływ drewna, i poziom wody spadł tak mocno, że zarówno młot platerujący jak i oba młoty rurowe [służyły do produkcji luf] nie mogły pracować. Odczekałem kolejny dzień, licząc na podniesienie się poziomu wody, jednakże to nie nastąpiło, 13ego rozpoczęto prace demontażowe arki.  

Spław drewna zakończył się 18tego, co pozwoliło na zupełne spuszczenie wody i ruszenie pełną parą z remontem.            

Aby dotrzymać obietnicy, prace trwały dzień i noc, w niedziele i święta, gdyż oprócz arki remontu wymagał też zbiornik żeliwiaka, ścianki tegoż zbiornika, skrzydła lądowe, fundamenty prawej huty, należało wykonać nowe cztery głowy śluzy, przemieścić dwa koła wodne, wydobyć z gruntu metalowe elementy młota czołowego i platerującego itd. Tak więc zgodnie z harmonogramem 31 maja rozpoczęły się prace na młocie rurowym numer 8, pozostałe mechanizmy i nowy nadmuch skrzyniowy miał być gotowy kilka dni później, jednakże prace się wydłużały. 2 czerwca pojawili się panowie Karsten i Wedding, musiałem wysłuchać, że tenże remont, konieczny moim zdaniem i zdaniem innych osób, ma być ponownie zniweczony. Podczas 14 dni przebudowy nie udało mi się wbudować zaplanowanego w roku 1810 nadmuchu cylindrycznego, gdyż brakowało koniecznych do tego cylindrów, a jako że wydano rozkazy, aby produkcja amunicji w zakładzie w Malapane była utrzymywana na najwyższym możliwym poziomie, nie mogłem liczyć nawet na cetnar wyrobów żeliwnych. Dlatego opracowałem niniejszy plan dla obecnego nadmuchu skrzyniowego dla wszystkich krasiejowskich pieców, i kazałem wszystko co możliwe wykonać z drewna, wykorzystałem co było dostępne z materiałów żeliwnych, i kazałem tylko jedną jedyną przekładnie wyprodukować w Gliwicach. Chciałem stworzyć drewniany nadmuch, który zasługiwałby na powielenie w innych miejscach.”

Poniżej mapa z królewską hutą broni w Krasiejowie z roku 1830.

Dalej następuje szczegółowy opis mechanizmu nadmuchu. Poniżej transkrypcja tekstu oryginalnego:

Malapane  18te Octbr 1814. 4 Beilen den 10. 8t 15 K VI. 16. Kasten Gebleese Holzernes So wie aus beiliegenden Aufsätzen zu Krascheow. von 10ten October und 10te December 1810. zu ersehen ist, solte das Krascheower Welein Cylinder Geblüse von 4 Stück 40 Zölligen einfachen aber gepannten Blase Cylinder mit horisontaten Lenkerstangen erhalten, welches so wie das Jedlitzer Gebläse mitten in die Arche eingebaut werden solte; und zwar solte das BlaseHaus den möglichst kleinsten Raum in der Arche einnehmen und parallel mit

den Hütten Gebäuden gestellt werden. um die ohnedieß enge Arche nicht noch mehr zu beschränken. Da ich das Project vom 10ten Octbr 1810 diesen Forderungen angemessen befand, sondte ich es sogleich zur näheren Prüfung an den Königl. Bau Director p Wedding, worauf ich jedoch keine Antwort erhielt.

Den Umbau der Krescheower Arche unterblieb in 1811 und in 1812. Das wichtige Jahr 1813 konnte er jedoch nicht unterbleiben, weil die Armatur Fabrication, die in diesem Jahre so nothwendig geworden war in Stocken gerathen sein. würde. Noch zur rechten Zeit entGeh.Staatsarchiv schloß ich mich das Versprechen zu machen. 421 IIt Rep. 120 2.2855 das nöthigste an dieser Arche während vierzehn Tagen umzubauen, und untern Mss. Nr. 324. 36te Martz 1813 würde diesen Umbau von (mit 8 Bet. teidm.) der Hohen General Verwaltung für das Satz.

Satze Berg- und Hüttenwesen unterder ausdrücklichen Bedingung genehmiget, daß er binnen 14 Tagen fertig sein. müsse. Der Zeitpunkt zu diesem Umbau kamfrüher als ich noch vermuthete, und ehe ich noch mit allen Vorarbeiten fertig würden 12ten May begann das Holzflößen durch das Krascheower Wehe, das schon ohnedieß niedrige Wasser fiel bei der Arche dergestalt, daß weder der Plettienenhammer noch die beiden Rohrhämmer arbeiten konnten, ich wartete den folgenden Tag ab, indem man ein Steigen

des Wassers verhofte, allein da dies nicht erfolgte so wurde am 13te Nachmittags des Griffwerk zugesetzt, und der Anfang zum demoliren der Arche gemacht. das Holzflößen würde den 18ten beendigt, und jetzt konnte erst das Wässer gänzlich abgeschlagen, und mit Macht zum Umbau der Arche geschritten werden. Um mein Versprechen zu halten, wurde Tag und Nacht Sonntag und Feiertag gearbeitet, und obgleich nebst der tragenden Arche auch der Vorheerd gemacht werden muße, auch die Vorherrdwände, ein Landflügel, die Fundamente zur rechten Hütte und 4 Brückenhäupter massio angefertigt wurden, zwei Wasserräder verlegt, und alles ganzbare Zeugund tief in der Erde befindliche Eisen Zeug von einem Stirnhammer und dem vorgelegten Plettirnenhammer herausgeschafft werden muste etc. so fieng schon am 31ten May.

May, mithin in der festgesetzten Zeit den Rohrhammer Nro 8 an zu arbeiten. die übrigen Werke und das neue Kasten Gebläse würden wenige Tage nachherauch in Gang gekommen sein, allein der westliche Horizont trübte sich sehr, die Arbeiten entfernten sich, und den 2ten Jun. da die Herren Karsten und  Wedding erschienen, müste ich von einer möglichen baldigen Wieder Vernichtung dieses nach meiner und vieler anderer Meinung riesenhaften Umbaues hören. Während den 14 Tagen dieses Umbau es. war mir es nicht möglich das in 1810 projectirte Cylinder Gebläse einzubauen hauptsächlich, weil zu diesem nichts als die Zylieder selbst vorräthig wären, und wegen der so strengen Befehle, den Munitions Guß in Malapane auf das lebhafteste zu betreiben,  nicht auf einen zentner Gußwaar zu rechnen warIch entwarf daher den Plan zu den

gegenwärtigen Kasten Gebläse für sämtliche Kreschiower Feuer, und ließ alles was nur möglich war von Holz anfertigen, benutzte von vorräthigen Gußwaren was ich konnte, und so habe ich denn ein einziges Getriebe in Gleiwitz gießen lassen, und indem ich dachte, es sei nichts zu schlecht, als daß es nicht auch zu etwas gut sei, wolte ich ein ganz hölzernes Geblöse darstellen, welches auch nachgenhmt zu werden verdiente. der

Der Platz wurde dem Gebläß Wasserrade durch den Grundbau den alten Arche nach Verlegung des Plettienenhammer Wasserrades gegeben, und diesem mußte ich mein Gebläse anschmiegen. Es ist über ein Jahr ganz hötzern gewesen wie die Zeichnungen A. B. C. D. es derstellen, und erst in diesem Jahre, da mehrere Zähne an den Zugrädern brachen, habe ich Zuräder Jahnstangen Zugwellen und Friction Wellen mit gußeisernen ausgewechselt. wie die Zeichnung C darstellt. das Gebläse ist außerdem, daß es ein Vorgelege erhalten müste ganz nach jenem Plane de 1810 eingerichtet und hat nachstehende Construction. Das Getriebe a auf den Wasserrads Welle bewegt des Getriebe b. dieses ist auf eine Triebwelle c befestigt, die um so viel höher liegt als die Wasserads Welle, daß die hintere Lenkerstange von der Wasserrads Welle nicht erreicht wird. Die Triebwelle c. hat zu jeder Seite eine Kurbel (Krummzapte) D. E. an welchen sich die horisontalen Lenkerstangen f. g. bewegen, das von den Krummzupten Bolzen entfrente Ende k der Lenkerstange ist auf der Unterfläche gezahnt, und grrift in ein gezähntes Zugrad i, welches es bei dem rotiren der Triebwelle vor und zurück-schiebt. Das Zugrad i ist auf die Zugwelle k befestigt, die sich in Lagern l. l. bewegt und neben dem ersten Zugrade i ist auf jeder Zugwelle ein zweites Zugrad 1 befestigt, dieses gerift zu jeder Seite in eine gegen das Zugrad gezähnte Kolbenstange m, und zieht die Kolbenstange auf und abwärts, wenn die Triebwelle c sich um ihre Axe dreht. Damit die Lenker stangen, und Kolbenstangen jedoch nicht aus den Zugrädern ausweichen können, ist über die Lenkerstange des Frictions Rad n, und hinter den Kolbenstangen die Frictions Scheiben o, o, angebracht. Jede Kolbenstange hat einen Kolben der in einem 30 Zolle weitem Blasekasten auf- und abwärts gehet, und jedwede paar Kolben sind dergestalt miteinanden gepaart, daß ihr Gewicht sie untereinander ausgleicht. Jeder Blasekasten giebt bei einer Evolution 15 Cubicfuss, mithin alle 4 bei einem Umgänge der Triebwelle c – 60 Cubicfuss, und bei 8 Umgangen pro Minute 480 Cubicfuss Wind, womit gegenwärtig 6 Schmiedefeuer als einPlettieren Feuer 4 Rohschmiedefeuer, und ein Bohrschmiede Feuer beblasen werden, und das entfernteste Feuer ist von den Windladen in den Windröhrengemessen über 120 Fuß entfernt. Die Windleitungsröhren sind von Holz und nur die im Freien über die Arche zur zweiten Hütte gestreckten sind von Gußeisen, weil während dem Baue des Gebläses nur grade eben so viel eiserne Röhren vorhanden waren. Jedes Feuer hat auch einen hölzernen Windsperrungskasten mit Ausblase Oefnung, die der Weite der Düßen Oefnung gleich ist, und das Gebläse ist die ganze Woche in fortwährendem Gange. Die Eile mit der dieses Gebläse gebaut worden ist, und der Umstand, daß keine Gußwaaren zu haben waren haben. Misverhältnisse herbeigebracht, die ich nicht passender machen konnte. Noch lege ich vorliegendem zwei Blatt Zeichnungen I und G bei, die dasselbe Gebläse in veränderten Manier darstellen, wie es aber aus oben angeführten Gründen nicht hat ausgeführt werden können. die Lankerstangen solten sich nach dieser Idee stets ganz horisontal bewegen, anstatt daß sie gegenwärtig mit den Krummzäpfen steigen und fallen, und die Frictions Scheiben n nicht jederzeit an die Lenkerstangen ganz anschließen. Es ist die Anwendung des Krumzapfens mit gezähntem Rade im nach einwärts gezähnten Kreise, die jedoch des Gebläse 12 nur complicirter gemacht haben würde. und nur in dem Falle angewendet werden dürfte, wo die Lenkerstangen nur ganz kurz sein können.

Moritz

Derschau

Szperanie w aktach to jak podróż w czasie. Czasami jednak trafiają się perełki, które powodują dreszczyk emocji. Taką perełką są te dokumenty z archiwum w Opolu.

Pochodzą z archiwum powiaty opolskiego i mówią o założeniu jednej z dziesiątek kolonii fryderycjańskim na Górnym Śląsku. Pierwszy dokument do odpis edyktu Fryderyka Wielkiego o takim brzmieniu:

Z Boskiej Łaski Fryderyk Król Prus

Margrabia Brandenburgii, Świętego Cesarstwa Rzymskiego, Arcykomorzy i Wielki Elektor, suweren i wielki Książe Śląska.

Posyłamy naprzód Nasze łaskawe pozdrowienie, szlachetnie urodzony Radco, kochany towarzyszu!

Aby uniknąć powstawania nieporozumień, zadecydowaliśmy o nadaniu nazwy założonej nowej kolonii, i zgodnie z tym zamiarem nadaję kolonia założona na suchym wrzosowisku (Sucher Heyde) ma nosić nazwę Derschau, co wszem ogłaszam i nakazuję tego przestrzeganie. Jesteśmy wam łaskawie przychylni. Nadano w Breslau, 3 października 1774.

Królewska Pruska Kamera Wojskowa i Dominialna we Wrocławiu

N. N.

Do starosty Pana von Lyneker (Johann Ludwig Ernst von Lyncker)

Kolejny dokument, nie mniej ciekawy, jest aktem nadania własności posesji numer 1 w kolonii Derschau. Oto jego streszczenie.

Posesja numer 1 zgodnie z umową obsadzona będzie obcokrajowcem narodowości niemieckiej, Jacobem Kunickiem z Polski. Otrzymuje on królewski akt darowizny zawierający poniższe regulacje:

1. Jacob Kunick otrzymuje posesję pod numerem 1 z rozbudowanym domem i oborą, wraz z prawem do wyrębu drewna budowlanego w lesie oaz wraz z 15 talarami Rzeszy do budowy stodoły, do tego wymierzone i przydzielone 17 mórg lasu przeznaczonego pod 12 mórg pola, 4 morgi łąk i 1 morgę z przeznaczeniem na zabudowaną zagrodę. Powyższe dostaje on na własność i może dowolnie i nieodpłatnie tym rozporządzać. Jednakże każdą czynność musi zgłosić i otrzymać na nią zgodę Urzędu Królewskiego w Oppeln.

2. Ma prawo wypasać w lesie dwie krowy i dwa konie lub woły pociągowe bez opłaty za wypas.

3. Jako że karczowanie przydzielonej mu powierzchni pod pola i łąki zajmuje dużo czasu i kosztuje dużo wysiłku, na kosz króla wykarczowano mu już jedną morgę. Do wykarczowania pozostałych 16 otrzymuje wymagane narzędzia: łopatę, kilof i siekierę.

4. Na 8 lat jest zwolniony z opłat gruntowych, licząc od Święta Trójcy 1774.

5. Po upływie 8 lat jest zobowiązany do zapłaty od 16 mórg (nie licząc zagrody i ogrodu zwolnionych z opłat) 2 talarów podatku gruntowego do Urzędu w Oppeln.

6. Jakob Kunick i jego dzieci przywieziona na Śląsk, jako obcokrajowcy, zwolnieni są z powołania do wojska. Zwolniony jest z podatków krajowych (z wyłączeniem podatku od ewentualnego rzemiosła, które chciałby wykonywać), oraz ze świadczeń dla stacjonującego wojska (zakwaterowanie, wypas koni).

7. On, jego żona i dzieci są wolnymi ludźmi, i ma prawo osiedlić się w każdym miejscu na pruskim Śląsku lub Hrabstwie Kłodzkim. Podlegać będzie jurysdykcji Urzędu Królewskiego w Oppeln.

8. Jeżeli chodzi o sprzedaż posesji, ma zakaz sprzedania jej poddanym króla mieszkającym na Śląsku, a każdą sprzedaż musi zgłosić do Urzędu, uzyskać jego pozwolenie i potwierdzenie.

9. Od każdej sprzedaży zapłaci podatek 10 ze stu, i opłatę w wysokości 3 hellerów od jednego talara.

10. Jak cała kolonia zobowiązany jest zapłacić opłatę od każdego obcego achtla piwa w wysokości 4 talarów i każdy obcy kwart wódki 8 groszy srebrnych, do urzędowego urbarza piwnego, a zborze ma mielić tylko w młynach podlegających Urzędowi Królewskiemu, a wszystko pod groźbą surowych kar.

11. Ostatecznie on i kolejni właściciele, w zamian za zniesienie pańszczyzny, jest zobowiązany na rzecz Opolskiego Urzędu Leśnego, a dokładnie na rzecz danego rewiru leśnego, po upływie wspomnianych 8 lat, co roku nieodpłatnie wyrąbać 8 klaftrów drewna.

Spisano na zamku w Oppeln 31 maja 1774

Potwierdzono w Breslau 30 kwietnia 1776 z trzema podpisami: Boehm, von Bismarck, von Pfeil

***

Joanna Ania Mrohs

Podoba Ci się, co robię? Szperanie i zamawianie materiałów z archiwów kosztuje. Chcesz mnie wesprzeć? Kup mi kawę. buycoffee.to/joannaaniamrohs

Od fake newsa do ludobójstwa kulturowego – kariera Utikala z Grodźca w NSDAP

W roku 1941 Sztab Operacyjny Rosenberga wysyła z Paryża do Rzeszy 6.000 skrzyń wypełnionych dokumentami, a 30 wagonów wypełnionych skonfiskowaną sztuką jedzie na rozkaz Führera na południe Niemiec. Tą informacje umieszcza w tajnym raporcie z 1941 roku Gerhard Utikal – wtedy 29-latek pochodzący z małej wioski pod Ozimkiem o nazwie Grodziec, który robi w NDSAP zawrotną karierę i będzie miał znaczny udział w ludobójstwie kulturowym popełnionym przez hitlerowskie Niemcy. A zaczęło się niewinnie.

Powyżej strona tajnego raportu Gerharda Utikala z 1941 roku, źródło Bundesarchiv.

Friedrichsgrätz, tak się wtedy nazywał Grodziec, był spokojną kolonią braci czeskich, którzy w 18 wieku uciekli przed prześladowaniem religijnym z Austrii do Prus.      

Utikal rodzi się w 1912 roku. W wieku 19 lat wstępuje do NSDAP, w wieku 23 lat publikuje antysemickie pismo „Der jüdische Ritualmord“, w którym podchwytuje i rozwija fake news tamtych czasów, że żydzi już zawsze zabijali chrześcijańskie dzieci w mordach rytualnych. Potem już tylko robi zawrotną karierę. W wieku 29 lat już nie tylko sieje propagandę, ale bierze czynny udział w ludobójstwie – pełni funkcję Reichshauptstellenleitera w Sztabie Operacyjnym Rosenberga, powołanym przez ideologa zagłady Alfreda Rosenberga do rabowania dóbr kultury.  

Günther Haase w swojej książce „Kunstraub und Kunstschutz“ z roku 2008 pisze tak:

„Zlecenie na przeniesienie dóbr kultury dostał Sztab Operacyjny Rosenberga. 29-letni Gerhard Utikal pełnił w nim wysoką funkcję Reichshauptstellenleitera, a do realizacji rozkazu podlegały mu dwa referaty, organizacyjny i polityczny. Celem działalności sztabu była konfiskata dokumentów, dzieł sztuki, książek. W roku 1941 Reichshauptstellenleiter Utikal przesyła wielostronicowy tajny raport o działalności sztabu, w którym opisuje osiągnięcia sztabu.”

Odpis raportu znajduje się dziś w archiwum federalnym. We wstępie raportu Utikal zaznacza, że celem sztabu jest „konfiskata wszelkich koniecznych dokumentów, aby walczyć z ideologią zachodu”.

Do realizacji zadań specjalnych Utikal powołał sztaby specjalne, np. sztab Luwr, który koncentrował się na zbiorach tego muzeum. W muzeach szukał „bezpańskiej” sztuki żydowskiej i transportował ją do Rzeszy. Szczególną zdobyczą było ponad 1.000 przedmiotów ze zbiorów rodziny Rothschild. Sztuki i książek ze zbiorów żydowskich szukał także w kościołach, bibliotekach, archiwach. Utikal wycenił wartość zrabowanych przedmiotów na ponad 1 miliard franków. Referat biblioteczny konfiskował lub kupował zasoby, w celu przeniesieni ich do „Hohe Schule” – elitarnej ideologicznej szkoły wyższej NSDAP. Sztab specjalny sztuk pięknych miał na rozkaz Hitlera konfiskować pozostawioną przez żydów sztukę we współpracy z francuską policją (do 1944 zinwentaryzowano 21.903 dzieł sztuki, z tego 5.281 obrazów, pasteli, akwareli, rysunków). W raporcie przechwala się, jakie szczególne zdobycze sztab pozyskał, np. dokumenty loży masońskiej z wyspy Jersey.

Na zdjęciu pracownicy sztabu pakują dzieła w Villa Rothschild, źródło Jüdisches Museum Berlin

Haase w swojej książce „Kunstraub und Kunstschutz” zaznacza także, że w Holandii Sztab Operacyjny Rosenberga nie odnotowało takiego powodzenia jak we Francji, bowiem Holandia była po niemieckim zarządem cywilnym, poza tym Holendrzy skutecznie pochowali dzieła w wydmach, także dzieła właścicieli żydowskich.

Przerażająco brzmi rozporządzenie, na podstawie którego działał Utikal, oto jego treść:

„Dekret Führera.

Żydzi, wolnomurarze i połączeni z nimi światopoglądowo przeciwnicy narodowego socjalizmu są inicjatorami wojny skierowanej przeciw Rzeszy. Planowe zwalczanie tych sił jest koniecznym zadaniem wojennym. […] Sztab Operacyjny ma prawo w tym celu przetrząsać biblioteki, archiwa, loże i inne instytucje światopoglądowe i kulturalne na podbitych terenach w poszukiwaniu odpowiednich materiałów.” 

Historia ma też drugi nasz lokalny wątek. Patricia Kennedy Grimsted w swoim artykule „Droga do Raciborza, grabież bibliotek i archiwów Europy przez Sztab Operacyjny Rosenberga” pisze, że 2 miliony z wspomnianych książek trafiły do centrum badawczego Sztabu Operacyjnego Rosenberga do Raciborza, skąd ponownie zostały zrabowane przez Armię Czerwoną i wywiezione do Rosji.

Struktura Sztabu Operacyjnego Rosenberga, źródło yadwashem

Po wojnie Utikal ukrywał się do 1947 roku, został schwytany i internowany w Dachau, w procesach norymberskich został przesłuchany a w Paryżu skazany za rabunek dzieł sztuki jako osoba głównie odpowiedzialna za działalność Sztabu Operacyjnego Rosenberga. W roku 1951 zwolniony został z więzienia, zmarł w Remscheid w 1981 roku.  

 

Poniżej na zdjeciu: Utikal drugi z lewej, źródlo alamy

  

Poniżej: Archiwum w Norymbergii, jednostka dotycząca Gerharda Utikala z zasobów procesów norymberskich

Tajny raport Utikala z roku 1941 w oryginale

Joanna Ania Mrohs

Podoba Ci się, co robię? Szperanie i zamawianie materiałów z archiwów kosztuje. Chcesz mnie wesprzeć? Kup mi kawę. buycoffee.to/joannaaniamrohs

Wspomnienia zdemobilizowanego żołnierza w Spóroku 1945

Dziki Zachód – tak był nazywany Śląsk zaraz po wojnie po przejęciu byłych terenów niemieckich przez polską administrację. Wpadły mi w rękę jakiś czas temu wspomnienia polskiego żołnierza Wieńczysława Hejnemana, który po demobilizacji, z rodzinnego Żytomierza przeniósł się na Górny Śląsk.

***

[…] W Szczecinie zdemobilizowałem się (do końca), zda­łem broń. Po tym wszystkim przy­pad­kowo spotka­łem znajomego oficera, który za­pro­ponował mi pracę w Straży Przemysło­wej. Nie miałem pojęcia, o co cho­dzi. Wy­tłuma­czył mi, że jest to coś podobnego do woj­ska, mają­cego ochra­niać zakłady pracy. Myślę sobie, to wojsko i to woj­sko. Zgodziłem się. Tak znala­złem się w Kolo­nowskiej, w Fabryce Tektury. Pensja tam była bar­dzo mała, trzeba było dora­biać. Zrezy­gnowa­łem i zatrudniłem się w Za­wadzkiem, w przyfa­brycz­nej szkole zawodowej. Byłem wykładowcą do spraw woj­skowych. Po­tem doło­żono mi funk­cję Komen­danta PRW (Gminnego). Skrót ten oznaczał Przy­sposobie­nie Rolniczo—Wojskowe.

– W Gliwicach Komendant WKR – u, po­wia­domił mnie, że jest to rozkaz Mi­nistra obrony Na­rodo­wej. Trzeba być czujnym. Ofi­ce­rowie po­winni być w ten sposób wykorzystani. W efekcie dzień pracy wy­glądał tak, że wyjeż­dża­łem z Kolo­now­skiego na rowerze z rana do Za­wadzkiego. Tam wy­kłady w dwóch szko­łach, na dodatek to szko­lenie rolni­czo -wojskowe. By­łem z powro­tem w domu o go­dzinie dwudziestej dru­giej. Jeździłem jeszcze do Sta­niszcz Ma­łych i Wielkich. Potem teren mi się po­większył, aż po Spo­rok. Wszyst­kie sale na tym te­re­nie podle­gały mnie. Jeżeli ktoś chciał urządzić zabawę, mu­siał to ze mną uzgod­nić. My brali­śmy pienią­dze za wstęp, a orga­niza­tor za bu­fet. Po­tem kupowałem tzw. sprzęt sportowy. Prowadzi­łem całą kar­totekę przycho­dów i wydatków, żeby nikt mi nie zarzucił, że przy­własz­czy­łem sobie jakieś pienią­dze.

W Sporoku, jak się zbliżały jakieś święta, za­czy­nała się “bi­twa” między Richterem, a Wol­nym kto do­stanie pozwolenie na za­bawę. Mia­łem tam jesz­cze jedno zdarzenie. Prowadzi­liśmy na tych te­renach “re­polonizację”, czyli po­wrót do języka pol­skiego. W Spo­roku prowa­dził zaję­cia profesor, starszy pan. Do­wiedziałem się od ludzi, że jeden z mieszkańców Spóroka chodzi i opowiada, jak to może być w tej Polsce do­brze, gdy starszy czło­wiek musi wstać i meldo­wać, jak wcho­dzi na salę taki polski porucznik. Posze­dłem do domu tego Pana i potrząsnąłem nieco ga­dułą, ale nic mu specjal­nie nie zdążyłem zro­bić, bo uciekł przez okno. Z tego była sprawa w są­dzie w Strzelcach Opolskich. Sę­dzina z miejsca ostro się za nas wzięła.  Ja przedsta­wiłem swoją wersję. Jak jestem wpusz­czany przez go­spodarza do domu, a po chwili rusza on na mnie z siekierą, to co mia­łem robić. Za­bra­łem mu tę siekierę, a że przy oka­zji nadwyrę­żyłem rękę, no cóż, zdarza się. Po moim tłuma­czeniu sędzina wzięła się za mieszkańca Spóroka. My­ślę, że moim du­żym plusem było, że je­stem Polakiem – ona też była Polką. Miej­sco­wych uwa­żano za Niemców. Na koniec zapropo­no­wała nam ugodę. Podali­śmy sobie z mieszkańcem Spóroka ręce i na tym sprawa się skoń­czyła. Spo­tka­liśmy się gdzieś po 15 latach. Prze­pro­sił mnie.

***

Joanna Ania Mrohs

Podoba Ci się, co robię? Szperanie i zamawianie materiałów z archiwów kosztuje. Chcesz mnie wesprzeć? Kup mi kawę. buycoffee.to/joannaaniamrohs

Kolonia Carlsthal (śl. Kasztal) 1824

1827: mapa z kolonią Carlsthal

Kolonia założona w roku 1824 przez hrabiego Renarda w Strzelcach Wielkich. Składała się z 10 parceli, z przynależnymi 3 morgami pola i 30 rutami kwadratowymi lasu. Koloniści otrzymali parcele na własność. Koloniści musieli najpierw wykarczować przydzielone działki o potem wybudować na nich dom. Drewno do tego celu pochodziło z pańskiego lasu. Poza tym kolonista miał prawo do wypasu jednej krowy i dwóch wołów w pańskim lesie, w zamian za to każdy musiał dostarczyć rocznie 30 koszy węgla drzewnego do hut pracujących w okolicach Staniszcz.

Na mapie z 1827 poniżej zagłębie hutnicze wokół Staniszcz.

Każdy kolonista płacił też 3 talary czynszu, musiał nieodpłatnie wyrąbać w lesie 18 klastrów drewna, a w przypadku pożaru lub powodzi stawić się do pomocy oraz przez 6 dni być do dyspozycji hrabiego podczas większych i małych polowań.

Pieczęć kolonii Carlsthal, sołtys w roku 1872 to Urbanczyk

W roku 1850 Renard sprzedał majątek Kielcza i Staniszcze, do którego należał Karlstal, spółce akcyjnej Minerva. W roku 1854 nastąpiła regulacja praw i obowiązków pomiędzy chłopami a właścicielem ziemskim. Każdy z osadników dodatkowo otrzymał wtedy jedną morgę pola. Około 1870 roku Karlstal jako samodzielny samorząd liczył 14 działek kolonijnych, jedną karczmę i leśniczówkę, z 140 mieszkańcami, którzy bez wyjątku pracowali na roli lub w lesie. Wtedy sołtysem był Anton Urbanczyk. W ramach ujednolicenia Karlstal został wcielony do gminy Osiek. W roku 1937 wydzielony od parafii Jemielnica i przydzielony do Kadłuba. W roku 1941 liczy już 132 mieszkańców i 22 domów.

Źródło: Gross Strehlitzer Heimat-Kalender, 1941

Zdjęcie: Miejscowość Osiek, do którego Karlsthal później wcielono, około roku 1940.

Kim byli koloniści?

Nie posiadam listy kolonistów, ale z ksiąg kościelnych można wyczytać, komu rodziły się dzieci w pierwszych 10 latach kolonii.

Laurentius Rain i Teresia David, zagrodnik

Johannes Malik i Margaretta Wilk

Simon Raytor I Barbara Mutz

Mathias Grobarek i Magdalena Urbanczyk

Johannes Wojtenek I Anna Urbanczyk

Valentin Mutz i Josefa Pioszczyk

Michael Nowok i Marianna Wrona

Lorenz Steindor i Susanna Pyka

Marcus Konowol iMarianna Koslik

Anton Pietruska I Julianna Rein

Bernard Schaffars I Anna Nerlik

Christek Urbanczyk i Johanna Namyslo

Franz Scholz kolonista i kowal

Nicolaus Dziewior i Maria Grobarek

Anton Pietrzynski i Juliana Pleń

Christian Lassonczyk i Marianna Scholz

Thaddeus Piosczyk i Marianna Lasonczyk

Andreas Piosek

Oprócz kolonistów też w księgach pojawiają się inne funkcje

Matheus Krul karczmarz

łowczy Peter Horra i Anna Grossman

Z listy nazwisk można wywnioskować, że jeżeli chodzi o kolonię Carlsthal, to koloniści pochodzili z okolicznych wiosek.

Poniżej: rok 1870 – Carlsthal ma 117 mieszkańców, 32 dzieci chodzą do szkoły w Osieku.

1872: sprawozdanie do urzędów państwowych ws. sytuacji językowej: 132 osoby katolicy pochodzenia polskiego. 121 z nich nie mówi po niemiecku.

1827: mapa z miejscowością Osiek

Carlsthal około roku 1870

Joanna Ania Mrohs

Podoba Ci się, co robię? Szperanie i zamawianie materiałów z archiwów kosztuje. Chcesz mnie wesprzeć? Kup mi kawę. buycoffee.to/joannaaniamrohs

Ostatnia i pierwsza pieśń

Kadłubska szkoła ma kronikę szkolną. Ostatni wpis w kronice pochodzi z 1991 roku i został wykonany przez Emilie Miensok, z domu Anderwald (1921-2009).

„21.1.1945 roku po raz ostatni w kościele w Starenheim (wtedy tak się Kadłub nazywał) zabrzmiała pieśń w języku niemieckim. W ten dzień o 10.00 rano proboszcz Pilot odprawiał mszę. Pod kościół podjechały dwa rosyjskie czołgi. Żołnierze wyszli z czołgów, dwóch weszło do kościoła, jeden został z tyłu, drugi poszedł do przodu i obszedł ołtarz dookoła. Wtedy zabrzmiała pierwszy raz polska pieśń „Nie opuszczaj nas” śpiewana przez Alfonsa Urbanczyka.

Po 46 latach 20.1.1991 można było ponownie usłyszeć niemieckie pieśni w kościele. Kantorem wtedy była Agnes Hasterok z Kadłuba.”

Kadłub – wydrążony pień do ujęcia wody

Zgodnie z opnią prof. Udolpha, slawisty i onomastyka, nazwa Kadłub pochodzi od:

Nazwy miast Polski IV S. 245:

Słownik etymologiczny nazw geograficznych Śląska, Bd. 4, S. 118f.:

Nazwa występuje też na obszarze Niemiec:

Aus einer Diskussion um den Ortsnamen Garlipp in Deutschland:

Kalübbe (Kr. Plön) hat A. Schmitz, Die Orts- und Gewässernamen des Kreises Plön, Neumünster 1986, S. 78f. ausführlich behandelt. Aufgrund der älteren Belege 1341 Karlybbe, 1433 Karlubbe, 1588 Karlibbe, usw. setzt sie eine Grundform polab. *Charluby (nach Trautmann, EO. II 115, Trautmann, MH. 73) an. Trautmann hatte den poln. ON. Charłub, den er zu poln. charłub, karłub = kadłub stellt, vgl. slk. kadlub „hohler Fichtenstamm“, russ. kadolb, kadolb´ ausgemeißeltes Holzgefäß“, wruss. kadolba „ausgehöhlter Baumstamm, der wie ein Faß zum Sammeln des Wassers in die Erde gestellt wird“, tschech. kadlub, kadlubek „Lauf, Mühllauf, Mühlbottich, Mantel, Gußform“ usw., verglichen.

Sie meint weiter: vgl. den poln. FlN u. ON Kadłub, ON. Charłupia, Karłub, Karłubek, Karłubiec, Karłubie (frdl. Mitteilung von J. Udolph, nach dem die Gleichsetzung charłub = kadłub [aber] nicht unumstritten ist).

Weiter hilft wohl auch der poln. ON. Charłub bei Posen, den die Bearbeiter des Nazwy miejscowe Polski, Bd. 2, Kraków 1997, S. 23 zu poln. charłub „hohler Baumstamm; Baumhöhlenstock; häufig Aufenthaltsort von wilden Bienen“ stellen.

zu slovak. kadlub „aus einem ausgehöhlten Baumstamm hergestellter Trog, Wanne“.

Takie konstrukcje jeszcze przed wojną stały na Śląsku, np na Annabergu na potoku Cedron.

Jak żołnierz straszliwej armii Napoleona został szewcem w Jemielnicy

Czasami w księgach kościelnych spotyka się historię zwykłych ludzi, niesionych falą wielkiej historii. W jednym wpisie w jemielnickich księgach kościelnych trafiłam na takiego człowieka. Był na tyle egzotycznym mieszkańcem Jemielnicy, że ksiądz poświęcił mu dwustronicową adnotację na marginesie księgi kościelnej. Oto ona:

„Tutaj jest wspomniany Franciscus Saluzzo po italiańsku jednak Salicco, pochodzący z księstwa Piemontu w Italii, z dystryktu Turyn, departamentu Po, mieszkaniec miasta Baudenasca, niedaleko miasta Pinerolo. Tutaj był żołnierzem sławnej armii, która prawie wszystkie europejskie prowincje poturbowała i smagała biczem na wyprawie sławnego i nazywanego niezwyciężonym Cesarzem Francji Napoleona Bonaparte, zaiste bicza Bożego biczującego narody Europy.

Baudenasca dziś.

W 1812 roku ruszył na wschód do Rosji, gdzie  poniósł porażkę, częściowo przez głód, częściowo przez mróz. W strasznym stanie uciekł z Rosji w stronę Francji, aż do rzeki zwanej Elba, dostał się do niewoli do lazaretu francuskich żołnierzy w Jemielnicy, gdzie wśród panujących infekcji śmiertelnych uchował się od śmierci.”

Z informacji UG Jemielnica: na Zawodziu – dzielnicy Jemielnicy znajduje się cmentarz francuski  z 1813 roku.  W środku stoi pomnik z napisem w języku francuskim „Żołnierzom wielkiej armii zmarłym w latach 1812 – 1813”. Z informacji zapisanych w kronice parafialnej wiemy, że w 1813r. przybyło 1300 chorych francuskich żołnierzy, 900 z nich trafiło do Jemielnicy, a 400 do Błotnicy Strzeleckiej. Z 1300 żołnierzy zostało tylko 45, reszta zmarła na tyfus zarażając tym samym licznych mieszkańców wioski.  Spoczywa tu 470 francuzów. (https://jemielnica.pl/2658/cmentarz-francuski.html)

„Następnie wraz z kilkoma ozdrowiałymi Francuzami powinien był powrócić do swoich kompanów, jednakże ukrył się w Jemielnicy, i zamieszkał wspólnie z Marianną Zbieg, która była praczką w lazarecie i z którą prowadził rozmowy i zakochał się w niej, którą też wziął za swoją żonę 18 października 1814 roku.”

Poniżej wpis z księgi chrztów: jak to w zwyczaju było (potwierdza to wiele wpisów w księgach kościelnych), już miesiąc później – 29.11.1814 – rodzi się pierwsza córka Francisca i Marianny – Francisca.  

„Po jej śmierci wziął za żonę dnia 23.6.1816 Dorotheę z domu Krzyk.

31 maja 1818 wyjechał do rodzimej ojczyzny oddalonej o 150 mil niemieckich, a to z dwójką dzieci, które miał z pierwszą żoną Marianną Zbieg, i z potomstwem, które miał z drugą żoną Dorotheą Krzyk. Szczęśliwa wielkoduszna, niesamowita jest miłość małżeńska!

Jednakże wielkoduszność kobiet rzadko jest stabilna, a ich zdanie szybko się zmienia, co i w tym przypadku się potwierdziło. W następnym roku mąż, żona i dzieci wracają do Jemielnicy z Piemontu 24. maja 1819.

Wcześniej 1 kwietnia rozpoczęli życie ma modłę piemoncką, większość mieszkańców przywiozło swoje żony z powrotem, mieszkańcy tam żyją ma modłę moskiewską, dom był czarny od przygotowywania posiłków w piecu na środku mieszkania.”

Z lakonicznej uwagi można wyczytać między wierszami, że śląska żona Saluzzo po 2 miesiącach miała dosyć mieszkania „na modłę piemoncką”, czyli w okopconych sadzą izbach, a to od gotowania na palenisku w środku izby w żrącym dymie, jak to rzekomo było wtedy w zwyczaju u Moskalów, będących ówcześnie synonimem zacofania. Tak więc, nie zmienność nastrojów kobiety była przyczyną powrotu, a zdrowy rozsądek, aby wracać bardziej rozwiniętego regionu.

Po powrocie do Jemielnicy w roku 1820 rodzi się kolejna córka Ursula, tamże jest adnotacja, że Francisco jest szewcem.

[Dopisek w księdze]

„Tutaj zmarła druga żona Franciscusa Saluzzo Dorothea Krzyk 4.2.1841, ożenił się on więc z trzecią 4 czerwca 1841, Marianną wdowa po zmarłym Mathia Roskosch kowalu z Jemielnicy.”  

Potomkowie Saluzzo pojawiają się w księgach aż do połowy 20 wieku. Kto wie, mieszkańcy Jemielnicy i okolic, może macie trochę z Włocha w sobie 🙂

p.s. podziękowania dla Sebastiana Ruszała w koordynacji tłumaczenia łaciny

Joanna Ania Mrohs

Podoba Ci się, co robię? Szperanie i zamawianie materiałów z archiwów kosztuje. Chcesz mnie wesprzeć? Kup mi kawę. buycoffee.to/joannaaniamrohs

Sponsoring w roku 1777 grafa von Tenczin dla szymiszowskiego kościoła pod warunkiem, że ksiądz „… we wszystkie niedziele i święta po mszy świętej wytłumaczy ewangelię w krótkim i wyraźnym kazaniu…”

Przepastne archiwa jemielnickiego klasztoru zawierają pamięć naszego regionu. Między innymi znajdują się w nich odpisy aktów fundacyjnych dla lokalnych kościołów. Obok aktów fundacyjnych dla Jemielnicy, Rozmierzy, Wysokiej, Żyrowej, Otmic, Izbicka Dolnej i Kamienia Śląskiego, znajdujemy fundacje dla kościoła w Szymiszowie (wybudowanego w 1609 jako kościół ewangelicki).

Kościół w Szymiszowie na zabytek.pl

Jeden z najstarszych wpisów pochodzi z roku 1777. Wtedy to Johann Erdmann Graf von Tenczin właściciel Szymiszowa [objaśnienia do postaci na końcu tekstu] – rok po śmierci żony Theresii Josephy von Wilczek – spisuje akt fundacyjny. W jego treści zobowiązuje się do wniesienia wkładu w wysokości 7230 rth [talarów] oprocentowanego na 5, 4 ½ i 3 ½, w zamian za to zatrudniony ksiądz ma taki obowiązek, że: „... we wszystkie niedziele i święta po mszy świętej wytłumaczy ewangelię w krótkim i wyraźnym kazaniu.”

Oto treść umowy fundacyjnej:

„Fundacja w szymiszowskim kościele filialnym

Nazwisko, stan i miejsce zamieszkania fundatora

1. Graf von Tenczin Erdmann właściciel ziemski majątku Schimischow

Data listu fundacyjnego 31.12.1776

Data potwierdzenia 22.08.1777

Kapitał fundacyjny 7230 rth

Stopa odsetkowa 5, 4 ½ i 3 ½

Roczna umowa odsetkowa 293 rth 10 sgr 6 pf

Uczestnicy

1. Kościół w Schimischow 25 rth

2. Proboszcz procura 10 rth

3. Fundator 200 rth

4. Na utrzymane drogi krzyżowej 3 rth 10 sgr [groszy srebrnych]

5. Na utrzymanie mieszkania fundatora 6 rth 20 sgr

6. Biedota 48 rth 10 sgr 6 pf

Suma 293 rth 10 sgr 6 pf

Co należy odprawiać

Akt fundacyjny ustala jak poniżej:

W Schimischow ma zostać zatrudniony katolicki ksiądz, który

1. We wszystkie niedziele i święta po mszy świętej wytłumaczy ewangelię w krótkim i wyraźnym kazaniu w szymiszowskim kościele o porze ustalonej przez proboszcza, a także we wszystkie niedziele dawał będzie dzieciom nauki z wiary chrześcijańskiej.    

2. Ma pomagać w duszpasterstwie proboszczowi w Groß Rosmierz [Rozmierz], któremu jest podległy jako kapelan fundacyjny.  

3. We wszystkie piątki  za zmarłych z rodziny von Wilczek a we wszystkie Soboty za zmarłych z rodziny von Tenczin ma odprawić mszę. [objaśnienie do rodzin na końcu tekstu]          

W Wielkim Tygodniu za to:

We wtorek za Wilczków  

A w środę za Tenczinów ma odprawić mszę świętą.  

4. Z fundacji ma kupić lampkę kościelną, wino mszalne i świeczki.  

5. Z tego ma utrzymać też drogę krzyżową (obrazy na stacjach) i mieszkanie fundatora.

6. Biedota otrzyma na rękę wypłacone obecnie  48 rth 10 sgr 6 pf. Pierwotnie było to 86 rth 20 sgr ale w wyniku redukcji odsetek datki na biedotę należy obniżyć do wyżej podanej kwoty[sic!].  

7. Proboszcz w Gr. Rosmierz jest kuratorem fundacji.  

Stosunek fundatora do proboszcza.

Urząd Wikariatu Księcia Biskupa z datą 22 sierpnia 1777 reguluje stosunek proboszcza w Rosmierz do fundatora w ten sposób: treść:

Dodatkowo do § II aktu fundacyjnego ustalamy:

[długa regulacja, że w ważne święta w Rozmierzy w Szymiszowie nie będzie odprawiana msza, a ksiądz z fundacji szymiszowskiej będzie pomagał w Rozmierzy, i że bez zgodny nie może udzielać sakramentów]

W księdze fundacyjnej jest wzmianka o wcześniejszej fundacji, na której sam fundator zarobił.

„Nazwisko, stanowisko fundatora:

2. von Skall Carl właściciel ziemski z Schimischowa

Data listu fundacyjnego 30.05.1726

Data potwierdzenia czerwiec 1786

Kapitał fundacji 350 rth

Stopa procentowa 3½

Roczna umowa procentowa 12 rth 7 sgr 6 pf

Co należy odprawiać.

Proboszcz odprawi co miesiąc 1 cichą mszę w kościele szymiszowskim za Ludovicę [von Skall] i krewnych i za każdym razem 1 modlitwę powszechną.

2. Co kwartał 1 cichą mszę za Annę von Schweinoch. Wszystkie będą sformułowane.  

Uczestnicy

Proboszcz procura 2 rth 13 sgr 6 pf

Za intencje 4 rth 2 sgr 6 pf

Organista 1 rth 19 sgr

Kościół 4 rth 2 sgr 6 pf

Suma 12 rth 7 sgr 6 pf

Uwagi  
Fundacja widniała pierwotnie na 200 rth i obciążała nieodwołalnie majątek Schimischow. W drodze obopólnego porozumienia kapitał za zgodą urzędów z dnia 23.10.1854 o wysokości 350 rth zamieniono na listy dłużne, stąd fundacja zyskała 150 rth.”  

Kim były osoby z treści aktu:

Julie Marie Ludovica, córka Leopolda Wilhelma von Warlowski, pierwsza żona Carla von Skall, pana na Szymiszowie, zmarła 1717. Źródło: Historia rodu Praschma, Augustin Weltzel

Anna von Schweinoch – nie udało mi się ustalić, kim była, ale rodzina von Schweinoch posiadała wtedy niedaleki Siedlec (patrz publikacja Roman Sękowski, Posledni Wule).

Johann Erdmann von Tenczin (*1734 + 1803 Wiedeń) właściciel Szymiszowa,

i jego żona Josepha Theresia von Wilczek, (*1739 Wiedeń, +1776 Wiedeń), wyszła za Tenczina 16. października 1764 roku.

W księgach kościelnych Jemielnicy z roku 1767 jest wspomniana jako chrzestna przy chrzcie jako: „pani Theresia de Wiltzkin teraz de Tenczin, pani na Rosmierzy i Suchej”

W księdze fundacyjnej dla szymiszowskiego kościoła widnieją jeszcze 3 późniejsze wpisy

1836 Heinrich Riedel karczmarz

1827 Thecla Blaschkowitz strażniczka więzienna

1837 Michael Niestroj vulgo Michalik wolny zagrodnik z Szymiszowa

Transkrypcja tekstu:

Fundation bei der Schimischower Filialkirche

Name, Stand und Wohnort des Stifters

1. Graf von Tenczin Erdmann Grundherr der Schimischower Herrschaft

Datum des Stiftungsbriefes 31.12.1776

Datum der Confirmation 22.08.1777

Stiftungskapital 7230 rth

Zinsfuss 5, 4 ½ und 3 ½

Jährlicher Zinsvertrag 293 rth 10 sgr 6 pf

Was zu halten ist vide Rubrik Bemerkungen

Partizipanten

1. Die Kirche in Schimischow 25 rth

2. Der Pfarrer procura 10 rth

3. Der Fundatis 200 rth

4. Zur Unterhaltung des Kreuzwegs 3 rth 10 sgr

5. Zur Unterhaltung der Fundatistenwohnung  6 rth 20 sgr

6. Die Armen 48 rth 10 sgr 6 pf

Summa 293 rth 10 sgr 6 pf

Bemerkungen

Die Fundationsurkunde bestimmt:

Zu Schimischow soll ein katholischer Priester angestellt werden, welcher

1. Alle Sonn und Freitage nach der Hl. Messe das Evangelium mittels einer kurzen und deutlichen Predigt in der Schimischower Kirche zu einer von dem Pfarrer zu bestimmende Zeit erklären und so auch alle Sonntage die Kinder in der Christenlehre zu unterrichten hat.

2. Soll dem Pfarrer in Groß Rosmierz dem er als fundierter Kapelan subordiniert ist, im und außerhalb Schimischow alle mögliche Hilfe in der Seelsorge leisten.

3. Soll er alle Freitage für die Seelen aller aus der Graf von Wilczekschen Familie alle Sonnabende hingegen für die aus der Graf Tenczinschen Familie verstorbenen die Hl. Messe appliciren.          

In der Karwoche wird dagegen:

Dienstags für die Wilczekschen

Und Mittwochs für die Tenczinschen die Hl. Messe gelesen.

4. Soll aus der Stiftung die Kirchenlampe unterhalten, der Kirchenwein und die Kerzen beschafft werden.

5. Soll hieraus der Kreuzgang (Stationsbilder) unterhalten und desgleichen die Fundatistenwohnung.

6. Die Armen erhalten auf die Hand ausgezahlt zur Zeit 48 rth 10 sgr 6 pf. Ursprünglich erhielten die Armen 86 rth 20 sgr in Folge der Zinsenreduktion ist jedoch diese Armengabe auf die oben angegeben Höhe herabzusenken.

7. Der Pfarrer von Gr. Rosmierz ist Curator der Fundation.

Verhältnis der Fundatisten zum Pfarrer.

Das Fürstbischöfliche General Vikariat Amt hat unterm 22 August 1777 das Verhältnis des Fundatisten zum Rosmierzer Pfarrer dahin normiert: wörtlich:

Wir setzen zugleich ad § II der Fundationsurkunde hierdurch fest:

„das an höheren und jenen Festtagen wo besondere Andachten mit häufigen Zusammenlaufen des Volkes in der eigentlichen Pfarrkirche zu Gr. Rosmierz begangen werden, als da sind: die heiligen Tage an Ostern, Pfingsten, und Weihnachten, Christi Himmelfahrt, das Neujahr, Hl. Drei Könige, Fronleichnamsfest, Kirchweih und Patrocinium der Pfarrkirche, Palmsonntag, der zweiter Ostersonntag und das Fest St. Stephani in der Kirche zu Schimischow der Gottesdienst entfallen und dagegen der Fundatist schuldig und gehalten sein soll, nach Inhalt und Anweisung des Fundations Instruments sowohl im Beichtstuhle als den übrigen Funktionen an diesen Tagen, und wann es immer von dem Pfarrer verlangt wird, demselben fleißig beizustehen, alle Kranken zu Schimischow, wann der Pfarrer selbst ausdrücklich hierzu begehrt wird, so wie auch außer diesen Orten auf Verlangen des Pfarrers gehörig zu besorgen – dagegen aber sich des Taufens, Einleitens, Copulierens und Begrabens ohne Einwilligung der Parochie zu enthalten.“

2. von Skall Carl Gutsherr von Schimischow

Datum des Stiftungsbriefes 30.05.1726

Datum der Confirmation Juni 1786

Stiftungskapital 350 rth

Zinsfuss 3½

Jährlicher Zinsvertrag 12 rth 7 sgr 6 pf

Was zu halten ist.

Der Pfarrer hält allmonatlich 1 stille Hl. Messe in der Schimischower Kirche pro honesta Ludovica  et consanquinitate auch jedes mal 1 Fürbitte.

2. Alle Quatemperpiten[?] 1 stille Hl. Messe  pro onesta Anna von Schweinoch. Alle werden vormulirt.

Partizipanten

Der Pfarrer procura 2 rth 13 sgr 6 pf

 Für die Intention 4 rth 2 sgr 6 pf

Der Organist 1 rth 19 sgr

Die Kirche 4 rth 2 sgr 6 pf

Summa 12 rth 7 sgr 6 pf Bemerkungen
Die Fundation validierte ursprünglich auf 200 rth und haftete irredimibile auf der Herrschaft Schimischow. Im Wege güttlicher Einigung ist jedoch dieses Capital laut hochamtlicher Genehmigung vom 23.10.1854 mit 350 rth in Pfandbriefen abgelöst worden, wodurch die Fundation 150 rth profitierte

1804 – w Kadłubie powstaje szkoła

W zasobie opolskiego konserwatora zabytków znajduje się też dokumentacja budynku pierwszej szkoły w Kadłubie.

Klasycystyczny budynek powstał w 1804 roku w dzielnicy Piec (w bezpośrednim sąsiedztwie ówczesnej huty żelaza). Wybudowany z cegły, drewna i dachówki. Zauważyć należy, że wszystkim budynkom towarzyszyły do niedawna drzewa, które dziś są skrupulatnie wycinane.

Elementem, który zniknął prawie z naszej architektury jest też wykładany kamieniami wapiennymi chodnik.

Tutejsza szkoła powstała w roku 1804. Patronem był Graf von Tenczin na Szymiszowie, ówczesny właściciel Kadłuba. Koszty budowy pokrył w patron w 1/3 i w 2/3 gminy, z których dzieci uczęszczały później do szkoły, czyli Kadłub, Osiek a potem Carlsthal, już po założeniu tej koloni w 1820 roku. Pierwszy nauczyciel nazywał się Thomas Maintzik (1805 do 1824), piastował urząd aż do śmierci, jego żona była położną.

Przed rokiem 1804 większość dzieci nie otrzymywała nauki, poza nauką spowiedzi w kościele parafialnym w Rozmierzy oraz nauką czytania udzielaną przez zwykłą kobietę o nazwisku Mroß w jej mieszkaniu.

Budynek szkoły posiadał tylko jedną izbę do nauki i jedną mieszkalną dla nauczyciela, która była równocześnie kuchnią i sypialnią.

Jako że liczba uczniów szybko urosła do 240, a stara szkoła miała tylko jedne pomieszczenie klasowe, postanowiono wybudować w 1844 nową szkołę w centrum Kadłuba, z dwoma klasami. Stary budynek kupił graf i przebudował na mieszkania robotnicze. Dlatego do dziś stara szkoła nazywana jest familokiem.

Powyższe dane pochodzą z kroniki szkolnej w Kadłubie. W tejże kronice znajduje się też protokół z wizytacji, który opisuje ówczesną sytuację w szkole.

„6 marca 1806 odbyła się wizytacja nowo założonej szkoły. W uzgodnionym terminie stawili sołtysi i sędziowie wiejscy obu gmin należących do szkoły, czyli Kadłuba i Osieka, oraz 94 dzieci.

Mimo, że nauka rozpoczęła się dopiero na św. Michała (29 września), zapewniono jednakże wizytatorowi, że młodzież jest pilnie nauczana przez tutejszego nauczyciela. 32 dzieci potrafi już porządnie pisać, 40 literuje a 22 zna litery. Osiem dzieci piszących już sprawnie naucza dzieci kolejne. W sztuce liczenia uczniowie znają podstawy, dzieci liczące poprowadzono do miliona. Dzieci uczone są też dwa razy w tygodniu śpiewu. W tym celu wyposażone są w książki zgodnie z przepisami. Nauczyciel szkolny pilnie wypełnia swój urząd, wpajając dzieciom zachowanie czystości, dobre obyczaje i porządek, rozumie istotę urzędu nauczyciela i w przyszłości pragnie kształcić się, złożyć egzaminy i odbyć praktyki w seminarium nauczycielskim w Ober Glogau.

Wizytator zauważa, że tutejszy budynek szkoły jest przepisowy i został wybudowany w tym roku, nie wymaga więc napraw.

Podpisy złożyli:

Thomas Mantzyk nauczyciel

XXX [niepiśmienni się tak podpisywali] Michael Kałka sołtys z Kadłuba

XXX Johann Lipok sędzia wiejski z Kadłuba

XXX Woitek Marzok sołtys z Osieka

XXX Jacob Urbańczyk sędzia wiejski z Osieka

XXX Joseph Koyik przewodniczący szkolny

XXX Johann Latka przewodniczący szkolny

Dziś właścicielem budynku jest gmina. Budynek jest w złym stanie i szuka właściciela.

https://goo.gl/maps/qdf1bBqAjzhr1CLSA