Wojna polsko-niemiecka 1921 – kalendarium grozy

Nie ma bardzie zmitologizowanego i zdogmatyzowanego wydarzenia w historii lokalnej Górnego Śląska niż konflikt w roku 1921, nazywany obecnie przez naukowców wojną polsko-niemiecką (prof. Kaczmarek).

Poniżej dokumenty źródłowe o tym, co się działo na linii frontu w okolicach Kadłuba w roku 1921.

Rok 1919

Powstaje Polska Organizacja Wojskowa Górnego Śląska – nadzorowana i współtworzona przez Oddział VI (późniejszy II) Sztabu Generalnego Wojska Polskiego. Była to organizacja konspiracyjna do walki nieregularnej, podjazdowej o odłączenie Górnego Śląska od Niemiec i przyłączenie do Polski. Organizacja ta powstała 11 stycznia 1919 w Katowicach. Była główną polską siłę zbrojną w powstaniach śląskich 1919–1921.

Źródło: Wikipedia

Liczba zaprzysiężonych członków Polskiej Organizacji Wojskowej w powiecie strzeleckim: 810.

źródło: Ryszard Kaczmarek, Powstania Śląskie 1919-1920-1921 Nieznana wojna polsko-niemiecka

***

W 1919 roku powstaje organizacja „Heimattreuer Oberschlesier e. V.“ (Wierni heimatowi Górnoślązacy). Organizacja gromadziła Górnoślązaków, którzy angażowali się w pozostanie Górnego Śląska w granicach Niemiec.

Raport wywiadowczy Polskiego Komitetu Plebiscytowego, sprawozdanie sytuacyjne z powiatu Strzeleckiego 1920 rok: 

„Powiat strzelecki jest 75% polski, niewiele uświadomiony i obojętny, przeważnie rolniczy.

Organizacje bojowe: Istnieje w powiecie organizacja, do której należą ludzie V.H.O.S (Wierni Heimatowi Górnoślązacy) i leśniczy. Uzbrojenie powiatu dobre. Siła zorganizowana na powiat liczy około 900 ludzi. Powiatowym jest nauczyciel Langer lub hrabia Strachwitz.  

Punktami oporu są:

Miasto Strzelce – 200 ludzi zorganizowanych

[…]

Piotrówka: Czysto niemiecka kolonia. Stawić może 100 ludzi. Posiadają karabin maszynowy

Gogolin: bojówka 40 chłopa

Kadłub – 20 uzbrojonych ludzi

Kolonowska: 10 Stosstrupplerów

Źródło: Archiwum Państwowe w Katowicach

Powyżej lista wrogów, prawdopodobnie sporządzona przez kogoś z miejscowości Kadłub lub okolicy, kto był członkiem POW.

Poniżej listy wypłaty żołdu dla powstańców z powiatu strzeleckiego (źródło archiwum wojskowe).

***

Niemiecki wywiad (Bundesarchiv) także był dobrze poinformowany. Szpiedzy z terenu powiatu strzeleckiego donosili, że Polacy rozpoczną walki w kwietniu, jak pogoda pozwoli. Rolnicy ewakuowali wartościowe bydło do Strzelec albo w okolice miasta. Ludność kupuje masowo broń.

Rok 1920

Kronika szkoły w Kadłubie,

Mayer, nauczyciel w Kadłubie, członek Heimattreue Oberschlesier (organizacja działająca na rzecz pozostania Górnego Śląska w granicach Niemiec), rok 1920:

„Bał się nasz lud przyznawać do kontaktów ze szkołą. Łatwo można było być podejrzanym, że jest się Niemcem. A co to znaczy u Polaków okazało się 6 lipca [1920]. Trzystu Polaków przybyło w świątecznym pochodzie, dowiadując się, kto jest Niemcem, gdzie jest szkoła, nauczyciel Meyer. Sołtysa i karczmarza Thomasa Mrohsa pobili prawie na śmierć, kupca Meiera całkiem na śmierć. Mrohs kandydował z ramienia Partii Niemieckiej do nowo wybranego zarządu gminy. Partia Niemiecka obsadziła w nim 10 miejsc, a Polacy 5.”  

akt zgonu kupca Meiera zastrzelonego przez powstańców w 1921 roku

Transliteracja aktu:

Nr. 7

Krascheow, am 2. Februar 1923

Auf Grund der Mitteilung des Amtsgericht Oppeln vom 8. März 1921 wird heute eingetragen, daß der Kaufmann Adolf Meier, 44 Jahre alt, wohnhaft in Carmerau, Kreis Groß-Strehlitz, geboren in Carmerau, Kreis Oppeln, am 21. Januar 1877, verheiratet gewesen mit Martha geborene Dietrich, zu Königlich Carmerau im Lokal des Gastwirts Paul Bock am sechsten März des Jahres tausend neunhundert einundzwanzig von Insurgenten erschossen worden sei. Die genaue Zeit des Todes ist nicht ermittelt worden. Vorstehende 23 Druckworte gestrichen.

Der Standesbeamte Uliczka

Die Eintragung erfolgte mit Genehmigung der Aufsichtsbehörde. Diese Genehmigung ist erteil worden am 30. Januar 1923.  

Der Standesbeamte Uliczka

***

20.3.1921 odbywa się plebiscyt na Górnym Śląsku. Wyniki głosowania w Kadłubie

Maj 1921

Kronika szkoły w Spóroku:

” 3 maja wybuchło w Polsce powstanie, które zmusiło nauczycieli do ucieczki. Carmerau było okupowane przez powstańców od 3 maja do 13 czerwca. Mieszkanie nauczyciela zostało doszczętnie splądrowane. Do dwóch pokoi wychodzących na ulicę wrzucono kilka granatów ręcznych. Z szafek w klasach skradziono lub zniszczono cały sprzęt szkolny. Naprawa kosztowała 20 tys. Zajęcia można było wznowić dopiero 9 grudnia 1921. Zatem od 3 maja do 9 grudnia dzieci nie miały zajęć.”

Kronika szkoły w Kadłubie, Mayer, nauczyciel w Kadłubie:

„Już następnego dnia przybył do mnie w czasie zajęć uczeń Kowalski, wychowanek polskiego przywódcy z wiadomością, że przybyli Polacy by mnie aresztować. Pożegnałem się z moją rodziną i poszedłem do lasu w ukrycie. Po drodze spotkałem uzbrojonych powstańców w rogatywkach, pytających  o moje mieszkanie. W lesie ukrywało się nas wielu wiernych ojczyźnie mężczyzn. Jak horda wdarli się powstańcy do szkoły. Nauczyciel Karhan był w tym dniu u swoich teściów.  Nauczyciel Hübner został wyciągnięty ze swego ukrycia – grożono mu rozstrzelaniem. Podobnie postąpiono z moją żoną i 2-letnim synem Hellmuthem. Postawiono ich wszystkich pod ścianą, mieli zdradzić miejsce mojego ukrycia i magazyn broni. Wieczorem zebraliśmy się w nadleśnictwie i postanowiliśmy próbować uciekać następnego dnia. Wkrótce po wyjściu zaskoczył nas ogień z karabinów maszynowych. W ogniu tym przebiegliśmy do oddalonego o dwa kilometry lasu. Na szczęście powstańcy byli złymi strzelcami.
Również w lesie byliśmy często ostrzeliwani. Pojedynczo i grupkami przedarliśmy się do Ozimka. W moim mieszkaniu powybijano okna, zerwano podłogi, zbito obrazy. Książki i pisma podarto, wszystko zabrudzono ludzkim kałem. Tylko większe meble pozostały, ich odtransportowanie zaplanowano na później, przeszkodził temu Selbstschutz.”

***

Wspomnienia Jana Gomoła, członka Polskiej Organizacji Wojskowej z Grodziska

Powstaniec Piotr Puzik

Wspomnienia Piotra Puzika, rocznik 1900, urodzony w Kadłubie, członka Polskiej Organizacji Wojskowej:

Richter Piotr zginął pod Żyrową, został jednak pochowany w parafii Rozmierz.

***

4 maja do zagrody Friedricha Hoppe w Spóroku (niem. Carmerau, pow. strzelecki) wtargnęło 10 polskich insurgentów, między którymi został rozpoznany Joseph Anderwald z Szymiszowa. Złoczyńcy wywlekli wpierw żonę Franziskę a potem córkę gospodarza, którego nie zastali, z domu, po czym sromotnie je pobili. Kilka dni później bandyci ponownie nawiedzili gospodarstwo, aczkolwiek tym razem nie zastali nikogo, kobiety bowiem zdołały zawczasu uciec wraz z gospodarzem i skrywały się w pobliżu. Niezastawszy mieszkańców bandyci udali się do mieszkającej w pobliżu Marie Koy, szwagierki, u której obie kobiety się ukrywały. Grożąc jej pistoletem bandyci na próżno żądali, by wydała uciekinierów. Ale gdy kobieta nie wydała ukrywających się, mężczyźni zaczęli przeszukiwać jej gospodarstwo, niszcząc przy okazji drzwi, kradnąc lub niszcząc ubrania i odzież. Na koniec stłuczono jej talerze oraz uprowadzono bydło.

źródło Wachtyrz

***

Zgony w USC i księgach parafialnych:

USC Grodzisko, akt zgonu: Richard Smiatek, 31 lat, młynarz z Jemielnicy, zginął w powstaniu dnia 6.6.1921 roku

USC Antoniów, jedyny akt zgonu z wyraźnym oznaczeniem przyczyny: Franz Dyga, 25 lat, urodzony w Schodni, zamieszkały w Hüttendorf, Ozimek, zginął 25 maja w Krośnicy w walce z powstańcami polskimi. Był prawdopodobnie członkiem Sebstschutzu, który zaatakował Borycz i który wspominają francuskie raporty pokazane poniżej.

księga zgonów parafii w Strzelcach Opolskich. W szpitalu umiera Theophil Paisdzior, który zginął pod Boryczą:

***

Linia walk w roku 1921.

***

Wypad powstańców na Krasiejów 11 maja. Lokalny Selbstschutz z Kadłuba, który stacjonował w Krasiejowskim lesie wyparł powstańców do Spóroka.

Raporty francuskiej komisji międzysojuszniczej (Archiwum w Opolu):

  • 25 lipca 60 policjantów z Krasiejowa i Krzyżowej Doliny weszło do Grodziska, rozbroili gwardię komunalną i znęcali się nad mieszkańcami.   
  • w Kadłubie wiadomo o stacjonowaniu 30-osobowego nieregularnego oddziału Niemców.

***

Krośnica

7 maja 1921 roku Krośnica została zajęta przez kompanię 4 baonu strzeleckiego pod dowództwem Karola Brandysa z Podgrupy ,,Bogdan”. Powstańcy wzięli do niewoli stacjonujący we wsi oddział SSOS. Od 9 do 13 maja 1921 roku powstańcy odparli nieudane niemieckie ataki. Najcięższe walki toczyły się 25 maja 1921 roku gdy wieś przechodziła z rąk do rąk.

W Suchym Dańcu w chwili wkroczenia oddziałów powstańczych ginie wiele osób.  

Akta zgonu USC Izbicko:

Johann Hurek z Boryczy, lat 20, syn Mathiasa, zostaje zabity 26 maja przy słupie stodoły w swoim gospodarstwie przez powstańców strzałem z broni.

Jakob Kalla, lat 63, zostaje zabity w swoim mieszkaniu w Boryczy 6 czerwca przez uczestników powstania strzałem z broni.

Franz Smolorz, lat 19, z Suchodańca, syn Johanna Smolorza, zostaje zabity przez powstańców strzałem z broni 1 czerwca na terenie między Suchodańcem a Grodziskiem. Widnieje na liście wrogów wywiadu Polskiej Organizacji Wojskowej.

Michael Gawlik, lat 64, zabity przez polskich powstańców 1 czerwca w Suchodańcu. Widnieje na liście wrogów wywiadu Polskiej Organizacji Wojskowej.

Maximilian Zwierzina, lat 22, zamieszkały w Krośnicy, zastrzelony przez powstańców 26 maja w Krośnicy na własnym podwórku. Jego ojciec Paul, karczmarz w Krośnicy,  widnieje na liście wrogów wywiadu Polskiej Organizacji Wojskowej. 

Księga zgonów kościoła w Krasiejowie

11.5.21 pochówek, Johann Gryc, powstaniec

11.5.21 Johann Precjan, powstaniec

15.5.21 Willibald Mende, Selbstschutz

w lesie pod Knieją giną

2.6.21 Josef Koj

2.6.21 August Kotula

2.6.21 Paul Prukop

7.6.21 Johann Koj

7.6.21 August Pokora

w lesie Krasiejowskim 18 czerwca 21 giną Vinzent Suchanek, Franz Grabiec

17. sierpnia 1921 w lesie krasiejowskim znajdowane jest zmasakrowane ciało Augusta Gusnera. Guzner zniknął kilka tygodnie wcześniej. Dopiero w roku 1945 prowadzone jest dochodzenia i przesłuchiwani świadkowie.

27. sierpnia 1921 znaleziono w lesie w Schodni zwłoki Urbana Rajtora

1 września w lesie krasiejowskim II znaleziono zwłoki Franza Hasteroka i jego syna Vinzenta Hasterok

Dopiero w roku 1922 znajdowane jest w lesie w Dębiu ciało Juliusa Laskawietz, który był działaczem w Kółku Rolniczym.

Księga zmarłych parafii Szczedrzyk:

12.7.21 wyłącznie pochówek Juliusa Mlotek, 30 lat, zastrzelony

12.7.21 wyłącznie pochówek Augusta Krawczyk, 33 lat, zastrzelony

***

Sytuacja ludności 21. maja trudna, brak informacji, odcięci od świata. Kadłub i Rosmierz ma silne oddziały Heimattreuerów, które stawiają opór.

***

Archiwum Wojskowe

Archiwum Wojskowe udostępniło skany dokumentów Polskiej Organizacji Wojskowej, która koordynowała działania powstańców w roku 1921 na Śląsku. Na podstawie tych dokumentów, można zrekonstruować grozę tych kilku dni w czerwcu 1921.  

Meldunek z 30 maja:

Przez Dziewkowice przechodzili powstańcy w sile jednej kompanii i zabrali od ludności tamtejszej gwałtem 8 wozów.  

2 czerwca 1921

Kadłub zaatakowany przez Niemców, w sile 100 chłopa, ze stratami odparty.

13 czerwca poniedziałek po południu, Ryszka zeznaje, że w Spóroku wpadli do jego mieszkania Heimattreuerzy. Ryszki z żoną obili. Gromadzą się u Jana Meiera i planują dalsze gwałty. Anglicy w sprawie nic nie czynią, tylko przyjdą na skraj wioski i odjadą.

Meldunek z 15.6.21

W nocy Niemiecka Policja Plebiscytowa zajęła linię Kadłub Banatki Spórok, wśród nich byli mieszkańcy Kadłuba ubrani w mundury, jednego mieszkańca pobito, rozebrawszy go do naga i związawszy oczy,  

14.6. o 10.00 opuścili Kadłub, gdyż podchodziła tam komisja angielska, maszerująca na Staniszcze Małe, w Spóroku komisja dokonała obdukcji pobitego Jana Kapitza.

14.06. Niemcy wysadzili w Banatkach drzewo, które upadło w poprzek drogi, tamując przejazd.

Mapa rozmieszczenia oddziałów powstańczych

W Banioku Niemców już nie było. W nocy z 14 na 15 czerwca w Staniszczach Małych uprowadzono 4 Polaków. Komisja stwierdziła, że tych czynów dokonały bandy rozbójników i nie będzie organizowanej obławy. Po sporządzeniu protokołów komisja pojechała do Opola.

W Fosowskim znajdują się Anglicy i Szkoci, nie mówią oni po niemiecku, wobec czego są tam oficerowie francuscy z 24 baonu – dowódca Cassanowa – którzy uspasabiają Anglików do Polaków przychylnie.

20.6. uciekinierzy z Kadłuba (Ozimek, Ploch, Ziebma, Szklorz, Garbela, Koy) zeznają:

Od 14.06. w Banatkach i Kadłubie pojawiają się oddziały niemieckiej Policji Plebiscytowej wraz z bandami cywili, które dopuściły się następujących czynów:

14.06. o 3.30 banda napadła i zbiła Jaskuły i Wieczorka  

O 11.00 zostali odparci przez straż obywatelską

O 7.30 napadli po raz trzeci, rozbroili straż obywatelską, broń zabrali i odprowadzili ze sobą jedną osobę

15.06.21

Godzina 3.30 ponownie napastowali Wieczorka, szukali Plocha, zabrali 3600 marek.

Przedtem codziennie zajeżdżają mniejsze lub większe oddziały od strony Krasiejowa i maltretują ludność polską, która ucieka w popłochu. Co dzień wieczorem rozpoczynają ostrzeliwanie wsi. W nocy z 19 na 20 zrabowali krowy Franciszkowi Hasterokowi.

Oddziały powstańcze stacjonowały w karczmie Wieczorka na Banatkach, który był działaczem polskim. Protokół z zatrzymania szpiega Emerlinga Ryszarda.

Wikipedia:

W dniu 5 lipca 1921 zawarto rozejm. Rząd polski oficjalnie odciął się od odpowiedzialności za powstanie. W dniu 12 sierpnia Rada Najwyższa obradowała w sprawie Górnego Śląska. W wyniku powstania Międzysojusznicza Komisja Rządząca i Plebiscytowa na Górnym Śląsku podjęła 12 października 1921 decyzję o korzystniejszym dla Polski podziale Górnego Śląska. Ostatecznie Komisja Międzysojusznicza zaleciła korzystne dla Polski rozwiązanie w sprawie Górnego Śląska, według którego obszar przyznany Polsce powiększony został do ok. 1/3 spornego terytorium. Polsce przypadło 50% hutnictwa i 76% kopalń węgla. Rada Ambasadorów zaakceptowała tę decyzję 20 października 1921. Miało to ogromne znaczenie dla gospodarczego bytu II Rzeczypospolitej. Cel powstania został w dużej mierze osiągnięty.

Powstaniec Puzik wspomina:

Michael – rewolucjonista z Grodiska

Michael z Grodiska

Drugiego października 1801 roku o godzinie 2 po południu w miejscowości Grodisko oddalonej 1 milę od Gross Strehlitz, na pruskim Śląsku, rodzi się Michael Mros, syn Adalberta, żołnierza, i Cathariny córki Simona Mrosa. Ksiądz Caspar Funke chrzci go imieniem Michael. Dziecko, podobnie jak rodzice, są poddanymi hrabiego von Tenczin, rezydującego na zamku w Schimischow.

Na początku 19. wieku, zasadniczo na Śląsku ziemia należała do króla, lokalnej szlachty lub kościoła. Właściciel ziemski dzielił swoją ziemię na gospodarstwa i przekazywał w użytkowanie poszczególnym rodzinom. One obrabiały ziemię, ale jednocześnie były zobowiązane do świadczenia na rzecz właściciela ziemskiego prac w jego majątku. Poddany właściciela ziemskiego był na kilka sposobów od niego zależny: płacił mu czynsz, wykonywał dla niego pracę, był przez niego nadzorowany (policja dominialna) i sądzony (sądy patrymonialne). Właściciel ziemski decydował o wielu sferach życia prywatnego, przykładowo wyrażał zgodę (lub nie) na ślub swojego poddanego lub wybór zawodu. Stopień poddaństwa w Prusach był różny, największy i najcięższy na Górnym Śląsku. Z tego powodu sytuacja górnośląskiej ludności wiejskiej w skali całych Prus była najgorsza. Większość miała obowiązek odpracowania pańszczyzny u właściciela ziemskiego, mogło to być nawet 5,5 dnia na tydzień. Dopiero zagrodnik, posiadający gospodarstwo i trochę pola, albo kmiot, posiadający co najmniej 14h, potrafił z posiadanej ziemi utrzymać rodzinę i zatrudnić pachołka do odrabiania pańszczyzny. W Grodisku w roku 1750 było tylko 6 kmiotów i 36 zagrodników i chałupników (posiadali chałupę bez pola).  

Śląsk – najbardziej zacofany region Prus

Uwłaszczenie na pruskim Śląsku było procesem bardzo długim. Zaczęło się w roku 1807 ustawą znoszącą poddaństwo osobiste. W ramach kolejnych edyktów, np. z 1811 roku, kmiot czy zagrodnik mógł otrzymać ziemię dotąd użytkowaną wraz z równoczesnym przekształceniem pańszczyzny na czynsz lub zniesieniem jej za spłatą większej sumy. Jednakże na Śląsku ten wykup przebiegał bardzo opieszale i na niekorzystnych dla ludności wiejskiej warunkach. Bogaty chłop potrafił szybko spłacić właściciela ziemskiego, biedny chałupnik już nie, musiał odstąpić część przejmowanego gospodarstwa lub był zmuszony w ramach spłaty do świadczenia pracy na rzecz właściciela ziemskiego, co uniemożliwiało mu pracę utrzymującą własną rodzinę. Ostatnie umowy przeniesienia własności ziemi użytkowanej przez chłopów za odszkodowaniem w miejscowości Kadlub zawarte zostały z grafem Strachwitzem dopiero w roku 1851, a to w wyniku uchwalenia w 1850 roku edyktu znoszącego szereg uprawnień dworu z mocy prawa bez odszkodowania!

Księgi kościelne mówią, że w 1816 roku ojciec Michaela, Adalbert, jest sołtysem i wolnym zagrodnikiem (wolny, gdyż otrzymał już ziemię na własność i zwolniono go z powinności na rzecz dworu). Może stąd wzięło się u Michaela zaangażowanie polityczne. A może także z powodu drastycznego zaniedbania śląskiej ludności wiejskiej i zaniechań rządzącej szlachty w realizowaniu koniecznych reform.     

Rewolucja

Fatalna sytuacja społeczna, zaniechanie wprowadzenia koniecznych reform, bieda, złe zbiory, powodzie i epidemia tyfusu w roku 1847 doprowadziły do protestów i zamieszek w całych Prusach, także na Śląsku. Protesty objęły wszystkie warstwy społeczne. Śląscy chłopi zaczęli się politycznie organizować, zaniechali w wielu miejscach wykonywania powinności na rzecz właściciela ziemskiego, przeszli wręcz do zniszczeń. Żądali głośno zniesienia przywilejów ziemiaństwa.     

Zmuszony protestami król zgodził się na ogłoszenie pierwszych wyborów: ogólnych, bezpośrednich i równych. Aktywne prawo wyborcze mieli mężczyźni, starsi niż 24 lata, nie pobierający zasiłków dla biedoty. Zadaniem zgromadzenia narodowego było wypracowanie konstytucji Królestwa Prus.

Pierwsze wolne wybory

Dariusz Zalega pisze na profilu https://www.facebook.com/slaskzbuntowany: „W maju 1848 roku odbyły się wybory. Korespondent „Schlesische Zeitung” donosił, że w Gogolinie „gminy wybierały przeważnie tego rolnika czy zagrodnika, który występował z najbezczelniejszymi żądaniami wobec dworu”. W okręgu wyborczym Strzelce Wielkie (Opolskie) kandydujący na posła hrabia Renard otrzymał tylko jeden głos! W powiecie raciborskim rzeźnik Chrószcz w wyborach ścisłych pokonał księcia Lichnowskiego.

Wśród 24 posłów z Górnego Śląska do Berlina większość była chłopami i rzemieślnikami, a tylko 7 przedstawicielami szlachty i zamożnych mieszczan. Górnoślązacy znaleźli się na lewicy domagającej się reform społecznych i demokratycznych.”

Kandydatem, który tak miażdżąco wygrał z hrabię Renardem w okręgu obejmującym powiat strzelecki i lubliniecki był Michael Mros, wolny zagrodnik z Grodiska.

Mros zamieszkał w Berlinie pod adresem Neue Friedrichstrasse 57 w najstarszej części miasta. Jak głosował Mros? Zasadniczo tak, jak lewicowa frakcja w zgromadzeniu. W pierwszej zasadniczej dyskusji głosował za uznaniem suwerennego prawa ludu do rewolucji. Głosował też za opracowaniem projektu konstytucji przez specjalnie do tego powołaną komisję. Głosował za zniesieniem bez odszkodowania prawa do polowania przysługującego dotychczas wyłącznie właścicielowi ziemskiemu, nowe uchwalone prawo zezwalało każdemu polowanie na własnej ziemi. W kwestii brzmienia nowej konstytucji głosował za zniesieniem stanu szlacheckiego, za zakazem posługiwania się publicznie tytułami szlacheckimi, za wprowadzeniem akapitu, że konstytucja została uchwalona przez przedstawicieli ludu, za wykreśleniem z konstytucji powołania na Boga. Jednym z najczęściej w polskim piśmiennictwie omawianych głosowań, w których Mros wziął udział, była debata o reorganizacji narodowej Poznania. Debata dotyczyła podziału prowincji na część niemiecką i polską oraz stopnia uniezależnienia części polskiej od Prus. Szczególnie lewicowe frakcje w niemieckim zgromadzeniu, a z nimi Michael Mros, głosowały za niezależnością Poznania. Sympatyzujący z Rosją król i niektórzy jego ministrowie, obawiali się natomiast, że sprowokuje to Rosję do wojny. W dyskusji pojawiały się głosy, że z militarnego punktu widzenia lepiej nie pozwalać uniezależniać się Polakom, i rozbudowywać niemieckie pozycje na wschodzie w ramach ochrony wschodniej flanki, zamiast ufać w tym względzie samodzielnej ale słabej Polsce.

Zgromadzenie nie ograniczało się tylko do obrad i głosowań. Napływały do niego petycje odnośnie brzmienia zapisów konstytucji. Wpłynęło ich ponad 6000. Do ich rozpatrywania zgromadzenie zmuszone zostało powołać specjalną komisję.   

Archiwa zawierają zestawienia zgłaszanych petycji, poniżej te, które Mros złożył w imieniu swoich wyborców. Treść petycji pokazuje, z jakimi problemami borykała się wtedy ludność wiejska, czyli przede wszystkim źle realizowane edykty odnośnie uwłaszczenia i nadmierne i nadużywane przywileje ziemiaństwa.  

Gmina Grodisko, Kalinowitz, Borowian i Keltsch, Alt-Ujest, Warmuntowitz, Karlsthal, Kalinow za pośrednictwem radnego Mrosa wnioskowała o zniesienie podatku od sądu patrymonialnego (sądownictwo sprawowane przez właściciela ziemskiego, któremu podlegali chłopi, będący jego poddanymi), reformę samorządową i praw feudalnych, zniesienie sądu patrymonialnego, zmniejszenie podatków, ustalenie wynagrodzenia dla duchownych.

Koloniści z miejscowości Petersgrätz (dziś Piotrówka) za pośrednictwem radnego Mrosa składali wniosek o zmniejszenie podatku od dzierżawy dziedzicznej (dzierżawa przez chłopa majątku właściciela ziemskiego) i rozdział gruntów leśnych.

Gmina Himmelwitz wnioskowała o zniesienie podatku od sądu patrymonialnego i rewizję spłat.

Gmina Liebenhain za pośrednictwem radnego Mrosa składała wniosek o regulację obniżki podatku od dzierżawy dziedzicznej i rozdział gruntów leśnych.

Gmina Wysoka o rewizję wykupu dzierżawy dziedzicznej, zniesienie laudemium (podatek od przeniesienia własności dzierżawy dziedzicznej) oraz zmniejszenie podatków.

Zagrodnicy świadczący pańszczyznę z gmin Grabon i Suchau o przekazanie im zajmowanych przez nich parceli na własność. 

Gmina Adamowitz za pośrednictwem posła Mrosa prosiła o przekazanie zagrodnikom świadczącym  pańszczyznę zajmowanych parceli, zniesienie laudemium i zmniejszenie podatku klasowego, zniesienie mesznego (opłaty dla kościoła) i podział gruntów leśnych.

Wolny rolnik Lotalla z Kalinowitz za pośrednictwem radnego Mrosa prosi o zwrot roli zatrzymanej przez dwór w związku z zaleganiem ze spłatą laudemium.

Rolnik Jonczyk z Alt-Ujesd skarżył się za pośrednictwem posła Mrosa na zabranie mu gospodarstwa w toku wykupu dzierżawy dziedzicznej.

Właściciel na wolnym majątku Gordziel za pośrednictwem posła Mrosa prosił o zwrot ziemi, którą musiał oddać właścicielowi ziemskiemu w toku wykupu dzierżawy dziedzicznej.

Hettwich z Nakel w imieniu chłopów z Rosmierzy, Rozmierki i Suchej za pośrednictwem posła Mrosa prosił o zwrot gruntów zagarniętych przez dwór.

Powyżej przytoczono dokumentację działalności Michaela Mrosa znajdującą się w archiwum w Berlinie. Są też inne źródła, które należy wspomnieć. Najsławniejszym (niekoniecznie najrzetelniejszym) był Gustav Freytag – urodzony w Kluczborku powieściopisarz i felietonista. W 1848 roku opublikował on dwa listy „do wolnego zagrodnika Michaela Mrossa”. Obraz szkicowany przez Freytaga jest – łagodnie mówiąc – niekorzystny. Według Freytaga, Mros ma być niedouczonym, nierozgarniętym wasserpolakiem, nie mówiącym po niemiecku, ale nienawidzącym Polaków. Opinia krążąca po okolicy ma być też nienajlepsza. Rzekomo ma być Mros uparty, kłótliwy i największym awanturnikiem w okolicy. Ma być także przeciwnikiem króla i monarchii, gdyż król już niejednego grosza go pozbawił. Freytag zarzuca Mrosowi, że jest zwolennikiem wolności dla każdego bez wyjątku, wolności pracy a także, o zgrozo, powszechnego prawa do zbierania leżaniny (suche drewno leżące na gruncie) drewna w „pańskim lesie”. Zarzuca mu, że jest za emancypacją żydów. Stwierdza, że nie lubi on Polaków, co jest „starą odrazą polskich Górnoślązaków”. Freytag zadaje retoryczne pytanie, co Mros myśli o reorganizacji Wiekopolski w Prusach. Przecież rzekomo służył w Wielkopolsce jako żołnierz. Freytag w swoich pracach obwinia kler i śląskich włościan za to, przez braki w wspieraniu edukacji ludności wiejskiej, do parlamentu dostają się tacy niedouczeni Górnoślązacy jak Mros i inni.

W swoich tekstach Freytag krytykuje zasadę wyborów pośrednich (za pośrednictwem elektorów), wskazując Mrosa jako niepożądany wynik takiego systemu. Artykułuję także poczucie wyższości mieszczaństwa, do którego on sam się zaliczał, nad niewykształconymi warstwami niższymi, przede wszystkim górnośląskimi rolnikami. Ten brak wykształcenia i brak integracji dyskwalifikuje ich wg Freytaga do pełnienia funkcji politycznych. Jest sceptyczny co do równych i powszechnych wyborów, odmawiając dolnym warstwom społeczeństwa intelektualnych zdolności do wyboru właściwego przedstawiciela. To zdanie jest identyczne z ówczesną liberalną większością, która uważała, że niewykształcona większość ludu nie posiada zdolności decydowania o dobru ogółu.  

Nie wiemy, czy Freytag osobiście poznał Michaela Mrosa. Możliwe, że swoje informacje czerpał z drugiej ręki, gdyż w Strzelcach w tym czasie mieszka jego brat Reinhold, asesor sądowy. 14 kwietnia 1848 Freytag przebywa nawet w Strzelcach, gdyż jest świadkiem na ślubie swojego brata.   

Freytag był przeciwnikiem politycznym Mrosa, optował za zachowaniem monarchii i przywilejów szlachty. Trudno dziś ocenić, czy rysowany przez niego obraz był prawdziwy, czy tylko narzędziem walki politycznej. A walka wyborcza musiała być wtedy zażarta, każdy chwyt był dozwolony. Pokazuje to poniższy przykład.

Wół z immunitetem

Podczas obrad w Berlinie wół Mrosa wszedł na pole majątku w Rosmierce, należącego do Strachwitza, i został zarekwirowany przez tamtejszego dzierżawcę Jaschkowitza. Mros napisał do policji dominialnej (leżącej w gestii właściciela ziemskiego), żeby zawiesić rozpatrzenie odszkodowania, aż do jego powrotu. A to z tego powodu, że on i jego majątek na czas obrad posiada immunitet. Nie wiemy, co zadecydował Dilla, administrator policji dominialnej w Stubendorf, ale co wiemy na pewno, to to, że od razu opublikował list Mrosa w największej śląskiej gazecie – Schlesische Zeitung, jako dowód niewielkiej inteligencji autora. Można się domyślić, że list kazał opublikować właściciel ziemski Strachwitz, jako zwolennik zachowania przywilejów szlachty, aby Mrosowi zaszkodzić.       

Można się też domyślić, że szlachta była przerażona postulatami zgłaszanymi przez Michaela Mrosa. Z przywilejów wynikała wtedy jej cała władza nad poddanymi oraz majątek.

Hrabia Renard po przegranych wyborach obraził się niemiłosiernie na swoich poddanych. Petycje poddanych odsyłał ze złośliwą uwagą, że mają się zwracać ze sprawami do tych, na których głosowali.  

Ostatecznie rewolucja upada, sytuacja chłopów wraca do stany sprzed 1848 roku, a wręcz się pogarsza. Robotnicy rolni na Śląsku, a także w okręgu przemysłowym, znajdują się w tym czasie na końcu skali dochodów w Prusach. Aby wykluczyć ponowne dostanie się członków niższych warstw do parlamentu, przez kolejnymi wyborami wprowadzono ordynację klasową. Kandydatów dzielono na trzy klasy wg wielkości płaconych podatków, głosy na kandydata z najwyższej klasy miały wyższą wagę. Tak też wyeliminowano lub zmniejszono ilość chłopów w parlamencie na korzyść bogatych magnatów. W interesie magnaterii nie leżały reformy, gdyż przedrewolucyjny status przynosił im korzyści: przywileje i tanią siłę roboczą, czy to na roli czy w kopalni. Ubóstwo i zacofanie Śląska rosło, jednocześnie rosły majątki magnatów. Kilkadziesiąt lat później Śląsk miał najbogatszych przemysłowców i najbiedniejszy proletariat w Prusach. Jak to wszystko się skończyło, to już inna historia.    

Prolog

Michael Mros z pierwszą żoną Franciską Urbanczyk z Oschieka miał 9 dzieci, z drugą Susanną Hadrion z Jendrin 3. Wielu jego potomków do dziś mieszka w Gordzisku i okolicy.

Genealogia Michaela Mrosa

Źródła:

Joachim Bahlke „Schlesien und die Schlesier“

Dariusz Zalega „Śląsku zbuntowany“ i https://www.facebook.com/slaskzbuntowany

Gustav Freytag „Die Grenzboten”

Historia jednego dokumentu, z agentami, zbiegami i gestapo w tle

Pewnego dnia w czasie wojny pod gospodą w Kadłubie pojawił człowiek mówiący po polsku, twierdzący że jest domokrążcą i że sprzedaje opony do rowerów. Kaczmourz Peter Mross był bardzo kontaktową osobą, mówił też po polsku, rozpoczął więc z nim rozmowę. Szybko wyczuł, że przybysz coś ukrywa. Okazało się po dłuższej rozmowie, że mężczyzna ucieka przed Gestapo i szuka schronienia.

Kaczmourz ukrył więc mężczyznę. A że gospoda ma kilka ciemnych i głębokich piwnic oraz przepastne strychy – ukrył go w domu. Mężczyzna ten pochodził z Sosnowca i nazywał się Roman Kuśmierski.

Nawet Gestapo przeszukujące wkrótce dom, go nie odkryło. Gestapo robiło wtedy często rewizję w gospodzie i masarni, sprawdzając, czy nie wykonuje się zabronionych wtedy ubojów własnych i czy masourz nie handluje na czarno. Kuśmierski wkrótce ucieka dalej, zostaje jednak aresztowany, o czym mówią jego wspomnienia. Jest torturowany przez Gestapo w więzieniu w Mysłowicach, następnie przeniesiony do Gross Rosen i Mauthausen.

Nagle krótko po zakończeniu wojny, gdy Kadłub znalazł się w granicach państwa polskiego, podjeżdża pod gospodę luksusowy Landauer, a w nim Roman Kuśmierski z towarzyszącą mu Niemką u boku. Mówi, że jest szefem Urzędu Bezpieczeństwa w Lądku-Zdroju. Mówi: „Pjetrze, jakby ci się krzywda działa, to daj znać”. No to żona Petra, Johanna, mówi Kuśmierskiemu, że jej brat przetrzymywany jest w więzieniu w Strzelcach. Kuśmierski biegnie do Petra, i krzyczy: „ty śpisz a twój szwagier uwięziony!”. Od razu jadą obaj do Strzelec i natychmiast uwalniają szwagra.

Peter Mross miał chyba sentyment do uciekinierów. Zaraz po wojnie bowiem ukrywa z dwa lata właściciela cegielni w Krasiejowie, Gawlika. Ale po tym, jak w jednym z pokoi gospody kwateruje się milicjant, Gawlik ucieka dalej.

Na zdjęciu glejt wystawiony przez Kuśmierskiego na wypadek jakiś problemów oraz legitymacja Petra Mrossa uprawniająca do handlu bydłem.

P.S.

Dnia 10.03.2022 dotarła wiadomość z obozu Gross Rosen o wynikach kwerendy dotyczącej Romana Kuśmierskiego:

” […] po przeprowadzeniu kwerendy w zasobie archiwum Muzeum Gross-Rosen informujemy:

Roman Kuśmierski  syn Walentego urodził się 09. 08. 1925 roku w Dąbrowie Górniczej.

W dokumentach występują różne dane dotyczące jego dziejów w okresie II wojny światowej:

MGR-A; sygn. 5011/DP-A- ankieta byłego więźnia – aresztowany 15.03.1941 roku za przynależność do AK.

Przebywał w KL Mauthausen.

W KL Gross-Rosen osadzony 06.03.1942 roku numer 30567; pracował w kamieniołomach.

Przebywał w filiach Landeshut  do 05. 05. 1945 roku; w trakcie ewakuacji dotarł do Libau.

MGR-A; sygn. 125/L. 45716/MF-  pismo PCK w Warszawie–  aresztowany 06. 03. 1942 roku.

W KL Gross-Rosen osadzony 19. 04. 1944 roku ( ta data raczej jest właściwa  ponieważ  według  Chronologii  transportów i numeracji więźniów KL Gross-Rosen numer 30567 został wydany więźniowi przybyłemu  transportem  z Radomia, Kielc i Częstochowy).

Przebywał w filii Landeshut.”

Joanna Ania Mrohs

Kadłubskie złoto

W roku 1730 Kadlub jest jeszcze osadą w zalesionej i bagnistej dolinie silnie meandrującej rzeki Jemielnicy – co pokazuje mapa powyżej. Gdzie okiem sięgnąć – czerwonawe błoto. Błoto to jednak okazuje się być naszym złotem. Bo w tym błocie jest ruda żelaza, którą można przetopić na stal. Wiedzieli o tym już germańscy hutnicy, którzy 2000 lat temu w dolinie rzeki Jemielnicy założyli osady hutnicze i produkowali broń na potrzeby wojen z Cesarstwem Rzymskim – zostawiając pokłady żużla, które w latach 1970tych odkryją w Kadłubie archeolodzy. Ale to już inna historia.

Setki lat żelazo przetapiane było w prymitywnych piecach dymarkowych. Na zdjęciu ostatni piec dymarkowy na Górnym Śląsku pracujący w Tworogu do około 1790 roku, należący do hrabiego Colonna.

Pierwsza wzmianka o takim piecu w Kadłubie pochodzi z 1558 roku, kiedy to hrabia Borinski von Nostropitz posiada w Boryczy hutę żelaza, którą wkrótce przeniesie do Kadłuba.

Jednakże prawdziwą rewolucją będzie wybudowanie w Kadłubie wysokiego pieca, który pozwala na produkcję stali na przemysłową skalę. Skąd przyszła technologia wysokiego pieca. Tu pewne wskazówki dają księgi kościelne, które wspominają, że w latach 1740-1763 mistrzem hutniczym był Jacob Anderwald ze Styrii, regionu, który w 17 wieku był centrum technologicznym Europy, jeżeli chodzi o produkcję stali.

model pieca na węgiel drzewny ze Styrii o. 1800 roku, źródło Technisches Museum Wien

Pierwsze wysokie piece nie były tak duże, jak obecne. Ten Kadłubski w 1718 roku miał prawdopodobnie wysokość około 6 metrów i podstawę o długości 3m.

Jak wyglądał nasz zakład produkcji żelaza?

Pierwszym ważnym budynkiem był budynek namiarowania, czyli przygotowywania wsadu do pieca. Ważono tam składniki według ścisłej receptury. Najważniejszym był jednak piec. W szczycie pieca znajdowała się gardziel, do której prowadziła rampa, po której pracownicy transportowali i warstwami wsypywali składniki wsadu: rudę żelaza zbieraną z kadłubskich pól, węgiel drzewny wypalany przez lokalnych węglarzy oraz kamień wapienny, sprowadzany np. z Kamienia Śląskiego. Dodatek wapnia miał za zadanie, że ziemia, będąca składnikiem rudy żelaza, w chwili wytopu zbrylała się do postaci żużla. U dołu pieca znajdował się gar, gdzie zbierało się stopione żelazo, które było po wytopieniu spuszczane. Obok otworu do spustu surówki żelaza znajdował otwór, przez który miechy napędzane kołem wodnym w Jemielniczance wtłaczały powietrze, konieczne do uzyskania odpowiedniej temperatury wytopu. Spust następował do tzw. łoża rozlewniczego, czyli wgłębień uformowanych z piasku, do których spływała spuszczana surówka i zastygała w kawałki metalu (kęsiska), przeznaczone do dalszej obróbki. Uzyskana surówka była jednakże krucha, ze względu na zawartość węgla, i należało ją dalej obrobić. Do tego celu służyły fryszerki, czyli piece, gdzie surówkę wielkopiecową nadtapiano i nadmuchiwano powietrzem za pomocą miechów napędzanych kołem wodnym, co powodowało wypalanie węgla. Kadłubski zakład posiadał także młot napędzany kołem wodnym, gdzie kowale wykuwali stal do postaci prętów, które można było już sprzedać.

młot w zabytkowej kuźnicy w Zagwiździu

Mała ale przemysłowa

Mimo że mapy pokazują w roku 1730 Kadłub jako osadę leśną, nasza miejscowość miała wtedy stricte przemysłowy charakter. Pokazuje to kataster karoliński z 1723 roku, czyli spis mieszkańców i podatki, które muszą płacić.

Na 20 podatników, 1 był sołtysem (Adalbert Knap), 3 zagrodników wolnych (Peter Steindor, Barthel Klischt vel Klyszcz, Balzer Kalla), 3 chałupników (George Pasterak vel Pasternok, Blasius Schwietz, Jochem Jochemczik), 4 węglarzy (Paul Purda, Michael Glick, Thomas Schawel, Martin Kalla), 4 wytapiaczy (Mathias Spaleck, Andreas Duda, Johann Brandela, Mathias Piessa), 3 kowali (Johann Bomba, Johann Koziel, Johann Kuczmann – który w księgach kościelnych widnieje jako mistrz hutniczy), Greger Kolodziejczick karczmarz i George Zulka młynarz.

Czyli 11 mieszkańców pracowało na rzecz huty, nie było ani jednego kmiota, co może świadczyć o tym, że nie było jeszcze wystarczająco dużo wykarczowanych pól wokół huty.

Mimo małych rozmiarów, w Kadłubie musiał być spory ruch w związku z transportem wyrobów czy dostawą materiału wsadowego. Bowiem już z roku 1708 istnieje wzmianka, że w Kadłubie jest karczma, którą Heinrich von Peterswald sprzedaje Dorothei Kolodziejczyk. Patrz wpis poprzedni tutaj

Jak działała huta w Kadłubie?

Najpierw konieczne było przygotowanie lub sprowadzenie materiału wsadowego. Kopaczee kopali na okolicznych bagnach rudę darniową lub później rudę żelaza z Tarnowskich Gór, węglarze produkowali węgiel drzewny. Do oczyszczenia wytopu dodawało się do wsadu piecowego kamienie wapienne, które były dostarczane przez okolicznych chłopów. Dowodem tego jest dokument z 1803 roku mówiący o ugodzie pomiędzy Johannem Grafem von Tenczin a wolnymi chłopami z ówczesnej miejscowości Rosmierz. Paragraf 15. tejże ugody mówił, że każdy chłop miał obowiązek zabrać z Kadłuba 3 sztuki suchego drewna na stemple, o długości siedmiu i pół łokcia ( 1 łokieć = ok. 600mm; miara ta obowiązywała Prusach do zjednoczenia Niemiec w 1871 roku)  i dostarczyć do Tarnowskich Gór. Tam miał załadować dwa kubły rudy i dostarczyć do wysokiego pieca w Kadłubie. Chłop otrzymywał zapłatę jak za trzy dni robocze. Paragraf 16. ugody mówił, że chłopi w miesiącu czerwcu i lipcu musieli z rana nazbierać 2 kubły kamieni wapiennych i zawieźć po południu do Kadłuba. W pozostałych 10 miesiącach trzy kubły.

Wysoki piec działał w sposób ciągły. W jego 150 letniej historii pracowało przy nim średnio 20 robotników. Zespołem kierował mistrz hutniczy, sprawy księgowe prowadził sekretarz. Czasami wspominany jest też mistrz fryszerski. W zakładzie pracowali także kowale, którzy na młocie obrabiali uzyskaną surówkę żelaza do postaci prętów i innych wyrobów. Zakład zatrudniał także wielu pomocników. Ważnym elementem produkcji był węgiel drzewny. Całe rzesze węglarzy wycinały więc pobliskie lasy i przerabiały drewno w mielerzach na węgiel drzewny.

Jaka była wydajność naszej huty? Pokazuje to statystyka Carnalla z 1855 roku:

Huta Malapane produkowała 13000 cetnarów na rok. Pracowało w niej 10 pracowników przy wysokim piecu, 22 formierzy, 40 fryszerów, 11 walcowników, 75 w warsztacie budowy maszyn. Razem 160, dodatkowo 49 robotników dziennych i węglarzy, co daje 209. Urzędników nadzorujących było 16.

A prywatne huty?

Collonowska (Spółka Minerwa) posiadała wydajność 19400 cetnarów i 56 pracowników.

Kadlub (Strachwitz) posiadała wydajność 20 000 cetnarów i 12 ludzi.

Ligota Czamborowa (Strachwitz) posiadała wydajność 18000 cetnarów i 11 pracowników.

Krizankowitz (Bethusi) posiadała wydajność 13200 cetnarów 18 pracowników.

Huta kadłubska, jak każda inna, przyciągała przez lata specjalistów od wytopu żelaza. A wyręb lasów zostawił wolne połacie ziemi, które zasiedlali koloniści. Tak też powstała dzielnica Banatki. Te czynniki powodują nagły przyrost ludności naszej miejscowości. W roku 1750 w Kadłubie jest tylko 10 zagród, w 1774 roku Kadłub ma około 200 mieszkańców, z czego 20 zatrudnionych jest w hucie. W 1791 stoi już folwark hrabiowski (dziś zabudowania wokół starego nadleśnictwa, które było pierwotnie zamkiem myśliwskim), wielki piec, 2 fryszerki, mieszka 222 mieszkańców, istnieje też kopalnia rudy żelaza. W roku 1822 istnieje dodatkowo szkoła katolicka, 1 leśniczówka, tłuczkarnia żużla, mieszka 287 mieszkańców.

W roku 1840 Kadłub już ma już prawie 900 mieszkańców. W 1871 już 1000 osób mieszka w Kadłubie, z czego urodzeni w Kadłubie to 825, 7 ewangelików, 6 żydów. Czyli w przeciągu 100 lat liczba mieszkańców zwiększa się ponad czterokrotnie!

Niezwykle ciekawym źródłem informacji o mieszkańcach są księgi kościelne. Proboszcz miał obowiązek we wpisach o chrztach, ślubach czy pogrzebach, informować, jaki stan czy zawód miał mieszkaniec. I stąd też wiemy, że wysoko wykwalifikowani pracownicy byli pozyskiwani początkowo z zagranicy, np. w 1747 mistrzem hutniczym jest Gregory Krigar (Jura Grigar) z Czech, w 1762 roku Jacobus Anderwald ze Styrii, w 1763 roku Mathias Wszudybył z Czech, Simon Maywalder jest kowalem, ale w roku 1772 już sekretarzem huty. W roku 1779 umiera Valentin Kutzmann, magister fericudina (mistrz hutniczy) w wieku 70 lat. W roku 1792 Fryszerem jest Johann Weyrauch. W roku 1794 umiera Thomas Czys – kowal ręczny z Polski.

Wiemy, że od brudnej roboty byli lokalni mieszkańcy, tak więc węglarzem w roku 1766 jest niejaki Grabolus, Smarzly, Steindor. Ładowaczem węgla jest Lipak. W roku 1780 węglarzem jest Petri Kiolbassa, Michael Mutz, Franz Urbańczyk z Osieka i Simon Pasternok z Kadłuba. 1798 umiera Martin Pasternok, kopacz rudy darniowej z Kadłuba.W roku 1788 wspominani są kowale na kuźnicy Jakob Duda i Mathias Watzlawczyk, obaj mieszkają w Kadłubie. Jednakże przez lata lokalni pracownicy nabywają wyższe kwalifikacje. Tak więc w roku 1831 Balthasarus Deja jest mistrzem hutniczym a w roku 1840 Franciskus Pawleta jest mistrzem fryszerskim w Kadłubie. A w roku 1852 Valentin Kalka jest kowalem w hucie.

Po 150 latach pracy historia naszej huty dobiega końca. Dogania nas postęp technologiczny. Pierwszy piece na koks Graf Reden wprowadził już wcześnie, bo w 1796 roku w Gliwicach. Jednakże ich ilość tych pieców była ograniczona. Dopiero, gdy w latach 1850tych wzrosły ceny na surówkę, rozpoczęto inwestycje w piece, i wybudowano ich 30 w krótkim czasie. Są one nowoczesne i osiągają wysoką wydajność i przez to niższą cenę surowca. Produkty z pieców na węgiel nie mogły z nimi już konkurować. Statystyki mówią o tym, że jeszcze w 1868 roku pracują piece na węgiel drzewny, np. w Kadłubie, Pyskowicach, Żędowicach, a także piec w Malapane (Ozimek), który przetapia rudy darniowe. Jednakże wkrótce zostają one zlikwidowane.

Potwierdzają to ponownie wpisy w księgach kościelnych parafii. Około roku 1858 przeprowadza się z Kadłuba Turawskiego do Kadłuba strzeleckiego Sebastian Adamietz. Pochodzi on z rodziny młynarzy Trzęsiny koło Kadłuba Turawskiego, a zaraz obok jego młyna stała kuźnica. Więc prawdopodobnie już z domu wyniósł fach młynarski i hutniczy. W Kałubie już rodzi mu się córka Mechtilde. We wpisie o chrzcie proboszcz skrupulatnie zapisuje zawód ojca – jest on mistrzem huty w Kadłubie. Rodzą się kolejne dzieci Sebastiana – mistrza hutniczego. Aż w roku 1873 przy chrzcie córki Pauliny jest on już młynarzem. Te wpisy wskazują na około rok 1870, kiedy zlikwidowana została huta w Kadłubie. Ta data pokrywa się informacjami w starych dokumentach z młyna Adamietz, które mówią o tym, że mechanizm kuźni rodzina Adamietz przerobiła na młyn.

Opis starego napędu kuźnicy w aktach prawa wodnego.

Natomiast zgodnie z przekazem ustnym rodziny Adamietz, mechanizm napędowy starej kuźnicy a potem młyna miał 6 kół wodnych. Przebudowa na młyn nastąpić miała w latach 1860-tych. Do roku 1908 jako napęd służyły dwa koła o średnicy 4,5m i szerokości 1,8m, które były wprowadzane w ruch za pomocą wody przepływającej w korycie pod kołami. Po pożarze w 1908 roku w miejsce kół młyńskich zamontowano turbinę Francisa, która generowała prąd. Z tego prądu korzystała np. pobliska masarnia, zasilając chłodnię. Ruiny wielkich pieców i fryszerek stały na Piecu jeszcze po wojnie a w całym Kadłubie można do dziś znaleźć charakterystyczny żużel – pochodną wytopu.

Schemat zamontowanej turbiny Francisa, która generowała prąd.

Teksański krowokrad z Kadłuba

Z Kadłuba pochodzą sami fajni ludzie. Prawie … bo jest też Martin Mroz, bandyta, bydłokrad, oszust, zabity z rąk ludzi szeryfa w El Paso w 1895 w wieku 33 lat.

Ale wróćmy do początku … 12 lutego 1837 roku rodzi się w Kadłubie Valentin Mrosz, jego rodzice to komornik Franciskus Mrosz i Maria córka Andreasa Szczeponek. Komornik to kategoria mieszkańców wsi, którzy mieszkali komorą (zazwyczaj cała rodzina w jednej komorze/izbie) u rolnika lub zagrodnika. W zamian za komorę pomagali w gospodarstwie.

Jednakże będzie mu dorastać w ciężkich czasach na Górnym Śląsku. Na wschodnim krańcu Prus, Górnym Śląsku, panuje bieda, zacofanie, brak ziemi, wyzysk właścicieli ziemskich, choroby dziesiątkują ludność, obowiązują wysokie podatki. Wielu z naszej okolicy rusza więc do Ameryki, gdzie obiecano im ziemię – on też. W 1859 roku już w San Antonio Valentin Mrosz żeni się z Barbarą córką Laurenza Plocha, także emigrantką ze Śląska, a dokładnie z Osieka. Mają kilka dzieci, drugie z nich rodzi się 15.11.1861 roku i dostaje imię Martin. Mały Martin dorasta w otoczeniu samych Ślązaków. Jego ojciec Valentin i dziadek Laurenz (urodzony w Suchej) byli aktywnymi budowniczymi lokalnej szkoły i kościoła w Cottage Hill, niedaleko St. Hedwig. Martin jako dziecko miał zapewne za zadanie uczenie się pisania, liczenia i modlitw, prawdopodobnie zarówno po polsku i po niemiecku. Miał w końcu zostać jak ojciec porządnym śląskim chłopem. Jednakże on ma inne plany. W tym czasie żywa była w tamtych okolicach legenda kowbojów, którzy poganiając ogromne stada bydła przeżywali fantastyczne przygody, spotykali dzikich Indian i oglądali egzotyczne miejsca. Jako młody chłopak zafascynowany tą wizją zatrudnia się, jak wielu jego kolegów, jako kowboj na południu Teksasu w rejonie zwanym wówczas „krowi kraj”. Tam dopiero uczy się angielskiego. On i jego śląscy kumple, Sam Kravitz, Simon Kosub i Michael Dylla, wpadają wtedy na pomysł, znany wówczas dobrze, żeby wyłapywać ze stad nieoznakowane krowy i znakować je swoim własnym znakiem, i tak zbudować sobie własne stado. Proceder był oczywiście nielegalny. Niektórzy co bardziej sprytni potrafili tak znakować zwierzę, że znikał poprzedni znak prawowitego właściciela. I tak już w 1870 cała czwórka zostaje oskarżona o kradzież bydła. Kolejnym kompanem, który jeszcze bardziej pogrążył Martina w przestępstwie, był poszukiwany przez wymiar sprawiedliwości za brutalne czyny i zabójstwa Elic Tulic a.k.a. Alex Tudyk. Po aresztowaniu Tudyka, Martin znajduje zatrudnienie jako szef stada VVN Cattle Company of Seven Rivers w Nowym Meksyku.

Martin M’rose po lewej, Tom Fennessey manager Cattle Company po dobiciu targu

Tam dorabia się fortuny, znakując nielegalnie bydło i tworząc własne stado, podczas gdy pędzi stado swojego pracodawcy do Kansas czy Wyoming. Mimo iż był znany z tego, że świetnie władał rewolwerem, brak dowodów, że kogoś zabił. Raz tylko wyzwał na pojedynek Boba Forda, tego, który zabił Jesse Jamesa. Martin się bogacił, kupił ziemię w Nowym Meksyku i Kolorado, skupywał także stada innych kowbojów. Popełnił następnie błąd, który kosztował go życie – ożenił się z Helen Beulah, damą uprawiającą najstarszy zawód świata.

Helen Belulah Mroz
John Wesley Hardin

Martin, ścigany przez prawo, ucieka do Meksyku, gdzie w Juarez zostaje aresztowany. Jego żona zatrudnia Johna Wesleya Hardina, dopiero co zwolnionego z więzienia bandytę, który postanawia zostać adwokatem i ma uzyskać ekstradycję Mroza. Jednakże Hardin i Helen Mroz nawiązują romans. Martin Mroz, usłyszawszy o zdradzie małżonki, wpada w szał i postanawia wrócić, żeby odzyskać żonę, pieniądze i rozliczyć się z konkurentem. Ginie jednakże w chwili przekraczania granicy z rąk ludzi szeryfa.

przeszyty kulami Martin Mroz

Legenda mówi, że zabito go na zlecenie samego Hardina, który chciał przejąć majątek Mroza. Helen Belulah Mroz podobno nie smuci się śmiercią męża, ale kochankiem też długo się nie nacieszyła. Hardin zostaje zabity przez szeryfa Selmana sześć tygodni później.

źródła

George Scarborough: The Life and Death of a Lawman on the Closing Frontier. Robert K. DeArment

Protokół z wizytacji szkoły w 1806 roku

Za roczne wynagrodzenie nauczyciel w Kadłubie nawet nie kupił by konia roboczego. Kiedy? W 1806 roku 🙂

Z okazji dnia nauczyciela przeniesiemy was w czasie: do szkoły w Kadłubie w roku 1806. Wtedy to – 6 marca – odbyła się wizytacja nowo założonej szkoły. W uzgodnionym terminie stawili sołtysi i sędziowie wiejscy obu gmin należących do szkoły, czyli Kadłuba i Osieka, oraz 94 dzieci.

budynek z 1806 roku, dziś świetlica wiejska

Mimo, że nauka rozpoczęła się dopiero na św. Michała (29 września), zapewniono jednakże wizytatorowi, że młodzież jest pilnie nauczana przez tutejszego nauczyciela. 32 dzieci potrafi już porządnie pisać, 40 literuje a 22 zna litery. Osiem dzieci piszących już sprawnie naucza dzieci kolejne. W sztuce liczenia uczniowie znają podstawy, dzieci liczące poprowadzono do miliona. Dzieci uczone są też dwa razy w tygodniu śpiewu. W tym celu wyposażone są w książki zgodnie z przepisami. Nauczyciel szkolny pilnie wypełnia swój urząd, wpajając dzieciom zachowanie czystości, dobre obyczaje i porządek, rozumie istotę urzędu nauczyciela i w przyszłości pragnie kształcić się, złożyć egzaminy i odbyć praktyki w seminarium nauczycielskim w Ober Glogau.

Pomiędzy nauczycielem a obiema gminami, Kadłubem i Osiekiem, zawarto poniższy kontrakt, który obejmował:

Roczne wynagrodzenie wynosi 28 talarów i 24 szylingi. (koń kosztował 25 talarów)

Zboże – 15 szefli (szefel około 50l)

Jęczmień – 2 szefle

Kartofle 6 szefli 3 kwarty

Kapusta – 2 miary

Sól – 2 garnce

oraz wolne paszenie jednej krowy latem, a zimą pasza dla niej. 3 stogi i 8 snopków słomy i tyle samo siana.

Wizytator zauważa, że tutejszy budynek szkoły jest przepisowy i został wybudowany w tym roku, nie wymaga więc napraw.

Jako że nie było już nic do wniesienia do protokołu, a ze strony nauczyciela i obu gmin nie zgłaszane są żadne pretensje, protokół zatwierdzono, przeczytano obecnym i podpisano przez nich.

Podpisy złożyli:

Thomas Mantzyk nauczyciel

XXX [niepiśmienni się tak podpisywali] Michael Kałka sołtys z Kadłuba

XXX Johann Lipok sędzia wiejski z Kadłuba

XXX Woitek Marzok sołtys z Osieka

XXX Jacob Urbańczyk sędzia wiejski z Osieka

XXX Joseph Koyik przewodniczący szkolny

XXX Johann Kałka przewodniczący szkolny

p.s. ich dzieci już będą potrafiły się podpisać 🙂

1854 – wyjątkowe Strzelce Wielkie

Ogólna Gazeta Żydowska w roku 1854 donosi o wyjątkowym mieście – Strzelcach Wielkich.

***

Prusy. Strzelce Wielkie (Śląsk), 23 grudnia. (wiadomość prywatna).

W przeciwieństwie do ogólnych dążeń rozdziału konfesji pozwalam sobie opisać moje miasteczko, które wedle mojej wiedzy jeszcze nie było opisywane na łamach niniejszej gazety. Już od najdawniejszych czasów panuje tutaj przyjazna wzajemna tolerancja pomiędzy chrześcijanami a żydami, gdzie ci ostatni stanowią znikomą mniejszość. Szeroko rozpowszechniona choroba nienawiści  wobec żydów tutaj w naszej okolicy zaraziła tylko niewielu, i tak już cierpiących na psychiczne niedomaganie. Fanatyczni księża i nietolerancyjne urzędy są u nas zjawiskami znanymi wyłącznie z nazwy a nie z praktyki.

Autor chciałby tutaj opisać kilka przykładów dobrego współżycia. Podział drewna i żywności dla biedaków miejskich uwzględnia też biedaków z mniejszości żydowskiej. Tutejsza resursa mieszczańska (miejsce spotkań mieszczan) nie wyklucza żydów, wręcz przeciwnie, wielu w niej aktywnie działa. W corocznych wyborach deputowanych ds. podatku od działalności gospodarczej zazwyczaj zostaje wybieranych także kilku żydowskich przedsiębiorców.

Już 40 lat temu żyd pełnił urząd radnego i administratora miejskiej kasy komunalnej, i od tego czasu w radzie gminy znajduje się kilka osób naszego wyznania.

Co więcej, strzelecki batalion ma żydowskiego sekretarza, który cieszy się przychylnością swoich zwierzchników.

Synagoga w Strzelcach wybudowana w tym czasie, a to w roku 1850.

Interesująca może być też wiadomość, że młody żydowski lekarz jest lekarzem znaczącej instytucji karnej, zbudowanej przy drodze do Szymiszowa, co potwierdza otrzymane już zaświadczenie o objęciu stanowiska wystawione przez królewskiego ministra.

Na koniec uwaga, że w Izbicku, wsi leżącej w niniejszym powiecie, żyd jest od dwóch lat sołtysem.

t.

100 lat temu – żniwa śmierci w Strzelcach Opolskich, Boryczy, Krośnicy i Suchodańcu

Sto lat temu, w 1921 roku, ktoś namówił młodych chłopców z naszej okolicy do bitwy w imię interesów wielkiej polityki. Chodziło o pieniądze. O zakłady przemysłowe i kopalnie Górnego Śląska, które należało przejąć, aby czerpać z nie zyski.

Jak zwykle w takich sytuacjach, największą ofiarę ponoszą ci na dole, którzy giną w walce, i ich rodziny. Skutkiem konfliktu, zwanego powstaniami śląskimi lub polskimi, była śmierć porwanych do walki dwudziestolatków, ale także i przypadkowych osób. Polegli i zabici byli ze Strzelec i okolicy, na pewno się znali. Stanęli jednakże po przeciwnych stronach konfliktu.

Świadectwa tamtych tragedii można znaleźć w księgach zgonów, np. parafii w Strzelcach Opolskich, wtedy Wielkich.

Oto one:

5 maja poległ w Strzelcach Wielkich w walce w polskim powstaniu Angelo Brevi, 21 lat, żołnierz włoski,  pochowany 7 maja w Strzelcach Wielkich.

5 maja został ciężko ranny Franz Gaida powstaniec polski, robotnik, lat 28, umarł 6 maja i pochowano go w Strzelcach 9 maja.  

5 maja został zastrzelony przez powstańców polskich podczas podróży służbowej Paul Kiwus, kontroler przewodów trakcyjnych, lat 63, pochowany 8 maja w Strzelcach Wielkich.

5 maja zginął podczas powstania polskiego Josef Praschka, rolnik z Suchych Łanów, lat 24, pochowany w Strzelcach Wielkich 9 maja.  

26 maja w okolicach Boryczy jako powstaniec polski zginął Theophil Paisdzior, lat 21, robotnik z Adamowic, pochowany w Strzelcach 29 maja.

2 czerwca ranny został w walce z powstańcami polskimi  i zmarł Johann Mrochen ze Starej Schodni, pochowany 5 czerwca w Strzelcach Wielkich.

4 czerwca został ranny koło Rokicia (dziś część Raszowej) od odłamka granatu Gerhard Heisig, lat 20, registralor, umarł w transporcie z Krapkowic do Prudnika, tam pochowany 7 czerwca i potem sprowadzony i pochowany w Strzelcach 28 czerwca.

7 czerwca zginął Georg Stróżetzki, strażnik więzienny, lat 24, pochowany 10 czerwca w Strzelcach Wielkich, zastrzelony w granicach miasta przez Polaka.

15 czerwca w Kalinowicach zginął w walce Alois Pawlitzki, lat 18, robotnik w kamieniołomie, syn Johanna i Thekli z domu Kotyrba, pochowany 18 lipca w Strzelcach Wielkich.

5 czerwca pochowany zostaje 21-letni Krawczyk Paul, uczestnik powstania, pochodzący z Sucho Dańca a zmarły w lazarecie w Strzelcach.

Księgi parafii Rozmierz, obejmującej także Kadłub, Grodzisko, Osiek, Suchą, rejestrują trzy zgony związane z powstaniem. Są to trzej młodzieńcy 21letni walczący po stronie polskiej: Michael Schlappa i Valentin Schulz z Rozmierki, Peter Richter z Osieka (Richter ginie w walkach pod Żyrową).

W aktach USC Izbicko są takie wzmianki:

Johann Hurek z Boryczy, lat 20, syn Mathiasa, zostaje zabity 26 maja przy słupie stodoły w swoim gospodarstwie przez powstańców strzałem z broni.

Jakob Kalla, lat 63, zostaje zabity w swoim mieszkaniu w Boryczy 6 czerwca przez uczestników powstania strzałem z broni.

Franz Smolorz, lat 19, z Suchodańca, syn Johanna Smolorza, zostaje zabity przez powstańców strzałem z broni 1 czerwca na terenie między Suchodańcem a Grodziskiem.

Michael Gawlik, lat 64, zabity przez polskich powstańców 1 czerwca w Suchodańcu.

Maximilian Zwierzina, lat 22, zamieszkały w Krośnicy, zastrzelony przez powstańców 26 maja w Krośnicy na własnym podwórku.

Urząd Stanu Cywilnego w Jemielnicy rejestruje tylko jeden zgon, 21letniego młynarza z Jemielnicy Richarda Smiatek.

Niech zmarli będą przestrogą.

Cholera w Kadłubie w 1874

Mapa występowania cholery w roku 1874. Miejscowość podkreślona przerywaną linią – 1 przypadek. Miejscowość podkreślona ciągłą linią – epidemia cholery.

Cholera pojawiła się na Śląsku w grudniu 1872, przyniesiona z Austrii, przez robotników tam pracujących (1600 pruskich robotników pracowało w austriackich hutach i kopalniach). Rozważano wówczas zamknięcie granic, ale pozbawiło by to rodziny środków do życia, więc rejencja opolska zawarła umowę z austriackim rządem krajowym w Opawie, że chorzy leczeni będą na miejscu a nie w rodzinnej miejscowości, co doprowadziło do wygaśnięcia cholery.

Choroba wróciła w 1873 roku, najpierw w rejencji wrocławskiej i powiecie raciborskim.  Rejencja opolska podjęła więc szereg środków, np. kontrole flisaków, zakaz pielgrzymek, procesji, odpustów, zgromadzeń. Landrat strzelecki zabronił targów, zarządzono kontrole i zatrzymania włóczęgów, żebraków, zakaz zabaw, zakazano handlu obwoźnego i gałganiarzy.  Mimo obostrzeń, choroba postępowała. Pojawiła się w powiecie raciborskim, kozielskim, następnie w przemysłowej części Górnego Śląska. Aż w lipcu 1874 dotarła do Kadłuba. W ciągu miesiąca umierają 24 osoby, w niektórych przypadkach całe rodziny. Choroba tak szybko zabija, że nie nadążano z grzebaniem zmarłych. Kadłubskie ofiary cholery grzebano na specjalnym cmentarzu cholerycznym, do dziś zwanym Choleraberg. Zmarłych grzebał jedyny odważny Michael Kalka. W nocy zwoził ciała w trumnach, grzebał w dołach i posypywał wapnem. Osoby najbliższe nie brały udziału w pochówki ze strachu przed chorobą.  

1874 rok jest rokiem gdy Kadłub pojawia się w światowej prasie, niestety z tego smutnego powodu. Ogólna Wiedeńska Gazeta Medyczna donosi 11 sierpnia 1874 roku (obraz wyżej): „Z Breslau (Wrocław) donoszą, że cholera objawiła się w przerażający sposób w Gross Stein (Kamień Śląski) koło Gogolina, miejscowości Kadlub (Kadłub) i Boritsch (Borycz) i zebrała już tragiczne żniwo. Doktor Bruck z Gross Strehlitz (Strzelce Wielkie) wydał rozporządzenie choleryczne, w którym opisuje fakt, że po tym jak cholerę w miejscowości Lazisk (Łaziska) i Gonschiorowitz (Gąsiorowice ), przywleczoną przez osoby i ich ubrania z zakażonych terenów przemysłowych, udało się ograniczyć do kilku pojedynczych ognisk, w toku ostatniego tygodnia wystąpiła intensywnie w miejscowości Kadlub, Boritsch i Gross Stein. W pierwszych dwóch miejscowościach choroba została przywleczona przez handlarza gałganami, a miejscowość Gross Stein zapłaciła wysoką cenę za przyjęcie kobiety z Kadłuba, która zachorowała na polu. Od 24 do 31 lipca zmarło już 41 osób, co daje 5 procent mieszkańców.”

W księgach kościelnych znajdujemy skrupulatny opis zmarłych. Wszyscy zmarli są z Kadłuba, pierwszy zgon następuje 19 lipca 1874 roku. Ostatni 28 sierpnia. Księgi zgonów zawierają adnotację, że zmarli zostali pochowani na cmentarzu cholerycznym w Kadłubie (Kadłub należał wtedy do parafii Rozmierz, a zmarłych Grzebano w Grodzisku).    

 Obraz księgi zgonów, z prawej rubryka z adnotacją o przyczynie zgonu (cholera).    

Lorenz Szczeponek z Kadłuba, 52 lata, chałupnik, pozostawił wdowę Franciskę i 4 dzieci: Francisca 24, Martha 13, Maria 11, Anton 6

Franz Johna z Kadłuba, pasterz, 54 lata, pozostawił wdowę Marthę z domu Kuczera i dzieci: Maria ½, Johann 7, Franciska 14, Victor 11

Mathias Szefcik kowal i chałupnik, 50 lat, pozostawił żonę Agnes z domu Cebulla i 5 dzieci: Maria 24, Anna 22, Josef 18, Johann 14, Emanuel 13

Martha, żona pachołka z majątku Andreasa Adlera z domu Hontzia alias Honsisko, wiek 29 lat, pozostawia wdowca i 2 dzieci, Hedwig 1 i Johann 3 (dopisek: Johann zmarł także i został pochowany z matką w jednej trumnie)

Johann, jej ślubny syn, wiek 3,5 roku

Franz, ślubny syn komornika Bernharda Lassoncik i Franciski Mros, 14 lat

Maria żona komornika Antona Katerla, 38 lat, pozostawia wdowca

Anton Ploch, chałupnik, 43 lata, pozostawia wdowę Franciskę i dzieci z pierwszego małżeństwa: Johann 20, Joseph 18, Franz 17, Jacob 9, Franciska 6

Johann ślubny syn chałupnika Stanislausa Mokwa i Josefy Duda, 4 lata

Josepha ślubna córka chałupnika Johanna Mrós i Marii z domu Lika, 48 lat, zostawia dzieci: Johanna 22, Joseph 10.

Anton Orlik, strażnik krów, 59 lat, pozostawia wdowę Mariannę i dzieci: Maria żona Floriana Bieniek 27, Paulina 17, Anna żona Augusta Bieniek 25.    

Paulina ślubna córka chałupnika Stansilausa Mokwa i Josephy Duda, 19 lat

Paulina ślubna córka Antona Orlika, nadzorcę krów, 17 lat

Emmanuel, ślubny syn zmarłego chałupnika Mathiasa Schefcik, 13 lat

Franz Koj, chałupnik, 52 lata, pozostawia żonę Catharinę i dzieci: Franciskę 30, Andreas 27, Helene 24, Marianna 21, Johann 19, Julian 16, Simon 12, Pauline 10.   

Florentina ślubna córka chałupnika Johanna Koprek i Susana Sklorz, 13 lat

Josepha, ślubna córka powyższego, 4 lata

Victoria, ślubna córka powyższego 2 lata

Martin Rej, syn komornika Adama Rej i Johanny z domu Hasterok, 1 rok

Marianna Koprek, córka chałupnika, 9 lat

Marianna Wischniowski, komorniczka, 55 lat

Johann Kuczera, syn chałupnika, 5 lat

Simon ślubny syn chałupnika Franza Koja i Cathariny Wojtynek, 12 lat

Josepha, wdowa po zmarłym wycużniku Haitor, 52 lata, pozostawia dzieci: Andreas (w Kotulinie), Leopold (w Staniszczach Wielkich), Carolina 17 (w Kadłubie), Martha (u Andreasa), Lorenz (Kadłub).    

W miejscu pochówki, zwanym do dziś Choleraberg stoi krzyż.

autor: Joanna Mrohs

Cholera

Księgi parafialne są niezwykle ciekawym źródłem historii. Zawierają nie tylko gołe dane metrykalne, ale często adnotacje opisujące życie mieszkańców.

Jako że właśnie borykamy się z zarazami, należy zaznaczyć, że nie jest to niczym nowym w historii naszych miejscowości. W roku 1831 w księdze zgonów parafii Rozmierz, obejmującej wtedy Rozmierz, Rozmierkę, Jędrynie, Kadłub, Grodzisko, Suchą, Szymiszów, Podborzany znajdujemy wpis odnośnie panującej wówczas cholery.

Pro Memoria

Nieszczęsna azjatycka choroba zakaźna zwana cholerą, po tym jak nawiedziła wiele miast i wsi w Europie i zabiła tamże wielu ludzi, pokazała się też w naszej parafii w miejscowości Rosmirka i Jendrin. Cztery osoby umarły na nią, co też odnotowano w niniejszej księdze zgonów. Administrator faktyczny majątku Schimischow, główny urzędnik Schieckwolff z miejscowości Rosmirka w związku z tym wyznaczył i wygrodził miejsce pochówku za cegielnią z lewej na wyniesieniu. Niniejsze miejsce zostało ustanowione cmentarzem przez niżej podpisanego proboszcza w obecności urzędnika głównego Schieckwolffa, chirurga powiatowego i lekarza powiatowego Pana Friedricha Niepelta z Groß Strehlitz dnia 10 listopada tego roku [1831].     

Thaul

Proboszcz parafii Rosmierz

Jak widać na mapie z 1827 roku, cegielnia znajdowała się przy dzisiejszej ulicy Pasternik. I tam też do dziś jest krzyż, który jest regularnie remontowany.

Więcej na stronie Rozmierki http://www.rozmierka.eu/krzyz-na-pasterniku

We wspomnianych księgach znajdują się też dokładne wpisy co do śmierci tych 4 osób.

W Jędryniach zmarły 3 osoby: Catharina wdowa po Valentinie Marzok (74), jej syn Joann Marzok (35), wolny kmieć, oraz Juliana (51) wdowa po Jacobie Cichoń, która się chorą Cathariną opiekowała. Wszyscy zostali złożeni na nowym cmentarzu, bez towarzyszącego zazwyczaj księdza, proboszcz jedynie odnotował zgon w księgach. Wszystkich trzech pochowano w ten sposób na zalecenie lekarza powiatowego.

Z Rozmierki zmarł Valentin Bieniek (47), który był kaczmorzem. Choroba objawiała się u niego wymiotami i rozwolnieniem.

Autorzy: Alexander Graf, Piotr Smykała, Joanna Mrohs